"Fanfiction Mroczne Umysły" Violence ZAKOŃCZONE

Kontaktowałam się z nim przez wiele lat, używając poufnego komputera, który zostawili po sobie rodzice. To straszne. Już 19 lat nie widziałam nikogo z zewnątrz. Zabraniają mi wychodzić. Po zapasy wychodzi tylko America. Cealena jest co prawda pomarańczowa, ale jej moc dotyczy tylko możliwości tworzenia fatamorgany wrogów, i to tylko 15 minut, oraz mogła widzieć ostatnie 3 lata z życia danej osoby. Raz prawie uciekłam, ale dostałam potem wykład od Cel. Są dla mnie jak siostry. Nasi rodzice byli wplątani w badania które spowodowały OMNI. Gdy się urodziłyśmy, nie było to oficjalne, więc rodzice nas ukryli w głębi domu. Potem tata Americy pokazał tajny właz, ukryty w drzewie. America wciąż dostaje maile od brata, który ma obecnie 25 lat. Ma na imię Cole, jak na ironię miał zostać łowcą, aczkolwiek ze względu na siostrę został pomocnikiem w warsztacie. Od zawsze Cel się w nim podkochiwała. America nie widziała nic po za książkami, oraz Liamem, który mógł być podobny, do tego z telewizji, tego który między innymi nas ocalił. Był jednak Szkotem, co można było zauważyć po jego akcencie. Znała go tylko przez internet, który niechętnie jej dawałam. Było tu wszystko, rząd zapomniał o tym miejscu. Wracając jednak do mojego korespondenta, nie pisałam z nim od dawna, skończyłam liczyć dni. Wierzyłam, że go spotkam, ale jednak kontakt się urwał. Wszystko było monotonne, do czasu gdy dostałam maila od Cola, który razem z Liamem mają domek nad jeziorem, do okoła którego jest jakaś spalona wioska, czy coś. Uznałam, że moglibyśmy tam wszyscy zamieszkać. Dziewczyny ba początku nie były chętne, ale koniec końców, zgodziły się. Moja skrzynka mailowa była zawsze pełna, chętnie pisałam z ludźmi, bo nie istniałam. Nie było aktu urodzenia, ani nic innego. Pisałam z różnymi popularnymi osobami, między innymi z Ruby, która nas wyzwoliła. Opowiadała mi swoje całe życie, chcąc odciągnąc mnie od mojego życia. Nie mogłam mieć ulochanego przez internet, ani ulibionego muzyka, ulubionej rzeczy, znienawidzonych twarzy. Bałam się mojej niestabilności. Gdy miałyśmy opuścić nasz bunkier, nie mogłam się bać. Gdy pierwsze promienie słońca zabłysły, moje oczy doznały szoku...

#1
Pierwsze promienie słońca podały na uśmiechniętą twatz Americy, Celaena nie podzielała jej zachwytu. Nie spuszczała ze mnie wzroku. Dom Americy był w strasznym stanie. Nie fatygowała się by go chociaż trochę posprzątać przez tyle lat.  Na drodze stało auto. Za kierownicą siedział Liam, Cole stał przed budynkiem.
- Jest beznadziejny. Burdel, nie dom.
- Trzeba było się tu pofatygować, i ruszyć tą grubą dupe. - Skomentowała America, podchodząc do swojego brata.
Celaena i ja, wyszłyśmy na chodnik. Mój dom, oraz dziewczyn były opuszczone. Mimo tego, że mieszkania wciąż są na sprzedaż, ich nikt nie chciał. Nasze rzeczy były ograniczone do jednego sporego plecaka. Całe jedzenie America załadowała na pake tego pick-upa. Gdy nasze rzeczy również tam wylądowały, Cole przykrył je plandeką, i przywiązał do brzegów samochodu. Jedyne czego tam nie zostawiłam, to mój komputer. Mały laptop był na moich kolanach całą drogę. Wpatrywałam się w mały ekran jak głupia, z nadzieją. Moje całe życie to maile. Brak maili oznacza brak mnie. America ma Liama i książki, Celaena ma Cola, a ja? Jestem sama, nie widze świata za nimi. Moje przemyślenia zajęły mi bardzo dużo czasu. Nim się zorientowałam samochód już stanął. Cole pomagał dziewczynom wyciągać rzeczy. Ja wyszłam z samochodu i postanowiłam przejść się po okolicy. Cała wioska była spalona. W pewnym momencie mojej wędrówki z oczu zniknęło mi jezioro, wśród wszytskich spalonych miejsc, tylko jedno było w miare czyste. Było wyczyszczone ze spalenizny. Kusiło mnie, by tam wejść. Gdy stanęłam na ganku chatki, podłoga pode mną zaskrzypiała. Nagle ktoś stanął za mną, i nim się zdążyłam odwrócić złapał mnie tak, bym nie mogła mówić. Ostatnie co potem widziałam, to przypięcie do metalowej rurki. Dalej, bez powodu straciłam przytomność.

