piątek, 27 maja 2016

(Celaena) "Mafia" #9

- Zastanawiało mnie co by było, gdyby wygrał taki Dominic.
- Kobieto wypluj te słowa. Ta świnia nie ma prawa wygrać to samo Sasza.
- Myślisz, że by to go obchodziło? On nie ma za grosz uczuć.
- Niby tak ale zważ na to, że to co zrobiłaś z tym jak mu tam..
- Sebastianem?
- O właśnie Sebastianem, strasznie go wyprowadziło z równowagi. A to zdarza się rzadko.
- Hm.. może i tak ale po co organizować takie coś?
- Ja nie wiem, ale powinien to odwołać.
- Bo co? Bo powołałam do porządku wszystkich zawodników?
- He he tak, między innymi.
- Heh.. mam tego dość. Właściwie to  ten Sebastian jest bardzo um.. szlachetny.
- Nadal rozmyślasz nad jego słowami? Poczerwieniałam.
- T-tak.. on jest.. jest pierwszą osobą, która mnie tak ..
- Broni? Która nie traktóje Cię jak rzecz, swoją własność?
- Która chciałaby widzieć tak piękną dziewczynę codziennie uśmiechającą się i rumiejaca się na jejgo widok?
Odwróciłam się napięcie i poczerwieniałam jeszcze bardziej kiedy wszedł do altany.
- Długo tu tak stoisz?
- Wystarczająco długo.
Uśmiechnął się. I usiadł obok mnie.
- Nie wiesz może ..
- Chciałabym... chciałabym wiedzieć, czemu to powiedziałeś.
Zgłupiał.
- Że co proszę?
- No eh.. Um.. nic , nic już. Solii idziemy.
Złapał mnie za rękę.
- Bo nikt nie ma prawa traktować kobiety jak jakąś rzecz, pośmiewisko. Kobieta to ta jedyna istota , która zasługuje na szczególny szacunek, traktowanie na... na miłość. Luize ja..
Zabrałam rękę i szybko wybiegłam z altany. Przed wejściem do mojego pokoju na huśtawce zauważyłam swoją bluzę z listem. Wzięłam oba.
Położyłam się na łóżku i powąchałam bluzę. Jego zapach. Otworzyłam i przeczytałam list. Poczerwieniałam i schowałam do komody.  Patrzyłam na huśtawkę. Wyobraziłam sobie coś co wkrótce miało się spełnić. I tak marząc zasnęłam.

Dzisiaj jest drugi etap. Całą noc przespałam. Co nie zawsze się zdarza. Rano spotkałam Carlosa i pogodziłam się z nim. Heh... pocałował mnie a ja nie wiem czemu nie potrafiłam mu już uledz. Potem spotakałam się z wujkiem Gustawem.
Na sam koniec zauważyłam Solii. Przegadałyśmy w ogrodzie dobre bitych kilka godzin. Była moją najlepszą przyjaciółką .
Rozmawiałyśmy o chłopcach kiedy zjawił się Gobi. Pogłaskałyśmy go.
- Pewnie znowu mu uciekł.
- Często to robi?
- Tak i zawsze biegnie do mnie .
Uśmiechnęłam się.
- Czas już na mnie. Drugi etap się zaczyna.
- To ja go popilnuje.
Uśmiechnęłam się i poszłam.

Zaśmiałam się , kiedy zobaczyłam jak Carlos przegrał z Olivierem. Kolejnym kandydatem. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się szeroko. Udawanie. Odwróciłam wzrok w poszukiwaniu jego. Jest. Wygrał wszystkie walki. Popatrzył na mnie w tym momencie, kiedy przyglądałam się jego klacie bez koszuli. Uśmiechnął się, kiedy zobaczył jak się czerwienie. Drugi etap polegał na czymś co faceci kochają. W skrócie - sztuki walki. Sebastian jak zauważyłam uwielbiał kung- fu, karate i boks . Prawdę mówiąc nie mogłam przestać na niego patrzeć. Nagle poczułam znajomy dotyk na ramieniu, potem na policzku , a potem na talii . I nagle pocałunek. To był Dominic! Ta szuja! Próbowałam się uwolnić ale on był silniejszy. A mój ojciec? Uśmiechał się pod nosem . Nagle usłyszałam krzyk.
- Luize!
Chciałam się odwrócić ale nie mogłam. Dominic przełożył mnie sobie na ramię i zabrał. Wiedziałam gdzie.
- Szesnasta osiem!
Krzyknęłam. Zrozumiał. Był przed nim uderzył go z całej siły, zanim upadł złapał mnie i czule na mnie spojarzał.
- Nic Ci nie jest?! Wszystko wporzątku?!
Popatrzyłam na niego przestraszona i kiwnęłam głową na tak. Przytuliłam go i po raz pierwszy od dawna płakałam. Płakałam przy osobie, przy której czułam się bezpieczna. Płakałam, bo chciałam by ze mną został.

Następnego dnia obudziłam się w swoim pokoju. I byłam lekko zszokowana. Spał obok. Jak kamień, a jednocześnie jak dziecko. Wczoraj nie chciał mnie zostawić. Bał się, że znowu ktoś spróbuje mnie skrzywdzić. Zauwarzyłam na jego piersi coś, czego nie zauwarzyłam wcześniej. Blizna od prawego ramienia do brzucha. Przejechałam po niej delikatnie ręką. Złapał ją nagle a ja się przestraszyłam.
- Wiedziałem, że mnie obczajasz ale że aż tak ,to bym nie pomyślał.
Zaśmiał się .
- J-ja.. t-to nie tak jak myślisz!
On wstał wciąż trzymając mnie za rękę i popatrzył na mnie wzrokiem, w którym aż isrzyły się słowa typu :
" Najchętniej brał bym Cię tu i teraz"
Poczerwieniałam jeszcze bardziej. Przerastało mnie to. Wychowana w śród facetów nigdy nie byłam tak skrępowana jak przy nim. Ale wracając. Patrzył na mnie tym wzrokiem . W końcu nie wytrzymałam i pocałowałam go .
On zaskoczony moją reakcją ale nadal przy rozumie, objął moje plecy i przewrócił na łóżko. Miałam gdzieś co pomyślą inni. Marzyłam o tym od pierwszego dnia naszego spotkania.

                 *  *  *  *
Nie mogłem się oprzeć. W końcu odwzajemniłem jej pocałunek i rozpinałem po mału guziki od jej koszuli. Była taka jak się domyślałem. Idealne kształty, figura . Była śliczna. Objęła moją szyję a ja na granicy wytrzymałości , ledwo się powstrzymałem. Matko co ja robię! Dość! Przerwałem pocałunek i wyrwałem się z jej  objęć. W jej oczach malował się smutek i ból. Cholera! Coś Ty zrobił pacanie! Przewróciła się na bok i przykryła.
- Ja.. Luize ja chce Cię, pragnę, pożądam ale..
- Rozumiem to. dlatego, że mam 17 lat? Czy dlatego, że jestem nagrodą? Wyjdź. Nie chce już nikogo widzieć.
- Luzie... błagam..
- Wyjdź.
Usłyszałem, że szlocha. Cholera jasna! Nie. Zostałem i przytuliłem ją. Na początku się miotała i mamrotała pod nosem jaki to jestem zarozumiały i uparty ale w końcu zasnęła. Uśmiechnąłem się. Jutro kolejna próba. Tej , w której odpadnę. Próba wstyd przyznać, taneczna. Ale jeden mały problem - nie umiem tańczyć.
Czyżby to miałi być moje ostatnie spotkanie z nią? Zamarłem.

Zastanawiało mnie to jak bardzo mogłem się posunąć do tego, że zacząłem spać przed jej pokojem. Na moje szczęśnie jeszcze się o tym nie dowiedziała. Wstalem rano i poszedłem do siebie wsiąść prysznic. Ubrałem się i zacząłem biegać. Ogród był piękny. Nie mogę w to uwierzyć, że Luize stworzyła coś tak pięknego. Ale w końcu to ona. Zaśmiałem się pod nosem i przyspieszyłem. Okrążyłem jezioro trzy razy. Wróciłem i umyłem się znowu. Dopiero teraz zauważyłem, że brakuje mi kolczyka z mikrofonem. O co tu chodzi? Popatrzyłem na Gobiego. Merdał tym swoim szarawym ogonem.
- Cześć brachu, jak tam?
Zaszczekał i wybiegł.
- No nie znowu? Gobi!
Pobiegłem za nim . Zatrzymałem się w miejscu. Siedziała na huśtawce i śpiewała. Jej głos był cudny. Chciałem jej słuchać cały czas. Przerwała kiedy Gobi do niej podbiegł. Usmiechnęła się.
- Jak tam taneczny kochasiu?
Szag by ją. Podczas próby każdy z nas tańczył... znią. Była piękna. Ubrana w suknię z jedwabiu w kolorze ametystu. Na jej plecach ciągnęło się koronkowe dokończenie sukni. Jej szklane buty na obcasie nie podebtały nikogo. Jest świetną tancerką. Za to ona cierpiała prawie ze wszystkimi .Deptali ją jak opętani, zresztą... ja nie byłem lepszy. Podrapałem się za głowę.
- Wiesz.. wciąż jestem pod wrażeniem twojej urody tej pamiętnej próby.
Zaśmiała się.
- Wcale nie tańczysz tak źle, a po za tym, najlepiej czułam się w twoim towarzystwie. Było mi ciepło jak objąłęś moją talię.
Poczerwieniała.
- Wiesz .. nikt tego nie zrobił więc..
Wstała a ja usiadłem na huśtawce, a ona na moich kolanach . Położyła głowę na moim ramieniu i zaczęła śpiewać. Byłem w siódmym niebie. Zobaczyłem Solii w jej pokoju. Prawie rychłem śmiechem kiedy coś getstukulowała. Po chwili spojrzałem na nią i na Luize. Już wiedziałem. Pocałowałem ją. Teraz już wiem. Kocham ją. I muszę wygrać ten cholerny turniej.

piątek, 20 maja 2016

(Violence) Part7 "4.13.-2"

#7
Nowe uczucia. Nieznane. Gdy Alex powiedział to o niej... coś we mnie wezbrało, a gdy Alec skomentował, że to wielkie... Masakra ! Nie wiem dlaczego, ale coś mnie w środku zgniotło. Mniejsza z tym. Mam problemy, o których nie chcę mówić Charlotte. Są to moje tajemnice. Gdy rozmawialiśmy, zadzwonił telefon i wyszedłem. Są ludzie, którzy wiedzą, że ona tu jest, musiałem to jakoś ubezpieczyć. Oferowałem swoje usługi, ale nie miałem czasu. Teraz muszę iść się z nimi spotkać. Powiedziałem, że idę po coś do jedzenia. Wyszedłem z domu i poszedłem na tył budynku. Stało tam kilku mężczyzn. Jeden z nich, o białych włosach, podszedł do mnie. Gdy zacząłem się tłumaczyć, coś się stało, ostatnie co pamiętam, to mocne uderzenie w głowę, krew, moją. Potem straciłem przytomność.

niedziela, 15 maja 2016

(Caleana) " Fanfiction Mroczne Umysły" #1

F.M.U.
   "Nie wiem jak , nie wiem kiedy, nie wiem dlaczego. Ale to co wszyscy zwą omni ja nazywam " Wina Greya." Bałam się jak każdy, który tam trafiał .. ale nie do tego Thurmond, którego znają wszyscy. Ten obóz na powierzchni to tylko maska , przykrywka. Prawdziwy Thurmond znajduję się tam, pod ziemią. Regularne badania, eksperymenty i tak bez końca przez szesnaście lat. Szesnaście lat w zamknięciu bez żadnej bliskiej twarzy. Szesnaście lat straconego życia. Szesnaście lat z fałszywą mną."

Fałszywą mną? W zamknięciu? O co chodzi? Cholra jestem w ..
- Obozie?
Obudziłem się w drewnianym domu w lesie. Ku mojemu zdziwieniu nie miałem koszuli. Opatrzona rana po postrzale i założony opatrunek zaskoczyło mnie bardziej. Dopiero teraz bark zaczął cholernie boleć. Usłyszałem plusk wody, ciągły. Ustał. Chciałem wstać ale jakże strasznie uciążliwy ból nie pozwolił mi na to. Złapałem się za bark i nagle ujrzałem śliczną dziewczynę. W samym ręczniku, no świetnie jak chciała mnie podręczyć to jej się udało.
- Jak się czujesz? Boli bardzo? Spytała z troską.
-Przeżyje, kim jesteś?
Popatrzyła na mnie.
- Jedną z więźniów. Spokojnie, zaraz zmienię opatrunek. Nie patrz, proszę.
Odwróciłem się , a ona ubrała bieliznę, krótkie spodenki, podarte zakolanówki i top. Kiedy spinała swoje długie włosy zauważyłem znamię.
- Ładne nogi
Powiedziałem a ona odwórciła się przestraszona.
- Spokojnie tylko zerknąłem. Więc może powiesz jak się nazywasz? Zerknęła na mnie i wzięła jakąś maść , usiadła obok i zdjęła stary opatrunek. Syknąłem kiedy nałożyła maść na ranę.
- Wybacz
Zacisnąłem zdrową rękę w pięść, cholera zauważyła to.
- Nie musisz udawać twardziela, wiem jak to boli. Została postrzelona w wieku trzech lat a potem możesz się domyśleć.
Popatrzyłem na jej szyję.
- Z tąd to znamię?
Zawiązała bark świerzym bandarzem. - Emma.
Zaskoczyło mnie to.
- Co proszę?
Uśmiechnęła się i uderzyła mnie w zdrowy bark.
- Moje imię głuptasie.
Złapałem ją za rękę i pocałowałem.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny. Wstała najwyraźniej poderwowana tym, że to powiedziałem. Wróciła z drugiego pokoju z miską.
-Proszę musisz być głodny. Rzeczywiście byłem. Wziąłem od niej miskę i zacząłem jeść.
-Pyszne, co to?
- Jeżyny, maliny, jagody, wszystko ci zdrowe.
Zobaczyłem świerze siniaki na jej nadgarstkach.
- Kto Ci to zrobił?
Popatrzyła na mnie zabierając miskę i podając mi świerze ubrania.
- Nie patrz , proszę. Powiedziałem uśmiechając się pod nosem, kiedy zaczerpnęła głęboko powietrza i odwróciła się napięcie.
- Nie skomentujesz mnie?
Spytałem.
- Oglądałam Cię już przez dwa tygodnie.
Zamarłem.
- Przez.. dwa tygodnie? Muszę iść. Złapała mnie za rękę.
- Spokojnie. Musisz najpierw wyzdrowieć. Potem pójdziemy ich tropem.
Spojrzałem na nią. Była słodka i zdeterminowana.
- Niby jak?
Pobiegła do drugiego pokoju i wróciła z teczką pełną zapisków.
- Ukradłam jedmu z żołnierzy SSP krótko falówkę i poszerxyłam jej zasięg. Idą ich śladem, więc zanotowałam wszystkie miejsca. Od dwóch dni cisza. Jakby się rozpłynęli. Popatrzyłem na nią podejrzliwie ,pytająco.
- Chce wiedzieć coś więcej, ale najbardziej chce Ci podziękować.
- Podziękować? Za co? Przechiliła głowę i spojrzala na mnie pytająco.
- Za uratowanie mi życia.

Obudziłem się w nocy z krzykiem i przerażliwym bólem w barku. Zdjąłem koszule i zacząłem chodzić w kółko. Zaglądnalem do jej pokoju. Na szczęście jej nie obudzilem. Była pełnia, więc mogłem w końcu rozejrzeć się po domu. Jej pokój nie był zbyt duży . W prawym kącie znajdowała się biała szafa. Obok niej duży drewaniny stół z zapiskami i ziołami. Czy to ona robiła tę maść? Głupku przecież to oczywiste. Muszę jej podziękować. Ba małej komodzie obok łóżka zauważyłem zdjęcie. Była na nim ona i dwójka jakiś chłopców. Niestety tylko tyle zobaczyłem. Na łóżku spała ona. Spała na pościeli w samej bieliźnie. Czując, że zaraz zrobię coś głupiego wróciłem do siebie , wziąłwm koc i przykryłem ją. Nagle coś wymamrotała. Po cichu wyszedłem z jej królestwa do salonu. Usiadłem na kremowej sofie i spoglądałem na telewizor. Rozglądałem się po pokoju, wstałem, podeszłem do szafy i otworzyłem ją cicho. Zaskoczył mnie wybór ubrań. Wybrałem więc czerwoną koszule , czarne spodnie, bokserki i skarpetki.
O dziwo trafilem do łazienki za pierwszym razem. Była niewielka jak zresztą się spodziewałem. Na małym stoliku były czyste ręczniki. Na jednym znalazłem karteczkę z moim imieniem. Wziąłem ją i przeczytałem:

" W końcu musiłeś tu przyjść , gratuluję. Wątpię, że to przeczytasz ale jeśli to umyj się bo cuchniesz osiłku. Też Cię lubię klusko
                    ~ Emma"

- Więc tak pogrywasz ślicznotko?
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Jutro rano się zemszczę.
Rozebrałem się i wziąłem długą kąpiel. Założylem bokserki i resztę ciuchów rzuciłem na podłogę w jej pokoju. Położyłem się obok niej. Spała jak kamień. Położyłem jej głowę na zdrowym ramieniu i jej rękę przesunąłem na moją pierś.
- Zobaczymy kto tu jest sprytniejszy. Prełko.

sobota, 14 maja 2016

(Violence) Part3 "Nie chcę Cię pamiętać"

#3
WENDY
Nienawidzę mojego brata ! Co on sobie wyobraża ?! Niszczy wszystko, żadna nowość. Przy obiedzie ojca nie było, miał spotkanie. Zabrałam się do pokoju od razu po jedzeniu, nie dając bratu szansy na tłumaczenie się, ani rozmowę. Założyłam słuchawki na uszy, puściłam "Amen" zespołu Halestorm i zapomniałam o całym bożym świecie. Gdy piosenka dobiegła końca, słyszałam Gabe'a siedzącego przy moim biurku. Coś oglądał, jakiś zeszyt. Gdy podeszłam, zobaczyłam, że to moja Lista Pamięci. Za każdym razem jak brat mnie zawodził, pisałam tam raz "Nie chcę Cię pamiętać" Zasady było opisane u góry pierwszej strony. Było to 49 napisów. Wzięłam długopis, wyrwałam mu zeszyt z dłoni i zapisałam to zdanie ponownie, za dzisiaj.
- Teraz masz 50, gratuluję, mamy jubileusz ! Opijemy ?
- Mówisz serio ?
- Nie.
Nie odzywaliśmy się przez tydzień. Wszystko było inne, spędzałam co raz więcej czasu z Lee, prosi, by zwracać się do niego Jerome, ale ja mówię na niego tak, jak nie cierpi, ponieważ "Lee" mówiła mu siostra, nazywam go więc pełnym imieniem Gavin. Ma fazę na Batmana i Jokera, czyli właśnie Jerome. Bez przerwy się śmieje, uwielbiam jego śmiech ! Nie ukrywam, że dalej się lubimy. Gavin i ja nie zeszliśmy się z powrotem, ale obawiam się, że robię mu, a bardziej sobie nadzieję.
- Gavin. Jesteś już dużym chłopcem, więc chcę żebyś wiedział, że całowanie własnego brata nie jest złe, jeśli ma się pięć lat, co innego to całowanie przyjaciół oczywiście.
Śmialiśmy się z tego.
- Mówisz serio ?
- Tak, oczywiście. - Odparłam.
- Okej.
Potem pocałował mnie w usta. Nieźle, tak po prostu, po przyjacielsku, chyba. Śmiałam się z tego.
- Ej, to ja tu jestem Jokerem, a nie ty.
- To ja zostanę Harley.
- Ale nie tą w czerwonych śpiochach z dzwonkiem, tylko z Suicide Squad.
- Okej, ten dzień jest dobry, nieprawdaż ?
- Jak najbardziej. - Po tych słowach, przyszedł mój brat.
- No i widzisz Gavin, było miło, ale się skończyło.

(Violence) Part4 "Gwiazda rocka za pół miliona"

4
- To co teraz zrobisz ? - Spytał Adam.
- Nie mam pojęcia. Lubie ciebie, w sumie to powinnam wybrać ciebie, ale nie mogę... chyba. Maven ? Czy jeśli wybiorę Adama, to to się zaliczy ?
- Nie do końca, bo twój tata... nie bardzo lubi mojego. Nie jesteśmy w dobrych stosunkach. Była kiedyś między nimi walka o prawa do jakiegoś elementu jakiegoś wynalazku czy coś, mój ojciec wybłagał, żebym mógł brać udział.
- Musisz po prostu wybrać kogoś innego. - Powiedział Adam, widocznie zawiedziony. Wszystko działo się za szybko !
- Muszę nad tym pomyśleć.
Cały następny dzień myślałam o tym. Minął tydzień. Unikałam Adama jak mogłam. Dzisiaj mam spotkać się z chłopakami. Będzie tam Cole... Nie ! Nie chcę, mimo, że jesteśmy z dwóch różnych światów, czemu mnie do niego ciągnie ?! Nienawidzę tego ! Zauważyłam, że często krzyczę wewnątrz swojej głowy. Mam pomysł. Sprawdzę coś. Może Vi coś wymyśliła. Napisałam do niej wczoraj, bo nie było jej w szkole. Jest !
Spróbuj zachowywać się i wyglądać inaczej. Idź jutro (czyli dzisiaj) ubrana jak dziewczyna, bez obrazy ! sprawdź, czy potraktują cię inaczej, dowiesz się przynajmniej, czy Cole jest warty świeczki. Trzymaj resztę na dystans tak bardzo jak się da, to przynajmniej dadzą Ci przestrzeń :) Myślę, że powinnaś pogadać z ojcem. Na razie trzymaj się Cola i Mavena. Może pójdź z nimi gdzieś w tygodniu. Jeszcze bardziej oddalisz od siebie resztę. 
Moja ukochana przyjaciółka. Jak nie cierpię dziewczyn, to ona jest moją bratnią duszą. Więc dobra. Otworzyłam szafę, szukając czegoś damskiego. Znalazłam czarną spódnicę w błękitne kropki, oraz białą koszulkę z Sugar Skull. Niestety z butami było gorzej. Ubrałam koniec końców czarne, masywne koturny. Włosy podkręciłam na lokówce. Mimo mojej osobowości, tak, miałam takie rzeczy. Byłam gotowa. Wszystkie rzeczy, czyli w sumie telefon i dokumenty, schowałam do małej, czarnej torebki na złotym łańcuchu. Zeszłam na dół, szybko zjadłam śniadanie, już miałam wychodzić, gdy ojciec zapytał: "Czy coś się stało ?" Był widocznie zaskoczony moim wyglądem. Pokiwałam tylko głową i wyszłam. Chłopcy już czekali. Również byli zdziwieni. Szliśmy w ciszy, potem rozmawialiśmy o edukacji, wiem, temat roku, ale starałam się odwrócić od siebie uwagę, dobra, kogo ja próbuję oszukać, mam wrażenie, że zaraz mnie zjedzą ! Trzymałam się blisko Mavena i Cole'a. Reszta to chyba zauważyła. Nie wiedziałam, jak się zachowywać, dopóki nie dostałam sms'a od ojca
Pamiętaj, gdy któregoś odrzucasz, powiedz mu, będzie Ci prościej. Możesz powiedzieć, że nie lubisz tego i tego chłopca.
Zbawienie. Nie mam zamiaru się z nimi tułać po świecie. Oddelegowałam wszystkich oprócz Cole'a, Mava oraz Gabe'a, ponieważ, był fajny, nawet jako kolega. Rozmawialiśmy o bzdurach. Szczerze mówiąc, zaczęłam się serio przyzwyczajać. Cole powiedział, że przyjaźni się z Mavenem, na co ten skinął głową. Maven powiedział, że lubi Gabe'a, oraz, że znają się od dawna. Nie wróży to nic dobrego, nieprawdaż ?

(Celaena) "Mafia" #8

-Dziś rozpoczyna się turniej o rękę mojej córki. Zasady są proste. Nie ma ich. Wygra jeden. Udanych łowów kandydaci.
Po tym apelu wszyscy rozeszli się na swoje miejsca. Wszyscy byli tak zajęci, że nie zauważyli, że wujcio Gustaw zmienił zawodnika. Uśmiechnął się do mnie a ja odpowiedziałam skiniem głowy.
Pierwszy etap turnieju to bieg. Na 2000 tysiące metrów. Współczułam im. Ale tylko trochę.
- Zawodnicy gotowi?
- Gotowi!
- Start!
Wszyscy ruszyli sprintem, tylko zawodnik Gustawa , którego nazywał X ruszył spokojnym tępem.
- Bardzo dobre posunięcie.. w połowie odcinka powinien przyśpieszyć, a pod koniec ruszyć sprintem. Hm..
Przyglądałam się mu z szczególną dokładnością i ciekawością. Szacowałam jego szanse. Były duże.
- 400 metrów za zawodnikami. Prowadzi Carlos, ostatni jest kandytat X.
Popatrzyłam na Carlosa. Za nim był Sebastian. O nie..
- Sebastian uważaj!
Krzyknęłam z całych sił. Na szęście mnie usłyszał i zdarzył zrobić unik przed ciosem Carlosa. Sebastian podciał  mu nogi i ruszył dalej.
-Cholera!
Wrzasnął Carlos kiedy spadł na 7 miejsce. Pobiegnał najszybciej jak umiał i trafił na 4. Patrzyłam jak Sebastian prowadzi. Nie zmęczył się . Uśmiechnęłam się . Jednak mówił prawdę, że kocha biegać.
- Ostatnie 100 metrów! Prowadzi Sebastian!
Nagle X przyspieszył . Przy 50 metrach ruszył sprintem. Metę przekroczył równo z Sebastianem.
X pogratulował mu a on jemu.
Carlos rzucił się na niego i uderzył go z pięści w twarz. X wspiął się na jego plecy , nogami objął jego głowę i przewrócił go.
Carlos przeklął i wrzasnął.
- Ona jest moja! Nie oddam Ci jej szczeniaku!
- Nie jest Twoją własnością! Ani Twoją ani jej ojca - NIKOGO! Jest człowiekiem, a nie rzeczą, którą można sobie przywłaszczyć. To do niej powinien należeć wybórb!
Patrzyłam na niego z wielkimi oczyma. Doskonale słyszalam to co powiedział. Każdy z zawodników miał wszczepiony mikrofon . On miał go w kolczyku. Carlos wyrwał się i już miał go zaatakować kiedy..
- L-luize...
- Dosyć.
Stałam przed Sebastianem. Zasłonilam go sobą.
- Odsuń się. Luize...
-Nie..
- Luize..
Jego wzrok załagodniał, kiedy pozwoliłam mu się dotknąć w policzek. Szybko jednak odepchnęłam jego dłoń .
- Jeżeli jeszcze raz tak wybuchniesz, lub będziesz próbował takich sztuczek nigdy nie odezwę się do Ciebie, nie pozwole się tknąć a co gorsza dla Ciebie.. pocałować.
Zamarł i zaklnął pod nosem.
- Ale..
- Nie ma ale, zrozumiałeś?
- Tak..
- Cieszę się. To dotyczy wszystkich.
Popatrzyłam na resztę zawodników, którzy patrzyli się na mnie jak w obrazek. Kiwnęli głowami na tak.
Zabrałam Sebastiana i opatrzylam mu ranę.
- Dziękuję.
Powiedzałam i odeszłam. On powiedział tylko :
- Luize..

piątek, 13 maja 2016

(Caleana) "Mafia" #7

  Dzisiaj przenieśliśmy się do pałacu. Służący przenieśli moje rzeczy, a ja podreptałam za Solii do mojego pokoju. Cieszyłam się bardzo, że wracamy tutaj. Po drodze zauważyłam Sebastiana.
- Solii zaraz do Ciebie dołącze.
Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się.
- Dobrze, ale wróć o normalnej porze.
- Okey, okay. Sebastian!
Zawołałam, a on odwrócił się w moją stronę z uśmiechem i podszedł.
- Dzień dobry ciapo.
- Dzień dobry .
Uśmiechnęłam się i pokazałam ławkę za drzewami. Była to ławka, gdzie zawsze wieczorem siedziałam z mamą, a ona opowiadała mi niezliczone bajki i baśnie. Dawno tu nie byłam.
- Jak się masz?
Spytał.
- Dobrze, już lepiej. A Ty?
- Szczerze. Fatalnie. Ojciec się na mnie wydarł. Za to trzy dni temu wiesz..
- Przepraszam, moja wina.
- Nie no nie żartuj. Warto było.
Zaśmiałam się.
- Wiesz.. zastanawiam się po co to wszystko? Dlaczego nagle ujawnił moje istnienie światu. Dlaczego zorganizował ten głupi turniej?
- Sam się nad tym zastanawiam. Ale gdyby nie to nigdy byśmy się nie spotkali.się. 
- Co racja to racja.Nadal nie odpowiedziałeś na pytanie. Skąd kolczyki?
Zaśmiał się i popatrzył na mnie tymi swoimi oczami. Ledwo się powstrzymałam by nie zatonąć w nich całkowicie.
- Okres buntu, i tak dla szpanu.
- Ja mam tatułaż.
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem .
- Niby gdzie?
Uśmiechnęłam się.
- W swoim czasie Sebastianie.
- Ty czwana lisico.
Zaśmiałam się .
- Muszę już iść.
- Nie!
Złapalam go za rękę kiedy wstawał i upadłam na niego. Leżalam na nim na ziemi.
- Ha ha no i co teraz ciapku?
- Ja ci dam ciapku!
Uderzałam go w pierś, a on śmiał się.
I tak minęło całe przed południe.
Dopiero potem miało się okazać , że popełniłam błąd.

Wieczorem noga przestała boleć na tyle, że chodzilam bez kul.
Wzięłam więc prysznic i ubralam się w cieplejsze ubrania. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Carlosa. Uśmiechnęlam się do niego , a on spojrzał na mnie groźnie. podszedł do mnie , a ja byłam zaskoczona jego zachowaniem.
- Luize..
- O co chodzi, dlaczego jesteś taki wściekły?
- Jeszcze się pytasz? Rozmawialaś z jakimś kurduplem.
- Ten "kurdupel" ma imię. To po pierwsze. Po drugie nie masz prawa mi rozkazywać z kim i kiedy mogę się spotykać i rozmawiać. A po trzecie to tylko znajomy.
- Pff.. znajomy? Nie widzisz jak Cie podrywa? Żałosne.
- Żałosny jesteś Ty kontrolując mnie na każdym kroku. A może jesteś zazdrosny o to, że jest zbliżony wiekiem do mnie?
Uderzył pięścią w ścianę i popatrzył na mnie groźnie. Przestraszyłam się go.
- Nasza rozmowa nie ma dalej sensu. Nie chce Cię widzieć.
Powiedziałam po części wściekła, że Carlos to taki zarozumiały dupek. 
On zakląnł pod nosem i poszedł do siebie. Ja szybkim krokiem poszlam do ogrodu. Na ławce niedaleko altanki różanej spał on. Sebastian.
Był skąpo ubrany więc zdjęłam swoją ulubioną bluzę i przykrylam go.
Poszłam spowrotem do pokoju.
Popatrzylam na kalendarz.
Jutro zaczyna się turniej, jutro moje życie zamieni się w koszmar. Ale ja mam pewien AS w rękawie.
I już jutro zaczne po mału go ujawniać.

(Violence) Part2.5 "Nie chcę cię pamiętać"

GABE
Koniec. Nie wierzę w to. Staliśmy jak wryci.
- Poprzednio, gdy to się stało byłaś zachwycona. Chciałem pomóc.
- Zachwycona ?! Oszalałeś, to jest pewien rodzaj traumy ! Jesteś moim bratem ! Masz racje, podobało mi się, może to tylko dlatego, że cierpię z powody Lee. To było dobre, ale nie chcę tego powtarzać. To jest trudne, nie miałeś dziewczyny ?
- Nie. Co prawda, raz, koleżanka mnie pocałowała, ale ja nie jestem takim typem. Nie umiałem się odnaleźć, ale teraz znowu jesteśmy razem, co nie ?
- No właśnie nie. Oczekiwałam, że zrozumiesz, że to jest koniec. Nie jesteśmy już związani sznurem, żadnych kajdanek, wcześniej to było dobrowolne, teraz to więzienie, nie wiesz co się działo, gdy cię nie było, no właśnie, n-i-e b-y-ł-o cię tam. To jest twój problem nie mój, ja sobie sama poradzę, jak dotychczas, też zacznij.
- Właśnie widzę, jak sobie radzisz. Nie ukryjesz już blizn.
Spojrzała na mnie, przygryzła wargę, gdy próbowałem jej dotknąć, pocieszyć, odepchnęła mnie, a potem poszła. Poszła sobie. Szukałem ją cały czas, znalazłem ją siedzącą pomiędzy Lee, a Reeve. Nie mogę patrzeć na tego typa. Dlaczego ona się z nim zadaje ?! Nie pozostawiłem tego pytania bez odpowiedzi, poszedłem do nich.
- Skoro cię skrzywdził, to czemu z nim tutaj jesteś ?
- Bo mimo przeżyć z nim, wciąż się przyjaźnimy, a teraz siedzę sobię z moimi prawdziwymi przyjaciółmi. - Na tym przedostatnim słowie zwiększyła moc swojego głosu. - Mam problemy typowej nastolatki, oraz są uważane za powszechne, ale nie mam zamiaru siedzieć i płakać, a już na pewno nie z twojego powodu.
Kucnąłem przy niej, położyłem jej rękę na kolanie, próbowała zrzucić moją rękę, ale Lee ją zatrzymał.
- To twój brat, nie możesz tak traktować rodzeństwa.
- Nie wiesz jak to jest kogoś stracić, jak my siebie nawzajem. - Odparłem.
- Wiem, moja siostra umarła, super, prawda ?
- Nie to miałem na myśli, oraz przykro mi, chodziło mi o to, że tu jesteśmy, ale nie jesteśmy tacy sami.
- Myślałeś, że zawszę będę za tobą łazić ? - Wtrąciła Wendy. - Otóż nie mój drogi, nie będę, twoja rzeczywistość wygląda inaczej niż moja. Nie mam ochoty się dzielić swoimi resztkami życia z tobą.
- O co tak właściwie się złościsz ? - Spytała Reeve.
- O coś niewybaczalnego. - Powiedziała Wendy.
Zaczęliśmy na siebie krzyczeć, aż w końcu powiedziałem trochę za głośno :
- Boże, wiem, ale ja tylko cię pocałowałem !
Cholera. Nie wybaczy mi, słyszeli to wszyscy w pobliżu, jakieś 10, góra 15 osób, ale i tak wystarczy, by wszystko zniszczyć, nie wygrzebię się z tego, co ja jej zrobiłem, co ja nam zrobiłem, nie będziemy mieć tutaj życia. Wendy spojrzała na mnie, potem na Reeve, a następnie na Lee, któremu szepnęła coś na ucho, ten zgodził się, a potem oboje wyszli. Zaczęły się szepty. Na lekcjach tego dnia już jej nie widziałem. Musiała iść do domu, lub na wagary, chociaż było to do niej nie podobne. Po lekcjach widziałem ją tylko w parku blisko domu. Siedziała z Lee pod drzewem, opierając głowę o jego ramię. Co ona w nim widziała, z tego co pamiętam z dawnych lat, to nigdy nie chodził z dziewczyną, obchodziły go tylko kebaby i gry wideo, mojej Wendy nigdy nie lubił, chodziliśmy kiedyś razem na pole, ale to nic wielkiego, często się bili, ale mimo to ja nie reagowałem, lecz patrzyłem, czekając, aż ją skrzywdzi i będę miał pretekst by mu przyłożyć. Gdy mijałem park, zobaczyła mnie, powiedziała coś do Lee, a potem go przytuliła, potem wstała i poszła do domu, szliśmy w milczeniu. Zagadywałem, ale mnie ignorowała.

poniedziałek, 9 maja 2016

(Violence) KONIEC "Deadline"

Koniec tego opowiadania. Nie miało ono sensu, oraz zbyt zahaczałam o życie prywatne w pewnych momentach >_< Sostaje ono więc zdjęte.

Nie pamiętam tego wydarzenia. Stałam przy oknie, taka wolna, taka silna, pozostawiłam mojego byłego, chcąc zapomnieć, na widok tej szmaty dalej przewraca mi się w żołądku. Nie wiem jak chcę to zrobić. Byli ze mną moi koledzy, wśród nich ten wybrany. Spytałam ich, jakie zdanie najlepiej ich opisuje, gadali coś o grach. Jednak nikt nie spytał o moje. Potem pamiętam, że siedzieliśmy na trawie i gadaliśmy. Po kilku minutach rozmowy, mój kolega był skupiony, spytał mnie, jakie było moje zdanie. Odpowiedziałam, że "co z tego ?". Chłopcy wydali się zdziwieni. Zaczęłam wymieniać.
Co z tego, że nie mogę patrzeć na tą szmatę,
co z tego, że nigdy się chyba nie zakocham,
co z tego, że czasem chcę sypać radością garściami, a czasem chcę po prostu umrzeć ?
co z tego, że... - spojrzałam na niego - bardzo mi się podobasz od ponad roku,
co z tego, że i tak mnie olejesz
co z tego, że się nienawidzę
co z tego, że czuję się jak przedmiot
co z tego, że mój były chyba chcę się ze mną znowu pojednać
co z tego, że nie ważne jak tego nie chcę, to i tak ranię ludzi,
co z tego, że nie mogę pomóc koledze się we mnie odkochać ?
co z tego, że jestem żałosna, co pewnie teraz myślicie
co z tego, że może mnie wcale nie lubicie, ale chodzimy razem na pole bo podobam się osobie naprzeciwko, ale nie tej obok mnie.
- Po prostu jesteś spoko, jesteś sympatyczna, oraz nie dajesz sobą pomiatać, jak po tobie równo jadę, mówię, że cię nienawidzę, to i tak odbierasz to żartem i mi oddajesz, po prostu równo się lejemy, ale nikt nie kończy w łzach. Nie nienawidzę cię, i - zatkał uszy osobie której ja się podobam - serio też mi się podobasz, ale za mało się znamy. - Po tych słowach złapał mnie za rękę.
Nagle wszystko stanęło w płomieniach, a ja zrozumiałam, że nie jestem na trawie, tylko w szkolnej łazience, na szybie napisałam okropne rzeczy o tej szmacie co mnie oszukała, o wszystkich. napisałam to markerem permanentnym. Zrozumiałam, że nie trzymam jego ręki, tylko paczkę z tabletkami na uspokojenie które kupiłam wczoraj. Wszystko było snem, pamiętam tylko jak całe opakowanie zaczęło reagować w moim ciele, do łazienki weszła moja przyjaciółka, która wpadła w panikę, miała ze sobą problemy, słyszałam jak krzyczy "to ja miałam umrzeć pierwsza, byłaś tka szczęśliwa, Hidden nie zostawiaj mnie !". Za nią weszła ta idiotka, której nienawidziłam. Czytała napisy na ścianie, pisało tam wszystko co o niej wiem. Że wszystkich wykorzystuje, że jej rodzice traktują ją jak księżniczkę, a ona ich jak śmieci, że mnie skrzywdziła, że jest puszczalska, wypisałam wszystko co jest prawdą, moje ostatnie słowa brzmiały "Teraz to cię udupiłam, Vicky, powiedz mu, że mi się podobał, i zrób to co tu piszę" Podałam jej kartkę, po czym umarłam. Przynajmniej tak myślałąm, wszystko było czarne. Jednak nie jeste tak źle, okazało się, że jestem duchem ! Mogę wszystko obserwować, są tu fajne zajęcia. Nie tęsknię, widzę ich wsyztskich, szczęśliwych. Widzę ich przyszłość. Tą szmatę zamknęli w poprawczaku. Wyszły na jaw jej groźby do mnie, wszyscy się jej bali, była załamana, ale się nie zabiła, nie dostała się do wymarzonej szkoły. Mój deadline był zemstą.

Nie wiedziałam, że takie długie mi to wyjdzie, ale trzebabyło to jakoś ciekawie zakońcyzyć

(Violence) Part6 "4.13.-2"

Zdziwiłam się. Z wierzchu nie byłam poruszona, ale wewnątrz toczyła się wojna. Nie wiem, czy to przez to, co powiedział, czy przez moje uczucia. Nie wiem co mam mu odpowiedzieć, darzę go uczuciem, ale... mam to w dupie, co się stanie, to się nie odstanie.
- Też cię kocham. - Wypaliłam, po czym odwróciła wzrok. - Wiesz, że to nie ma przeszłości ? Nigdy nikt się o tym nie dowie, nie możemy, pozostaje nam przebywanie tutaj.
- Mi to tam odpowiada. Więcej czasu dla nas.
- Nie bądź taki dowcipny, kiedyś trzeba będzie stąd wyjść. W końcu się domyślą, że jestem dziewczyną.
- Do tego czasu cieszmy się sobą. - Spojrzał na mnie z podejrzanym uśmieszkiem.
- Hej hej hej, spokojnie, teraz, to pasowałoby wyjść.
- No dobra, dobra, muszę się jeszcze zobaczyć z Sefirem, mam jego numer.
- Numer ?
- Aha, ty nie znasz się, no to u nas jest elektryczność bardziej rozwinięta, mamy coś takiego jak technologia, na przykład telefon, w który wklikujesz cyferki, a one dzwonią do jakiejś innej osoby.
- Aha, mniej więcej rozumiem. To ja idę się przebrać, a ty dzwoń.
Poszłam się ubrać, oraz ogarnąć. Ubrałam czarne spodnie z dziurami na kolanach, oraz mocno żółtą koszulę, która sięga mi prawie do kolan. Była jednak pewna zła sprawa, mianowicie, było widać mój stanik, a o ilę się nie mylę, to chłopaki ich nie noszą, zaklęłam, co usłyszał Theo, a potem spytał przez drzwi: "Czy coś się stało ?", odpowiedziałam: "T-o-o osobista sprawa". Wyszłam z łazienki, by poszukać czegoś innego. Schyliłam się do swojej torby, szukając czegoś, co mogłabym założyć pod spód, czegoś... czegoś czarnego ! Niestety jedyne co wygrzebałam, to top sportowy, uznałam, że i tak jest lepszy od mojego stanika. Poszłam się przebrać, potem odniosłam wszystko z powrotem do mojej torby. Gdy byłam gotowa, usiadłam na łóżku Theodora, który kończył rozmawiać, nie słyszałam, o czym rozmawiał, ale popatrzyła na mnie poważnym wzrokiem.
- Idziemy.
- Dokąd ?
- Sefir załatwił coś dla ciebie. Twoje włosy zbyt przyciągają uwagę.
- Nie zetnę ich !
- Spokojnie, ma coś z tych rzeczy, którymi nam geny mieszali, zmieni ci się kolor włosów.
- Okej, to idziemy.
Mimo wyjaśnienia mi planów, wydawał się bardzo niespokojny, wydawało mi się, że czegoś mi nie mówi. Myślałam, że mi się wydaje, ale jednak potwierdził moje obawy. Gdy wychodziłam pierwsza, złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i przytulił, po kilku sekundach usłyszałam pociągnięcie nosem, potem poruszył jedną ręką, trzymał mnie chwilę, po czym puścił, miał szkliste oczy, jednak nie płakał, w końcu podobno chłopaki nie płaczą z byle głupot. Poszliśmy wzdłuż jego domu, zachowywał się dziwnie, Sefir stał pod drugim domem. Gdy stanęliśmy z nim twarzą w twarz spojrzał wymownie na Theodora. Wyciągnął fiolkę z kieszeni, po czym mi ją podał.
- Wypić.
Czemu go słuchaliśmy, nie znaliśmy go. Jakoś za bardzo poddaję się mojemu sercu. Mimo to, wypiłam zawartość. Spojrzałam w okno budynku pod którym staliśmy, w szybie nie było za wiele widać, ale moje włosy nie dzieliły się na dwa, przyjęły jednolity kolor. Jednak nie czarny, był jaśniejszy. Wzięłam kosmyk do ręki. Były w kolorze ciemnego blondu, z przemieszkami czarnego. Sefir spojrzał na mnie i rzekł:
- Możesz wychodzić tylko w nocy, oraz w wyjątkowych przypadkach w ciągu dnia. Jesteś pełnoletnia, masz już osiemnaście lat, więc nie muszę ci chyba przypominać, że różnisz sie od Nepów, więc twój ubiór powinien ukrywać jakiekolwiek różnice. Wchodzi w to zero makijażu, zero sukienek i pastelowych kolorów. Wszystko jasne ?
- Tak, ale o ile się nie mylę, to mam 16 lat.
- Nie, musicie tego nie pamiętać. Przez pierwsze dwa lata życia jesteście wszyscy trzymani w zamknięciu. Jesteście poddawani operacjom, które mają zabijać w was wszystko to, co jest istotne w relacjach między płciowych. Dziewczyny nie odczuwają uczucia miłości, to samo chłopcy, efektem są często pary dziewczyn z dziewczynami, oraz na odwrót. Pozostałych rzeczy chyba nie muszę wyjaśniać, prawda ? Więc te dwa lata są wymazywane, czasem tylko pojawiają się w snach, jednak są one jak najbardziej prawdziwe.
- To serio dziwne.
- Powiem ci coś S4.13.-2, chłopcy tak, czy siak domyślą się, kim jesteś, wszystko, co musi zostać utrzymane, to niewiedza kamer. Tylko tyle. Oraz unikaj facetów w różowych uniformach. Muszę ci N4.13.-2 powiedzieć, że twoje piętro w domu, to ludzie wtajemniczeni. wszystkie pokoje wiedzą, kim ona jest. Muszę dać wam radę. Radzę ukryć wasze relacje, bo wiem z pewnego źródła, ze są zbyt przyjazne, jeśli wiecie co mam na myśli. Z tylu tysięcy książek, oraz kronik, zapisów z dawnych lat, wiemy, że to prowadzi do zazdrości, a później może też do wielu złych sytuacji. Teraz możecie wrócić do domu.
Szliśmy w milczeniu. Theodor zaproponował mi coś.
- Dzisiaj, jak co tydzień mam z chłopakami schadzkę, będziemy gadać i tak dalej, wpadniesz ?
- Dobra, postaram się wpasować.
- Nie musisz, słyszałaś, że wiedzą.
- Nie to miałam na myśli.
- Jeśli nie to, to co ? - Spytał, nie patrzyłam na niego, szukała kamer, żadnej w pobliżu, musiały się znajdować w centrum.
- Mówię o... - pocałowałam go krótko.
- No chyba, że tak.
Poszliśmy na górę, zapukaliśmy do drzwi, otworzył nam wysoki blondyn w okularach, przewyższał Theodora o głowę.
- Zapraszam cię, Tom ci powiedział ? No dobra, cześć Charlie, musimy cię poznać. - Pociągnął nas za ręce do środka. Dobra, nie zniosę dłużej tych kamer na korytarzu, cześć Charlotte, jestem Alec, Theodor mógłby być moim bratem.
- To prawda, lubimy się chyba najbardziej.
- Ubliżasz nam. - Odezwał się szczupły chłopak siedzący na kanapie. - Jestem Cris, a pozostała trójka to Ethan, to ten mały, Alex to ten rudy w kącie. a osoba siedząca po moje lewej to River. Radzę uważać na Aleca, ponieważ często komplikuje nam życie.
Alec był przy nich jak drzewo przy liściach. Cris był chudy jak patyk, nie wiem jak trzymał się na nogach. River i Ethan byli bardzo niscy, River nosił okulary, a Ethan miał pusty wzrok, czy tacy sa wszyscy ? Każdy inny, u nas, każda jest prawie taka sama, oprócz mnie.
- Nie czuj się wyjątkowo. - Zaczął Alex. - Znamy kilka Satur.
- Ale wszystkie werbowane. Ona jest inna. - Alec przejrzał mnie wzrokiem od stóp do głów. - I to nie tylko mentalnie.
- O ojcze mój, jest grubsza od reszty, wygląda sto razy bardziej atrakcyjnie, wielkie mi rzeczy.
- No właśnie wielkie. - Powiedział Alec.

piątek, 6 maja 2016

(Violence) Part3 "Gwiazda rocka za pół miliona"

3
Niestety mam też swoje życie, które nie jest usłane różami, chociaż jakby się nad tym zastanowić, to mogłabym, ale mniejsza. Zamykam oczy, nie chcę wstawać do szkoły, całą niedzielę czytałam książkę i ćwiczyłam, niestety wagi nie można sobie odjąć jedzeniem. Pominę poranek z ojcem i przejdę do samej szkoły. Szofer mnie odwozi, mimo, że to blisko.  Wysiadam. O matko. Jestem na studiach, chcę być architektem, a raczej mój ojciec chcę, żebym nim została. Z muzyki raczej nici. Na dodatek tkwię w wielkim FRIENDZONE, ponieważ od dawna podoba mi się taki Adam, on nie lubi dziewczyn, ale mnie szanuje, z dziewczynami w ogóle nie gada, tak jakby nie istniały, nie mam u niego szans, gdy rozmawiałam dzisiaj z moją przyjaciółką Vi, zaczęła mi wypominać, że mam zapewnione małżeństwo z jednym z chłopaków, z którymi spotkałam się w sobotę.
- Ale co ja mam z nimi zrobić ? Nie chcę się czuć, że wybieram ich tylko dlatego, że tego chce ojciec, że oni mnie nie lubią, ale muszą to robić.
- Wiesz, że trochę tak jest, ale popatrz tak, kto ma z tobą najwięcej wspólnego ?
- Maven.
- Czemu ?
- Spójrz, lubimy podobną muzykę, oraz znamy się prywatnie.
- Skąd ? Czy to ten z kreatywnego pisania ?
- Tak.
Pokazałam jej zdjęcia chłopaków, które znalazłam na Facebooku. Jej najbardziej przypadł do gustu Cole, w sumie się nie dziwię, był typem chłopaka, którego wszyscy lubią. Póki co skupiam się najbardziej na Cole'u oraz na Mavenie.
- Skoro najbardziej ich lubisz, to reszcie powiedz adios. 
- To nie takie proste, wiesz, mam prośbę, czy możesz chodzić ze mną na te spotkania ? Bo ojciec mi powiedział przy śniadaniu, że będe chodzić na te niby randki ze wszystkimi na raz, żeby "mieli równe szanse". Ja nie chcę być w centrum, więc proszę.\
- Przekonałaś mnie w pierwszym zdaniu ! Pewnie, kiedy to ?
- W każdą sobotę o 15.
- Dobra.  teraz musimy porozmawiać o Adamie, Co z nim zrobisz ?
- A co mam robić ?
- Bo masz się w przyszłości ożenić z Colem Samosem, lub Mavenem Starkiem, a co z Adamem, lecisz na niego.
- Wiem, podoba mi się, ale ja mu pewnie nie, więc nie wiem po co się nad tym rozwodzić, po za tym nie jestem do tego przekonana, szczególnie w tym czasie, gdy wiem, że nie mogę z nim być, czemu mnie o to pytasz ?
- Bo Adam stoi za tobą i mi się tak przypomniało, a teraz pa.
Cholera mnie trafi z nią. Odwróciłam się powoli, Adam stał jak wryty.
- Ile usłyszałeś ?
- Wystarczająco, czemu mi nie powiedziałaś ?
- O przyszłym małżeństwie, a tak na marginesie fuj, czy o tym, że cię lubię ?
- O wszystkim, ale głównie chodzi mi o to drugie.
- Nie lubisz dziewczyn, więc uznałam, że albo jesteś gejem, albo po prostu ci się nie podobam.
- Ale właśnie, że podobasz ! - Jego niebieskie oczy patrzyły na mnie tym wzrokiem, w którym się dawno zakochałam. Jego blond włosy poruszały się przy każdym ruchu. FUJ ! Co się ze mną dzieję ?! - Bardzo cię lubię, to, że nie gadam z dziewczynami... chodzi mi w tym o to, że ciebie tylko lubię, bo serio mi się podobasz. A teraz cię przepraszam.
- Za co ? - Spytałam zdziwiona.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Ten tydzień był zwariowany. Mój pierwszy pocałunek. O matko, Vi mnie zabije, chłopaki mnie zabiją ! Jeśli idzie korytarzem Maven, to chyba dostanie szału ! Gdy Adam mnie puścił, spojrzał na mnie, uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał.
- Mój brat mnie zabije.
- Dlaczego ? Nie znam twojego brata, w sumie nawet nie wiem jak ma na imię.
- Nie zauważyłaś zbieżności nazwisk ?
- Dlacze... - Olśniło mnie. Jeśli mam rację... Jego starszy brat. Czemu o tym nie wiedziałam, Maven Stark oraz Adam Stark. Jasna ciasna. Nie, możliwe, że wyjdę za brata Adama, którego kocham ?! - Masz rację, ale czemu nie jesteś uwzględniony podczas mojego wyboru ?
- Ojciec uznał, że to nie fer wobec ciebie, bo z bratem się lubimy, dlatego wybrał jego, bo jest starszy, i bardziej ci się spodoba.
- Bzdura !
- To teraz mamy przerąbane, prawda ?
- Tak, macie. - Powiedział...Maven ! Był lekko wkurzony, widząc całą tą sytuację.
- Mogłeś mi powiedzieć, że Adam to twój brat !
- Myślałem, że go nie znasz... zaraz... to w tobie się bujał Adam, no racja, jak mieliście 9 lat to się razem bawiliście u nas w domu, nie poznajesz mnie, nie pamiętasz kto kablował mamie, że Adam wymyka się przez okno, po czym rzucaliście szyszkami w drzewa.
- Jak teraz patrzę... W sumie widziałam was kilka razy razem, jak rozmawialiście, ale nigdy bym nie pomyślała, że wy jesteście braćmi, wyglądacie inaczej.
- Racja. Ale umówmy się, nic, nikomu ani słowa.
- Dobra

środa, 4 maja 2016

(Violence) Part2 "Nie chcę cię pamiętać "

WENDY
Wstałam rano, jak zwykle o 7 rano. Dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego. Mój brat jeszcze spał. Wstałam, podeszłam do jego łóżka i powiedziałam:
- Wstawaj.
- Cześć Vi, pierwszy dzień szkoły. Fajnie ?
- Nie.
Poszłam do łazienki. Po 20 minutach byłam gotowa. Przebrałam się, gdy Gabe był w łazience. Ubrałam czarną sukienkę i białe martensy. Na ręce zawiązałam sobie kawałek materiału. Żeby nie pokazywać tego, co tam ukrywam. Stanęłam przed lustrem. Poprawiłam moją sukienkę. Miała krótki rękaw. Rozszerzała się w pasie i była jeszcze podszyta. Moje buty były idealnie czyste. O dziwo nie było mi w nich gorąco. Były na zamówienie i są bardzo cienkie. Moje białe włosy zwykle proste, dzisiaj miały lekkie fale. Miałam perfekcyjny makijaż, dla injych dziewczyn perfekcyjną figurę, perfekcyjne życie. Ale to tylko pozory. Wszystko jest takie tylko na niby. Mocniejsze rany od matki, są na nogach, nad kolanami. Dlatego się wstydzę. Wstydzę sie moich blizn, tego, co ukrywam przed bratem. Kiedyś to zobaczy. Nie chcę tego. Wygładziłam na sobie sukienkę, zwróciłam się w stronę drzwi. W drzwiach stał Gabe. Miał czarne jeansy i białą koszulę. Był bardzo przystojny. Zorientowałam się, że stał tu kilka minut. Poprawiłam materiał na ręce i wzięłam torebkę z łóżka. Gdy mijałam Gabe'a w drzwiach, złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował w czoło. Uśmiechnęłam się szczerze. Miałam nadzieję, że będzie jak kiedyś.
Zjadłam śniadanie w kuchni, rozmawiając z naszą kucharką. Była bardzo miła. Wyszłam z domu razem z Gabem, jednam nie stał tu samochód, co go zdziwiło.
- Idziemy na nogach.
Szliśmy w milczeniu. Gdy byliśmy pod szkołą, spotkałam znajomych. Była to część z nich, których mniej lubiłam. Oni też nie żywili do mnie zbytniej sympatii. Lee... nienawidzę go. Był moim pierwszym chłopakiem. Spojrzał na mnie i machnął ręką.
- Gabe, poczekaj tu, muszę coś załatwić.
Podeszłam do Lee, wzięłam go za ramię i odciągnęłam od reszty.
- Słuchaj idioto, masz ze mną nie gadać, nie pisać i nie mówić nikomu o czymkolwiek, jasne ?!
- Chodzi ci o twojego brata ?
- Nie, ale nie chcę mu mówić o pewnych sprawach. Niczego między nami nie było. - Nagle podeszła moja koleżanka Reeve.
- Niestety nie trzyma mordy na kłódkę. Wspomniał, że próbował dobrać ci się do majtek. Na szczęście masz dobrą koleżankę, która mu to mocno wyperswadowała. Nikt więcej się nie dowie.
- Dzięki Reeve, teraz wracam do brata i pamiętać, ani słowa.
Wróciłam do Gabe'a i poszliśmy na salę gimnastyczną. Zebrało się sporo ludzi. Było tu straszne echo, a ludzie rozmawiali, oraz dzielili się przeżyciami z wakacji.  Usiadłam da krześle w pierwszym rzędzie. Gabe usiadł obok i milczeliśmy przez chwilę.
- Pamiętaj, że idziemy dzisiaj razem na obiad. - No tak ! Tradycyjnie po rozpoczęciu chodziliśmy wspólnie na obiad. -  Co jadłaś na obiad rok temu ?
- Anna zrobiła mi kanapkę.
- Aha... żeby ci to wynagrodzić... pójdziemy do kina i coś zjeść. Gdzie chcesz iść na obiad ? Do jakiejś restauracji ? Nie wiem co teraz jesz.
- Pójdziemy do KFC na frytki, czy coś, a potem do kina, ale na co ?
- Nie wiem, może na horror ? - Spojrzał na mnie tak, jakby miał zaraz zmienić decyzje. Nie wiedział co lubię. - Albo na komedie romantyczną ?
- Na horror. Przyszedł dyrektor. -Wskazałam przed siebie.
Mówił nam jak istotna jest nauka i że nasza szkoła wygląda jak liceum, mimo że to studia. Bla bla bla. Nic istotnego. Gdy skończył mówić, poszliśmy do klas, bo dostać plan lekcji itp. Na szczęście Lee mnie więcej nie zaczepiał. Poszłam z Gabe'm na obiecany obiad, a potem do kina. Film był o Jasiu i Małgosi, którzy są w związku kazirodczym i są ścigani przez demony. Kiczowata fabuła, ale efekty przednie. Gabe lubił horrory, bo ja się ich bałam, a on nie, później go przytulałam, a wieczorem chciałam z nim spać, bojąc się. Mimo zmiany przez ten rok, to pozostało niezmienne. Najgorsze były Jumpscary. Gdy myślałam, że potwory ich goniły, nagle wyskakiwał na nas potwór. Bałam się. Z każdym Jumpscarem, co raz bardziej wtulałam się w ramię Gabe'a. Dlatego chciał horror, chciał odbudować rok odizolowania. Nie wiem co on tam robił, ale ja żyłam. Uczyłam się jego braku. Niestety nie udało się. Gdy nie zauważyłam, zaczął rozwiązywać materiał na mojeh ręce. Natychmiast złapałam go za ręce.
- Przestań, nie chcesz tego oglądać.
- Chcę, ten tatuaż coś znaczy.
- Nie. Nie o to chodzi. Koniec tematu.
Zabrałam ręce, poprawiłam materiał i oglądaliśmy dalej film. Nie zbliżałam się do niego, dopóki nie było strasznych scen. Po filmie wróciliśmy do domu. Dzień szybko zleciał. Gdy pakowałam swoje rzeczy do torby, przyszedł Gabe. Podszedł do mnie. Odwróciłam się i powiedziałam:
- Przepraszam za wcześniej. Jeśli chcesz, to pokaże ci o co chodzi.
- Chciałbym.
Odwinęłam materiał. Tatuaż wyglądał... źle. Był cały w ranach. Miał ponad dwanaście blizn. Niektóre miały jeszcze strupy. To były rany... po okaleczaniu się. Chciałam niszczyć to serce, ponieważ mnie zdradziło. To były moje uczucia. Dotyczyły raniącego mnie Lee, brak Gabe'a, ataki mamy, samotność, traumy i problemy.
- Przepraszam się Wendy, na prawdę... gdybym tu był, nic by się nie stało. Kurw...
- Wyrażaj się!
- No dobrze... Jeśli mogę ci jakoś pomóc, to powiedz. Przepraszam cię, naprawdę.
- Nie możesz ! Gdybyś nie odszedł, nie byłoby przeprosin, wkurzasz mnie, po tygodniu od twojego wyjazdu zrozumiałam, że to dla ciebie dobrze i się trochę usamodzielnimy, ale zauważ, że tylko tobie się udało. Nienawidzę siebie. Nie wiąże tego, by ukrywać to przed innymi, tylko przed sobą i trochę tobą, nie wstydze się tego. Wstydzę się siebie samej, nie potrafiłam przeżyć roku bez ciebie. Jak mam żyć ?! Nie mogę pokazać tego ojcu. Z resztą... mniejsza. Już z tym skończyłam i się nie okaleczam.
- Dokończ poprzednie zdanie.
- Kłamstwo, ja robię to wciąż, tylko że na biodrach, żeby tata nie widział, bo o tym na rękach wiedział i miałam problemy.
Przytulił mnie. To nie pomoże.
- Powiedz mi coś innego, mów coś, co nie ma związku z tym, co się tu dzieje. Coś, za co było nam wstyd, na przykład jak podarłeś mi sukienkę w pierwszej klasie gimnazjum i mi ją potem zszywałeś.
- Okej. Pomyślmy. Już wiem...- W tedy przyszedł tata i zawołał nas na kolację. Mój materiał był rozwiązany. Tata spojrzał na mnie pytająco.
- Powiedziałam mu.
Może pominę następną pobudkę itp. Skupmy się na moim osiągnięciu. Do szkoły poszłam bez tej szmaty na ręce. Wszystko na wierzchu. Bałam się szkoły, tego, że może do Gabe'a nie dotarło jeszcze, że teraz jest inaczej. Byliśmy w szkole, unikałam trochę brata. W końcu złapał mnie, gdy gadałam z Lee, przy szafkach.
- Lee, zamknij mordę, idzie mój brat.
- Mam nie wspominać o naszym związku, o twoim kryzysie, o twoim wypłakiwaniu mi się w ramię ?
- O czym on mówi Wends. - Dziwne przezwisko.
- O nic Gabe, o coś co było i Wendy, dla twojej wiadomości bardzo dobrze cału... - Złapałam Lee za kark z tyłu i wbiłam się palcami. Zajęczał z bólu, po czym pchnęłam go przez korytarz, nie wrócił, tylko potarł szyję i poszedł na stołówkę. Odpowiedziałam wszystko bratu, gdy popatrzyłam na niego smutno, uśmiechnął się i pociągnął mnie pod schody.
- Pamiętasz, jak wczoraj chciałaś historię o czymś miłym ? Myślałem o tym i mam coś. Pamiętasz, jak byliśmy w trzeciej gimnazjum, na urodzinach Kate ? Jak graliśmy w butelkę, pamiętasz to zdjęcie, które Lee nam zrobił ? A czemu je zrobił ? Bo moim wyzwaniem, było cię pocałować. I pamiętasz co zrobiłem ? Zrobiłem to. Pocałowałem cię, a potem mówiłaś mi, że to najlepsza rzecz na świecie.
- Wiesz co jest najlepsze ? - Wyciągnęłam zdjęcie tego momoentu z tylnej kieszeni spodni. - Że dalej mam to zdjęcie. Kazałam mu je usunąć, ale najpierw mi wysłać. I mam je cały czas, to była najdziwniejsza rzecz pod słońcem. Ale jednak najlepsza, jak to nazwałeś.
Zaczęliśmy się śmiać. W pewnym momencie zrobiło się serio dziwnie. Stanął blisko mnie, śmialiśmy się. W pewnej chwili po prostu mnie pocałował. Nie umiem opisywać takich scen, ale było to mega. Zaraz. Co ja gadam ?! Nie ! nie mogę tego przerwać, ale nie mogę tak tego robić. To mój brat !

poniedziałek, 2 maja 2016

(Violence) Part6 "4.13.-2"

Gdy obudziłem się rano, byłem bardzo wypoczęty. Dopiero po chwili zrozumiałem, dlaczego. W końcu czułem się spełniony, że robię coś dobrego. Charlotte leżała obok mnie, a właściwie przy mnie, bo przylegała do mnie, na całej długości. Troche mnie to krępowało, ale przypominało mi o słowach Sefira. Powiedział mi wczoraj, że ją kocham, że nie da się tego wytłumaczyć. Pierwszy raz śpię z kimś w jednym pomieszczeniu. Z chłopakami nigdy nie spędzałem wieczorów. Oni bawili się razem, a ja siedziałem w domu i grałem. Byłem trochę samotny. Życie zajęły mi gry i książki. Niestety jedyne książki które można było kupić, były o Nepach. Sięgnąłem więc po pomoc czarnego rynku. Książki dla dziewczyn zawierają Satury i Nepów, ponieważ są to bardzo stare książki. Jednak są pięknie. Wracając do dzisiejszego i wczorajszego dnia. Sefir mi coś zaproponował. Powiedział, że powinienem jej powiedzieć. Spojrzałem na nią. Była bardzo ładna. Nie tak sobie wyobrażałem dziewczynę. Nie tak sobie wyobrażałem moje życie. A, właśnie! Muszę zapytać Charlotte o nasz pocałunek. W zasadzie, to o tym nie gadaliśmy. Nie wiem, czemu tak się stało, ale to dobrze, że się stało. Samotność była dobijająca. Jej usta z moimi tworzą lek dla mnie. Jest taka piękna, mądra i cudowna. Roztacza wokół siebie fale ciepła. Dobra, koniec wewnętrznego monologu. Charlotte odwróciła się w moją stronę. Otworzyła oczy. Byliśmy od siebie o około 10 centymetrów. Uśmiechnęła się do mnie, po czym po czym usiadła na łóżku.
- Słuchaj, chciałem o czymś porozmawiać. O pewnym wydarzeniu. O pocałunku, to nir było złą rzeczą. - Przerwała mi.
- Wręcz świetną. Do czego zmierzasz ?
- Do pewnego pytania, a raczej stwierdzenia.
- Wal.
- Charlotte, nie jestem pewien, ale chyba cię kocham.
- To dobrze. Fajnie jest mieć takiego jakby brata.
- Ale nie w tym sensie. Chodziło mi tu o miłość. Taką, jaka była kiedyś. O prawdziwej miłości.
- To nie jest miłości, jeśli mówisz że "chyba".
- A ty ? Co myślisz?
- Że jesteś idiotą, bo nie walczysz o swoją rację. - Spojrzała na mnie jeszcze raz, po czym złapałem ją za rękę, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem.
- Nie walczę o swoją rację, bo wiem, że ją mam.