- Zastanawiało mnie co by było, gdyby wygrał taki Dominic.
- Kobieto wypluj te słowa. Ta świnia nie ma prawa wygrać to samo Sasza.
- Myślisz, że by to go obchodziło? On nie ma za grosz uczuć.
- Niby tak ale zważ na to, że to co zrobiłaś z tym jak mu tam..
- Sebastianem?
- O właśnie Sebastianem, strasznie go wyprowadziło z równowagi. A to zdarza się rzadko.
- Hm.. może i tak ale po co organizować takie coś?
- Ja nie wiem, ale powinien to odwołać.
- Bo co? Bo powołałam do porządku wszystkich zawodników?
- He he tak, między innymi.
- Heh.. mam tego dość. Właściwie to ten Sebastian jest bardzo um.. szlachetny.
- Nadal rozmyślasz nad jego słowami? Poczerwieniałam.
- T-tak.. on jest.. jest pierwszą osobą, która mnie tak ..
- Broni? Która nie traktóje Cię jak rzecz, swoją własność?
- Która chciałaby widzieć tak piękną dziewczynę codziennie uśmiechającą się i rumiejaca się na jejgo widok?
Odwróciłam się napięcie i poczerwieniałam jeszcze bardziej kiedy wszedł do altany.
- Długo tu tak stoisz?
- Wystarczająco długo.
Uśmiechnął się. I usiadł obok mnie.
- Nie wiesz może ..
- Chciałabym... chciałabym wiedzieć, czemu to powiedziałeś.
Zgłupiał.
- Że co proszę?
- No eh.. Um.. nic , nic już. Solii idziemy.
Złapał mnie za rękę.
- Bo nikt nie ma prawa traktować kobiety jak jakąś rzecz, pośmiewisko. Kobieta to ta jedyna istota , która zasługuje na szczególny szacunek, traktowanie na... na miłość. Luize ja..
Zabrałam rękę i szybko wybiegłam z altany. Przed wejściem do mojego pokoju na huśtawce zauważyłam swoją bluzę z listem. Wzięłam oba.
Położyłam się na łóżku i powąchałam bluzę. Jego zapach. Otworzyłam i przeczytałam list. Poczerwieniałam i schowałam do komody. Patrzyłam na huśtawkę. Wyobraziłam sobie coś co wkrótce miało się spełnić. I tak marząc zasnęłam.
Dzisiaj jest drugi etap. Całą noc przespałam. Co nie zawsze się zdarza. Rano spotkałam Carlosa i pogodziłam się z nim. Heh... pocałował mnie a ja nie wiem czemu nie potrafiłam mu już uledz. Potem spotakałam się z wujkiem Gustawem.
Na sam koniec zauważyłam Solii. Przegadałyśmy w ogrodzie dobre bitych kilka godzin. Była moją najlepszą przyjaciółką .
Rozmawiałyśmy o chłopcach kiedy zjawił się Gobi. Pogłaskałyśmy go.
- Pewnie znowu mu uciekł.
- Często to robi?
- Tak i zawsze biegnie do mnie .
Uśmiechnęłam się.
- Czas już na mnie. Drugi etap się zaczyna.
- To ja go popilnuje.
Uśmiechnęłam się i poszłam.
Zaśmiałam się , kiedy zobaczyłam jak Carlos przegrał z Olivierem. Kolejnym kandydatem. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się szeroko. Udawanie. Odwróciłam wzrok w poszukiwaniu jego. Jest. Wygrał wszystkie walki. Popatrzył na mnie w tym momencie, kiedy przyglądałam się jego klacie bez koszuli. Uśmiechnął się, kiedy zobaczył jak się czerwienie. Drugi etap polegał na czymś co faceci kochają. W skrócie - sztuki walki. Sebastian jak zauważyłam uwielbiał kung- fu, karate i boks . Prawdę mówiąc nie mogłam przestać na niego patrzeć. Nagle poczułam znajomy dotyk na ramieniu, potem na policzku , a potem na talii . I nagle pocałunek. To był Dominic! Ta szuja! Próbowałam się uwolnić ale on był silniejszy. A mój ojciec? Uśmiechał się pod nosem . Nagle usłyszałam krzyk.
- Luize!
Chciałam się odwrócić ale nie mogłam. Dominic przełożył mnie sobie na ramię i zabrał. Wiedziałam gdzie.
- Szesnasta osiem!
Krzyknęłam. Zrozumiał. Był przed nim uderzył go z całej siły, zanim upadł złapał mnie i czule na mnie spojarzał.
- Nic Ci nie jest?! Wszystko wporzątku?!
Popatrzyłam na niego przestraszona i kiwnęłam głową na tak. Przytuliłam go i po raz pierwszy od dawna płakałam. Płakałam przy osobie, przy której czułam się bezpieczna. Płakałam, bo chciałam by ze mną został.
Następnego dnia obudziłam się w swoim pokoju. I byłam lekko zszokowana. Spał obok. Jak kamień, a jednocześnie jak dziecko. Wczoraj nie chciał mnie zostawić. Bał się, że znowu ktoś spróbuje mnie skrzywdzić. Zauwarzyłam na jego piersi coś, czego nie zauwarzyłam wcześniej. Blizna od prawego ramienia do brzucha. Przejechałam po niej delikatnie ręką. Złapał ją nagle a ja się przestraszyłam.
- Wiedziałem, że mnie obczajasz ale że aż tak ,to bym nie pomyślał.
Zaśmiał się .
- J-ja.. t-to nie tak jak myślisz!
On wstał wciąż trzymając mnie za rękę i popatrzył na mnie wzrokiem, w którym aż isrzyły się słowa typu :
" Najchętniej brał bym Cię tu i teraz"
Poczerwieniałam jeszcze bardziej. Przerastało mnie to. Wychowana w śród facetów nigdy nie byłam tak skrępowana jak przy nim. Ale wracając. Patrzył na mnie tym wzrokiem . W końcu nie wytrzymałam i pocałowałam go .
On zaskoczony moją reakcją ale nadal przy rozumie, objął moje plecy i przewrócił na łóżko. Miałam gdzieś co pomyślą inni. Marzyłam o tym od pierwszego dnia naszego spotkania.
* * * *
Nie mogłem się oprzeć. W końcu odwzajemniłem jej pocałunek i rozpinałem po mału guziki od jej koszuli. Była taka jak się domyślałem. Idealne kształty, figura . Była śliczna. Objęła moją szyję a ja na granicy wytrzymałości , ledwo się powstrzymałem. Matko co ja robię! Dość! Przerwałem pocałunek i wyrwałem się z jej objęć. W jej oczach malował się smutek i ból. Cholera! Coś Ty zrobił pacanie! Przewróciła się na bok i przykryła.
- Ja.. Luize ja chce Cię, pragnę, pożądam ale..
- Rozumiem to. dlatego, że mam 17 lat? Czy dlatego, że jestem nagrodą? Wyjdź. Nie chce już nikogo widzieć.
- Luzie... błagam..
- Wyjdź.
Usłyszałem, że szlocha. Cholera jasna! Nie. Zostałem i przytuliłem ją. Na początku się miotała i mamrotała pod nosem jaki to jestem zarozumiały i uparty ale w końcu zasnęła. Uśmiechnąłem się. Jutro kolejna próba. Tej , w której odpadnę. Próba wstyd przyznać, taneczna. Ale jeden mały problem - nie umiem tańczyć.
Czyżby to miałi być moje ostatnie spotkanie z nią? Zamarłem.
Zastanawiało mnie to jak bardzo mogłem się posunąć do tego, że zacząłem spać przed jej pokojem. Na moje szczęśnie jeszcze się o tym nie dowiedziała. Wstalem rano i poszedłem do siebie wsiąść prysznic. Ubrałem się i zacząłem biegać. Ogród był piękny. Nie mogę w to uwierzyć, że Luize stworzyła coś tak pięknego. Ale w końcu to ona. Zaśmiałem się pod nosem i przyspieszyłem. Okrążyłem jezioro trzy razy. Wróciłem i umyłem się znowu. Dopiero teraz zauważyłem, że brakuje mi kolczyka z mikrofonem. O co tu chodzi? Popatrzyłem na Gobiego. Merdał tym swoim szarawym ogonem.
- Cześć brachu, jak tam?
Zaszczekał i wybiegł.
- No nie znowu? Gobi!
Pobiegłem za nim . Zatrzymałem się w miejscu. Siedziała na huśtawce i śpiewała. Jej głos był cudny. Chciałem jej słuchać cały czas. Przerwała kiedy Gobi do niej podbiegł. Usmiechnęła się.
- Jak tam taneczny kochasiu?
Szag by ją. Podczas próby każdy z nas tańczył... znią. Była piękna. Ubrana w suknię z jedwabiu w kolorze ametystu. Na jej plecach ciągnęło się koronkowe dokończenie sukni. Jej szklane buty na obcasie nie podebtały nikogo. Jest świetną tancerką. Za to ona cierpiała prawie ze wszystkimi .Deptali ją jak opętani, zresztą... ja nie byłem lepszy. Podrapałem się za głowę.
- Wiesz.. wciąż jestem pod wrażeniem twojej urody tej pamiętnej próby.
Zaśmiała się.
- Wcale nie tańczysz tak źle, a po za tym, najlepiej czułam się w twoim towarzystwie. Było mi ciepło jak objąłęś moją talię.
Poczerwieniała.
- Wiesz .. nikt tego nie zrobił więc..
Wstała a ja usiadłem na huśtawce, a ona na moich kolanach . Położyła głowę na moim ramieniu i zaczęła śpiewać. Byłem w siódmym niebie. Zobaczyłem Solii w jej pokoju. Prawie rychłem śmiechem kiedy coś getstukulowała. Po chwili spojrzałem na nią i na Luize. Już wiedziałem. Pocałowałem ją. Teraz już wiem. Kocham ją. I muszę wygrać ten cholerny turniej.