#2
Gdy się obudziłam, byłam słaba. Szukałam wokół osoby, która mi to zrobiła. Za biurkiem siedział chłopak, był starszy chyba ode mnie. Siedział przy moim laptopie. Spojrzałam na moje pseudo kajdanki. Był to plastikowy zacisk, do tego źle zapięty, zajęło mi więc zaledwie kilka chwil, zanim ogień go stopił. Nie korzystam ze swoich umiejętności, bo się ich boję, lecz uważam, że próba ucieczki jest ważną sprawą. Zamiast uciec, staję nim twarzą w twarz.
- Chcę odzyskać moją własność.  Nie obchodzi mnie kim jesteś, wezme laptopa, i znikam.
- Jesteś czerwona, no tak, mówiłaś. Słuchaj Violence, widzę, że rzadko wychodzisz z domu, ten mały stres, doprowadził cię do omdlenia.
- Skąd to wszystko wiesz. No tak, przecież zabrałeś mi laptopa z moimi PRYWATNYMI rzeczami.
- Właściwie to nie. - Obrócił komputer w moją stronę i wskazał na maila w zakładce "WAŻNE". Był to ostatni mail od niego... nie odzywał się tyle czasu.
- Znam cię Violence, to ze mną pisałaś.
Świat stanął w miejscu. Gniew który gromadził mi się w krwi, osłabł.
- Zdziwiło mnie, że nigdy nie spytałaś mnie o moje imię.
- To nie to jest najważniejsze.
- Nazywam się Clancy... Clancy Gray.
Nie ! Czemu osoba której ufałam, okazuje się być elementem innej historii ?!
- Znam cię... nie musisz nic o sobie więcej mówić. Wiem jaki byłeś. Myślałam, że Ruby udało się ciebie zmienić.
- No wiesz, praca mojej matki, nie była za dobra. Byłem jej pierwszym pacjentem. Po pewnym czasie chyba zaczął się psuć. Nie dawałem tego po sobie poznać. Wymazabie wspomnień jak wiesz nie jest trwałe. Ludzie mówiąc o mnie, opowiadali sobie o rzeczach jakie zrobiłem. Nienawidzę się za to, ale moja natura się nie zmieniła.
- Po co ze mną rozmawiasz, czy nie widzisz tego, co ci powiem, ide stąd, nara.
- Prosze... nie idź. Wszyscy  mnie nienawidzą. Byłaś ostatnia. Moje imię mnie zdradziło.
- Mimo, że byłeś totalnym czubem, to zostanę. Nie mogę mieć ci za złe tego, co nie nastąpiło. Ale mam do ciebie jedną sprawę. Nigdy nie wchodź do mojej głowy. Nic tam nie znajdziesz, więc nawet nie próbuj.
- Na żywo jesteś o wiele mniej groźna.
- Phi, muszę iść, moi przyjaciele czekają na mnie. - Wiedziałam, że to kłamstwo, ale trochę mnie przerażał.
- Jest was tu więcej ?
- Tak. Jest nas tu pięcioro.
- Trzy dziewczyny i dwóch chłopaków.
- Miałeś mi nie wchodzić do głowy !
- Dobra, dobra. Ale jedną tam widzę.
Miał rację, Celaena opierała się o barierkę na ganku.
- Kto to jest ? - Spytała Cel.
- Pamiętasz mój największy licznik maili ? To mój rozmówca.
- Aaa, okej to ten chłopak w którym się bujałaś od długiego czasu.
Clancy parsknął śmiechem, spiorunowałam go wzrokiem.
- Żeby była jasność, to było dawno i nie prawda. Dogadacie się, ona też jest pomarańczowa, robi halucynacje i widzi 3 lata z życia. Nara. - Wzięłam laptopa i wyszłam, czekałam na Celaene, słyszałam ich rozmowę.
- Czyli to ty jesteś jej obiektem. Słuchaj, jeśli spróbujesz ją skrzywdzić, lub zrobić jeden kroczek za daleko, to się policzymy.
- Dobra dobra młoda. Wszystkie decyzje należą do niej. Wysłałem jej ostatnio maila, ale internet padł, od tamtej pory nie pisałem z nią. Pisałem, że nie mam możliwości pisać, że wszystko się pogmatwało. Nie musisz się martwić. Mam do niej czyste intencje, a moje uczucia co do niej, również są dobre.
- Co kolwiek to cholera znaczy. Idę, pa. - Wyszła z domku. - Chodź Violence, wracamy do nas. Nie jest zbyt pozytywnym obiektem. Nie widuj się z nim lepiej.
Stał w drzwiach, gdy wracałyśmy do domu. Po powrocie, Cel opowiedziała naszej ekipie o dzisiejszych wydarzeniach. Po opowieści, Cole zabrał głos.
- Wiesz co Viol, no bo myśleliśmy, że mamy więcej pokoi, ten bencwał nie umie liczyć, i nie ma dla ciebie pokoju. Są tylko dwa.
- Czuli reasumując, ty mieszkasz w pokoju z Cel, America z Liamem, a ja pójdę do tej wioski, i znajdę jakiś całkiem okej domek. Z resztą i tak nie chcę dzielić z wami przestrzeni, a wy ze mną tym bardziej.
- Violence, to nie prawda, to że jesteś czerwona, nie oznacza, że nikt cię nie chcę.
- To czemu nie chciałaś się tu przeprowadzać !? Ja wcale nie chcę być straszna...
Wzięłam swoje rzeczy, i poszłam w cholerę.
 Było zbyt ciemno, by widzieć dokładnie, który domek jest w miarę dobry. Nie miałam co ze sobą zrobić. Było ciepło. Weszłam do pierwszej lepszej chatki i postanowiłam tu dzisiaj spać. Było bardzo ciemno. Zapaliłam płomień, i oglądałam języki ognia. Był jeszcze jeden blask. Widziałam świece w pokoju Clancyego. W pewnym momencie zgasła, wypaliła się. Wyciągnął inną, grzebał chwilę w szufladach, szukając zapałek. Z jego ust padło kilka przekleństw. Westchnłam, zdruzgotana jego brakiem umiejętności harcerskich. Podeszłam do jego okna. Było otwarte, więc nie miałam problemu, by sięgnąć do świecy. Wzięłam ją to ręki, i zapaliłam. Odłożyłam ją na miejsce i poszłam w swoją stronę. Nagle zaczął padać deszcz. Gdy skryłam się pod dachem swojej chatki, zobaczyłam Clancyego. Zauważył płonącą świece, rozglądał się za mną.  Gdy nasz wzrok się skrzyżował, uśmiechnęłam się do niego. Wrócił do swoich zajęć, widziałam tylko jak znika za ramą okna. Co jakiś czas przewracał kartki papieru. Deszcz padał tak mocno, że w pewnej chwili dostał mi się we znaki spalony dach. Woda podeszła do mnie. Znalazłam jakieś twarde i grube deski, i podłożyłam pod siebie. Deszcz padał mocniej i mocniej. Zbierałam rzeczy które wpadły mi w ręce, próbując zamknąć dziurę w dachu. Gdy odwróciłam się, aby znaleźć jakiś kawałek, który by się przydał, zobaczyłam go, patrzącego na mnie przez okno. Po chwili po prostu zgasił świece i zniknął w ciemności. Udało mi sie zatkać dziurę. Cała zmęczona i przemęczona, padłam na wilgotnej desce i zasnęłam w jedej chwili. Tylko moje rzeczy były suche, bo schowałam je w dziurze w ścianie. Zasnęłam głębokim snem, mimo straszliwego chłodu.

#3
Obudziło mnie szuranie drewnianych elementów o siebie. Leżałam na metalowym łóżku. Obok mnie, na ziemi leżały moje rzeczy. Zamknęłam twardi oczy. Nie byłam pewna, gdzie jestem. Wolałam poczekać chwilę, żeby wiedzieć gdzie jestem. Leżałam twarzą do ściany. W pewnej chwili ktoś pogładził mnie po policzku. Gdy usłyszałam szuranie krzesła, delikatnie się obróciłam, zobaczyłam Clancyego, który siedział przy stole. Gdy zobaczył, że się obróciłam, jego twarz stała się pełna powagi, spokój i sympatię zastąpiła surowa i zimna srogość.
- Nie myśl sobie, to tylko przysługa. - Rozejrzałam się, i zauważyłam, że to jedyne łóżko.
- To gdzie ty spałeś ? - Spytałam.
Jego twarz lekko zmieniła barwę. Z całej siły tłumił uśmiech na twarz. Spojrzałam na niego wzburzona.
- Nie mów że...
Nie odpowiedział mi. Jego milczenie było wystarczającym potwierdzeniem. Parsknęłam śmiechem.
- Bawi cię coś ?
- Tak, ty mnie bawisz. Wiesz, nie jest niemęskim, że spałeś obok dziewczyny. Niemęskie jest to, że się nie przyznasz.
- Mam nadzieję, że łapy miałeś przy sobie. - Zawołała przez okno America. - Bo jeśli nie, to ci przywalę.
- Wprost urocza. - Powiedział Clancy ironicznie.
- Tylko tak gada, mi też tak mówi, ale na serio to trzęsidupa z niej, ale kocham ją, jak siostrę.
America bez pukania weszła do środka.
- Mam nadzieje, że wszyscy ubrani. - Zawołała, na co odpowiedziałam jej rzuceniem w nią swoją gumką do włosów, którą miałam na ręce.
Clancy odsunął się od biurka na tyle daleko, bym go bardziej widziała, jednak na tyle blisko, by America widziała jak najmniej. America wyszła z domku. Gdy na niego spojrzałam, moje oczy zapłonęły.
- Mieli być kurna wszyscy ubrani !
Siedział przy biurku bez spodni. W samej koszulce i bokserkach.
- Ja tam lubię łamać tego typu reguły. - Uśmiechnął się do mnie.
- Ruby mówiła, że byłeś mniej zabawny.
- Zmieniłem się trochę. Dawniej nie zabrałbym cię do siebie, dawniej nie żartował bym. Dawniej nie spałem bez spodni, dawniej nie spędzałem sekundy bez komputera. Oraz co najważniejsze. - Tutaj chwilę się zawiesił. - Dawniej nie zakochałbym się w czerwonej.

#4
- Jak to ? - Zapytałam zaskoczona.
- Nigdy nie myślałem, że będzie mnie łączyło z czerwonym coś więcej, niż praca. Kiedyś z wami pracowałem, a teraz. Nie chcę cię okłamywać, ale tak właśnie jest. Lubię cię i to bardzo. - Westchnął na te ostatnie słowa. Osłupiałam. Z jednej strony wiem jaki jest i do czego może mnie zmusić, więc nie wiem czy teraz serio chciałam mu powiedzieć, że też go kocham, czy może on mi to perswaduje.
- Troche mi głupio, że się nie odzywasz. Powiedz coś.
- Nie wiem, nie mam pojęcia, czy to, co chcę ci odpowiedzieć, to to, co chcę powiedzieć, czy to ty mi to narzucasz.
- Obiecuje, nic nie wymuszam, boję się tego, co możesz mi zrobić. W brew moich uczuć, boje się troche ognia.
- Okej, więc to co chcę odpowiedzieć to... kocham cię.
- Dlaczego ? - Spytał niewzruszony. - Może nie widać, ale się przejąłem. Dlaczego mnie kochasz ? Wiesz, co zrobiłem Ruby i innym ludziom. Dlaczego więc mnie kochasz ?
- Bo to nie Ruby, to ja, mi nic nie zrobiłeś. Teraz muszę już iść.
- No dobrze, ale wiedz, że wrócimy do tej rozmowy.
Wyszłam z domku, wzięłam zwoje rzeczy, i położyłam w tym domku, który w nocy ratowałam. Pozbierałam stare deski i przymocowałam je do dziury. Znalazłam jakieś narzędzia typu młotek i gwoździe, o ile można gwoździe nazwać narzędziami. Pokrą podłogę osuszyłam ogniem. Przyniosłam tu stół z innego domku. Szukałam takiego, który nie był doszczętnie spalony. Pozbierałam stare materace, i z użyciem kilku desek zrobiłam sobie łóżko. Cały dzień budowałam. Znalazłam jakieś stare znicze, i słoiki ze świeczkami wewnątrz. Porozstawiałam je w różnych częściach mieszkanka. Zerwałam firanki z okien i wrzuciłam je na zewnątrz. Po wielu godzinach, moje dzieło było gotowe. Było tu ciepło i przytulnie. Ze swoich rzeczy wybrałam te, które nadały się na dekoracje. Moje ulubione książki wylądowały na stole, a plakat z Laną Del Rey wylądował na ścianie, lecz musiałam położyć krzesło na stole, żeby sięgnąć.. Było tu bardzo ładnie. Poszłam w międzyczasie do Cola, żeby naładował mi baterie do laptopa. Miałam kilkanaście baterii, które zbierała America, gdy była w pobliżu sklepu ze sprzętem. Były bardzo wytrzymałe, a och ilość była spora. Gdy wszystko było pełne, schowałam baterie do torby, a jedną wsunęłam do urządzenia. Nie włączyłam go jednak zdecydowałam, że pójdę po coś do jedzenia. Byłam prawie orzy domu moich przyjaciół, gdy zobaczyłam przez ich okno całą czwórkę siedzącą w pokoju i jedzącą kolacje. Śmiali się i byli szczęśliwi. Nie chciałam zasmucać ich swoją egzystencją.  Poszłam nad jezioro. Miałam w kieszeni jakąś nitkę. Zrobiłam prowizoryczną wędkę. O dziwo, przywiązanie robaka do wędki jest proste. Po niedługim czasie coś złapałam. Ryba wylądowała na trawie. Musiałam ją zabić kamieniem. Obmyłam ją z ziemi, i zaniosłam ze sobą. Obok domku rozpaliłam ognisko z reszty firanek. Upiekłam rybę i choć była okropna, to trochę pojadłam. Gdy wracałam do domku, przyszła Cel z Americą i przyniosły mi jedzenie w puszkach. Podziękowałam i zaprosiłam je do siebie. Fdy oglądały mój domek, ja ułożyłam puszki przy ścianie. Szybko jednak poszły, a ja zostałam sama. Nagle ktoś zapukał.

#5
Nie mógł to być nikt inny, niż Clancy. Otworzyłam, ale szybko przypomniałam sobie naszą rozmowę. I poczerwieniałam na twarzy. Nie widziałam tego, ale czułam to, ponieważ spojrzał na mnie inaczej.
- Mieliśmy wrócić do tej rozmowy ?
- Tak, ale jestem tu też, bo chciałem zobaczyć, jak się urządziłaś. Można ? - Zapytał, po czym skonieniem głowy dałam znak, że tak. Oglądał wszystko i powiedział. - Nieźle się tutaj rozgościłaś. Mam coś dla ciebie. To jeden z powodów, dla którego tu jestem. - Wyciągnął zza pleców zwitek papieru.
- Pamiętasz, jak pisałaś, że prosiłaś kiedyś mamę o plakat Nirvany na urodziny, ale powiedziała, że to ma zły wpływ ? Otóż, Chciałem ci to dać, na następne urodziny, ale wtedy się nie mogliśmy zobaczyć. Więc, gdy tu przybyłem, znalazłem to w torbie, mając cichą nadzieję, że cię jeszcze zobaczę. - Podał mi duży rulon. Przedstwaiał Kurta siedzącego z gitarą i papierosem w ręce. Na dole czarno-białego zdjęcia było logo Nirvany.
- O matko, dziękuje ! Nawet nie wiesz jak się cieszę ! Czekaj, mam taśmę klejącą, może uda się go powiesić obok Lany, nie wiem po co mi jej plakat, skoro nie lubię jej aż tak bardzo.
Postawiłam krzesło na stole, co Clancy skomentował.
- No testu BHP by to nie przeszło.
Zaśmiałam się, szybko przywołują się do porządku w myślach. Nie chcę, żeby myślał, że cały czas myślę, że go kocham, lub rozbieram wzrokiem, jak to pisało w jakiejś książce. Weszłam na stół, a potem na krzesło,
- Podaj mi plakat i cztery kawałki taśmy. - Powiedziałam, gdy mi podał, zaczęłam przyklejać papier do drewnianej ściany, Niestety taśma za dobrze nie trzymała. - Daj więcej taśmy. - Rzuciłam przez ramię. Odczepił kawałek, odstawił taśmę na stół, i podał mi kawałek, gdy się schylałam, uznałam, że miał rację, co do BHP. Krzesło chrupnęło, zachwiało się, a ja prawie zleciałam z łoskotem na ziemię. Zamknęłam oczy i czekałam na upadek i ból. jednak to nie zaistniało. Gdy otworzyłam oczy, Dalej stałam na krześle. Szybko dokleiłam taśmę, dopiero wtedy zobaczyłam co się stało. Clancy tzrymał mnie oburącz w talii.
- To krzesło zaraz się załamie, mogłaś wybrać jakieś bardziej stabilne. Co teraz zrobisz ?
- Zeskoczę, odsuń się, puść mnie.
Niepewnie na mnie popatrzył, jakby nie miał co do tego planu pewności. Puścił mnie i usiadł na łóżku, ja zaczekałam sekundę i skoczyłam. Zatrzymałam się tuż przy stoliku i krześle, które miało złamaną nogę, czego wcześniej nie zauważyłam. Jednak skacząc zachwiałam się trochę, i lądując przy stole, wywróciłam się na łózko. O dziwo nie wylądowałam na moim posłaniu, tylko na czymś innym. To był... Clancy. Brawo Violence ! Brawo do cholery ! Moje stopy dotykały prawie ziemi, większość mojego ciała była na łóżku, jednak głowę miałam na jego kolanach.
- No wiesz ? O takie rzeczy można serio spytać, sugerujesz coś ? - Zaśmiał się, racja, byłam w dość niefortunnej sytuacji.

#6
- No weź !
Zaczęliśmy się śmiać, spojrzał na mnie, spoważniał i zaczął mówić.
- Co do naszej rozmowy kilka godzin temu... - Spojrzał na mnie jeszcze raz, przesunął wzrokiem od stóp do głów. Gdy mijał wzrokiem mój dekolt, zatrzymał spojrzenie, a ja zareagowałam.
- Hej ! Clancy ! Zachowuj się, co chciałeś powiedzieć ?
- To ty zaczęłaś, a więc, kocham cię, wiesz ?
- Tak, chyba to wiem. Ja też cię kocham.
Nachylił się do mnie, spojrzał mi w oczy, i pocałował. Tak, pierwszy raz chłopak był blisko mnie. Podniosłam się, całowaliśmy się chwilę. Nagle zza przymkniętych drzwi wydobył się wrzask. To Amercia krzyczała - W kooooooońcu ! - Popatrzyliśmy na siebie rozbawieni i kontynuowaliśmy, to co przedtem zaczęliśmy. Moje życie się zmieniło.

 Droga Ruby
Piszę do Ciebie ostatni już mail. Skończyłam z tym, byłam samotna, a dzięki mojej sieci rozmów nie byłam taka smutna. Poznałam Clancy'ego, osobiście i powiem Ci, że to już dwa miesiące, odkąd się spotykamy. Kocham go, szkoda, że dla Ciebie nie był taki dobry :( Jednak jest już inny, nie wchodzi mi do głowy, grożę mu, że spale mu ubranie, na co on wybucha śmiechem. Mieszkamy wszyscy w szóstkę w East River, a raczej jego pozostałościach. W końcu jestem szczęśliwa. Clancy pomógł mi z moimi umiejętnościami. Nie boję się śmiać w głos. Dziękuje Ci za wszystko. Żegnaj, może kiedyś napiszę, jak to mówi Clancy - "W następnym mailu zaprosisz ją na ślub." Kocham Cię, moja korespondencyjna przyjaciółko. Pa

Z pozdrowieniami dla Ciebie, Zu, Liama, Pul... Charliego i Vidy !
Violence.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz