Prolog
Budynek był bardzo duży, ludzie mijali się w drzwiach, średnio co pięć sekund. W głównej sali zebrało się 7 osób. Dr. Zahin zaczął mówić.
- Nawiązując porozumienie z panem Rose, w sprawie projektu Ex2.0, doszliśmy do ugody. Z powodu, iż pan Ares Rose bierze rozwód z żoną, przekazuje on plany w spadku. Dostanie go jego jedyne dziecko. Jego córka pozostaje na wydaniu. Jak panowie wiedzą, każdy z was ma syna, w podobnym wieku, co mała Wendy Rose.
- Nie taka znowu mała. - Przerwał mu Ares.
- A więc, kontynuując. Chłopak, który weźmie ją za żonę, dostanie wszystkie plany, a jego ojciec, więc któryś z was, dostanie ten projekt, oraz 50% dochodu ze sprzedaży wynalazku. Ten chip to przyszłość medycyny. Ktoś ma jakieś pytania ?
- Skoro dostaniemy 50%, to co z resztą pieniędzy ? - Zapytał Greg Stark.
- 10 procent jest dla pana Rose, 10 procent dla jego żony, oraz 10 procent dla jego córki. Dziękuję, koniec spotkania.
Wszyscy mężczyźni opuścili pokój. Każdy z nich kazał synowi uwieść dziewczynę. Miała spędzać każdą sobotę z innym chłopakiem. Nie była tym chyba zachwycona. Czekała w holu budynku. Faceci ominęli ją, udając, że nie zwracają na nią uwagi. Źle ją komentowali. Dziewczyna tego pokroju powinna być pilną studentką, chodzić w rajstopach, na szpilkach. Tak mówił o niej pan Samos. Jego syn - Cole był najpopularniejszy w swoim gimnazjum i liceum. Rzucił studia na pierwszym roku, chciał zostać w domu i imprezować, lecz ojciec kazał mu obrać nowy kierunek studiów.
Gdy Samos ją mijał, zmierzył ją wzrokiem. Jej nieregularnie pofalowane włosy, mieszały odrosty w ciemnym blondzie, reszta to czerwone i zbliżone do blondu włosy. Okalały czerwoną bandanę w białe wzory. Jej czarne trampki nierówno zawiązane kontrastowały z czarnymi spodniami. Miała na sobie koszulkę z Rammsteina, chyba ręcznie malowaną. Przy każdym ruchu, jej naszyjniki dzwoniły o siebie. Jeden miał symbol anarchii, a drugi, to jej logo, czyli czarna czaszka, lub coś podobnego. W ręce trzymała białą komórkę i spoglądała z nad ekranu na swoich potencjalnych przyszłych ojców. Pan Usher powiedział swojemu przyjacielowi - Johnowi White, że w jej wieku też chciał taki być, ale jego rodzice mieli inne zdanie, a teraz chodzi w garniaku, a mógł zostać gwiazdą rocka. White uważał, że taka dyscyplina mu wyszła na zdrowie, a pan Rose powinien przypiłować to dziecko. Dołączył się Ric Nev, stwierdzając, że współczuję chłopakowi, który będzie musiał się z nią użerać. Dotąd milczący Net Morisson, powiedział, że chodzą plotki, że chciała zostać gwiazdą rocka, ale jej głos się nie nadaje, a umiejętności gry na gitarze są zerowe. Został jej więc tylko paskudny wizerunek i charakter.
Był dzisiaj piątek. Ojciec po powrocie do domu przedstawi jej każdego. Zakładam, że nie będzie zbyt szczęśliwa.
1
Wstałam rano. Dzisiaj była sobota. Cholera. Muszę iść spotkać się z ojcem, a potem iść z jakimś mazgajem-bogaczem nie wiadomo gdzie. Ogarnięcie się zajęło mi nie więcej niż 20 minut. Wiele osób uważa mnie za brudasa, i bezdomnego. Nie mają racji. Może i mam specyficzny byt, ale jestem dziewczyną. Maluje się, myje, chodzę na zakupy, tylko że jestem inna w innych aspektach. Zeszłam na dół. Mój ojciec i matka siedzieli w jadalni. To nasz ostatni wspólny posiłek. Usiadłam razem z nimi. Ojciec przestał jeść i zaczął gadać.
- Jak wiesz, dzisiaj idziesz na spotkanie służbowe.
- Albo raczej na swatniczą randkę.
- Przybliże ci trochę twoich nowych kolegów. Pierwszy to Cole Samos. Widzisz się z nim dzisiaj. Robi studia na kierunku medycznym. Ma blond włosy, niebieskie oczy. Ma 19 lat, więc jest starszy o rok, jego ojciec to Mitt Samos. Drugi, to Theodor Usher, syn Simona Ushera. Ma kasztanowe włosy i zielone oczy. Ma 18 lat i chcę zostać prawnikiem. Następny to Gabe White, syn Johna White. Ma 19 lat i pracuje w firmie ojca. Ma ciemne włosy i niebieskie oczy. Kto następny... a tak, Sean Nev, 20 latni, dobrzr zapowiadający się przedsiębiorca. Ma brązowe oczy i włosy w kolorze ciemnego blondu. Jego ojciec to Ric Nev, czyli prezez konkurencyjnej dla mnie firmy. Ostatni to Maven Stark. Ma czarne włosy i brązowe oczy. Nosi okulary, ma 19 lat i ojca tyrana Grega. Chcę zostać pisarzem. Jednak ojciec chcę, by pracował u ojca i zajął jego miejsce. Dzisiaj widzisz się z Colem, o godzinie 15. Przygotuj się.
- Jak ? Nie mam zamiaru stroić się dla kogokolwiek, kto nie jest tego wart.
- Uważam tylko, że twój ubiór jest nieodpowiedni, gdy chodzi o spotkanie z chłopakiem.
- Mam w dupie, co o mnie pomyśli, i tak nie liczę się tu ja, tylko fortuna. Może mnie nawet nienawidzić, ale zrobi wszystko dla ojca.
- Zrozum, że jesteś nagrodą !
- Nie ! Nagrodą są twoje pieniądze ! Twój wynalazek !
Wyszłam, niewiele mówiąc. Poszłam na górę. Układałam piosenki. Morrison ma racje. Nie mam talentu. Przez rok uczyłam się grać na gitarze, ale nie umiem. Po prostu się nie da. Chciałabym umieć śpiewać. Ale nie tak jak ja, nie w stylu popowej gwiazdki. Chciałabym śpiewać jak w Fit For Rivals, albo Halestorm. Jak miałam 10 lat, dostałam swoje pierwsze glany. Jednak są dla mnie za ciężkie. Wole martensy, trampki, lub coś, co sama zrobie z butami. W szkole dzieci się mnie bały.
Wróciłam do pokoju. Przez wiele godzin siedziałam przy komputerze i grałam mecz w CS:GO. O godzinie 14.58 zadzwonił dzwonek, że Cole już jest. Musiałam przerwać mecz, a szkoda, bo miałam dobrą rundę. Mocne statystyki. Ubrałam skórzaną kurtkę, lecz słońce, które przebiło się przez rolety, odwiodło mnie od tej myśli. Kurtkę rzuciłam na łóżko. Gdy zeszłam na dół, Cole już czekał. I przyznaje, jest przystojny.
2
Cole stał przy schodach. Jest bardzo przystojny, ale nie obędzie się bez "ale". Typowy pozer. Na sto procent lansuje się wszystkim. Matko, stoje tu pięć sekund, a już zaczęłam się zmieniać. Jeśli mam spędzać każdą sobotę, z kimś tego pokroju, to muszę chyba po każdym spacerze spać ze słuchawkami na uszach, żeby stłumić ojcowskie zapędy. Nie chcę być jak mój ojciec. Zeszłam po schodach. Cole miał okulary przeciwsłoneczne na nosie, niebieską koszulę, i jeansy. Jak może mu nie być gorąco w tych spodniach ?! Rzuciłam mu tylko w przejściu zwykłe "siema" i wyszłam na zewnątrz. Stanęłam przy drzwiach. Wyszedł za mną i zaczął rozmowę.
- Część, jestem Cole.
- Wendy.
- Masz jakiś plan na dzisiaj ?
- Nie. - Rzuciłam oschle.
- Czyli wszystko w moich rękach. Możemy iść na lody, albo do knajpy, albo do parku.
- Słuchaj. - Przerwałam mu. - Jeśli masz zamiar gadać tak orzez cały czas, to możemy już iść w swoją stronę. Mam kilka zasad. Nie przystawiasz się, nie lubię czułych gestów i dostawania CZEGOKOLWIEK. jeśli masz zamiar się ze mną zadawać, to zdejmij te okulary. Nie jestem typem laski, która udaję lepszą niż jest. Nie gadasz o moim ojcu, nie udajesz, że mnie lubisz, bo i tak liczy się tylko kasa. Tyle zasad, jak przyjdzie mi coś do głowy, to wspomnę.
- Okej młoda. - Odezwał się głos zza rogu.
Stał tam Theo, Sean, Gabe i Maven. Moim rozmówcą był Sean. Jest starszy tylko o dwa lata, dlaczego więc jestem "młoda" ?
- Siema Cole, wiesz, twój tata powiedział, że możemy się przyłączyć, bo to nie fair, że poznaje cię jako pierwszego. Jestem Sean koleżanko, ale kojarzysz nas chyba ?
- Jasne. - Moją uwagę w tym momencie przykuwał gołąb siedzący na krawężniku, a nie oni. Jedyny, który wyglądał okej, to Maven. Miał czarne, długie spodnie, oraz T-shirt z Tillem. Zastanawiałam się, czy to nie na popis, ale coś sobie przypomniałam.
- Maven, odwróć się na chwilę. - Zdziwiony odwrócił się i z powrotem zwrócił się do nas. - Już wiem. Cichy ninja z zajęć z kreatywnego pisania. Nigdy nie czytasz.
- Racja. W porównaniu do ciebie, która zawsze rzuca się do czytania. - Na te słowa delikatnie dźgnęłam go łokciem w ramię.
- Ja się nie rzucam. Ja delikatnie okazuje entuzjazm.
Jeszcze raz spojrzałam na wszystkich chłopaków. Może nie będzie tak źle. A może, będzie właśnie fatalnie. Nie zauważyłam, ale wszysycy szliśmy przez dobre dziesięć minut. Ogólnie, to każdy bez wyjątku próbował mi się przypodobać. Gdy poszliśmy do parku, zdenerwowałam się.
- Do jasnej cholery ! Przestaniecie się tak podlizywać ?! To nie sprawi, że was polubię. Serio. Mnie na serio wali, czy was lubię czy nie. Jak nie będziecie sobą, to was nie polubię. Czytałam o was, by mieć gwarancję, kto kłamie. I póki co, każdy tutaj kłamie. Proszę, aby rozmawiać o tym, czyn się serio interesujecie. Nie chcę słyszeć, że Maven ma lepiej. Nie, nie ma lepiej, bo nie ufa się osobom takim, jak my. Tylko wizualnie ma plusa, ale nie to się liczy. Miałam spędzić ten dzień z Colem, przyszła sobota, to czas z Theodorem, potem Sean, Maven i Gabe. Tak w kółko, aż sobie nie wybiore. I nie strzelam na chybił trafił. Wystarczy. Teraz proszę, aby został tylko Cole. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się najmilej jak umiałam. Potem wzięłam Cola za ramię i prowadziłam go do przodu, słyszałam głos Mavena.
- Nie kłam, że nie lubisz czułych gestów. Przypomnij sobie ostatnie krótkie wypracowanie. Jak ono brzmiało ?
- Cicho bądź. Usłyszysz je ponownie za tydzień, bo profesor chcę, bym znowu to czytała, na dniu otwartym.
Poszłam szybciej. Cole ledwo nadążał. Robiłam to celowo. Poszliśmy szukać mojej podstawówki. Pomyślałam, że to zamknie mu jadaczke, ale zaczął mówić, jaki to on był biedny w podstawówce. Już to przebolałam. Z minuty na minutę, było co raz milej. W końcu zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Podsumowywując dzisiejszy dzień, chłopaki są sympatyczni.
3
Niestety mam też swoje życie, które nie jest usłane różami, chociaż jakby się nad tym zastanowić, to mogłabym, ale mniejsza. Zamykam oczy, nie chcę wstawać do szkoły, całą niedzielę czytałam książkę i ćwiczyłam, niestety wagi nie można sobie odjąć jedzeniem. Pominę poranek z ojcem i przejdę do samej szkoły. Szofer mnie odwozi, mimo, że to blisko. Wysiadam. O matko. Jestem na studiach, chcę być architektem, a raczej mój ojciec chcę, żebym nim została. Z muzyki raczej nici. Na dodatek tkwię w wielkim FRIENDZONE, ponieważ od dawna podoba mi się taki Adam, on nie lubi dziewczyn, ale mnie szanuje, z dziewczynami w ogóle nie gada, tak jakby nie istniały, nie mam u niego szans, gdy rozmawiałam dzisiaj z moją przyjaciółką Vi, zaczęła mi wypominać, że mam zapewnione małżeństwo z jednym z chłopaków, z którymi spotkałam się w sobotę.
- Ale co ja mam z nimi zrobić ? Nie chcę się czuć, że wybieram ich tylko dlatego, że tego chce ojciec, że oni mnie nie lubią, ale muszą to robić.
- Wiesz, że trochę tak jest, ale popatrz tak, kto ma z tobą najwięcej wspólnego ?
- Maven.
- Czemu ?
- Spójrz, lubimy podobną muzykę, oraz znamy się prywatnie.
- Skąd ? Czy to ten z kreatywnego pisania ?
- Tak.
Pokazałam jej zdjęcia chłopaków, które znalazłam na Facebooku. Jej najbardziej przypadł do gustu Cole, w sumie się nie dziwię, był typem chłopaka, którego wszyscy lubią. Póki co skupiam się najbardziej na Cole'u oraz na Mavenie.
- Skoro najbardziej ich lubisz, to reszcie powiedz adios.
- To nie takie proste, wiesz, mam prośbę, czy możesz chodzić ze mną na te spotkania ? Bo ojciec mi powiedział przy śniadaniu, że będe chodzić na te niby randki ze wszystkimi na raz, żeby "mieli równe szanse". Ja nie chcę być w centrum, więc proszę.\
- Przekonałaś mnie w pierwszym zdaniu ! Pewnie, kiedy to ?
- W każdą sobotę o 15.
- Dobra. teraz musimy porozmawiać o Adamie, Co z nim zrobisz ?
- A co mam robić ?
- Bo masz się w przyszłości ożenić z Colem Samosem, lub Mavenem Starkiem, a co z Adamem, lecisz na niego.
- Wiem, podoba mi się, ale ja mu pewnie nie, więc nie wiem po co się nad tym rozwodzić, po za tym nie jestem do tego przekonana, szczególnie w tym czasie, gdy wiem, że nie mogę z nim być, czemu mnie o to pytasz ?
- Bo Adam stoi za tobą i mi się tak przypomniało, a teraz pa.
Cholera mnie trafi z nią. Odwróciłam się powoli, Adam stał jak wryty.
- Ile usłyszałeś ?
- Wystarczająco, czemu mi nie powiedziałaś ?
- O przyszłym małżeństwie, a tak na marginesie fuj, czy o tym, że cię lubię ?
- O wszystkim, ale głównie chodzi mi o to drugie.
- Nie lubisz dziewczyn, więc uznałam, że albo jesteś gejem, albo po prostu ci się nie podobam.
- Ale właśnie, że podobasz ! - Jego niebieskie oczy patrzyły na mnie tym wzrokiem, w którym się dawno zakochałam. Jego blond włosy poruszały się przy każdym ruchu. FUJ ! Co się ze mną dzieję ?! - Bardzo cię lubię, to, że nie gadam z dziewczynami... chodzi mi w tym o to, że ciebie tylko lubię, bo serio mi się podobasz. A teraz cię przepraszam.
- Za co ? - Spytałam zdziwiona.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Ten tydzień był zwariowany. Mój pierwszy pocałunek. O matko, Vi mnie zabije, chłopaki mnie zabiją ! Jeśli idzie korytarzem Maven, to chyba dostanie szału ! Gdy Adam mnie puścił, spojrzał na mnie, uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał.
- Mój brat mnie zabije.
- Dlaczego ? Nie znam twojego brata, w sumie nawet nie wiem jak ma na imię.
- Nie zauważyłaś zbieżności nazwisk ?
- Dlacze... - Olśniło mnie. Jeśli mam rację... Jego starszy brat. Czemu o tym nie wiedziałam, Maven Stark oraz Adam Stark. Jasna ciasna. Nie, możliwe, że wyjdę za brata Adama, którego kocham ?! - Masz rację, ale czemu nie jesteś uwzględniony podczas mojego wyboru ?
- Ojciec uznał, że to nie fer wobec ciebie, bo z bratem się lubimy, dlatego wybrał jego, bo jest starszy, i bardziej ci się spodoba.
- Bzdura !
- To teraz mamy przerąbane, prawda ?
- Tak, macie. - Powiedział...Maven ! Był lekko wkurzony, widząc całą tą sytuację.
- Mogłeś mi powiedzieć, że Adam to twój brat !
- Myślałem, że go nie znasz... zaraz... to w tobie się bujał Adam, no racja, jak mieliście 9 lat to się razem bawiliście u nas w domu, nie poznajesz mnie, nie pamiętasz kto kablował mamie, że Adam wymyka się przez okno, po czym rzucaliście szyszkami w drzewa.
- Jak teraz patrzę... W sumie widziałam was kilka razy razem, jak rozmawialiście, ale nigdy bym nie pomyślała, że wy jesteście braćmi, wyglądacie inaczej.
- Racja. Ale umówmy się, nic, nikomu ani słowa.
- Dobra.
4
- To co teraz zrobisz ? - Spytał Adam.
- Nie mam pojęcia. Lubie ciebie, w sumie to powinnam wybrać ciebie, ale nie mogę... chyba. Maven ? Czy jeśli wybiorę Adama, to to się zaliczy ?
- Nie do końca, bo twój tata... nie bardzo lubi mojego. Nie jesteśmy w dobrych stosunkach. Była kiedyś między nimi walka o prawa do jakiegoś elementu jakiegoś wynalazku czy coś, mój ojciec wybłagał, żebym mógł brać udział.
- Musisz po prostu wybrać kogoś innego. - Powiedział Adam, widocznie zawiedziony. Wszystko działo się za szybko !
- Muszę nad tym pomyśleć.
Cały następny dzień myślałam o tym. Minął tydzień. Unikałam Adama jak mogłam. Dzisiaj mam spotkać się z chłopakami. Będzie tam Cole... Nie ! Nie chcę, mimo, że jesteśmy z dwóch różnych światów, czemu mnie do niego ciągnie ?! Nienawidzę tego ! Zauważyłam, że często krzyczę wewnątrz swojej głowy. Mam pomysł. Sprawdzę coś. Może Vi coś wymyśliła. Napisałam do niej wczoraj, bo nie było jej w szkole. Jest !
Spróbuj zachowywać się i wyglądać inaczej. Idź jutro (czyli dzisiaj) ubrana jak dziewczyna, bez obrazy ! sprawdź, czy potraktują cię inaczej, dowiesz się przynajmniej, czy Cole jest warty świeczki. Trzymaj resztę na dystans tak bardzo jak się da, to przynajmniej dadzą Ci przestrzeń :) Myślę, że powinnaś pogadać z ojcem. Na razie trzymaj się Cola i Mavena. Może pójdź z nimi gdzieś w tygodniu. Jeszcze bardziej oddalisz od siebie resztę.
