"4.13.-2" Violence ZAKOŃCZONE


Prolog

 Boję się, moja misja jest bardzo ważna. Sefir mnie zabije jeśli nie uda mi się wypełnić misji, ale w sumie prędzej zginę tutaj. Mam jedno proste zadanie, muszę tylko podpiąć pendrive do maszyny. Pozwoli mi to prawdopodobnie zmienić cały kod, ub chociaż jedną probówkę. Taki z Sefira wpływowy człowiek, a jednak wysyła największą niezdarę do tego zadania.
 Gdy jestem już na końcu kanału wentylacyjnego, nasłuchuje, czy nikogo nie ma w pobliżu. Jedyne co słyszę to brzęczenie żarówek. Wyciągnęłam śrubokręt, i delikatnie usunęłam kratkę. Przysunęłam się bliżej, wsparłam ręce na brzegach otworu i ze zwinnością zeskoczyłam na dół. Była właśnie pora obiadu. Korytarz był pusty. Świadomość, że akurat ja jestem w centrum świata delikatnie mnie przytłacza. Zawsze gdy panikuje mam wyrobioną procedurę, co mam myśleć
"Jestem Ahrri Jaswold, należę do Ringhtów, mam status żołnierza rezerwy. Muszę walczyć o wyzwolenie ras. Sama należę do kobiet, albo jak to mówią cywile - do Satur, jestem Saturą, jedną z niewielu pośród armii mężczyzn - Nepów. Jako jedna z niewielu mówię w obu językach, byłam jedną z udanych eksperymentów. Moja misja to sprawić by wszyscy byli jak ja, by zburzyć mury."
 Przede mną stoją białe, gładkie drzwi. Niepewnym ruchem przesuwam je w lewą stronę, i po krótkim namyśle, decyduje się wejść do środka. Wszystko jest białe. Jestem w pomieszczeniu przypominającym serwerownie, lub wielkie laboratorium, którym w pewnym sensie jest. Regały są pełne kolorowych fiolek. Szukam daty 13 kwietnia, czyli za pięć dni. Gdy docieram do równo ułożonych buteleczek, połyskujących różnymi kolorami. Wybieram jedną z nich, ma czerwoną barwę, z wytrąconym, zielonym osadem u góry. Zza pasa wyciągam pojemnik. jest w nim bardzo mały pojemnik. Jego pojemność to 1 mililitr. Tyle potrzeba, i tyle udało się zrobić przez ostatnie ponad 23 lata. To ostatnie co udało się uratować z wybuchu, w fabryce. Nie ma w podziemiach warunków do zbudowania nowej, teraz, gdy nasza siedziba jest tylko umowną nazwą, to nasza nadzieja. Otwieram pojemnik i wlewam maleńką zawartość do płynu. Barwy zdają się mieszać, zielony i czerwony kilka razy się przemieszały, po chwili zielony, zmienił się na czarny, czyli wprowadziłam gen który objawi się w wieku pełnoletności - 16 lat. Jest to pełna dojrzałość emocjonalna. Można nazwać to miejsce rajem - często ładne, zawsze szczupłe dziewczyny, zero facetów. Żyją w dziczy, bez prądu, bez niczego nowoczesnego. Po drugiej stronie muru - prąd, komputery, mało lasów, tlen biorą chyba tylko z małego lasu nieopodal. Zakaz wejścia. Żaden facet tam nke wchodzi, są według legend zabijani tam przez długowłose, piękne istoty. Co jest wierutnym kłamstwem.
 Gdy zauważyłam lekkie ściemnienie żarówki, szybko zaczęłam wracać do wentylacji. Gdy włączano zmywarki na kuchni, żarówki na krótką chwilę ściemniały się, to przez zużycie energii. Podeszłam do dziury w suficie, podskoczyłam i złapałam się za brzegi wentylacji. Po chwili znów byłam w tym samym szybie. Szybko założyłam kratkę wentylacyjną i ruszyłam z powrotem.  Zajęło mi to dłuższą chwilę, ale po 5 minutach byłam w umówionym miejscu spotkania. W tem miejscu szyb rozdzielał się, i biegł w dwie strony : do Satur i do Nepów. Po chwili usłyszałam uderzanie w metalowe ścianki. Bret czołgał się po wąskim przejściu. Gfy mnie zobaczył, dało mi to sygnał, by ruszyć w stronę świateł. Jego misją było zrobienie tego co ja, ale u Nepów. Dzięki temu, gdy te dwie osoby osiągną pełnoletność, to jest szansa, że się poznają. To co wprowadziliśmy do probówek daje nam możliwość w ingerencje ich DNA, po za tym, możemy decydować o możliwości ich spotkania. W końcu udało mi się wyjść. Ujrzałam właz. Ja, i mój obecny narzeczony byliśmy znowu w naszej umownej bazie.

#1
  Wstałam jak zwykle o 8 rano, gdy otworzyłam oczy, mój wzrok padł na sufitowe dekoracje. Były ubogie. Nie miałam ostatnio żadnych pomysłów jak przystroić mój pokój. Ściany które pokryte są białą farbą, nie przypominają tych sprzed kilku lat. Za kilka dni kończę 16 lat. Z tej racji, moje ściany nie mają wielu rysunków ani malowideł. Odmalowałam je na biało, i mam zamiar dokumentować wszystkie piękne, inne, niezwykłe wydarzenia. Mozolnie wstałam z łóżka, i podeszłam do lustra. Moje czarno-różowe rozczochrane włosy, niesfornie oplatały moje ramiona. Były moim kompleksem. Gdy się pojawiłam na tym świecie, moja probówka była czarna, co miało zadecydować o moim kolorze włosów. Moje oczy są zielone, tak jak było mi pisane, moje włosy zamiast czarnych, były w połowie różowe. Dosyć ciekawy przypadek. Pamiętam, jak miałam 6 lat, to moja starsza koleżanka straszyła mnie, że ktoś złoży mnie w ofierze szatanowi, oczywiście w to nie wierzyłam, ale było to straszne. Wyszłam z pokoju, i powędrowałam do łazienki, byłam jedną z pierwszych osób. Doprowadziłam się do ładu, i wróciłam do siebie. Mimo, że nigdy nie widziałam na oczy żadnego Nepa, to czasem mam wrażenie, że lepiej dogadałabym się z nimi niż z tymi Saturami. Lubiłam ich towarzystwo, ale często miałam ich dość. Jestem dosyć strachliwa, ale mieszkanie samemu, to spoko sprawa. Posprzątałam mój pokój, podeszłam do okna. Otworzyłam je ruchem ręki, i pchnęłam do przodu. Mieszkam blisko lasu, właściwie, to gdybym wyskoczyła przez okno i balkon, to stoję u jego początku. Łączy się on z murem granicznym pomiędzy nami, a nimi. Z drugiego okna mam widok na miasto, które zaczyna swój dzień. Jest ciepły, wiosenny dzień, przyglądam się często temu widokowi. Zabiegane dziewczyny przemieszczają się pomiędzy sklepami, opiekunki wyciągają dzieci z pokoi, zabierają je ma dwór, do pomocy. Mój dom, jak i dom 30 innych dziewczyn mieści się w mieście Samos, ciągnie się przy murze, przez jego większość. Nasza wyspa jest podłużna, więc mur jest krótki. Nasze miasto, i miasto Cand opierają się o mur, tylko, że nasze styka się z centrum całej wyspy. Centrum dowodzenia to nowoczesny budynek, który decyduje o wszystkim. Tutaj powstają Satury, i Nepowie, są rozdzielani, i wysyłani do Inów, które sprawiają, że w ciągu 10 godzin, od probówki, zmianiamy się w czteroletnie dziecko. Opiekują się nami opiekunki, potem same o siebie dbamy. Uczymy się co prawda o Nepach, ale jakiekolwiek zdjęcia, jakiekolwiek dokumenty, lub utrwalenia, że oni istnieją... nie ma ich, pustka.  Możemy tylko wierzyć słowom. Za klika dni będę pełnoletnia, będę pracować przy pilnowaniu pola, roślinności, będę obok lasu który kocham, od zawsze go odwiedzałam. Jest to co prawda zabronione, ale nikt nie zwraca na mnie większej uwagi. Spojrzałam na kalendarz, równo brakuje mi... dnia, to już jutro, dzisiaj jest 12 kwietnia 301 roku. Podeszłam do dużej, białej szafy. Otwiera się ze skrzypnięciem. Zawartość jest uboga. Każdy z nas ma 3 stroje, wszystkie podobne. Moja zawiera : strój dzienny - czarne trampki, czarne podkolanówki, czerwoną bluzę, biała koszulka z Saturnem. Takich kompletów mam 7, na każdy dzień tygodnia. Piżama - krótkie spodenki, i długa, szara koszula naocna. Też mam ich 7. Mam jedną sukienkę. Jest czarna z białym kołnierzykiem, ma krótki rękaw. Każda z nas ma jeden typ ubioru, który się nie zmienia. Ubrałam strój dzienny, po czym zwróciłam się do biurka. Było białe, z dwiema szufladami. Otworzyłam jedną, wydała z siebie cichy pisk. Wyjęłam szkicownik i ołówek. Podeszłam do łóżka, ale jednak skierowałam swój wzrok na lustrze. Nie raz próbowałam namalować siebie, zawsze z marnym efektem. Nie przez mój styl rysunku, tylko przezemnie. Jestem inna. Wszystkie dziewczyny są szczupłe, takie się pojawiają na tym świecie, i takie są, to jest już zaplanowane w probówce. Ja jestem wyjątkiem. Mam szerokie uda, i brzuch. Żadne ćwiczenia, które odbywamy codziennie nie pomagają. Jestem, byłam i zawsze będę inna. Próbowałam rysować inaczej, "wyładnić się", ale mam potem wyrzuty sumienia. Zniechęcona, rzuciłam mój notes i ołówek o łóżko, po czym energicznym ruchem wstałam. Zciągnęłam czarną torebkę z wieszaka, po czym ruszyłam do wyjścia. Zamknęłam drzwi na klucz, a potem, schowałam go do torby. Szłam ciemnoróżowym korytarzem, mijając zdjęcia i dekoracje. Gdy mijałam pokój, który był tuż obok schodów, coś wybuchło. Drzwi otworzyły się z łoskotem. Stała tam Katie, która trzymała w ręce książeczkę. Cała była w pyle i prochu.
- Katie, co się stało ?
- No cóż, próbowałam zaklęcia do fajerwerek, i trochę mi nie wyszło, najwyraźniej używanie mąki zamiast prochu, to zły pomysł.
 Przewróciłam oczami, po czym skieriwałam swoje kroki ba schody. Pokonałam je kilkoma większymi susami. Mieszkam na poerwszym piętrze, więc długa droga to nie jest. Po kilku chwilach byłam już przed budynkiem. Wzięłam głęboki wdech świerzego powietrza, i poszłam przed siebie. Moim celem było zameldowanie się u pani Schuldz, która zajmowała się dobieraniem funkcji dla pełnoletnich. Obeszłam budynek dookoła, i poszłam w stronę lasu, minęłam go, i szłam wzdłuż niskiego murka oddzielającego las od pola. Gdy zaczynał się gąszcz drzew, jeszcze raz spojrzałam w mur graniczny, wyłożony lustrami. Ciekawe, czy po drugiej stronie, rownież są lustra. Przez ułamek sekundy widzę swoje odbicie, lecz szybko znika, gdzie zaczyna sie las, tam kończą się lusta. Idę po udeptanej ścieżce, minęłam małą studnię, moim oczom ukazała się starsza kobieta, w zielonym płaszczu. Pani Schuldz patrzyła na mnie z powagą, jednak gdy stanęłyśmy twarzą w twarz, jej grymas stał się uśmiechem.
- Witaj kochana jubilatko.
- Och, proszę pani, to dopiero jutro.
- Wiem, ale jutro będziesz kimś innym, wszystko się zmieni. - Spojrzała na mnie z troską, znałam to spojrzenie, to ona opiekowała się moją klasą, była dla mnie jak matka, to ktoś o kim mówiono nam na historii, gdy Nepowie i Satury żyli razem, wychowywali dzieci, ale nie takie z probówki. Była matka dziecka, i ojciec. Potem po serii złych wydarzeń, podzielono nas. Od tego czasu wszyscy żyją w zgodzie. Czasem zastanawiam się jak jest po drugiej stronie. Pani Schuldz przygotowała dla mnie kartkę papieru, na którym były wypisane reguły, które obowiązywać mnir będą od jutra, wraz z moją pracą. Wyciągam coś do pisania, i szybkim ruchem wpisuje moje imię: "4.13.-2". Nikt nie ma innego imienia. Na Panią Schuldz mówimy po nazwisku, a raczej jej funkcji. Schuldzowie to nauczyciele. Więc równie dobrze mogłabym powiedzieć nauczycielko. Jej wiek mogę określić na 40 lat. Jej ciemne włosy spięte w warkocz, i surowe rysy, spraiwają, że budzi grozę. Ja nie boję się jej, wręcz przeciwnie.
- Już jutro będziesz inna, pamiętaj, że o 16 zbieramy się na placu, w związku z waszą dorosłością, chyba traficie.
- Dobrze proszę pani
- I jeszcze jedno, nie zmieniaj się, jutro rano - idź do lasu. Może to utrzyma cię taką jak dzisiaj.
- Obiecuje, do widzenia.
 Ubrucilam sie na pięcie, i ruszyłam w stronę rynku. Pani Schuldz ma słuszne obawy. Przy otrzymaniu pełnoletności, większość dziewczyn się zmienia. Razem z nauczycielką smiałyśmy się, że skoro jestem taka nietypowa, to stanie się ze mną coś równie dziwacznego. Mijając poerwsze budynki, na placu dostrzegam inne dziewczyny z mojej serii. Zero, Dwa, Cztery, Sześć, Osiem, oraz Dziesięć siedzą przy fontannie. Moja obecność tutaj to zły pomysł. Pomijając Czwórkę, która poświęca życie czytaniu, cała reszta szczerze mnie nienawidzi. Źle to nazywam, nue nienawidzą, tylko nie szanują. Uważają mnie za gorszą. W każdej serii, czyli co tydzień, gdy są nowe, to jest ich 7 czyli czyli parzyste cyfry od minus dwa do dziesięciu, w tym samym dniu jest 7 chłopaków, z tym że są to liczby: -1, 1, 3, 5, 7, 9, 11. Jest pewny zabobon, że te liczby na minusie, są gorsze. Tutaj by się to zgadzało. Jestem inna, inne włosy, grubsza, mam inną twarz. Duża część z nas podchodzi do LA, czyli małej alchemii, z wielkim entuzjazmem, część wręcz przeciwnie. Ja matomiast jestem zwolenniczką upraszczania sobie życia zaklęciami. Przesadzam, to nie żadne zaklęcia, nie jesteśmy czarownicami. To coś w rodzaju energii, która zasila nam światło w domach i tym podobne. Oprócz tego, małe zaklęcia, typu zamoistne kwitnięcie kwiatów, to nie wyczyn. Ja mam częstą skłonność do podpalania wszystkie wokół. Spoglądam na Zero czeszącą jedwabiste loki Dwójki, czyli mojego przeciwieństwa. Jest szczupła, ma lekko opaloną skórę i duże, brązowe oczy. Jest ideałem dziewczyny. Dziesiątka to jedyna z naszej serii, która jest lesbijką. Kiedyś jej się podobałam. To było chore, ale jej minęło. Mijałam właśnie szerokim łukiem dziewczyny, które mi się przypatrywały. Nienawidzr tego spojrzenia. Nie mam w sumie nikogo z kim mogłabym o tym rozmawiać. Szybkim krokiem idę w stronę najbliższych uliczek, by straciły mnue z widoku, a tym bardziej, żebym to ja straciła je z widoku. Ostatnia lekcja, to ta dzisiejsza.  To kilka godzin materiału, który Żyleta odkładała na dzień, gdy nie bedzie nam sie chciało słuchać. Ta surowa nauczycielka nie lubi kwestii Nepów. Poruszy więc tematy mężczyzn jak zawsze na koniec roku. To dlatego tak je lubimy. Marzymy, by ich kiedyś spotkać.
Po kilku chwilach jestem już na placu nauki. Ławki ułożone są w kole, większość już zajęła swoje miejsca. Siadam w ławce, obok młodszych trochę dziewczyn. Są to moje koleżanki, chyba jedyne prawdziwe. Nabiajmy sie z Żylety. 8.15.-2 i 8.15.3, lub po prostu Lisa i Cloey mówiły właśnie o jej wieśniackiej spódnicy, ody usiadłam.
- Patrzcie jak się denerwuje, zaraz jej chyba żyłka pęknie.
- O, hej ... już się znamy tyle czasu, a ja dalej nie mam dla ciebie imienia. Takiego jak były kiedyś.
- Może Half ? Bo jest w połowie różowa.
- Cloey ! - Krzyknęła Lisa
- Nic się nie stało, przyzwyczajam się.
 Ciekawe jaki temat poruszy tym razem nasza ukochana pani psor. Wyciągnęłam swój zeszyt. Było to bardziej z nudów. Był nieduży, pełen notatek, i rysunków. Moim marzeniem było spotkać Nepa, gdy miałam 6 lat. Teraz to najwyżej miałam ochote, żeby mnie stąd ktoś zabrał. Otworzyłam zeszyt, i wertowałam kartki, aż znalazłam pustą stronę. Pani Żyleta narysowała na tablicy kształt Satury, oraz Nepa. Następnie przerysowałam wszystko, co ona. Dalej gadała coś, że to nie istotne, i program nauczania to barbażyństwo. W tym czasie, ja rysowałam to, co mówiła mi wyobraźnia. Mój wygląd Nepa różnił się, od tego, jak rysuje go nauczycielka. Mój był... młodszy. Chłopak miał krótkie włosy i ciemną bluzę. Ten obraz miałam wyryty w pamięci. Nie wiem skąd, ale tak sobie ich wyobrażałam. Na kalendarzu nad tablicą był bieżący miesiąc.  Dzisiaj jest 12 kwietnia. Cholera ! Już jutro... Jutro kończę 16 lat. Wszystko się skończy. Potajemne wyjścia do lasu, bieganie wśród zboża. Nie ! Nie zgadzam się. Z zamyślenia wyciąga mnie mocne uderzenie. Żyleta uderzyła mnie z całej siły zeszytem w plecy. Bicie mnie to chyba jej hobby. Mój zeszyt natomias wzięła, i zaniosła w stronę ogniska. To był cały mój dorobek intelektualny. Zerwałam się z miejsca, i pobiegłam ile sił w nogach. Zeszyt był już prawie w ogniu, gdy chwyciłam go, parząc sobie przy tym rękę.
- To jest niedopuszczalne ! Trzy godziny kary !
 O nie... nienawidzę rych kar, nic nie wnoszą, oprócz mojej większej niechęci do jej osoby. Osobiście zaprowadziła mnie do lasu, i przywiązała mnie sznurkiem do drzewa. Przez najbliższe trzy godziny muszę tu stać. Gdy Żyleta schodzi s poja widzenia, wypowaidam pod nosem kilka złych słów. Mogłabym co orawda rzucić jakieś proste zaklęcie alchemiczne, ale te sznury blokują mi magię. Na szczęście, od magii, lepiej się rozeznaje w praktycznych rzeczach. Spędziłam tutaj przez swoje życie około 200 godzin. W korze drzewa okryty jest mały nożyk. Bez trudu rozcinam więzy, ale wiem, że mi się dostanie. Chcę ostatni raz zaszaleć. Muszę zmienić ubranie, by tego nie pobrudzić. Proste zaklęcie, i jestem ubrana w czwoną, długą bluzę, z bardzo cienkiego materiału, z kapturem, oraz krótkie spodenki, w czarnym kolorze. Moje trampki, jak były tak są. Biegłam. Nie wiem czemu ale biegłam co sił w nogach, choć miałam mało siły. W pewnym momencie, skręcając po raz kolejny, straciłam poczucie czasu i odległości. Nigdy nie zapuściłam się tak daleko. Szłam więc przed siebie. Mijały tak godziny, a może to było tylko kilka minut. Zauważyłam, że liście na drzewach były co raz to rzadsze, a drzewa co raz to ciensze. Kora była bardzo cienka. Był to dobry, a jednocześnie zły znak. Oznaczało to, że jestem co raz bliżej muru. Od Nepów roztaczała się jakąś negatywna energia. W pewnym momencie źle stanęłam i zleciałam z pagórka. Moim oczom ukazał się lustrzany mur. To dlatego tak trudno go zobaczyć. Jednak miejsce w którym byłam było inne. Była tu dziura. Musiała tu być od dawna, bo brzegi wyrwy obrastały już mchem. Wachałam się przez chwilę, ale trzaskanie łamanych gałęzi mnoe przekonało żeby tam wejść. Stałam na polanie. Ostatnie co pamiętam to kogoś, kto stał na przeciwko mnie, potem straciłam przytomność.

#2
 Dzisiaj był ostatni dzień mojego życia, moje ciemne włosy dawały po sobie poznać, że się buntują. Były jeszcze lekcje, ale to olałem. Wymknąłem się, slyszałem tylko wołanie kolegi, wołał mnie po imieniu, które mi wymyślili. Lektura obowiązkowa wszystkim się podobała. Jestem według nich Theodorem Finchem. Nie byłem aż takim świrem, ale jako jedyny uciekałem z lekcji. Tylko mnie nie kręciły Satury. Uważam, że jeśli czegoś nie widze, to to nie istnieje. Co prawda są zapisy na przykład z Ery Facebooka, czyli lata około 2010 do 2095. Ja uważam, że to tak jak z religiom, jest po to, by zająć nam życie. Uciekam do lasu, nie oglądając się za siebie. Biegłem do swojego miejsca na polanie. Biegnąc potknąłem się na czymś, i spadłem. Straciłem przytomność. To było dziwne, bo nic nie widziałem, tak jakby coś mnie tu przyciągnęło. Gdy się obudziłem, leżałem obok kogoś. Gdy się obudziłem, ktoś mnie dotknął. Gdy spojrzałem na niego, odskoczył. Ake wydaje mi się, że to nie był Nep. Miał długie, czarno-różowe włosy, zielone oczy, i był skąpo ubrany. Moje podejrzenia są słuszne ! To ...Satura. Była dzika, zachowywała się jakby pierwszy raz widziała coś żywego. Rozpoznawała we mnie obcego, jak się tu dostała ? Nie pytałem, mówiła w innym języku niż ja, tylko tyle wiedziałem. Jej anatomia różniła się od tej, jaką nam rysowali. Najbliższe godziny spędziliśmy na zabawie w podchody. Chowała się za drzewami, gdy chciałem ją uspokoić. Wszystko co wiem, to to co pisało w jedynej książce jaką przeczytałem "Wszystkie Jasne Miejsca". Różniła się od opisu tamtych dziewczyn. Nie chodziła na obcasach, nie była wygadana. Była inna, Ultraviolet Remakeble, czy jakoś tak. Była ładna, i bardzo ciekawa, w chwilach gdy nie musiałem jej siłą zatrzymywać. Pytałem o to jak tu się dostała, ale nie rozumiała. Pokazywałem jej na migi, i chyba załapała. Chwyciła mnie za rękę. Pokazała mi dziurę w murze, której wcześniej nie widziałem. Byłem pewien, że spenetrowałem każdy centymetr tego muru. Stanęliśmy na przeciwko, powtarzając swoje ruchy. Złączyliśmy ręce, a potem znowu uciekała i chowała zchowała się za drzewami. Po kilku godzinach znowu coś się stało. Stanęła jedną nogą na kamieniu i podparła się rękami. Zrobiłem to samo, gdy wtem... chciałem ją pocałować ! Zbliżyłem się, ona zrozumiała, odwróciła się i uciekła w przeciwnym kierunku. Biegłem za nią, i przeszedłem przez mur. Biegliśmy wzdłuż muru, aż ujrzałem domy. Zatrzymaliśmy się. Widziałem Satury, było ich mnóstwo, na szczęście nas nie widziały. Były inne niż ona, miały jedno kolorowe włosy, były chudsze i mniejsze. Obrzydzało mnie to. Widząc tyle tych obrazków szczupłych i cienkich jak igła dziewczyn, o wiele bardziej doceniałem, że to ją spotkałem. Nie była gruba, tylko trochę szersza, niż reszta. Czułem nowe uczucie, którego nigdy nie czułem. Miała na ręce zegarek. Pokazała na niego dając mi do zrozumienia, że już czas iść. Pokazałem jej chodzenie, sen i chodzenie, że jutro o tej samej porze przy murze. Pokiwała głową. Poszedłem w swoją stronę. Poszedłem do biblioteki. Czytałem aż do wieczora. Czytałem o relacjacj Satur i Nepów. Siedząc w bibliotece, ktoś mi się przyglądał. Mężczyzna podszedł do mnie.
- Czemu tak się interesujesz ?
- Ja ? Po prostu... nie wiem, lubię ten temat.
- Wiem, ze byłeś w lesie, co widziałeś ?
- Drzewa.
- To nie jest odpowiedź, wiem, że widziałeś Sature.
Wstał, i poszliśmy w stronę domu. Poklikał coś na telefonie komórkowym i założył mi na rękę opaskę.
- Jytro rano, obudzi się w tobie wszystko. W probówce blokuje się pewne bodźce, ale to je obudzi.
 Zapisał mi swój numer na ręce.
- Dzwoń jak coś.
Całą drogę tłumaczył mi ye fajniejsze, i dziwniejsze tematy, nawet te, które były nie za przyjemne. Gdy mnie żegnał, dał mi zeszyt, w którym były odręczne notatki, prawdopodobnie jego autorstwa.  Niektóre tematu były... ochydne.  Z tego co wiem, jutro będą wręcz przeciwnie, będą fajne, boję się, kim będę jutro, gdy wszytsko się obudzi, z tego co wiem, ona też dostała taką, od kobiety, którą też spotkała w bibliotece. Mam nadzieję, że się będziemy rozumieć. Poszedłem spać, z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
 Wstałem rano, dopiero gdy stanąłem przy lustrze przypomniałem sobie o wczorajszym dniu. Dzisiaj kończę 16 lat. Jednak zauważyłem u siebie wielkie zmiany. Szczególnie w rozumowaniu. Czułem się, jakby całą noc ktoś mi czytał całą historię świata. Usiadłem przy zeszycie od tajemniczego mężczyzny. Czemu mu zaufałem ? Mogłem po prostu powiedzieć mu, że chyba jest pomylony, jednak był wiarygodny, mimo szleństwa w oczach. Religia różni się od obłędu, tylko ilością wyznawców. Czytając, nauczyłem się wszystkiego, ale czułem się, jakbym to już wiedział. Zazdrość. Tęsknota. Miłość. Te trzy rzeczy były... cudowne. Inne, nie sądzę, żeby ona czuła się inaczej. Znaczy... nie interesuje mnie ONA, tylko płeć. Przygotowałem się do wyjścia. Moją pracą jest przycinanie gałęzi lasu, by nie łączyły się z linami wysokiego napięcia. Czemu u niej ich nie było ? Może dlatego, że tam nie ma elektryczności. Jest tam coś w rodzaju magii, czy alchemii.
Każdy liść, który muszę ściąć, następnie wkładam do pojemnika, a następnie, zostają zamienione w tlen. Dzięki temu nie marnujemy roślin, tym bardziej, że to jedyny teren zielon w tym mieście. Moja praca bardzo pozytywnie odnosi siedo dzisiejszego spotkania z... nie wiem jak ma na imię. Jak ja mam się jej przedstawić ? Jako Theodore Finch, czy 4.13.-2. Ciekawe, czy jest młodsza, a może starsza. Jaki ma numer. Może większy, może ma 10. Oby nie, niech chociaż ona będzie  na równi ze mną. Praca szła mi mozolnie. Wkładanie każdego zasranego listka do pudełka przyprawia mnie o złość. Jednak dzisiejsze spotkanie mi to wynagrodzi. Ciekawe czy kiedyś pozna moich znajomych. Nepi lubią Satury, kiedyś szukali przejścia przez mur, ale im nie wyszło. Może by się ich bała, albo wręcz przeciwnie. Co to są za myśli ?! Czy to efekt tej bransoletki ? Zaraz wybija godzina spotkania. Chowam się między liśćmi, vhowam w drzewie narzędzia, i uciekam, biegnę tak, jakbym się bał, że ktoś mnie zobaczy, chcę dzielić to spotkanie tylko z nią. Gdy docieram do polany, na której ją poprzednio spotkałem, ona już na mnie czeka. Siedzi na trawie. Ma na głowie wianek z polnych kwiatów. Jej proste włosy, dzisiaj są pofalowane. Lekkie loki oplatają jej ramiona. Czarne szorty znikają pod długą białą koszulkę która ma wzór w serduszka, które są cienkim materiałem, przez co koszulka jest w połowie przezroczysta. Ma na sobie czarne trzewiki. Patrzy na mnie. Uśmiechnęła się i od razu spuściła wzrok. Wiatr nie był mocny, dodatkowo drzewa osłaniały przed nim. Podszedłem do niej, stanęliśmy twarzą w twarz. Wstała, i powiedziała.
- Hej, ciesze się, że przyszedłeś.
 Zrozumiałem ją !
- Ja też się cieszę, jestem Theodor Finch 4.13.-2
- Ja też jestem 4.13.-2, ale nie mam imienia, też lubie te książkę, o której mówisz.
- Ultraviolet Remakable.
- Co u ciebie ? Czy wszyscy wyglądają tam tak, jak ty ?
- Możemy się przekonać.
Szliśmy razem rozmawiając o tym, co chcieliśmy o sobie wiedzieć. Osłupiałem, gdy opowiadała o tym, że nie mają tu elektryczności. Najwidoczniej dzieląc nas na pół, uznali, że dziewczyny będą bardziej związane z naturą. Gdy naszym oczom ukazały się wysokie zabudowania, ona złapała mnie mocno za rękę. W jej oczach łączył się strach z ekscytacją.
- I tak tam nie wejdziemy.
- A jeśli udam chłopca ?
- Ha ! Nie no, boski żart.
- To po co tu jesteśmy ? Wracajmy na polanę.
- No dobrze, jeśli tak uważasz. Ale wiesz co... mieszkam tutaj, poczekaj tu, coś tylko wezmę.
Po drodze umazałem się trawą, by nikt nic nie podejrzewał. Zabrałem z pokoju małą kartkę, na której przerysowałen ilustracje z zeszytu, ale go troche podrasowałem. Przedstawia on dwoje ludzi siedzących na trawie, w tym przypadku nas, ci ludzie byli czarni, a w tle tęczowe niebo. Gdy wróciłem do niej, podałem jej switek papieru, i powiedziałem, by zobaczyła go dopiero, gdy wróci do domu. Odprowadziłem ją do muru, gdy miałem już iść, czas stanął w miejscu, stało się coś, czego NIGDY wcześniej nie doświadczyłem. Przytuliła mnie, nie wiedziałem jak zareagować.
- Dziękuje ci za to, że zmieniasz mi życie.
 Po tych słowach poszła, widziałem tylko jak znika za konarami drzew, zastanawiałem się, czy wie, że jutro się widzimy, czy to co czułem dzisiaj, to wszystkie nowe rzeczy ? Nie wiedziałem, kiedy znów ją zobaczę. Może ktoś nas widział, i straci życie, a może rano uzna, że nie mamy nic do wyjaśnienia, że to wszystko nie ma sensu. Mój sen był niespokojny, a może to przez moje sny, pełne fantazji. Czułem się jak na jakiś mocnych prochach. Może tak właśnie wyglądało życie dawno temu ? Przetwarzaniem kilka razy to co czytałem, i miałem do siebie tylko jedno pytanie. Było zarazem tak niebywale oczywiste, a jednocześnie niebywale trudne. Odpowiedź brzmi "tak" lub "nie". A pytanie to brzmi : "Czy Czyja ją kocham"? Czy to co czuje to miłość, czy może tylko pożądanie posiadania w otoczeniu dziewczyn, wywołane tą dziwną bramsoletką. Ciekawe, czy ona mnie kocha, czy wie co to jest miłość. Ciekawe, czy podoba jej się mój rysunek. Ciekawe, jak wygląda jej pokój. Ciekawe, jaki ma widok z okna. Ciekawe, jak się komunikuje z innymi bez telefonu. Ciekawe, jak rozwiązuje problemy bez specjalnych stron internetowych. To wszystko; te wszystkie pytania pojawiały mi się w głowie. Czasem mam wrażenie, że ona o coś się martwi. Czasami ma na chwilę taki smutny wzrok. To dziwne, jak bardzo możemy się martwić o innych ludzi. Zawsze myślałem, i byłem też za takiego brany, że oprócz mnie, nie obchodzi mnie absolutnie nic. Byłem samotną duszą w morzu ludzkich myśli. Teraz jestem jedną z tych myśli.
 Następnego dnia rano, gdy tylko wstałem, zacząłem czytać zeszyt od tajemniczego mężczyzny. Mimo, że przeczytałem wszystko, dalej nie rozumiałem pewnych kwesti, a głównie, szukałem czegoś, o tym, jak sprawdzić, czy kocham. Według tego, co czytałem, to nie, więc czemu wątpię ?  Podszedłem do okna, otworzyłem je i wdychałem ciepłe, kwietniowe powietrze.    

#3
Gdy byłam już na polanie obok lasu, widziałam panią Schuldz. Przeraziłam się.
- Gdzie byłaś ? Za pięć minut zaczynasz pracę.
- Byłam się przejść. Jakie mam zadanie.
- Suszenie wianków. Wiesz jak to się robi, nazbierasz kwiatów, i za tydzień chcę zobaczyć wianki ususzone.
- Ile ma ich być ?
- Ile zrobisz, tyle pieniędzy.
Odeszłam. Wianki ?! Chyba ją coś boli. Gdy zła wróciłam do domu, otworzyłam książkę o wiankach. Jednak zrobiłam coś innego, sięgnęłam do kieszeni, i wyciągnęłam kartkę, którą dostałam od Theo. Obrazek był piękny. Naszła mnie pewna myśl.  Była dopiero 13, więc miałam dużo czasu. Wzięłam potrzebe przybory i rzuciłam je na łóżko. Delikatnie naszkicowałam postaci na pustej ścianie. Nastepnie namalowałam zachód słońca dookoła, a na końcu pomalowałam postaci na czarno. Obrazek był piękny cała farba na ścianie nie była zwykła. Całą powierzchnię sciany mogę swobodnie odczepić od ściany, nie niszcząc nic przy tym. Następnie mogę dowolnie zmieniać rozmiar płótna. Gdy skończyłam malować, posprzątałam pokój, i poszłam szukać kwiatów w polu. Zależało mi na makach w tej chwili. Było już późno. Nie dostrzegłam, że malowanie trwało do 18. Wyszłam z domu, i poszłam w pole. Było bardzo jasno, jak na tak późną godzinę. Niebo nawet nie skłaniało się ku zachodowi. Szłam blisko lasu. Jedną ręką sunęłam po twardej i szorstkiej korze drzew. W pewnej chwili zauważyłam pierwsze kwiaty. Gdy schyliłam się po jednego, ktoś szarpnął mnie w stronę lasu. Theodor jedną ręką trzymał mnie przy drzewie, a drugą zakrył mi usta. Gdy dotarło do mnie, że to jest on, puścił mnie.
- Nie chcę czekać na jutro.
- Nie możesz tak sobie tutaj wpadać, i myśleć, że z tobą pójdę. - Kątem oka zauważyłam kolorowe kwiaty za jednym z drzew. - Ale na twoje szczęście mam interes do tego miejsca.
Szłam pierwsza, nie pozwalając Theodorowi prowadzić naszej wędrówki. Przy każdym dobrym kwiatku stawałam, zrywałam go, i chowałam do zeszytu, by je ususzyć. Trwało to długi czas. W pewnej chwili usiedliśmy na trawie i rozmawialiśmy.
- Czasem chciałabym zniknąć.  Nie czuje się dobrze z innymi dziewczynami. Nie pasuje do nich.
- Zawsze możesz zamieszkać ze mną. U nas.
- Ha ! Chyba masz coś nie po kolei. Jak miałabym się ukryć ?
- Kto mówi o ukrywaniu się ? Moi znajomi chętnie by cię poznali.
-  Ale wiedza o dziurze, musi pozostać tajna.
- Powiemy, że... przepłynęłas mur.
- W sumie to logiczne.  Uśmiechnęłam się do niego i poczułam coś dziwnego. Bardzo dziwne uczucie. Słońce powoli zachodziło. Wyglądało to doskonale. Spoglądałam raz na Theodora, raz w pustą przestrzeń pomiędzy drzewami. Odruch. Chwila. Sekundy. Nim się zorientowałam, on mnie pocałował. Jego dłoń dotknęła mojej twarzy, a potem to zrobił. Była to najlepsza, i jednocześnie najdziwniejsza rzecz w moim życiu.
- Przepraszam ! - Powiedział Theodor wstając z miejsca.  - To był odruch, nie chciałem...
Teraz to mnie poniosło. Wstałam, spojrzałam na niegp gniewnie, ale po ułamku sekundy złagodniałam i zrobiłam to samo. Położyliśmy się na trawie ze śmiechem na ustach.
- Wiesz co ? Niegdy nie myślałam, że Nepi istnieją, a tym bardziej, że cię spotkam. Czemu byliśmy wszyscy rozdzieleni. W sumie to dalej jesteśmy, oczywiście oprócz nas.
- Cudne słowa. - Zażartował Theo.
- Wiesz, mam pozytywną myśl. Ucieknę. Powiem, że się wyprowadzam do innego miasta. Ty powiesz, że się u ciebie zatrzymałam, a w tej sytuacji raczej ZATRZYMAŁEM. Będę na przykład Karol, albo...
- Charlotte. Pasuje ci to imię, a na męsko, to Charlie.
- Okej. Jutro po południu. Równo o 13 przy dziurze w murze.
- Dobra, to widzimy się jutro.
- Okej, pa.
 Szłam długo. Brak Theodora w pobliżu, był przygnębiający. Gdy byłam w domu, spakowałam swoje rzeczy. Ściągnęłam że ściany warstwę farby. Pod spodem wciąż była druga warstwa. Obrazek się przebił, i jego słabsza wersja wciąż była dobrze widoczna. Wyciągnęłam starą torbę podróżną. Był to bardziej plecak, ale okej. Schowałam ubrania. Głównie te, które mogłam nosić orzy chłopakach. Z tego co zaobserwowałam u Theo, to moja szafa się wasowywała. Niestety, miałam tylko dwie pary długich spodni. Nie jestem pewna, czy Nepi noszą takie krótkie spodnie. Wzięłam wszystkie bluzy i koszulki. Głównie były one z AC/DC, Nirvany, oraz z Rammsteina. Były to zespoły z dawnych lat. Jakieś 150 lat temu. Teraz wszyscy są martwi, ale muzyka przeżyła. Koszulki te robiłam sama, farbami. Rzeczy osobiste, wszystko co potrzebne, wylądowało w plecaku. Myślałam, że będzie tego dużo, ale wzięłam część rzeczy do torby. Przed północną byłam gotowa. Mój pokój był pusty. Wyszłam ze swojego mieszkania i poszłam do pokoju Lisy. Poprosiłam ją, aby nikomu nie mówiła, że się przeprowadzam. Chciałam się z nią pożegnać. Gdy spytała, dokąd zmierzam, musiałam skłamać, że szukam pracy w innym mieście.
 O 13 Theo czekał na mnie pod dziurą. Co pięć minut myślałam o tym, czy na pewno zamknęłam drzwi. Gdy doszliśmy do konca lasu, złapałam go za rękę. Spojrzał na mnie, i spytał.
- Czy jesteś gotowa ? Na pewno tego chcesz ?
- Mam dość ulrywania smutku pod warstwą oddechu, czy śmierć nie jest prostrza od zwykłego oddechu ?
- Czyj to tekst ?
- Tak mi teraz przyszło do głowy.
- Skłamałam. Pisało to nad framugą moich drzwi. Gdy inne dzieci mnie gnębiły, chowałam się w pokoju, zamykałam drzwi od środka, siadałam na łóżku, i czytałam to. Czytałam w kółko, na głos i po cichu, czekając, aż sobie pójdą.
Wyszliśmy z lasu, gdy przed oczmi ujrzałam pierwsze osoby, szybko puściłam rękę Theodora. Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Chcesz być uznany za geja ?
- Dobra. Racja, ale mogę za jakiś czas powiedzieć, że jesteś dziewczyną ?
- Nie sądzisz, że to nie jest dozwolone ?
- Tak ci się wydaje. - Zaczął mówić cicho. - Nasz główny męski zarząd chciał nas połączyć. Jednak pan i pani Sanos nie chcą. To oni rządzą, a ani ona ani on, nie wychodzą. Sprawdzają cały boży czas ten cholerny mur, o dziwo, nie znaleźli naszej dziury. Szliśmy po bocznej uliczce, gdy wtem rozległ się alarm.

#4
 Nagle, nad naszymi głowami przeleciały drony. Wrzeszczały słowa :"Dziura w murze". Dało nam to do zrozumienia, że Charlotte więcej nie wróci do domu. Chłopaki rzucili się za nimi, chcąc zdarzyć przejść pezez mur. Jednak ich starania były na darmo. Drony są za szybkie. Gdy doszli do dziury, ostatnie cegły wylądowały na dziurze, i położyli nowe lustra. Uznałem, że to fobra chwila, by niepostrzeżenie przejść do mojego domu. Weszliśmy do budynku, który znam od x lat. Charlotte bacznie wszystko obserwowała.
- Jakby co, to jesteś Charlie 4.13.-2 i jesteś z Arkos, jednej z najbiedniejszych wiosek w Nepii.  Co za tym idzie, nie miałaś zbyt zaawansowanej technologii u siebie. Do tego urodziłeś się z wadą włosów, wszyscy cię prześladowali, z powody twojego dziwnego wyglądu.
- Dobrze, a gdzie twój pokój.
Wskazałem na drzwi z cyframi 4.13.-2. Otworzyłem drzwi kluczem, i weszliśmy do środka. Pokazałem jej cały mój świat. Na brudnych ścianach, odpadała farba. Szafa mimo, że była mała, to moje rzeczy zajmowały tylko mały fragment tej szafy. Nie przywiązuje zbytnio wagi do ubioru. Obejrzała wszystkie pomieszczenia, po czym spytała.
- A gdzie ja śpię ?
- No nie mam żadnej dostawki, więc musisz ze mną. - Wskazałem na dwuosobowe łóżko. - Kiedyś mieszkałem z kolegą, więc kawałki łóżka były oddzielnie, ale jak się wyprowadził, to zespawałem i zszyłem wszystko razem.
- No okej. A pytanie, jaką macie tu walutę ?
- No płacimy w Nerach, a co ?
- Bomam wszystkie swoje pieniądze, i nie wiem co z tym zrobić, skoro tu jest inna waluta.
- Możesz je wymienić na czarnym rynku. Tam sprzedaje się wszystko, co związane z Saturami. Ile masz Signów ?
- Tak z 1400 Signów.
- No to grubo, dostaniesz cztery razy tyle.
- Skąd tutaj pozyskujecie rzeczy Satur ?
- Gdy jedzie furgonetka, to takie coś co przewozi rzeczy, ona przejeżdża przez Nepię, to często na nią się napada.
- Grubo. A jakiej pracy mogę tutaj się dorobić ?
- Takiej, jakiej nikt nie chce, czyli taka jak moja. Ścinanie liści i ich segregacja.
- Okej. Nie myślałeś nigdy o jakimś plakacie na ścianie, albo jakiejś farbie ?
- Nie mam do tego głowy.
Wyciągnęła coś z torby. Był to duży zwitek materiału, który przesiąkał farbą. Gdy rozłożyła to na środku pokoju, osłupiałem. Rysunek, który jej dałem, był teraz tutaj. Taki duży i kolorowy. - Niech to wyląduje na ścianie. - Zaproponowałem.
- Okej.
Zaczęła przykładać materiał do ściany, mówiła jakieś niezrozumiałe słowa. Po chwili, obrazek wyglądał, jakby był tu zawsze. Charlotte usiadła na moim łóżku, i podziwiała.
- Wiesz, u mnie w pokoju jest taki sam.
- Jaki był twój pokój.
- Batdzo podobny do twojego, tylko, że miałam rysunki poprzyklejane do ścian. I nad drzwiami miałam napis.
- A jaki napis ?
- Na serio chcesz wiedzieć ?
- Tak, a co ?
- Mam dość ukrywania smutku  pod warstwą usmiechu, czy śmierć nie jest prostrza od zwykłego oddechu ?
Nic nie odpowiedziałem. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Schowaj się do łazienki. Szybko.
Otworzyłem drzwi. Stał tu mój kolega Jason. Bardzo interesował się Saturami. Przez ostatnie trzy lata próbował podkopać się pod murem, ake był i tak za głęboki.
- Siema, ktoś mówi, że masz współlokatora z Arkos. Chciałem go poznać.
- Okej. Charlie, chodź na chwilę. Pokazałem jej gestem, żeby podeszła. Stanęła obok mnie, i spojrzała na Jasona.
- Siema. Jestem Charlie. Z Arkos. Przeprowadziłem się tu. - Głos utrzymywała niższy niż zwykle, mówiła pół-zdaniami, jak typowy koleś.
- Oj Theodor, nie nabierzesz starego przyjaciela. Niezły z ciebie romantyk, ale żeby być gejem ? Serio ?
- To, że mieszkam z koleganic nie znaczy.
- Ale będziecie spać w jednym łóżku, prawda ?
- Tak. Nie. Znaczy... - Bałem się spojrzeć na Charlotte, byłem na pewno bardzo czerwony.
- Jaja se robię ! - Wrzasnął Jason. - Proszę mi mówić nie Jason, tylko Tom, bo tak jest ładniej.
- Zgadzam się. - Powiedziała Charlotte.
- Fajnie poznać Saturę.
- Przecież ja nie jestem... - Zaczęła Charlotte.
- Za dużo w tym siedzę. Różnisz się od mojego wyobrażenia, ale to raczej dobrze.
- Kiedy się zorientowałeś ? - Spytałem.
- Jak tylko ją zobaczyłem.
- Czyli z tym spaniem to robiłeś sobie totalne jaja !? - Zdenerwowałem się.
- Po pierwsze, to nie, bo spanie z dziewczyną to coś... dziwnego, a po za tym chyba jesteś ostatnio chory. Co chwilę robisz się czerwony, zachowujesz się w stosunku do mnie jakoś dziwnie dzisiaj. Może jesteś o nią zazdrosny ?
- W związku z kim mam być zazdrosny ? Z tobą ? Błagam. A teraz sory, ale mamy coś zaraz do załatwienia. - Zacząłem zamykać drzwi.
- Ta, jasne, ciekawe co tam macie do załatwienia.
Trzasnąłem drzwiami.
- Serio mamy coś do zrobienia. Charlotte, jest ktoś kogo musisz poznać. Tylko się przebiorę.
- Okej, ja też przy okazji.
Poszedłem do łazienki. Było ciepło, więc wybrałem spodnie do kolan, i czerwony T-shirt. Gdy wyszedłem z pokoju, przez ułamek sekundy widziałem, jak ubiera koszulkę Charlotte. Nosi coś pod bluzką. Czarne paski, czy coś. Zapytam o to tego faceta. Mam nadzieję, że go znajdziemy. Charlotte wyszła pierwsza. Miała na sobie czarne jeansy, oraz czarny T-shirt z logiem AC/DC. Włosy rozpuściła. Nie miała co z nimi zrobić. Zeszliśmy na dół, i ruszyliśmy w stronę biblioteki. Tajemniczy mężczyzna powinien być właśnie tam.

#5
Poszliśmy do biblioteki. Usiedliśmy przy stoliku. Wzroki były skierowane na nas. Musiałam się rzucać w oczy. Zauważyłam co prawda, chłopców w różowych włosach, ale musiałam się jakoś wyróżniać. Czytaliśmy książki o Saturach i Nepach, oraz zadawaliśmy sobie pytania, na temat tego, co czytaliśmy. W pewnym momencie, pewien mężczyzna w kapturze podszedł do naszego stolika. Spojrzał wymownie na Theo, więc uznałam, że to on.
- Nie przedstawiłem wam się jeszcze. - Powiedział głosem niczym lektor. - Nazywam się Edward Sefir. Theodor wie, kim jestem, ale ty, możesz nie wiedzieć. Jestem dyrektorem pewnej organizacji. Mamy na celu połączyć z powrotem Nepów i Satury. Zanim się "urodziliście" do waszych probówek dodano gen, który pozwoli wam się spotkać i poznać. To za naszą sprawą pojawiła się dziura w murze. To dzięki nam nie wykryto tego ubytku. Rozpoczniecie rewolucje i będziecie jej twarzami.
- Niczym "Igrzyska Śmierci" - skomentował Theodor.
- Theodorze, literatura to klucz. Klucz do zwycięstwa.
Przez bite trzy godziny nawijał w tej bibliotece. Nic sensownego. Tylko to, co wiedzieliśmy. Pytaliśmy go o różne rzeczy. Zapytałam, czemu jestem grubsza od całej reszty ? Odpowiedział, że tak się rozwijają normalne dziewczyny. Teodor wtrącił.
- To wyjaśnia, dlaczego jesteś bardziej pociągająca, niż reszta. - Zaczęłam się śmiać.
Theodor wziął go na chwilę. Coś mu mówił, ale chyba miał trudności. Zerknął na mnie kilka razy, zbliżył się do niego i coś powiedział. Spojrzał na mnie jeszcze przez ramię. Poszli dalej i rozmawiali. Nie wiem o czym. Gdy wracali, Sefir powiedział mu "tak", na co Theodor doznał szoku. Lekko się zarumienił, uśmiechnął. Spojrzał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć, jednak milczał. Rozmawialiśmy długi czas. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Poszliśmy wymienić pieniądze. Wszystko schowałam szczelnie. Poszliśmy potem na obiad. Gdzie się nie ruszyłam, tam byli ludzie i wszyscy patrzyli na mnie.
- Domyślają się. Sefir mi powiedział, że na balu z okazji rocznicy podziału, powiemy, że jesteś dziewczyną. Będzie dyskoteka i przyjdziesz w sukience. To da chyba jakiś znak.
- O matko, bardzo śmiesznie. Jak wy się bawicie na dyskotekach ?
- Tańczymy po prostu, najlepiej to wygląda na oficjalnych imprezach. Wszyscy w garniakach. A właśnie, idziemy jeszcze na spacer, tak sie pogadać.
Chodziliśmy aż do wieczora. Gdy było ciemno, zapalono lampy. Wszystko było piękne, inne. Za dwa dni będzie bal. Ubiorę moją jedną jedyną sukienkę. Nie wiem, czemu ją wzięłam. Mimo tych samych ubrań, mają loga zespołów i tym podobne. Nie chciałam być taka sama w tym aspekcie. Jednak nie miałam ochoty być rozrywana na pół wzrokiem przez koleżanki. Co do chłopaków... podobało mi się to. To było fajne. Czułam się w sumie lepiej. Chciałabym, żeby Lisa tu była. Podobało by jej się tu. Nie pamiętam nawet kiedy, ale wróciliśmy do domu. Poszłam pierwsza, umyłam się i przebrałam. Gdy wyszłam, Theodora nie było, przyszedł dopiwropo chwili. Akurat było mi widać tylko głowę, bo siedziałam za łóżkiem i układałam rzeczy. Theodor poszedł do łazienki. Usiadłam na łóżku Theodora, chwilę bawiłam się kosmykiem włosów. Potem upadłam na łóżko. Przyglądałam się sufitowi. Po chwili przyszedł Theodor. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odwrócił wzrok.
- O co chodzi ? - zapytałam.
- Twoja... piżama. - Spojrzałam na siebie, była na ramiączkach. Była to długa sukienka. Mniej więcej powyżej kolan. Miała czarny kolor. Była bardzo śliska. Nosiłam ją gdy razem z Lisą nocowałyśmy u siebie. Miałam tylko tą.
- Co jest z nią nie tak ?
- Nic. Nie ważne.
Rozmawialiśmy chwilę. Gdy byłam już bardzo zmęczona, Teodor jakoś się dziwnie zachowywał. Gdy pytałam, czy idziemy spać, mówił, że chcę jeszcze pogadać. Odwlekał ten temat. W końcu wstałam, poprawiłam ubranie i pełna powagi powiedziałam :
- Idziemy spać. Teraz, zaraz tu padnę.
- No dobra, połóż się, ja zaraz wracam, zapomniałem powiesić ręcznik w łazience i odłożyć bluzkę. Położyłam się, po chwili wrócił, ake bez koszulki.
- Nie wspomniałeś, że te bluzkę to z siebie odłożyć.
- Zabawna jesteś, wiesz ?
- Bardzo, a teraz dobranoc.
Zgasił światło i położył się obok mnie. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy.
- Co jeśli się to nie uda i będę musiała wrócić ?
- To cię schowam i nie oddam.
Po tych słowach, zbliżył się do mnie i mnie przytulił. Po tym zasnęłam. 

#6
Gdy obudziłem się rano, byłem bardzo wypoczęty. Dopiero po chwili zrozumiałem, dlaczego. W końcu czułem się spełniony, że robię coś dobrego. Charlotte leżała obok mnie, a właściwie przy mnie, bo przylegała do mnie, na całej długości. Troche mnie to krępowało, ale przypominało mi o słowach Sefira. Powiedział mi wczoraj, że ją kocham, że nie da się tego wytłumaczyć. Pierwszy raz śpię z kimś w jednym pomieszczeniu. Z chłopakami nigdy nie spędzałem wieczorów. Oni bawili się razem, a ja siedziałem w domu i grałem. Byłem trochę samotny. Życie zajęły mi gry i książki. Niestety jedyne książki które można było kupić, były o Nepach. Sięgnąłem więc po pomoc czarnego rynku. Książki dla dziewczyn zawierają Satury i Nepów, ponieważ są to bardzo stare książki. Jednak są pięknie. Wracając do dzisiejszego i wczorajszego dnia. Sefir mi coś zaproponował. Powiedział, że powinienem jej powiedzieć. Spojrzałem na nią. Była bardzo ładna. Nie tak sobie wyobrażałem dziewczynę. Nie tak sobie wyobrażałem moje życie. A, właśnie! Muszę zapytać Charlotte o nasz pocałunek. W zasadzie, to o tym nie gadaliśmy. Nie wiem, czemu tak się stało, ale to dobrze, że się stało. Samotność była dobijająca. Jej usta z moimi tworzą lek dla mnie. Jest taka piękna, mądra i cudowna. Roztacza wokół siebie fale ciepła. Dobra, koniec wewnętrznego monologu. Charlotte odwróciła się w moją stronę. Otworzyła oczy. Byliśmy od siebie o około 10 centymetrów. Uśmiechnęła się do mnie, po czym po czym usiadła na łóżku.
- Słuchaj, chciałem o czymś porozmawiać. O pewnym wydarzeniu. O pocałunku, to nie było złą rzeczą. - Przerwała mi.
- Wręcz świetną. Do czego zmierzasz ?
- Do pewnego pytania, a raczej stwierdzenia.
- Wal.
- Charlotte, nie jestem pewien, ale chyba cię kocham.
- To dobrze. Fajnie jest mieć takiego jakby brata.
- Ale nie w tym sensie. Chodziło mi tu o miłość. Taką, jaka była kiedyś. O prawdziwej miłości.
- To nie jest miłości, jeśli mówisz że "chyba".
- A ty ? Co myślisz?
- Że jesteś idiotą, bo nie walczysz o swoją rację. - Spojrzała na mnie jeszcze raz, po czym złapałem ją za rękę, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem.
- Nie walczę o swoją rację, bo wiem, że ją mam. 

#6
Zdziwiłam się. Z wierzchu nie byłam poruszona, ale wewnątrz toczyła się wojna. Nie wiem, czy to przez to, co powiedział, czy przez moje uczucia. Nie wiem co mam mu odpowiedzieć, darzę go uczuciem, ale... mam to w dupie, co się stanie, to się nie odstanie.
- Też cię kocham. - Wypaliłam, po czym odwróciła wzrok. - Wiesz, że to nie ma przeszłości ? Nigdy nikt się o tym nie dowie, nie możemy, pozostaje nam przebywanie tutaj.
- Mi to tam odpowiada. Więcej czasu dla nas.
- Nie bądź taki dowcipny, kiedyś trzeba będzie stąd wyjść. W końcu się domyślą, że jestem dziewczyną.
- Do tego czasu cieszmy się sobą. - Spojrzał na mnie z podejrzanym uśmieszkiem.
- Hej hej hej, spokojnie, teraz, to pasowałoby wyjść.
- No dobra, dobra, muszę się jeszcze zobaczyć z Sefirem, mam jego numer.
- Numer ?
- Aha, ty nie znasz się, no to u nas jest elektryczność bardziej rozwinięta, mamy coś takiego jak technologia, na przykład telefon, w który wklikujesz cyferki, a one dzwonią do jakiejś innej osoby.
- Aha, mniej więcej rozumiem. To ja idę się przebrać, a ty dzwoń.
Poszłam się ubrać, oraz ogarnąć. Ubrałam czarne spodnie z dziurami na kolanach, oraz mocno żółtą koszulę, która sięga mi prawie do kolan. Była jednak pewna zła sprawa, mianowicie, było widać mój stanik, a o ilę się nie mylę, to chłopaki ich nie noszą, zaklęłam, co usłyszał Theo, a potem spytał przez drzwi: "Czy coś się stało ?", odpowiedziałam: "T-o-o osobista sprawa". Wyszłam z łazienki, by poszukać czegoś innego. Schyliłam się do swojej torby, szukając czegoś, co mogłabym założyć pod spód, czegoś... czegoś czarnego ! Niestety jedyne co wygrzebałam, to top sportowy, uznałam, że i tak jest lepszy od mojego stanika. Poszłam się przebrać, potem odniosłam wszystko z powrotem do mojej torby. Gdy byłam gotowa, usiadłam na łóżku Theodora, który kończył rozmawiać, nie słyszałam, o czym rozmawiał, ale popatrzyła na mnie poważnym wzrokiem.
- Idziemy.
- Dokąd ?
- Sefir załatwił coś dla ciebie. Twoje włosy zbyt przyciągają uwagę.
- Nie zetnę ich !
- Spokojnie, ma coś z tych rzeczy, którymi nam geny mieszali, zmieni ci się kolor włosów.
- Okej, to idziemy.
Mimo wyjaśnienia mi planów, wydawał się bardzo niespokojny, wydawało mi się, że czegoś mi nie mówi. Myślałam, że mi się wydaje, ale jednak potwierdził moje obawy. Gdy wychodziłam pierwsza, złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i przytulił, po kilku sekundach usłyszałam pociągnięcie nosem, potem poruszył jedną ręką, trzymał mnie chwilę, po czym puścił, miał szkliste oczy, jednak nie płakał, w końcu podobno chłopaki nie płaczą z byle głupot. Poszliśmy wzdłuż jego domu, zachowywał się dziwnie, Sefir stał pod drugim domem. Gdy stanęliśmy z nim twarzą w twarz spojrzał wymownie na Theodora. Wyciągnął fiolkę z kieszeni, po czym mi ją podał.
- Wypić.
Czemu go słuchaliśmy, nie znaliśmy go. Jakoś za bardzo poddaję się mojemu sercu. Mimo to, wypiłam zawartość. Spojrzałam w okno budynku pod którym staliśmy, w szybie nie było za wiele widać, ale moje włosy nie dzieliły się na dwa, przyjęły jednolity kolor. Jednak nie czarny, był jaśniejszy. Wzięłam kosmyk do ręki. Były w kolorze ciemnego blondu, z przemieszkami czarnego. Sefir spojrzał na mnie i rzekł:
- Możesz wychodzić tylko w nocy, oraz w wyjątkowych przypadkach w ciągu dnia. Jesteś pełnoletnia, masz już osiemnaście lat, więc nie muszę ci chyba przypominać, że różnisz sie od Nepów, więc twój ubiór powinien ukrywać jakiekolwiek różnice. Wchodzi w to zero makijażu, zero sukienek i pastelowych kolorów. Wszystko jasne ?
- Tak, ale o ile się nie mylę, to mam 16 lat.
- Nie, musicie tego nie pamiętać. Przez pierwsze dwa lata życia jesteście wszyscy trzymani w zamknięciu. Jesteście poddawani operacjom, które mają zabijać w was wszystko to, co jest istotne w relacjach między płciowych. Dziewczyny nie odczuwają uczucia miłości, to samo chłopcy, efektem są często pary dziewczyn z dziewczynami, oraz na odwrót. Pozostałych rzeczy chyba nie muszę wyjaśniać, prawda ? Więc te dwa lata są wymazywane, czasem tylko pojawiają się w snach, jednak są one jak najbardziej prawdziwe.
- To serio dziwne.
- Powiem ci coś S4.13.-2, chłopcy tak, czy siak domyślą się, kim jesteś, wszystko, co musi zostać utrzymane, to niewiedza kamer. Tylko tyle. Oraz unikaj facetów w różowych uniformach. Muszę ci N4.13.-2 powiedzieć, że twoje piętro w domu, to ludzie wtajemniczeni. wszystkie pokoje wiedzą, kim ona jest. Muszę dać wam radę. Radzę ukryć wasze relacje, bo wiem z pewnego źródła, ze są zbyt przyjazne, jeśli wiecie co mam na myśli. Z tylu tysięcy książek, oraz kronik, zapisów z dawnych lat, wiemy, że to prowadzi do zazdrości, a później może też do wielu złych sytuacji. Teraz możecie wrócić do domu.
Szliśmy w milczeniu. Theodor zaproponował mi coś.
- Dzisiaj, jak co tydzień mam z chłopakami schadzkę, będziemy gadać i tak dalej, wpadniesz ?
- Dobra, postaram się wpasować.
- Nie musisz, słyszałaś, że wiedzą.
- Nie to miałam na myśli.
- Jeśli nie to, to co ? - Spytał, nie patrzyłam na niego, szukała kamer, żadnej w pobliżu, musiały się znajdować w centrum.
- Mówię o... - pocałowałam go krótko.
- No chyba, że tak.
Poszliśmy na górę, zapukaliśmy do drzwi, otworzył nam wysoki blondyn w okularach, przewyższał Theodora o głowę.
- Zapraszam cię, Tom ci powiedział ? No dobra, cześć Charlie, musimy cię poznać. - Pociągnął nas za ręce do środka. Dobra, nie zniosę dłużej tych kamer na korytarzu, cześć Charlotte, jestem Alec, Theodor mógłby być moim bratem.
- To prawda, lubimy się chyba najbardziej.
- Ubliżasz nam. - Odezwał się szczupły chłopak siedzący na kanapie. - Jestem Cris, a pozostała trójka to Ethan, to ten mały, Alex to ten rudy w kącie. a osoba siedząca po moje lewej to River. Radzę uważać na Aleca, ponieważ często komplikuje nam życie.
Alec był przy nich jak drzewo przy liściach. Cris był chudy jak patyk, nie wiem jak trzymał się na nogach. River i Ethan byli bardzo niscy, River nosił okulary, a Ethan miał pusty wzrok, czy tacy sa wszyscy ? Każdy inny, u nas, każda jest prawie taka sama, oprócz mnie.
- Nie czuj się wyjątkowo. - Zaczął Alex. - Znamy kilka Satur.
- Ale wszystkie werbowane. Ona jest inna. - Alec przejrzał mnie wzrokiem od stóp do głów. - I to nie tylko mentalnie.
- O ojcze mój, jest grubsza od reszty, wygląda sto razy bardziej atrakcyjnie, wielkie mi rzeczy.
- No właśnie wielkie. - Powiedział Alec.

#7
Nowe uczucia. Nieznane. Gdy Alex powiedział to o niej... coś we mnie wezbrało, a gdy Alec skomentował, że to wielkie... Masakra ! Nie wiem dlaczego, ale coś mnie w środku zgniotło. Mniejsza z tym. Mam problemy, o których nie chcę mówić Charlotte. Są to moje tajemnice. Gdy rozmawialiśmy, zadzwonił telefon i wyszedłem. Są ludzie, którzy wiedzą, że ona tu jest, musiałem to jakoś ubezpieczyć. Oferowałem swoje usługi, ale nie miałem czasu. Teraz muszę iść się z nimi spotkać. Powiedziałem, że idę po coś do jedzenia. Wyszedłem z domu i poszedłem na tył budynku. Stało tam kilku mężczyzn. Jeden z nich, o białych włosach, podszedł do mnie. Gdy zacząłem się tłumaczyć, coś się stało, ostatnie co pamiętam, to mocne uderzenie w głowę, krew, moją. Potem straciłem przytomność...

#8
Obudziłem się w jakimś pomieszczeniu. Śmierdziało tu metalem, krwią i czymś jeszcze, byłem przywiązany do krzesła. Spojrzałem przed siebie. Siedziała tu kobieta, a za nią stał mężczyzna. Nie byli to byle jacy ludzie. Można by nazwać ich prezydentami naszego świata.
- Nic wam nie powiem. - Powiedziałem.
- To ją zabijemy.
- Wszystko powiem.
- Nie jest ci obojętna, prawda ?
- Co masz na myśli ?
- Zwracaj się do mnie pani.
- Nie. - Mężczyzna podszedł do mnie, uderzył mnie w twarz i wrócił na swoje miejsce.
- Zależy ci na niej, dlatego musimy współpracować. Chcemy zrobić z was początek czegoś nowego. Jednak nie daję gwarancji, że przeżyjecie. Chcemy pokazać was wszystkim, konsekwencje będą złe, zazdrość, samotność, złości, przemoc. Macie być lekcją.
- A jak się nie zgodzę ?
- Śmierć.
- Możecie mnie zabić.
- Najpierw zrobimy to z nią na twoich oczach, by cię ukarać za nie płacenie.
- Czyli podkablowali ?
- Jeśli tak to nazywasz.
- Dobrze, co mam zrobić ?
- Nic, powiedz, że cię wypuścili, zacznij z nią łazić wszędzie. Skontaktujemy się z tobą dwa dni przed Świętem Słońca. W ten dzień was pokażemy, nie możesz nikomu o tym powiedzieć, jasne ?
- Tak.
Potem mężczyzna podszedł do mnie. Uderzył mnie czymś i straciłem przytomność.

#9
Gdzie jest ten cymbał ?! Jest już dwudziesta druga, a jego nie ma ?! Minęła godzina, poszłam do pokoju od chłopaków. Przebrałam się i położyłam się spać. Otworzyłam oczy na chwilę około trzeciej rano. Theodor przyszedł i położył się na łóżku. Byłam zbyt zmęczona, by pytać go o cokolwiek.
 Rano, przy śniadaniu wypytywałam go o wczorajszy wieczór. Powiedział mi, że coś załatwił, ale to niespodzianka. Cokolwiek to znaczy. Potem wyszliśmy na dwór. Pokazał mi swoje okolice. Bardzo... nowocześnie, jak to nazwał Theodor.
- Czyli mówisz, że u was nie ma elektryczności.
- No nie bardzo. Mamy coś w rodzaju magii, na przykład mamy takie małe pudełka, którymi możemy przekazać jakąś wiadomość. Wszyscy ją widzą.
- To w sumie nazwałbym portalem społecznościowym. My mamy technologię na najwyższych obrotach. Począwszy od fabryk, kończąc na w pełni zautomatyzowany kwartał spożywczy, każdy kwartał odpowiada czemuś innemu.
- W końcu zrozumiem.
- Mam nadzieję, skoro przyjdzie nam tu żyć do końca razem.
- Nie rozumiem, co masz na myśli ?
- Nic specjalnego, powiem ci później. A właśnie, umiesz szyć ?
- Tak, a co ?
- Dobrze, nie no tak pytam, bo trzeba ci poszukać sukienki.
- Po pierwsze fuj, nie lubie ich, wszystkie takie pastelowe i po drugie po co ?
- To jest niespodzianka. A pytam o to szycie, bo jak nie znajdziemy, to będziesz musiała sobie sprawić.
Zaprowadził mnie do jakiejś ciemnej ulicy. Przed nami była ściana. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Pchnął kontener na śmieci, za nim była wielka dziura. Przeszliśmy przez nią. Moim oczom ukazało się niesamowite miejsce. Pośród tych wszystkich nowoczesnych zabudowań i współczesnych sklepów, tutaj cegły walały się wszędzie. Stoiska były z drewna.  Jednak ich zawartość... damskie ciuszki. Kolorowe wstążki, różowe sukienki. Jednak chodząc pomiędzy rzeczami, czułam się obserwowana. W końcu ją wypatrzyłam. Była to sukienka. Wiedziałam co to za sukienka... dostałam ją kiedyś i nie założyłam, co to za bestialstwo, że mi ją wywieźli. Kupiłam ją, gdy Theodor przyszedł, schowałam ją do pudełka.
- Pokaż.
- Nie, tą samą sukienkę miałam u siebie, ma nawet wyszyte inicjały na metce.
- Ale pokaż.
- Nie, to ma być niespodzianka, jak sam mówiłeś. Póki co, to... spotkajmy się przy wyjściu za 20 minut.
- No dobrze, jak wolisz.
Oglądałam różne rzeczy. Moja sukienka Rock Rebel potrzebuje siostry. Podobało mi się wiele rzeczy. Znalazłam też cienką, skórzaną kurtkę oraz ciemną, czerwoną sukienkę. Sprzedawcy patrzyli się na mnie bez zdziwienia, z tego co mówili koledzy Theodora, znają Satury, więc ci tu, pewnie mają z nimi styczność. Ubrania które kupuje są antykami. Idealnie zachowane wzory, wykorzystywane do masowej produkcji jako model, jednak wyglądają inaczej, moda naszej ery jest inna. Kolor czarny nie istnieje w świecie pastelowych dziewczyn. Czytając książki z dawnych lat, wiem, że kiedyś było inaczej. Wiem, Teodor myśli, że moja magia nie istnieje, ale nie wie o czymś najwyraźniej. Na naszej wyspie jest las. Nasz las. Gdzieś w nim jest miejsce, w którym jest pewien kwiat. Nazwałabym to magią, ale Teodor by mnie zganił. Gdy ten kwiat ulegnie zniszczeniu, poprzez spalenie, wszystko wróci do normy. Tak mówiła mi moja nauczycielka, gdy byłam mała, nie wiem, czy to prawda, ale skoro u siebie tego nie znalazłam, to może znajdę to u Theodora. Nazwałby to bujdą. Kupiłam kilka rzeczy i poszłam w stronę wyjścia. Po drodze, ktoś złapał mnie za ramię i mocno szrpnął za włosy. Szybko wstałam. Spojrzałam na faceta.
- Takene Somiho ! - Wypowiedziawszy te słowa, uciekł. Było to odruchowe, w moim języku znaczyło nie za dobrze.
- Gdyby tu został to bym mu nawrzucał.
Powiedział to Alec, był bez okularów.
- Czy ty nie nosisz okularów ?
- To są okulary techniczne, służą mi jak kompu... i tak nie zrozumiesz.
- Co tutaj robisz ?
- Ja ? No pracuje tu, gdzie zgubiłaś swojego męża ?
- Męża ? Theodor to nie mój mąż, tylko przyjaciel.
- Czyli o nim myślisz, skoro powiedziałaś o nim. I nie jestem pewien, czy on chcę się z tobą przyjaźnić, on chce czegoś więcej. Mówi że cię kocha, ale ma sekrety, ma interes, a ty mu przeszkadzasz. Przykro mi, że sam ci tego nie powiedział. Nie może się przez ciebie skupić.
- Jesteś zazdrosny ?
- Nie, o co ? O ciebie ? Ty jesteś na razie jego, a ja nie chcę resztek.
- Nie jestem resztką, jestem całością. - Alec machnął ręką i poszedł, na chwilę się odwrócił, by rzucić - sama się dowiedz, czy mam rację.
Zrobiłam kilka kroków w tył, po czym się odwróciłam. Wpadłam idealnie na Theodora. Zrobiłam krok w tył. On jednak pociągnął mnie do siebie.
- O czym gadałaś z Alec'iem ?
- A chciał się tylko przywitać.
- Co tam nakupowałaś ?
- Kilka rzeczy, głównie Rock Rebel, nie zrozumiesz.
- Rozumiem, nie jestem takim ignorantem. To jedna z najlepszych linii ubrań dla... emo ?
- Sam jesteś emo padalcu. Rebelia, mówi ci to coś ? Właśnie zaczynamy rebelie, myślisz, że będziemy tu żyć do usranej śmierci ? Chcę żyć ! Sefir na pewno ma jakiś większy plan.
- Oj tam, oj tam. - Objął mnie. Mój uśmiech trwał krótko.
- Nie Theodor - wykręciłam się spod jego ramienia. - Co jeśli to się wyda ? Jeśli zginiemy, jak się dowiedzą ?!
- Nic się nie wyda.
- Skąd masz pewność ?
- Raz mi zaufaj.
- Zaufam ci po raz setny, jeśli będzie trzeba, ale tutaj trzeba kierować się rozsądkiem.
- Mniejsza, mam coś do załatwienia, więc muszę cię gdzieś odstawić.
- Gdziekolwiek. - Rzuciłam, po czym założyłam ręce na piersi i zdmuchnęłam kosmyk włosów.
- Żartuje. Idziemy do lasu, chcę z tobą pogadać sam na sam.
- A co jest nie tak z twoim domem ?
- Nie jestem przekonany, wiesz... lubię ich ale mam wrażenie, że oni cię lubią.
- I co w tym złego ? Czujesz się jakoś zagrożony ?
- Czym ? Nimi ? Nie... po prostu chcę pobyć daleko.
- Dobrze.
Poszliśmy odnieść rzeczy. Potem ruszyliśmy w stronę lasu.

#10
Cały dzień rozmawialiśmy pod drzewem. I następny, następny i następny. Codziennie tu siedzieliśmy. Był jednak nieobecny. Jutro jest święto słońca, powiedział mi to dzisiaj.
- Po to ci ta sukienka.
- No okej, ale czemu ?
- Niespodzianka, czy to takie trudne do pojęcia.
- Okej, dobrze. Co teraz porobimy ?
- Możemy się przejść.
Zabraliśmy swoje rzeczy. Po drodze zapytałam o coś Theodora.
- Powiem ci coś, prosto z mostu, bo jestem wobec ciebie szczera. Alec powiedział mi kilka dni temu, że nie chcesz się ze mną przyjaźnić, tylko coś więcej, oraz... że ci przeszkadzam w czymś. To prawda ?
- Tak, nie, Charlotte, nie wież we wszystko co mówi Alec.
- Czemu ? Na jakiej podstawie mam mu nie ufać, a tobie tak ?
- Nie wiem, może dlatego, że znamy się najdłużej. Dotychczas cię nie wydałem, wiesz ile bym dostał za Saturę i to żywą ?! Nigdy bym cię nie oddał, pilnuje cię, dbam, a ty ?! Jeszcze mi powiedz, że wolicz Alec'a !
- Theodor !!! O czym ty gadasz ?! Spytałąm tylko o coś, a ty... czemu taki jesteś zły ?
- Bo wam wszystkim się w dupie poprzewracało. Alec myśli, że popsuje nasze relacje. Ale on nie musi nic tu zdziaływać, skoro już jestyeś mu bardziej przychylna, niż mi. Oczekiwałaś, że ci powiem, że mnie nie obchodzisz, że masz drogę wolną do Alec'a ?! Otóż nie, on nie lubi ciebie, a mnie tym bardziej, dopiero teraz to zrozumiałęm. Po co się mnie o to pytałaś, co ?
- Chciałąm tylko wiedzieć, czy ty mnie serio kochasz. - Powiedziałąm bardzo cicho. Potem odwróciłam się i szybko poszłam przed siebie. Stał z tyłu przez chwilę, zaskoczony, potem zaczął za mną biec. Uciekałam tak szybko jak się da, miałąm nadzieję, że mnie nie znajdzie. Mówię prawdę. Nie okłamuje go, ja... kocham go. Jest mi bliski. Nie wiem, czy to taka miłość, o jakiej myślę, ale warto próbować, prawda ? Czy on mnie kocha ? Może z tą informacją byłoby mi łatwiej ? A może trudniej. Co oznaczają te wszystkie pocałunki ? To kłamstwa ?
Schowałam się za drzewem. Jednak był to dosyć rzadki las w tej części i szybko usłyszałam jego kroki w moją stronę. Co mi zrobi ? Nic. Oparłam się o drzewo. Theodor był metr za mną. Odeszłąm od niego, usiadłam na pieniu wyciętego drzewa. Poszedł za mną i usiadł po jego drugiej części.
- Przestań Charlotte, nie uciekaj. Nie dasz mi odpowiedzieć ?
- Daję, masz dużo czasu.
Wstał i podszedł do mnie. Kucnął obok. Spojrzał mi w oczy, po czym wziął moją dłoń, potem wstaliśmy.
- Kocham cię najbardziej na świecie, nigdy nie dam ci odejść. Ukrywam różne rzeczy, ale nie powinny cię niepokoić.
- Mam nadzieję, że nie masz problemów. Kocham cię Theodorze.
Potem mnie przytulił. Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu w pokoju chłopaków. Alec przyszedł dopiero o północy. Gdy tylko wszedł, Theo wyszedł. Podeszłam do Aleca, mocno dałam mu z liścia, po czym pokazałam cenzuralny palec i wyszłam, trzaskając drzwiami. Jutro czeka nas ważny dzień.

#11 koniec
Wstałam rano. O weile wcześniej niż powinnam. Szybko się przygotowałam do wyjścia, rak, żeby on jeszcze spał. Wymknęłam się z domu. Pobiegłam co sił w nogach do lasu. Muszę znaleźć ten kwiat. Jeśli nie teraz to jutro, ale muszę. Nie zniosę tego wszystkiego dłużej. Moja kondycja nie bardzo mi pozwala na takie szybkie bieganie prze godziny. Muszę znaleźć czerwoną roślinę. Szukam jej wszędzie. Duży, czerwony kwiat. Nigdzie go nie ma. W końcu docieram do muru. Nie wiem jak dlaeko jestem od domu, ale mam dużo czasu. Najwyżej się spóźnię jeśli się zgubię. Szłąm wzdłóż muru przez około 20 minut. Potem kluczyłam po lesie. Trochę się oddalałam od mieszkania Theodora, a trochę się przyliżałam. W końcu doszłam do miejsca gdzie się spotkaliśmy. Dotarłam do tej dziury w murze która jest tu od nie dawna załatana. Wyczerpana bieganiem zsuwam się na tą polanę, gdzie wpadłam na Teodora. Gdy usiadłam na trawie, położyłam się. Byłam bardzo zmcznona, nagle kosmyki moich włosów zaczęły się robić znowu różowo-czarne. Czyżby eliksir Sefira przestawał już działać ? Co ja teraz zrobię ? W tych różowych włosach jestem łatwym celem dla wszystkich, którzy szukają tu Satury. Może ta zmiana koloru świadczy, że gdzieś tu jest ten kwiat ? W końcu przebywanie w jego pobliżu sprawia, że niektóre cechy osób sprzed ery podziału na płci wracają, przestają być tłumione.
Wstałam. Szłąm przez polanę. Już miałam wyjść na górę, by wrócić do domu. Jednak zauważyłąm coś pod drzewem. To kwiat ! Inny niż reszta. Podobno muszę go spalić. Nie wzięłam zaopałek. Zerwałam roślinę i poszłąm w stronę domu. Póki nie jest spalony wciąż wszysyc są niezmienni. Wystarczy iskra. Powiem wam, że był bardzo twardy. Przez łodygę przepływają jakieś jasne iskierki. Płatki mają coś jak jakieś druty wewnątrz. Czyżby on na prawdę nie był magiczny ? Czy on serio jest tylko technologią ?
Po powrocie Teodor już na mnie czekał. Spytał gdzie byłam. Oh nie wyobrażacie sobie jak dumnie pokazałam mu roślinę. Popatrzył na mnie pytająco.
- To ten kwiat. Wystarczy go spalić.
- To urocze, ale to nie prawda.
- Prawda. Udowodnię ci to dzisiaj.
- Dzisiaj to pokażemy cię wszystkim.
- Co ?!
- Ubieraj tą sukienkę. Dzisiaj wszysyc się dowiedzą. Nie mówiłem ci, to ta niespodzianka. Teraz idź się przebrać.
Lekko zła o ten kwiat, weszłam do łazienki, zaberając po drodze ubrania. Gdy się przebrałam, wyszłam z łązienki.

Miała na sobie sukienkę z czarną górą i czerwonym, w kratę dołem. Do tego oczywiście trampki. Po chwili się zorientowałem, że nie odrywam od niej wzroku.
- Halo, Theo, idziemy ?
- Tak, tak.
Gdy dotarliśmy na miejsce, wszysyc się na nas patrzyli. Na scenę wyszli nasi władcy. Poprawka, nasz władca, ta baba, która tak na prawde tu żądzi jest u Satur.
- Zanim wam powiem, co jest najważbiejszwe w tym święcię, pragnę zaprosić tu dwie osoby, które mają wam wybiś z głowy marzenia o kobietach,
Przeszłą fala śmiechu, której on się spodziewał. Potem skinął na mnie głową. Pociągnąłem wybrankę mojego serca na środek.
- Jesteśmy Nepami. Zawsze chcieliśmy Satur. Oto przed wami 4.13.-2, jest to osoba z mojej lini wiekowej, jednak jest jedna różnica. Ona jest Saturą. To nie ma być pokazanie tego, że teraz będzie inaczej. To ma być dowód, że one zniszczą nas. Poróżnią nas. To ta oddzielność hamuje wojny. W końcu to przez Helenę, wybuchła wojna setki lat temu. To one nas zmuszają do pewnych czynów. Miłość jest zła. - Przy ostatnich słowach napłynęły mi łzy do oczu. Ona natomiast popatrzyła na mnie wściekła. Publiczność osłupiała.
- Skoro mnie tak nienawidzisz, to więcej się nie zobaczymy. - Powiedziała. Potem wyjęła z torebki kwiat. Miała w dłoni zapalniczkę. Podpaliła roślinę, poszły iskry, a ona wypuściła kwiat z ręki. Dowódca pchnął ją na ziemię z całej siły. Ja musiałem kłamać w słwach. Ale jeśli to ma się skońćzyć jej krzywdą to zaryzykuje. Rzuciłem się na tego faceta. Moi przyjaciele przybiegli mi pomóc. Gdy Alec uderzył go krzesłem, stracił przytomność. Alec krzyknął do mnie :
- Idź po nią.
Ledwo się trzymała, ten upadek z dwóch metrów na kamienie musiał boleć. Strzepywała żwir z pokrwawionych dłoni. Podszedł Cris i podał mi jakiś biały materiał. Pomogłem jej wstać i zabandarzowałem ręce.
- Czy to była prawda ?
- Nie, no co ty. Kazali mi.
- To dobrze.
Kwiat płonął dalej. Pocałowała mnie. Potem ją przytuliłem. Gdy kwait przygasał, nagle ziemia się zatrzęsła. Mur zaczął się walić. Druty które były wewnątrz spadły na ziemię pod wpływem grawitacji. Po drugiej stronie stały zdumione Satury.

Dwa lata później zapanował już końcowy spokój, bo tyle zajęło nam poznanie wszystkiego. Dopieo wtedy z probówek usunięto czynnik blokujący. Wszysycy zaczęli żyć jak kiedyś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz