Strony
- Strona główna
- O nas
- Violence "Gwiazda rocka za pół miliona" ZAKOŃCZONE
- "4.13.-2" Violence ZAKOŃCZONE
- "Nie chcę Cię pamiętać" Violence ZAKOŃĆZONE
- "Fanfiction Mroczne Umysły" Violence ZAKOŃCZONE
- "Córka Alfy" America
- "Mafia" Celaena ZAKOŃCZONE
- "Przysięga" Cealena
- "Deadline" Violence ZAKOŃCZONE
- "Drogi Pamiętniku..." Cealena
- Invisible "City of the dead feelings"
- Violence "Really Monster High"
środa, 31 sierpnia 2016
(Violence) PART1 "Really Monster High"
Wstałam, przygotowałam sobie ubrania i poszłam zjeść śniadanie. Rodzice spali o tej porze. Zjadłam płatki z mlekiem i poszłam się przygotować. Ubrałam białą koszulkę i spódnicę w czarnym kolorze.
Pominę moją walkę z włosami w łazience.
Zabrałam wszystkie ważne rzeczy i wyszłam. W szkole byłam około dziewiątej. Najpierw poszliśmy do kościoła na mszę, była bardzo krótka, w szkole stawiliśmy się około dziesiątej. Pan dyrektor wygłosił przemowę, a starsi uczniowie śpiewali jakieś piosenki. Bez rewelacji, po całej ceremonii rozeszliśmy się do klas. Jestem w 1B. Weszłam do klasy jako jedna z pierwszych osób i usiadłąm w ostatniej ławce w rzędzie od ściany. Obok mnie usiadł jakiś chłopak, przywitaliśmy się, ale po tym przywitaniu przesiadł się do ławki przede mną. Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Potem obok mnie usiadł chłopak który się spóźnił, nie było już miejsc. Nauczyciel przedstawił nam wszystkie ważne sprawy typu plan lekcji i tak dalej. Później poszłam na spotkanie klubu do którego mnie zapisali rodzice.
(Caleana) "Drogi pmiętniku..." #3
23.03.2017
Zapawne ile trzeba stracić by kogoś odzyskać. Tak, dokładnie mój brat wybudził się ze śpiączki i od razu zaczął wypytywać mnie o wszystko. Skłamałam w paru rzeczach... zwłaszcza kiedy zgubiłam pamiętnik. A było to tak:
- Cześć Yu, jak tam ta Twoja druga Ty?
- Ha ha bardzo śmieszne wiesz?
- Sorka, powiedz lepiej już, no wiesz.. z Tymi ..
- Właściwie, odkąd Ci powiedziałam nawet się to uspokoiło, tylko nadal nie wiem o co w tym chodzi.
- Może to jakieś hm.. pokazywanie Ci czegoś lub kogoś kto..
- Przepraszam, halo? ... Naprawdę?! Dobrze już jadę dziękuje! Gabriel, dokończymy później muszę lecieć pa!
- Zaczekaj! ... A to co.. ?
... głupia, głupia, głupia! Dlaczego nigdy nie zasuwasz tej cholernej torby?! Tak właśnie zgubiłam pamiętnik, a on - chodź nie powinien przeczytał go. Boże... tam było wszystko, wszystko! Wszystko o nim.. po paru miesiącach naszej znajomości.. wszystko się zmieniło.
Kiedy wróciłam do szkoły zaskoczyło mnie jego zachowanie. Mianowicie takie :
- No proszę, nie masz mi nic do powiedzenia?
- O co Ci chodzi Gabriel?
- Nie udawaj... dlaczego mi nie powiedziałaś?
- O czym?
- O tym! - pokazał mi to czego bałam się najbardziej - Tego rudego, masywnego chłopaka który woła do mnie co nocy "Błagam , powiedz mu prawdę, blagam."
- Dlaczego milabym Ci o tym mówić? Przecież to nie..
- To mój zamordowany straszy brat!
Zamarlam...
- Ale..
- Żadne ale! O czym miałaś mi powiedzieć?! Gadaj!
- Ja... - i powiedziałam mu. Prawdę. Ale to co zrobił wystraszyło mnie na maksa. Spoliczkował mnie tak, że upadłam na podłogę. Nie wytrzyłałam, wstałam i wybiegłam z płaczem.
- Yuno! Zaczekaj, przepraszam!
Miałam go gdzieś, znienawidziłam, bieglam aż do szpitala, do mojego brata przytuliłam się wystraszona z płaczem. A on wysłuchał wszystkiego spokojnie i powiedział, że nie muszę się już niczym martwić, bo mam go. I miał rację.
Mam go i to jest naważniesze.
Ale.. dlaczego tak to zabolało?
sobota, 27 sierpnia 2016
(Invisible) ''No pain''
- nosz kurwa mać ! Co za bachory !!!
Jak już można wywnioskować z mojej pobudki raczej nie jestem zadowolona , ale można się do tego przyzwyczaić .
- Głupie dzieci nie mają co robić tylko w okna rzucać kamyki !
- Co to za wrzaski Candice !
Znowu ta Vivian .. pięknie rozpoczęłam dzień . Już na dzień dobry spotykam osoby , których nie lubię .
- a takim bachorom zachciało się rzucać kamieniami w moje okno .
- zaraz powiem twojemu ojcu on zrobi z nimi porządek
- dzięki , ale nie potrzebuje troski tatausia , niech lepiej pracą się zajmie.
No idź już kobietoooo...
- dobrze
No i w końcu poszła . Co ja to miałam zrobić ... a no tak kupić farbę i dekoracje do pokoju .
Rozejrzałam się po pokoju ..
- szatan tu mieszkał a nie dziecko
Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z pokoju .
Jak zwykle w lodówce nic nie było przez co byłam zmuszona wyjść z domu głodna .
Wychodząc z domu szukałam jeszcze jak zwykle klucza , aby zamknąć drzwi .
- no gdzie ten klucz ! jak zwykle gdzieś go położyłam .
Gmerając w torebce w końcu go znalazłam ! Jestem z siebie dumna , że tak szybko go znalazłam . No ale dobra ... czas wyjść z domu . Zamknęłam dom i spojrzałam na mojego buta .. jak zwykle but prawy był nie zawiązany . No niestety byłam zmuszona się schylić i go zawiązać . Kończąc wiązanie podniosłam się i przeszłam kawałek . Po chwili wpadłam na wysokiego blondyna o niebieskich oczach .. nigdy nie widziałam tak pięknych oczu , chłopak ubrany był w czarno białą bejsbolówkę , pod nią miał białą koszulkę z napisem Anti Social . Patrząc na jego ubiór na dole miał spodnie jeansy oraz trampki .. oczywiście czarne .
Popatrzył na mnie jakbym była jego dziewczyną .
- Ja przepraszam nie widziałam Cię .. nic Ci nie jest ?
Nagle zaczęły pocić mi się ręce .. nigdy mi się nie pociły , to było bardzo dziwne
- spoko nic mi nie jest , nigdy Cię tutaj nie widziałem
- jestem tu nowa i niezbyt się orientuję w tym miejscu
- może Cię oprowadzić ?
- wspaniale
Czekaj co ja gadam .. wspaniale ?!!! co to ma być Candice ?!!
Przeszliśmy kawałeczek milcząc .
Nagle nieznajomy mi chłopak przełamuje tą niezręczną ciszę .
- Jestem Adrien , a Ty ?
- jaa... Candice
- nasze pierwsze spotkanie było dosyć spektakularne
- też tak sądzę
- gdzie mam Cię zabrać ?
- Chciałabym kupić sobie farbę i jakieś dekoracje do pokoju , ponieważ wygląda .. okropnie . Gdybyś go zobaczył zrobiłbyś to samo co ja
- nie wątpię w to . Dobrze już nie daleko
uśmiechając się do mnie szliśmy rozmawiając o mojej przeprowadzce .
- Dobrze doszliśmy . Jaki kolor chciałabyś pokoju ?
- Czarny
- Czarny ?!! Odważna jesteś .. w końcu poznałem kogoś kto jest taki jak ja .
Uśmiechnęłam się do niego . Kurcze a może nie powinnam ?! A jeśli sobie coś dziwnego pomyśli ?!! Tak w ogóle to od kiedy mnie interesuje co inni o mnie myślą ? Coś nie gra ..
Po znalezieniu farby postanowiłam sprawdzić czy jest bardzo ciężka . Zbliżając rękę do farby poczułam rękę Adriena . Byłam zakłopotana , ale jakoś mi to nie przeszkadzało .
- przepraszam
- nic się nie stało . Pozostało mi kupić dodatki do pokoju .
Po całym dniu szukania dekoracji do pokoju nadszedł czas na powrót . Wsiedliśmy w autobus rozmawiając o dziwnym facecie w sklepie .
- dziękuję Ci za dzisiejszy dzień , gdyby nie ty błądziłabym po tym miejscu jeszcze z 5 godzin .
- nie ma sprawy . Polecam się nap przyszłość . Mieszkam dwa domy dalej , gdybyś coś potrzebowała masz tu mój numer telefonu .
- Dziękuję i życzę dobrej nocy
Cichym głosem powiedziałam ,, jedyny normalny " i powędrowałam do domu .
Wchodząc do domu rzuciłam byle gdzie rzeczy i poszłam do swojego pokoju z zakupami .
Aby nie tracić czasu wzięłam się od razu za malowanie pokoju , aż do rana .
Spać prawdopodobnie poszłam o godzinie 6 .
czwartek, 25 sierpnia 2016
"Really MOnster High" PROLOG - Violence
Miałam pisać inne opko, ale no cóż, na tamto nie byłoby parcia, do niego trzeba przeczytać kilka godzin wikipedii itp. Zamiast tego macie to :D
sobota, 13 sierpnia 2016
(Caleana) "Fanfiction Szklany Tron" #4
- Więc jednak żyjesz ha ha .. kto by pomyślał, a Twój brat odchodził od zmysłów.
Loulieth zamarła. Brat? Przypomniałem sobie list, który mi dała. Już rozumiem... to list do jej brata. Tylko... który to ? Jeżeli Wolker go zna znaczy, że musi być z oddziałów króla.. tylko dlaczego okłamała mnie mówiąc, że urodziła się tu? Musiała mieć powód tylko... dlaczego mi o tym nie powiedziała? Wyrwałem się nagle z rozmyślań. Wolker patrzył na mnie.
- Widzę, że jednak książę i jego kobieta mieli rację, wierząc że jednak żyjesz. Kto by pomyślał, że nawet sam król im uwierzył.
- Zamknij się!
Loulieth uderzyła go. Bała się, strasznie. Widziałem to w jej oczach. W końcu zareagowałem i odciągnąłem ją od niego.
- Wolałbyś jej nie wkurzyć, a teraz gadaj, co tu robisz?
Zaśmiał się, złe posunięcie. Uderzyłem go tak mocno, że wypadł mu ząb.
- Król kazał Cie szukać...
Nagle jego stan pogorszył się, popatrzyłem na nią, to nie moja wina.. już umierał z zimna.
- I kazał Ci przekazać byś uważał..
- Uważał na co?
Zaśmiał się i skonał. Louli zamknęła mu oczy i ruszyła dalej. Zabrałem mu odznakę oficera i ruszyłem za nią. Po paru godzinach marszu dotarliśmy do polany. Pokazała mi drzewo, gdzie kiedyś mieściło się chyba jakieś obozowisko. Wspięliśmy się na drzewo i po chwili byliśmy w środku starej chaty. O dziwo było tu bardzo ciepło, zbyt ciepło.
- Kiedyś stacjonowali tu żołnierze Valthundoru, niegdyś była to granica między Starym Krajem, a Krainą Wiecznej Zimy. Lecz teraz to tylko dawne zapomniane rejony kraju północnego - bo tak to teraz nazywacie nasz kraj - które słóżą w właśnie takich przypadkach jak ta. Po 40 latach w chatach tych, zamieszkały dawno zapomniane i zagrożone stworzenia. No oczywiście dopóki nie urosną.
Rozpaliła ogień w kominku i moim oczom ukazał się mały smok. Przeraziłem się kiedy rzucił się na nią, lecz zamiast zaatakować ją przymilał się i lizał ją.
- Loco no już, maluchu też się stęskniłam haha.
Pocałowała go w pysk i szepnęła coś na ucho. Smok popatrzył na mnie i zamarłem. Przyglądał mi się tymi świecącymi żółtymi ślepiami. Zbliżył się do mnie. Dopiero teraz mogłem go lepiej zobaczyć. Był cały czarny, przez pysk, oczy i grzbiet aż do końca ogona biegły białe pasy. Przy przednich łapach zaczynały się skrzydła. Loulieth zaśmiała się.
- Spokojnie Kapitanie Loco nic Ci nie zrobi, póki jesteś przy mnie. Wie, że ten kto ze mną jest - jest przyjacielem. No dalej pogłaskaj go.
Niepewnie wyciągnąłem ku niemu rękę. Smok powąchał ją i wepchnął głowę w moją dłoń. Loulieth dotknęła mojego ramienia i uśmiechnęła się. Dopiero wtedy rozluźniłem się i zacząłem głaskać smoka. Nagle położył się na moich nogach i zamknął oczy. Głaskałem go nadal. Ku mojemu zdziwieniu jego łóski były gładkie i miękkie.
- Dlaczego ma miękkie łóski?
- To młodzik, ma dopiero 21 miesięcy, łóski twardnieją w 30 miesiącu. A po 57 miesiącu smok jest już dorosły.
Pokiwałem głową.
- A gdzie jego rodzice?
- Ojciec strzeże naszego kraju, a matka no jak matka strzeże i karmi swoje młode.
Zamarłem.
- Czyli..
Zaśmiała się.
- Tak jest tutaj.
Nagle obok mnie otworzyło się wielkie żółte oko. Smoczyca dmuchnęła we mnie. Jak ona się tu zmieściła?
- Cześć Bunny, jak jaskinia, którą zbudowaliśmy?
Smoczyca wstała i dopiero teraz moim oczom ukazała się jakinia wielka jak Szklany Zamek.
- Mówiłam Ci o znakach Wydra, prawda?
Kiwnąłem twierdząco.
- Posłużyłam się nimi wraz z moim nieżyjącym już mistrzem by stworzyć tą jaskinię i zamaskować ją.
- Ale ona..
- Nic Ci nie zrobi.
Nagle mały smok zerwał się i poszedł do matki. Smoczyca ryknęła i otoczyła malca wielkim skrzydłem .
Zasnęli oboje. Popatrzyłem na nią.
- Loulieth...
- Tak?
Zastanowiłem się chwilę i położyłem się.
- Chodź, przytul się do mnie.
Położyła się obok i wtuliła we mnie. Była ciepła.
- Loulieth...
Zerknąłem na nią, ale już spała. Zamknąłem więc oczy i objąłem ją, niedługo potem zasnąłem.
- Dalej nie mogę iść.
Zatrzymała się w miejscu, gdzie stał stary wielki dąb.
- To granica między naszymi światami - Twoim i moim. Nie mogę jej przekroczyć.
- Dlaczego nie?
- Pamiętasz list, który Ci dałam?
Pokiwałem głową na tak.
- Daj go Shelwiemu Lebonowi. Proszę.
- Sama mu go dasz.
- Nie, nie rozumiesz, nie mogę. Daj mu ten list, kiedy go przeczyta, powiedz mu, że proszę go by wszystko Ci wyjaśnił, błagam.
- Dobrze...
- Idź cały czas prosto, aż do wielkiej kotliny, tam znajdziesz prawdopodobnie konie tamtych nieszczęśników wysłanych przez króla. Jedź do końca kotliny a za nią skręć w lewo i kieruj się ścieszką. Dalej już trawisz sam.
Patrzyłem na nią , na jej twarz jakbym chciał zapamiętać jak wygląda.
- Gdybyś czegoś odemnie chciał, lub po prostu chciał się ze mną skontaktować gwizdnij w ten gwizdek.
Podała mi ślicznie zdobiony gwizdek z wizerunkami królewskich ptaków.. orłów. Zabrałem gwizdek i zawiesiłem sobie na szyji. Dotknąłem jej policzka i ostatni raz pocałowałem . Odwrócilem się i ruszyłem przed siebie. Gdzieś w południe dotarłem do kotliny. Zabrałem konia i ruszyłem wskazaną przez nią drogą. Za kotliną skręciłem w lewo i galopem ruszyłem przed siebie. Po około 3 godzinach dojechałem do wrót zamku. Szklanego Zamku. Dorian, Caleana, Nachemia i król ucieszyli się na mój widok , ja zresztą też. Ale nie cieszyłem się z powrotu do domu, tak naprawdę nie chciałem tu wracać. Tak naprawdę, to już nie był mój dom.
czwartek, 11 sierpnia 2016
(Caleana) "Klątwa Księżyca" #1
-Wiesz... ostatnio zaczepia mnie ten nowy. Nic tylko ugania się za mną jak pies.
- Przesadzasz Toni, takie ciacho a ty go zlewasz?
- Jak mam go nie zlewać, kiedy jego pierwsze słowa do mnie brzmiały, uwaga cytuje : ...
- Czy zostaniesz moją kobietą? - odwróciłam się napięcie i zmarszczyłam brwi. Stał za mną wysoki, zielonooki brunet o szczupłej, napakowanej sylwetce. Wziął moją rękę i pocałował ją. Wyrwałam ją i odwróciłam się do Mersi, a go olałam.
- Właśnie to powiedział. Co miałam zrobić? Odmówiłam mu grzecznie i odeszłam, tak jak teraz. - Poszłam przed siebie. Zerknęłam tylko za ramię, a on uśmiechnął się szeroko i wpatrywał w mój tyłek. Zmarszczyłam brwi i zniknęłam za drzwiami sali biologicznej. Usiadłam w swojej ławce, ostatniej pod oknem. Nie lubiłam być w centrum zainteresowania. Zaraz po tym jak usiadłam zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli na swoich miejscach po za jedną osobą ... nim.
- Poznajcie Robbiego Johnsona. Od dziś będzie z wami w klasie. - Popatrzyłam na niego gniewnie i pomyślałam:
" Rozumiesz? Nie - ma - takiej - obcji..."
★. ★. ★.
Ślicznie wygląda jak się gniewa. Uśmiechnąłem się do niej, a ona zezłościła się jeszcze bardziej. "Ona musi stać się moją wilczyca - i nie obchodzi mnie to, że jest człowiekiem. "
Usiadłem obok niej, ale się odsunęła. "Nie ładnie tak kruszynko". Olała mnie i zaczęła notować lekcje. Wykorzystałem okazję i pocałowałem ją w policzek. Odwróciła się szybko w moją stronę i kiedy miałem pocałować ją w usta ktoś uderzył mnie krzesłem w głowę. Zaatakowałem go i kiedy miałem złamać mu nos ona mnie spoliczkowała.
- Jesteś chory ! Zostaw go!
- Toni..
- Nie! Nienawidzę Cie! Wynoś się z mojego życia Ty chory, popaprany psie! - Zabrała swoje rzeczy i wyszła trzaskając drzwiami.
- Cholera!
Jestem alfą, a nie mogę jej zdobyć.. dlaczego do cholery?!
- Hm.. może - nie na pewno przez to, że jesteś zbyt bezpośredni i masz 23 lata... Nie gadaj, że ona o niczym nie wie.. - Popatrzyłem na mojego brata i kiwnąłem twierdząco głową.
- Cholera.. wiesz, że masz miesiąc do pełni?
- Wiem, dlatego muszę się pośpieszyć... ale ona jest taka uparta.
- Dziwisz się jej? Jak wylatujesz z takim tekstem " Czy zostaniesz moją kobietą?" Ale pojechałeś..
- A Ty co? Sam nie lepszy, do laski zagadać nie umie.
- Że co?! Powiedział ten ci chce z niej zrobić jedną z nas, bo jego fiut stoi zawsze gdy ją widzi.
-Stoop! - Ups... no to mamy przesrane.
- A Ty mamuśka co? Znowu z ojcem się nachlałaś?
- Właściwie.. kochałam. - Ona uśmiechnęła się, a my odwróciliśmy głowy i prawie zwymiotowaliśmy. I tak słuchaliśmy przez całą noc szczegółów ich igraszek...
NIGDY WIĘCEJ!
★. ★. ★.
- Nie wpuszczę go do domu.
- Wiesz, że musimy zrobić ten projekt..
- Ale będzie mi grzebał w bieliźnie! - Umilkłam na chwilię, kiedy przechodził obok nas z bratem. Po tamtejszej piątkowej akcji w klasie ja , a wczególności Mersi zaczęłyśmy się go bać. Nagle odezwał się.
- Do zobaczenia wieczorem, śliczna.
- Grr.. spadaj. - uśmiechnął się i poszli w raz z bratem do chemicznej.
- Nie i koniec!
- Czyli nie chcesz, żebym zdała? - Przewróciłam oczami.
- Dobra, ale jak zacznie mnie nachodzić to urwe Ci głowę, jasne?
- Jasne jak słońce - odpowiedziała z uśmiechem.
- No dalej idź na B, uważaj w pałacu! Kuźwa.. no nie było blisko.
- Sorka, nie zdąrzyłam.
- Okey, oke...
- Panienko, panicze do Ciebie. - popatrxyłam na lokaja.
- Wpóść ale.. jak cie zawołam masz ich od razu wyprowadzić oki?
- Tak , panienko.
Po chwili wszedł w raz z bratem . Widać po nich było, że są w szoku.
- Jak...?
- Jestem córką generała O'neal'a, a on jest no bardzo dziany. - pokazałam im kanapę przy stole. Usiedli.
- A Twoja matka pewnie jest tak samo piękna jak Ty.
- Ona nie żyje. - spóścił wzrok. - Nawet mi nie wspóczuj, nie masz o kogo. Zrobiłyśmy część estetyczną, a w waszym interesie leży tematyka.
- Dobra , za pocałunek. - zaczęłam się śmiać jak nigdy w życiu.
- Never in my fck life. - po 5 godzinach śmialiśmy się wszyscy. On o dziwo nie dobierał się się do mnie. Za to Mersi i Jego brat znacząco się zbliżyli do siebie.
- Oł czas już na was.
- Nie! Mogą nocować, prwada?
- Mersi.. nie .. - zamarłam.
- Co jest?
- Wrócili..
- O cholera.. zmiana planów. Musicie się zmyć i to już.
- Idą, idą!
- No już tymi drzwiami! Aaaa...! - spadłyśmy w raz z nimi do awaryjnego . Myślałyśmy, że będziemy potłuczone ale byłyśmy całe. Oni nas.. zasłonili.
- Tędy.. - Pobiegli za nami i przy wyjciu z kuchni oni już pobiegli potykając się cały czas. A my? Śmiałyśmy się w niebogłosy. Aż nasi ojcowie generałowie nie zeszli do kuchni i nie wyciągnęli z nas o co chodziło.
piątek, 5 sierpnia 2016
(Caleana) "Przysięga" #4
- Wiszę związany przez drzewo i patrzę na Twoje piersi?
Szybko uwolniłam go. Nadal byłam w szoku. Przez te parę lat urósł jeszcze bardziej i ku mojemu zdziwieniu przypakował. Włosy miał skrócone - lecz grzywka nadal dodawała mu uroku. Ale najbardziej zaskoczyła mnie twarz. Zmienił się, a przynajmniej tak mi się zdawało. Dotknęłam jego twarzy nadal zszokowana.
* * * *
Jej ręce były tak delikatne jak zawsze, oczy pozostały tak samo inteligentne, bystre i spostrzegawcze. Włosy jej urosły i to bardzo - co dodało jej jeszcze większej urody , była piękna. Schudła, co bardzo mnie zmartwiło ale w końcu ją znalazłem. Muszę ją sprowadzić spowrotem do zamku.
Zapadła długa cisza. W końcu odezwałem się pierwszy.
- Szukałem Cię.
- Dlaczego? Nie potrzebnie, wróciła bym po załatwieniu swoich spraw.
- Nie wróciłabyś.
Odwróciła wzrok. Miałem rację.
- Mój ojciec potrzebuje... ja Cie potrzebuje.
- Tak, a niby po co?
Nagle jej wzrok skupił się na na moich ustach.
- Wróć ze mną, do domu.
- Nie.. jeszcze nie mogę.
- Proszę..
- Zrozum, jeszcze nie teraz.
Odwróciła się i poszła spowrotem , a ja za nią. W jej chatce stanąłem w wejściu.
- Co robisz?
- Zostaje z Tobą, żebyś szybciej wróciła do domu.
Westchnęła , a ja rozgiściłem się u niej na dobre. Dobre 3 miesiące, do dnia gdy przyszedł ten gnojek...
środa, 3 sierpnia 2016
(Caleana) "Mafia" #10 KONIEC
Nadlatywała kula. A on patrzył z wielkimi oczyma.
- Dobranoc tatuśku.
Jednak ktoś go zasłunił - Dominic. Szkoda go miałam zlikwidować później.
- Heh co za strata, zastanawiałam się kiedy do Ciebie dotrze, że jestem taka gorsza niż Ty? A no tak, jak Cie już ukatrupie. Pytasz czemu?
Patrzyłam na niego, wstał i wyciągnął broń. Przewróciłam oczami i strzeliłam mu w dłoń, a on upuścił spluwę.
- Cichutko, wiem jak to boli, ale teraz czas na wyjaśnienia. Otórz zastanawiasz się dlaczego? Już tłumaczę, nie tylko ja cię nienawidzę z całego serca - Gustaw, La Delina, i bonus - X.
- Co Ty gadasz? Przeciw X to tylko zawodnik, który..
- X to Twoja córka.
- Co? O czym Ty gadasz dziecko?
- O mojej bliźniaczce, ot co zatkało . Mówilam Ci, że ten plan wypali, siosto?
Uśmiechnęłam się, a ona zdjęła maskę.
- Dobra, zwracam honor, chociaż zastanawia mnie, czemu tak późno?
- Musiałam go znieczulić , sama przecież o tym wiesz.
- Heh.. szkoda tylko Carlosa i Sebastiana.
- Spokojna głowa, wiesz co trzeba zrobić.
- AJ, AJ pani Generał.
Poszła, a ja z uśmiechem patrzylam na oszołomionego ojca.
- Dziecko o co tu..
- Chodzi? Mała zemsta za lata w więzieniu , a tak na marginesie.. -strzeliłam do Sashy. - jak można być takim debilem i nie zauważyć braków? Ważnych braków. No a teraz do konkretów. Na miarę przyznanego mi przez matkę naturę geniuszu prezentuje tę o to niecny plan. Zaraz zginiesz to pewne, ale najpierw zabiorę to co mi się należy - szacunek, władzę i zemstę.
Wstał więc strzeliłam mu w nogę.
- Siedź i słuchaj, to koniec, wygrałam, przejmuje stery tatuśku, a Ty idziesz w niepamięć. Tak jak ona i on. Dlatego ją zabileś? Bo była dla ciebie zagrożeniem? Tak. Dlatego ja robię to - a właściwie dokańczam- co zaczęła. Dobranoc, tato.
Strzeliłam mu w pierś i odeszłam. Po paru chwilach dołączyłam do mojej siostry, która uporała się już z robotą.
- Będą pamiętać?
- Nie usunęłam wszystkim pamięć, odnośnie zawodów o naszego ojca i wpletłam nowe o nas.
- Dobra, czas na końcowy detal.
Zaśmiałyśmy się.
- Wypuść go.
- Ta jest, pani kapitan.
Po chwili wszystko spowił mork. A my patrzyłyśmy mu w oczy.
- Dobrze się spisałyście, gratuluje.
- Zamknij się i słuchaj..
Po paru chwilach zniknął i zrobił to co mu kazałyśmy. Wrócił.
- A co z moją nagrodą?
Dałam mu moją rękę. On zaśmiał się szaleńczo.
- To będzie dla mnie zaszczyt..
Wniknął we mnie a na mojej ręce i brzuchu powstała blizna z różnymi runami. Uśmiechnęłam się.
- O Królowo.