Moja ukochana przyjaciółka. Jak nie cierpię dziewczyn, to ona jest moją bratnią duszą. Więc dobra. Otworzyłam szafę, szukając czegoś damskiego. Znalazłam czarną spódnicę w błękitne kropki, oraz białą koszulkę z Sugar Skull. Niestety z butami było gorzej. Ubrałam koniec końców czarne, masywne koturny. Włosy podkręciłam na lokówce. Mimo mojej osobowości, tak, miałam takie rzeczy. Byłam gotowa. Wszystkie rzeczy, czyli w sumie telefon i dokumenty, schowałam do małej, czarnej torebki na złotym łańcuchu. Zeszłam na dół, szybko zjadłam śniadanie, już miałam wychodzić, gdy ojciec zapytał: "Czy coś się stało ?" Był widocznie zaskoczony moim wyglądem. Pokiwałam tylko głową i wyszłam. Chłopcy już czekali. Również byli zdziwieni. Szliśmy w ciszy, potem rozmawialiśmy o edukacji, wiem, temat roku, ale starałam się odwrócić od siebie uwagę, dobra, kogo ja próbuję oszukać, mam wrażenie, że zaraz mnie zjedzą ! Trzymałam się blisko Mavena i Cole'a. Reszta to chyba zauważyła. Nie wiedziała, jak się zachowywać, dopóki nie dostałam sms'a od ojca
Pamiętaj, gdy któregoś odrzucasz, powiedz mu, będzie Ci prościej. Możesz powiedzieć, że nie lubisz tego i tego chłopca.
Zbawienie. Nie mam zamiaru się z nimi tułać po świecie. Oddelegowałam wszystkich oprócz Cole'a, Mava oraz Gabe'a, ponieważ, był fajny, nawet jako kolega. Rozmawialiśmy o bzdurach. Szczerze mówiąc, zaczęłam się serio przyzwyczajać. Cole powiedział, że przyjaźni się z Mavenem, na co ten skinął głową. Maven powiedział, że lubi Gabe'a, oraz, że znają się od dawna. Nie wróży to nic dobrego, nieprawdaż ?
5
Jeśli mam być szczera, to ostatnio jestem trochę niemrawa. Cały czas mam wrażenie, że coś jest nie tak. W szkole chciałabym być blisko Adama, ale boję się o Mavena. Boję się porozmawiać z ojcem. Dzisiaj rano do szkoły odwiózł mnie Cole. Powiedział, że wbrew moim zakazom chętnie poszedłby ze mną gdzieś we dwoje. Było to złe wobec Adama... Jednak mój ojciec nigdy się nie zgodzi. Gdy jechałam z nim autem spytał o nasze wyjście.
- A gdzie chcesz iść ?
- O, Wendy czyżbyś była zainteresowana ? Słyszę coś innego w twoim głosie.
- Skończ i odpowiedz mi na pytanie, zanim się rozmyślę
- No dobrze, może miałem propozycje, że może ty masz jakiś lepszy pomysł, bo nie wiem, czy ty chciałabyś iść do takich miejsc jak ja.
- No okej, po prostu może pójdziemy do mnie, zamówimy pizzę i obejrzymy jakiś film ?
- Brzmi idealnie, a mogę mieć do ciebie pytanie ?
- Pewnie.
- Czy ja ci się podobam ?
- Zapytałabym o to samo.
- Ale ja byłem pierwszy.
- Ale to ja muszę cię lubić, a nie ty mnie.
- Ja cię bardzo lubię.
- Czemu ?
- Bo jesteś moim marzeniem.
- Tandetne.
- Nie o to mi chodziło, bo zawsze chciałem żyć tak jak ty, fascynujesz mnie, zazdroszczę ci tej wolności. Ja jestem trzymany na smyczy, ty jesteś w stu procentach wolna.
- Nie zgadzam się z tobą.
- Co ? Czemu ?
- Bo muszę być z kimś z was.
- A nie chcesz ?
- Nie wiem, jak mam być już szczera to podobasz mi się ty, trochę Mav o raz jego brat.
- Jego brat ?
- Tak, chodzimy do jednej klasy. Ale dobra, idę, zatrzymaj się tutaj.
- Dobrze, to kiedy się widzimy ?
- Jutro ?
- Dobra. Pa, osiemnasta.
- Pa.
Wysiadając z auta powiedziałam, że ta rozmowa podniosła go w rankingu. Poszłam prosto do Vi. Stała obok Adama. Przywitałam się z nią zwykłym "cześć", jednak gdy spojrzałam na Adama, odwróciłam wzrok i przygryzłam wargę. Spojrzał na mnie, spuścił ramiona i przewrócił oczami.
- Jezu, Way, nie udawaj.
- Po pierwsze, o co ci chodzi ? A po drugie, czemu nazwałeś mnie Way ?
- Po drugie, bo jesteś Way to love.
- Po to twoje drugie, to brzmi tandetnie, a to pierwsze ?
- To pierwsze nie jest takie tandetne.
Vi spojrzała na mnie zdziwiona. Adam pociągnął mnie za rękę i pocałował.
- Co tu się wydarzyło ? - Spytała Vi.
- Mam właśnie problem, sory Adam, ale to babskie sprawy.
Pociągnęłam ją za sobą.
- Ciągnie mnie do Cole'a.
- Że co ? To bardzo źle ?
- Nie, to fatalnie, ja się zmieniam ! Zaczynam zwracać uwagę na niego, oraz na swój wygląd.
- Może w końcu zaczniesz się ubierać bardziej jak laska...
- Zamknij mordę ! On ma na mnie zły wpływ, ale przyznaję, że jest słodki.
- A Mav ?
- E tam.
- A Adam ?
- Kocham go od dawna. Ale alternatywa musi być, ojciec się nie zgodzi, a Cole jest uroczy.
- Uwaga, alarm alarm Wendy mówi słowo "uroczy" i to w kontekście kogoś i czegoś oprócz Adama.
- Fajnie wiedzieć, że jestem uroczy kotek. - Wtrącił Adam pojawiając się za moimi plecami.
- Nie jestem kotkiem, ani nic takiego, nawet nie chodzimy ze sobą. - Odparłam.
- Dlatego ja uważam, że Cole'a należy wyeliminować.
- A ja uważam, że Wendy zaczyna na nim zależeć, a jutro idzie z nim na randkę !
Adam uśmiechnął się tylko, wyjął swoje rzeczy z szafki i poszedł w stronę sali lekcyjnej.
- Myślisz, że jest zazdrosny ? - Spytała mnie Vi, wyciągając swoje rzeczy.
- Na bank, a ja mam zamiar jutro się przekonać, czy ma ku temu powód. To głupie, że podoba mi się Cole, ale prawie jestem z Adamem, i nie wiem czy to fair wobec nich obu.
- Wendy, powiedz Cole'owi jak wygląda sprawa, koniec tematu, nie ma co gdybać. Po prostu z oboma się przyjaźnij, nic więcej, przez jakiś czas i zobaczysz.
- Jesteś moim bogiem Vi. Zazdroszczę facetowi który z tobą będzie.
- No wiesz, jak ci nie wyjdzie z nimi to zostaniemy lesbijkami.
- Chyba coś brałaś.
- Tylko multiwitaminę.
Ten dzień pociągnęłam już tak jak rano. Śmiejąc się z przyjaciółmi, będąc ciągle z chłopakiem którego dobrze znam.
- Boję się.
- Czego ? - Spytał Adam, gdy na długiej przerwie Vi "gdzieś zniknęła".
- Jutro zaczyna się koszmar. Znaczy jak będę siedzieć jutro z Cole'm, to będę pewnie szczęśliwa. Jednak uważam, że brak możliwości pocałowania cię na dzień dobry, że przymus traktowania was na równi... jak ja to rozwiąże ? Co jeśli nie będę mogła z tobą być ? Mój ojciec powiedział, że wasz ojciec to cytuje "idiota który nie ma własnych pomysłów, a jego wnuki będą przeklęte", ale olewając go... czy ty... na serio coś do mnie czujesz ?
- Powaliło cię ?! Ja cię kocham ponad życie ! Tyle lat przyjaźni, myślałem, że to tylko przyjaźń, oraz, że ty mnie tylko lubisz.
- Kocham cię, a teraz trzeba się zwijać.
Usiadłam na ziemi, próbując wstać Adam podłożył mi nogę, więc wylądowałam na jego kolanach. Zaczął się śmiać. Potem poszliśmy na następne lekcje. Ze szkoły wracaliśmy we trójkę. Odprowadzili mnie pod drzwi. Vi powiedziała tylko "do jutra" i poszła w swoją stronę. Adam spojrzał na mnie smutno. Staliśmy pod drzwiami mojego domu. Pociągnęłam nosem. Mimo, że jutro rano znowu się zobaczymy, to nic nie będzie takie samo. Najchętniej teraz walnęłabym poduszką o twarz i płakała, teraz tylko popłynęła jedna łza.
- Sory, że wyglądam tak żałośnie.
- Nie wyglądasz żałośnie, jesteś zawsze śliczna. A teraz trzeba się chyba pożegnać.
- Racja, do jutra Adam.
- Do jutra Wendy.
Pocałował mnie. Ostatni może już raz. Było to jednak inne, takie niezwykłe. Jedną rękę trzymałam na drzwiach do mojego domu. Nagle nie trzymałam już na nich ręki. Adam trzymał mnie w talii. Gdy mnie puścił, patrzył na mnie, a raczej jakoś wyżej. Był cały czerwony, gdy się odwróciłam, mój ojciec stał w drzwiach.
- Wynocha mi stąd dzieciaku, nie widzę cię tutaj więcej pomiocie szczura.
- Dzień dobry prosze pana, ja już idę.
Ojciec walnął mi wykład, na co odparłam, że go nienawidzę, że jestem skazana na taki los i na Cole'a (co nie jest aż takie okropne), że nie chcę tak żyć i nie będzie za mnie decydował. Przy kolacji powiedziałąm tylko, że jutro będzie u mnie Cole. Nie protestował, nie odzywał się. Następny dzień był okropny. Ubrałam się do szkoły w czarną sukienkę z białą koronką. Vi powiedziała, że wyglądam niesamowicie, Adam się nie odzywał. W domu nie gadałam z ojcem, czekałam tylko na Cole'a. Gdy już traciłam nadzieję, że ten dzień będzie okej, nagle stało się to...
6
Dostałam sms'a od Cole'a. Napisał, że zaraz będzie. Uznałam, że się przebiorę. Nie chciałam być w jakikolwiek sposób dla niego atrakcyjna. W sumie, to chciałam, ale nie w ten sposób... mniejsza. Ubrałam moje dresowe szorty i białą koszulę na której był wielki, czarny symbol anarchii na samym środku, sumie dawno w tym nie byłam. Otworzyłam laptopa, szukając jakiegoś filmu do obejrzenia. Poprosiłam Helen, taką jakby pokojówkę, żeby zamówiła pizzę. Gdy przeglądałam filmy, do drzwi zadzwonił dzwonek. Zeszłam na dół, żeby otworzyć drzwi. Cole był ubrany w jeansy i biały t-shirt. Uśmiechnął się. Byliśmy cicho, więc nie przykuliśmy uwagi ojca siedzącego u salonie. Idąc po schodach, potknęłam się, na co Cole się zaśmiał.
Uwaga. Możesz teraz pomyśleć, że nasza pseudo randka wydaje się być super, albo, że coś się zepsuje, ewentualnie, że się pokłócimy. Zdziwisz się...
7
Nie podoba mi się to, od 20 minut oglądamy jakiś film, nie znam nawet tytułu. Nie mogę się skupić. Siedzimy od siebie daleko, czuję się nieswojo.
- Jeśli tak ma przebiegać nasza randka, to najlepiej ją skończyć teraz.
- Cole... po prostu nie wiem jak z tobą gadać, wiesz jak jest... Mav no i Adam... (on wie jakby co). Boję się, że to cię rani w jakiś sposób, że jesteś tu tylko dla picu, dla nagrody, możesz iść, nie trzymam cię tu.
- Przestań piep... tak gadać, mam już tego powyżej uszu, użalasz się ciągle nad sobą, co mnie tak wku... wkurza, nie możesz przyjąć do wiadomości tego, że mi zależy, jak odesłałąś resztę to sobie poszli. Jeśli mnie byś tak potraktowała, to biegałbym za tobą, aż byś musiała mnie przyjąć z powrotem, jesteś serio fajna, ale mnie nie dopuszczasz do siebie, co mnie boli, wiem... na pewno wolisz Adama, albo Mavena, ale... nie odrzucaj mnie tak, nie trakutuj mnie sztucznie na dystans... chyba, że po prostu mnie nie lubisz.
- Cole ! Czekałam aż coś powiesz, w końcu mówisz co myślisz bez pustych osądów. Takiego cię lubię.
- Wiesz, myślałem, że nie lubisz rozmawiać, więc siedziałem cicho, by cię nie rozgniewać.
- Haha ! Ja lubię nawijać, gaduła ze mnie.
- To dobrze.
- Mam pomysł, może zamaist filmu, poróbmy coś razem.
- Pewnie, a co chcesz robić ?
- Nie wiem,
- Masz jakieś kartki papieru i przybory szkolne typu klej, nożyczki ?
- Pewnie. - Wstałam i poszłam po rzeczy o które pytał, wyjęłam już klej i nożyczki, szukałam papieru, w końcu wzięłam ten z drukarki. Potem dałam mu te rzeczy. - A po co ci to ?
- Poczekaj, zobaczysz.
Zaczął coś wycinać z papieru. Każdy kawałek papieru kładł na sofie, przed sobą.
- Zamknij oczy. Na chwilę, muszę skończyć.
- No dobra, ale nic nie próbuj.
- Spokojnie, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i cierpliwie czekałam.
- Otwórz oczy.
Gdy rozejrzałam się, nic nie zauważyłam.
- Nie rozumiem Cole.
- Spójrz w lustro.
Spojrzałam na lustro wiszące na ścianie. Cole zrobił dla mnie papierową koronę.
- Z tobą serio jest coś nie tak.
- Dziękuje ci Wendy, uznam to za komplement.
Zaczęłam się śmiać, wydurnialiśmy się chwilę. Potem spoważniał.
- Wendy, serio... mam pytanie.
- Tak ?
- Nie obraź się proszę, bo...
- Po prostu spytaj.
- Czy mam u ciebie jakieś szanse ?
- Oczywiście, że tak. Pogodziłąm się z tym że nie będę z Adamem, a ty... nie jesteś drugą opcją, bo drugą opcją jest Maven. Ty jesteś na równi z Adamem, ciebie i mnie wiele dzieli, ale to jest piękne. Nie spodziewałam się po sobie takich słów, ale dobrze... pamiętaj, że dzisiaj jest dziś, nie wiem, czy dzisiaj się będę śmiać, a jutro, gdy pójdę do szkoły... czy nie będę miałą poczucia winy i nie będziemy się do siebie odzywać. Miej to proszę na uwadze.
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, czym był troche zaskoczony, nie wiem czemu, pogładziłam go po policzku, byliśmy bardzo blisko, odruchowo bym go pocałował, ale mi nie wolno, w końcu Adam i tak dalej, ale samo bycie blisko mi wystarczy. Jednak ze strony Cole'a... zbliżył się bardziej, lekki podmuch paniki, byliśmy za blisko, nagle ktoś zapukał, drzwi były co prawda otwarte, co mijało się z celem. Odsunęliśmy się do siebie, podeszłam do drzwi w krótych stała Helen z pizzą.
- Dziękuję ci bardzo, po czym zabrałam od niej jedzenie i zamknęłam drzwi, co potem okazało się błędem, chociaż, jeśli miałoby do czegoś dojść, to wyszłoby zamknięcie drzwi na dobre. Usłyszałam głos Helen z dołu.
- Czekaj Cole, chcę wiedzieć o czym mówią.
Położyłam się na ziemi i słuchałam.
- Helen i jak ? Będzie coś z niego ?
- Myślę, że tego Adama to wybija sobie z głowy, a co do Cole'a... powiem, że wchodząc do nich, byli blisko, za blisko, ale ja się nie znam.
- Oj Helen, nie przejmuj się, Cole to dobry chłopak, jeśli czegoś by próbował na mojej małej Wendy, to ona mu nie pozwoli, ma silny charakter, jeśli się zgodziłaby się na... ekhem, no wiesz, to w sumie ma wolność, to jej sprawa, proszę cię, abyś dzisiaj juz nie przyvhodziłą do nich na zwiad, niech się dzieje.
Jak się okazało, Cole leżał obok i słuchał ze mną. Spojrzałam na niego cała czerwona. Co mój ojciec wygaduje...
- Cole, ja przepraszam za to...
- Wendy, masz najzabawniejszego tatę na świecie ! Jego podejście do takich spraw, haha, mój to ze mną nawet nie rozmawia, a jego rozmowy z innymi, niżej klasą są bardzo oschłe. Zazdroszcze ci tego.
Potem jedliśmy pizzę. Dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie źle się poczułam.
- Wendy, czy coś się stało ?
- Nie, tylko trochę się źle czuje, ale nie chcę, żebyś szedł, pogadajmy jeszcze. Dawno z nikim tak nie gadałam.
- No dobra, to mam propozycję, idź się położyć, a ja usiądę obok i pogadamy.
- Dobrze MAMO, idę idę. - Rozbawiło go to.
Leżałam na swoim łóżku. Cole siedział obok.
- Co masz na tej ścianie, co to jest ?
- Nie wiem, tak sobie przyklejam losowe słowa, moje uczucia. coś ci mnie opisuje w danej chwili.
- A co oznacza ten kawałek kartki rozerwany na pół, tu, na górze.
- To najnowsze przyklejenie. Oznacza, że jestem rozdarta.
- Pomiędzy ?
- Adamem a tobą.
- Wiesz, mam pewną teorie, powiedz, czy się mylę, ale mam wrażenie, że ty chcesz Adama, bo ocjiec jest przeciwny.
- I tak, i nie, teraz to masz racje, ale kochałam się w nim od zawsze, jesteśmy strasznie podobni, więc ten związek by nie wypalił, ale jest dla mnie jak brat, więc co zrobię ? Kocham go, w sumie... ciebie też, juz mi lepiej, możemy coś jeszcze porobić, zanim pójdziesz.
- Mam pewien pomysł, tak apropo tego co mówiłaś, nie wiem czy się zgodzisz.
- Dawaj.
- Tylko się nie obraź.
- Skończ z tym obrażaniem.
- No dobrze.
Podniosłam się z łóżka, jednak nie wstałam, myślałam, że on chce gdzieś pójść czy coś, jednak... popatrzył na mnie, westchnął i... pocałował, tak ! On mnie pocałował, z powrotem się położyłam. Zaczęliśmy się całować co raz bardziej, jeśli jest takie stwierdzenie. W pewnym momencie zaczął chyba... ściągać ze mnie ubrania !!! O co chodzi, a ja... jednak nie protestuje. Cały czas mnie całuje. Ja odpowiadam tym samym. Przestał dopiero po chwili, ja... siedziałam na nim... w samej bieliźnie, potem przytuliłam go. Byliśmy obok siebie, milczeliśmy. Podał mi moje rzeczy.
- Przepraszam Wendy... to... było głupie, ja jestem od ciebie starszy, a ty może nie chcesz... przperaszam.
- Naprawdę nie ma za co. - Mówiłam ubierając się. - To nic złego, wręcz przeciwnie, podobało mi się, wiesz, ja jestem pełnoletnia, ale nie głupia, a ty jesteś fajny. Haha, to zabawne, teraz przypomiały mi się słowa ojca sprzed dwudziestu minut, teraz wydają się całkiem logiczne.
- Ale wiesz, jednak się zgodził. Przepraszam.
- Nie ma za co, musisz przestać przperaszać, bo mnie to denerwuje. Powiem ci tylko, że następnym razem jak przyjdziesz, to ponowimy to co dzisiaj.
- Czyli będzie następny raz ? Nieźle.
- A co ? Nie chcesz więcej ?
- Chcę więcej ciebie.
Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Brawo Wendy, powiedział tylko, że chce cię więcej a ty dziewczyno robisz się czerwona na mordzie ? Szkoda, że ci to nie przeszkadzało, jak prawie nago się z nim całowałaś, gratuluje. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Szybko pobiegłam do drzwi, po drodze dopinając koszulę i ubierając spodnie, chyba wyglądam okej. Otworzyłam, Helen spytała.
- Mogę ci coś przynieść, czy coś ?
- Nie, dziękuje ci bardzo.
Spojrzała na mnie. Przejechała wzrokiem po moich ubraniach. Potem uśmiechnęła się i poszłą szybko na dół.
- Nie wiem o co jej chodziło. - Powiedziałam, odwracając się do Cole'a. Ten zrobił wielkie oczy, zkraył usta ręką i zaczął się śmiać.
- Słuchaj, nie wiem czy się śmiać, czy płakać, ale spójrz w lustro.
Moje spodnie były tyłem na przód, a koszula źle zapięta, moje włosy nie były już tak idealnie uczesane. Czemu on się śmieje ?! Podeszłąm do niego i złapałam za kołnierzyk koszulki.
- Wiesz co to znaczy ?! To nie jest śmieszne ! Ona myśli, że my... powie to ojcu ! Czekaj, muszę podsłuchać.
Położyłam się na ziemi i słchałam.
- Wie pan, miał pan chyba rację, jestem prawie pewna, że oni... wie pan.
- Po pierwsze - co z tego, to chyba właśnie dobrze, a po drugie prosiłem, by pani tam nie wchodziła.
Potem Helen poszła, słysząłam jej kroki.
- Widzisz Wendy, nie było spiny.
- Ale on myśli, że z Adamem koniec ! A to...
- A to nie prawda... - Powiedział cicho Cole, po czym westchnął. - Muszę spadać, już późno. Do zobqczenia.
Pożegnał mnie podaniem ręki, na co odpowiedziałam pocałunkiem, potem zeszliśmy na dół. Przytulił mnie w drzwiach, jednak robiąc to, szepnął do mnie.
- Wyglądasz bardzo pociągająco w bieliźnie.
Nie odpowiedziałam, tylko przygryzłam wargę i się uśmiechnęłam. Potem pożegnał mojego ojca,poszłam do taty, który siedział z Helen.
- Tato, żeby było jasne, wbrew tego co mówi Helen, za cienkie sią tu ściany i podłogi, a mianiowicie, do niczego nie doszło i nie dojdzie.
- Jasne, dobrze kotku. - Kotku ? Tak mnie nazwał ?! Ojciec... ehh. - Wszystko okej, teraz się wyśpij, jutro szkoła.
8
- Okej, ale wiedz, że o tym nie zapomne tato.
Poszłam do siebie, przygotowałam wszystko na jutro, to znaczy, spakowałam się. Potem poszłam się umyć. Położyłam się do łóżka. Co ja najlepszego robię ? Adam to tak trochę mój chłopak, a teraz Cole... nie... nie dam rady, na serio. Co powiem jutro Adamowi ? Kocham go, ale Cole'a też. Może Vi mi coś doradzi.
Wstałam rano, jak zwykle zeszłam na śniadanie, potem przygotowałam się na górze. Ubrałam na siebie za duży t-shirt z logiem KoRn'u. Do tego czarne spodenki i białe Martensy. Wzięłam torbę i śniadanie, które przygotowała mi Helen. Później wyszłam z domu. Szłam na nogach. Po drodze spotkałam Vi.
- O czym tak gorączkowo rozmyślasz, że mi nawet cześć nie powiesz ?
- Mam problem.
- Powiedz, że chłopcy, no powiedz.
- Tak.
- Czyżbym miała rację, Cole ? Albo Cole ? A może Cole ?!
- Tak, brawo, miałaś rację. Na serio go lubię.
- I go wybierzesz.
- Dlaczego ? A Adam ?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Jakim czasie ?! To co mu powiem ? Słuchaj Adam, lubie cie i w ogóle, ale Vi mówi, że Cole jest fajniejszy, tak ci pasuje ?
- Po prostu trzymaj ich obu na dystans.
- Nie chcę nikogo ranić.
- D;atego im nie powiesz. W szkole siedzisz sobie z Adamem, a potem do domu i wpadasz w objęcia Cole'a.
- To jest łatwe tylko w teorii.
- To trzymaj się tej teorii, proste.
- No właśnie nie jest ! Jak widzę Adama, to widzę mojego bliźniaka, najlepszego pod słońcem, a Cole... żyjemy w innych galaktykach, on goni za biznesem z ojcem i całą tą dorosłością, a ja wolę zostać w moim lukrowym zamku i bawić się lalkami, w przenośni oczywiście.
- No mam nadzieję, ty i lukier ? No cóż, może by było, o ile zrobiono by dla ciebie czarny lukier.
- Jestem czarnym lukrem ? Dziękuje.
- Genisz ze mnie. O... patrz kto tam idzie.
- Kto ? Cameron ?
- No tak.
- No tak co ?
- Leci na ciebie.
- Że co ? Ja raczej odtrącam, w ogóle skąd ten pomysł ?
- Bo słyszałam jak gadał z Michaelem, że chciałby cię zabrać ze sobą i chłopakami na pole, a to wśród nich taki fejm.
- Pójdę.
- Co ?! Masz już swoich amorów !
- Cameron to kolega. Do tego Michael, Cam i ta całą banda to plebs, po za tym kiedyś z nimi byłam, i tak wolę jego kolegę, nie znasz.
- Jak ma na imię ?
- Charlie. Jest fajny ale zawsze mnie bije. Nie lubię ich kręgu, dopiero teraz zrozumiałam, że oni mnie nie lubią, to tylko Cameron.
- Oj tam oj tam, ale pójdziesz ? Serio ?
- Może. Nie wiem, jak zaprosi to spróbuję zadziałać czysto spontanicznie.
- Oby to ci wyszło na dobrze, nie tak jak spontan z Cole'm. - Zaczęła się śmiać.
- Do niczego nie doszło.
- Okej, okej, nic nie mówię. Ale już wiesz, czy on gra, czy tak na serio ?
- Trudno wyczuć, jeśli jest oszustem, to bardzo dobrym.
Potem przyszedł Adam. Może Vi ma rację. Na przerwie poznałam nową dziewczynę. Przyjechała z innego miasta. Od razu ją polubiłam. Cały dzień rozmawialiśmy we czwórkę. Po lekcjach wracałam z Vi.
- Teraz juz wiesz ?
- Nie rozumiem.
- Czemu musisz odpuścić Adamowi.
- Nie.
- Okej, wytłumaczę ci. Jesteście tacy sami, te same upodobania, i powiedz, czy gdybyś była chłopcem, umówiłabyś się z Sally ?
- Pomijając, że znam ją od dzisiaj, to tak.
- No widzisz, miej oko na Adama. Zacznij nawet z nim chodzić, zobaczysz, czekaj zadzwonię.
Stałyśmy pod drzewem, przyszedł Adam, podszedł do mnie i spytał.
- Zostaniesz moją dziewczyną ?
- Tak.
Potem mnie przytulił. Kocham go, jednak Vi nie ma racji, może Cole to nie moja liga, za dużo różnic, nie pasujemy do siebie. Jednak z praktyki już wiem, że myslę tak będąc przy Adamie, przy Cole'u, będę myśleć inaczej.
Cole pojechał gdzieś z ojcem. Cały tydzień byłam dziewczyną Adama, Cameron się wycofał, w końcu nie odbije Adamowi dziewczyny. Vi się myliła. Sally jest okej, Vi jej nie lubi, podobno jest fałszywa, ja i Adam ją lubimy, ciekawe kiedy zacznę robić się zazdrosna ?
9
Postanowiłam pójść z Sally i Adamem do kina. Dzisiaj wieczorem wraca Cole, a ja nie chcę go dziś widzieć. Boję się o to co by się stało, przy konfrontacji z Adamem. Jestem zapobiegawcza, więc obecność Sally gwarantuje bezpieczeńswo, w razie gdybyśmy spotkali Cole'a.Postamowiliśmy obejrzeć jakiś horror.
Gdy dotarliśmy na miejsce, kupiliśmy bilety. Byliśmy 10 minut przed początkiem filmu. Poszliśmy zająć miejsca. Siedziałam pomiędzy Adamem, a Sally. Przed filmem siedzieliśmy na telefonach. Wrzuciłam Snapa do My Story, tagując miejsce, potem zauważyłam, że ktoś mnie dodał. Był to chyba Cole, no cóż, nazwa "cole2cole2" może mi to sugerować. Potem był komunikat o wyłączeniu komórek. Wyciszyliśmy telefony i film się zaczął. Był to kicz, ale wrzask na sali mnie bawił. W połowie filmu postanowiłam iść do łazienki razem z Sally, która mnie namawiała. Była kolejka, Sally stała kilka miejsc przede mną, bo ja się wlokłam, a ona biegła na miejsce. Gdy ona wychodziła, ja jeszcze czekałam. W końcu udało mi się to przetrwać. Wychodząc z łazienki, dostałam sms'a od Cole'a, czy chcę, żeby przyjechał po mnie. Powiedziałam, że byłoby fajnie. Niech przyjedzie o 20. Film się kończy o 19.40, Adam mówił, że wraca sam, bo gdzieś jedzie. Sally się ulatnia też od razu, więc się raczej nie stykną. Mądrze rozegrane... w sumie nie do końca, bo dalej jestem w potrzasku między nimi, ale no cóż.
Gdy szłam do mojego miejsca, zmroziło mnie, podchodząc do nich, zobaczyłam... Pocałował ją ! Wzięłam swoją kurtkę z miejsca, gdy mnie zobaczyli, Adam chciał się tłumaczyć.
- Nie chcę niczego od ciebie słyszeć szmaciarzu. Potem poszłam na wolne miejsce kilka rzędów niżej. Musiałam poczekać, bo i tak Cole jeszcze nie przyjedzie. Gdy odwróćiłam się potem w ich stronę, zobaczyłąm, jak się do siebie przytulają, Adam odsuwał się od niej, bo wiedział, że na na niego patrzę. Nie wytrzymałam. Ubrałam okulary przeciwsłoneczne i zalałam się łzami. Po kilku chwilach wzięłam swoje rzeczy z miejsca i wyszłam. Usiadłam w głównej sali, tam, gdzie można było kupić bilety, przekąski i tym podobne rzeczy. Poczułam wzroki na sobie, więc musiałam wyjść. Czyżby było widać łzy w moich oczach ? Gdy stojąc na zewnątrz spojrzałam w telefon, nie było widać łez pod okularami, dopiero pod nimi było widać moje czerwone oczy. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na ziemię. Była dopiero 19.30. Jeszcze tyle czasu. Siedziałam na Snapie i oglądałam Story innych osób. Nagle przewinął mi się na Story Cole'a, były snapy stacji benzynowej, jakiegoś lasu, bloki. Potem dostałam od niego Snapa. Było to zdjecie... moje, siedzącej tu. Napisał "witaj". Spojrzałam w górę, szedł w moją stronę. Wstałam, zakrywając sie okularami.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że chodzisz z Adamem? Nie wkurzyłbym się.
- Już nie chodze...- Wydukałam ukrywając płaczliwy sposób wymowy, który swoją drogą jest bardzo denerwujący.
- Co się stało ?! Wendy !
- Sally... Vi miała rację co do niej, teraz siedzi sobie z Sally i są razem, oszukał mnie ! Podobno byłam wszystkim.
- Nie płacz proszę przez takiego idiotę. - Złapał mnie za rękę i zaprowadził do auta.
- Nic nie poradzisz. Stało się. Teraz sprowadź się na ziemię, bo twój wizerunek złego metala się burzy.
- Przecież to według ciebie chyba dobrze, jest fatalny.
- Nie, mi się poodba, wydajesz się niezależna, ale chyba nie jesteś ?
- Jestem słaba. W szkole wiele osób sie mnie boi. Taka wiesz, zła osoba. Ale jetem inna.
- No to fajnie. Nie będziesz miała władzy.
- NAD ?
- Nade mną.
- Nie rozumiem.
- Nie chcę, by moja dziewczyna miała nade mną włądzę, to nie wchodzi w grę.
- Po pierwsze, jaka dziewczyna, a po drugie to jest strasznie beznadziejny tekst.
I tutaj skończę, a więc Sally rzuciła Adama, bo bardziej lubiła Camerona. Więcej do Adama się z Vi nie odezwałyśmy. Ja i Cole się po kilku latach pobraliśmy. Moje całe życie jest teraz inne, nie zrezygnowałam z mojego wizerunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz