poniedziałek, 28 listopada 2016

(Celaena) "Drogi pamiętniku..." #4

                                28.03.2017
Dziś po paru dniach mojej nieobecności, wróciłam do szkoły. Starałam się unikać Gabriela odkąd go zobaczyłam - bałam się go. Jednak nie ucieknęło jego uwadze mój powrót. Od razu do mnie podbiegł.
- Yu! Wysłuchaj mnie ja...
- Zostaw mnie, nie chce Cię znać.
- Yu, proszę..
- Nie.. boje się Ciebie, zostaw mnie, daj mi święty spokój.
Starałam się go olać ale to nie jest łatwe, kiedy ma się przed sobą masywnego dwumetrowego szkota - do tego tak upartego jak Gabriel.
Gdy chciałam odejść złapał mnie za rękę. Zamknęłam oczy - wiedziałam, że teraz nie pozwoli mi odejść.
- Czego chcesz?
- Błagać o wybaczenie i oddać to. - wyjął mój pamiętnik, a ja prychnęłam pod nosem
- Skoro znasz już wszystkie moje sekrety to czemu mi go oddajesz?
- Bo.. Yu wybacz mi, że Cię uderzyłem, że tak naskoczyłem byłem wściekły i..
- A ja co noc się bałam. Bałam się tej zjawy, bałam się wszystkiego wiesz czemu? Bo nie miałam nikogo, kto by mnie wysłuchał przez te 6 miesięcy, gdy mój brat był w śpiączce. Aż pewnego dnia na rehabilitacjach u wiedźmy pojawiłeś się Ty.. z czasem zaczęłam Ci ufać, aż w końcu mówić co leży mi na sercu. - patrzył na mnie zaskoczony , a ja ciągnęłam dalej - Zyskałam przyjaciela, tak myślałam ale kiedy mnie uderzyłeś, nie zabolało mnie uderzenie.. zabolało mnie serce - wyrwałam rękę i oddaliłam się.
Wtedy jeszcze mój drogi pamiętniku , nie wiedziałam, że zacznie o mnie walczyć.

                              01.05.2017
Dziś szłam do brata, gdy nagle przypomniałam sobie, że muszę kupić kolejny zeszyt do pamiętnika. Zawróciłam więc i poszłam do swojego "uzdrowiciela" bo tak nazywam sklep, w którym zdecydowałam się na pamiętnik.
Gdy weszłam do sklepu zobaczyłam Gabriela z rodzicami. Szybko schowałam się za ladą Pani Gerwin i kucając starałam się doczłapać do zaplecza. Jednak znowu jego spostrzegawczy wzrok mnie ujrzał.
- Yu? Co Tu tu robisz? - wziął mnie z łatwością na ręce jak dziecko i postawił przed sobą.
- Phi.. a co Cie to? - poszłam w kierunku "mojego" małego kącika, gdzie jak zawsze były przygotowane moje rzeczy. - Nie wystarcza Ci fakt, że nie wybaczę Ci tego?
- Wystarcza, dlatego staram się z całych sił, by Cię odzyskać.
Zaśmiałam się a on poczerwieniał. Odwróciłam się. Jego rodzice najwyraźniej o niczym nie wiedzą.
- Gabriel nie chce nic mówić ale ja jestem pamiętliwa, a to, że nadal nie mówisz mi całej prawdy o sobie, dodatkowo niweluje twoje szanse.
- O czym mówisz, w czym Cię niby kłamę.
Podeszłam do jego ojca i chwyciłam delikatnie za kilt. Jego ojciec popatrzył na mnie pytająco.
- To nie są zwykłe barwy klanowe. Chcesz mnie jeszcze czymś oszukać... książę?
Jego ojciec się uśmiechnął i powiedział coś po celtycku, a jego matka patrzyła zmartwiona na syna, on zaś zaskoczony na mnie
- Myślałeś, że nie wiem? Twój brat mi wszystko powiedział.
- K-kiedy? ...
- Wczoraj... w nocy. - wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Po przekroczeniu progu biegłam co sił w nogach do szpitala.
Nagle na pasach wyjechała ciężarówka. Odruchowo zamknęłam oczy i... poczułam silne ramiona, które mnie obejmowały. Zaczęłam płakać. Słyszałam pisk w uszach a pomiędzy tym męski głos, uspakajający mnie.. - to Gabriel. Wtuliłam się płacząc, gdyby nie on .. - zginęłabym.

poniedziałek, 3 października 2016

(Violence) PART3 "Really Monster High"

#3
- Nie kuś jej. - Powiedział Kevin.
- Dlaczego ? Ty zrobiłbyś to lepiej ? - Odpowiedział Leonardo, po czym podszedł do Kevina i strzelił mu z jego opaski w rękę. - Czy może się boisz, że znowu ktoś zginie ?
- Pysk. - Powiedziała Suzy do swojego brata. - Zatkaj się, nie chcemy powtarzać tego wszystkiego.
- O co chodzi ? - Spytałam Suzy.
- Kevin nikogo nie zabił ani nic... tylko... Była taka dziewczyna i strasznie chciała narkotyki, alkohol, jak jakaś ćpunka ! Pewnego dnia Kevin ją zaprosił do swojego garażu, gdzie wszyscy celebrowaliśmy dostęp do dóbr zielonych roślinek. Ona nie nadążała, w końcu wzięła coś, czego nie sprawdzała, bo Kevin powiedział, że przesadza. Zginęła.
Odsunęłam się delikatnie od Kevina. Spojrzał na mnie smutno, potem odwrócił wzrok.
- Jej opaska. Nosi ją obok swojej, namalowany napis złotym flamastrem ,,BORDER KING", oraz ,,BORDER QUEEN". Powiedziała przed wzięciem narkotyków, że nigdy nie była bordeline, tylko go wrabiała, bo się w nim zakochała. Rzuciła w niego opaską i potem to wzięła...
Musiałam zakryć usta ręką, żeby nie krzyknąć.
- Uważaj. Jesteś podobna do Daphne. Dodatkowo, ty jesteś prawdziwą bordeline, lepiej mu o tym nie mów.
- Suzy, głośniej mów, bo nie dosłyszałem. - Powiedział Kevin patrząc na mnie gniewnie. - Po za tym, to może Margot wybierze te dobre narkotyki.
Spotkanie trwało krótko, mówiliśmy o naszych problemach. Leonardo cały czas na mnie patrzył. Czułam się niekomfortowo. Po skończonym spotkaniu wyszłam z sali jako ostatnia. Czekałam, by mieć pewność, że Kevin będzie daleko. Podeszłam do swojej bluzy, którą położyłam na parapecie. Gdy szukałam telefonu, natrafiłam na coś gumowego. Gdy wyciągnęłam to z kieszonki, zaniemówiłam. Była to owa opaska. Napis ,,BORDELINE QUEEN" był trochę rozmazany. Założyłam ją na rękę i ubrałam bluzę. Wyszłam z sali, kierowałąm swoje kroki do wyjścia. Po drodze oglądałam rysunki na ścianach. Były szpetne. Przy jednym się zatrzymałam. Był cały czarny. Tylko w rogu pisało BQ&BK. Złoty flamaster. Wiem czyje to dzieło. Gdy się odwróciłam, stał tam Kevin.
- Była wszystkim. Potem mnie okłamała. Tęsknię za szmatą. Nie wróci, była taka prawdziwa. Raz ją pocałowałem. Trzy minuty przed jej zgonem. Nienawdze jej i siebie.

środa, 21 września 2016

"Zakazany znak" #1 (Caleana)

  Ten dzień, nie zaczął się najlepiej. Zresztą cały zeszły miesiąc taki był. Po incydencie z moim głównym zresztą, udziałem, nie rozstaje się z moją przyboczną obstawą. W sumie.. to pilnują mi tylko drzwi bo nie wychodzę z pokoju.
"No cóż, kiedyś trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować to, kim się jest." - tak , łatwo mówić. Mam zaakceptować to, że niosę śmierć? No po moim trupie.
  Po kolejnych godzinach rozmyślania, jaka to ja biedna i cholernie, dosłownie zabójcza, w końcu wstałam z łóżka. Ubrałam to co miałam pod ręką - glany, zakolanówki, koronkową sukienkę i skórzaną kurtkę. Oczywiście czerń  jak zawsze pasuje z moimi blado fioletowymi włosami i fiołkowymi oczami. Ale czy dzisiaj tak jest? - sama już nie wiem.
  Wyszłam z pokoju i wraz ze swoja strażą powędrowałam do głównego korytarza. To tu trafiają wszystkie nowo nabyte dusze, gdzie dalej są sortowane według ich skanu zanieczyszczenia. Zanieczyszczenia? No tak, chodzi tu o to, jak postępowałeś za życia - czy byłeś bucem, czy też prawiakiem może cie to wtedy nie ochodziło - ale tu, teraz owszem. Żyjesz w luksusie lub charujesz w kopalnii no.. chyba, że cie wykupią białopiórzy, ale nie licz na to.
  W trakcie kolejnych moich rozmyślań zaciekawiła mnie jedna ciekawa duszyczka, a raczej ciało bo ten człowiek był "żywy". Gdybym należała do ludzi rozsąsnych, a tak nie jest, nie zawracałabym sobie głowy i olała to dziwne zjawisko, ale że należą do osób skrajnie ciekawskich,  kazałam go tu ściągnąć. 
- Gdzie ja jestem?! Co tu robię?!
- A skąd mam wiedzieć, co ty tu robisz? Powinieneś być martwy jak oni - wskazałam głową na nowe nabytki żniwiarzy i znowu skupiłam swój wzrok na nim. - Ale żyjesz i to mnie zaciekawiło.
- Co?! Przecież... Jak to "jak oni", o co tu chodzi?!
- Już ci mówiłam, skąd mam to wiedzieć? Do Trumu - czyli tej części podziemi - trafiają duszę zmarłych... ewentualnie zabitych, ale co to za różnica?
- Ale... - po jego twarzy rozpoznałam, że oswaja się z tym szybciej niż powinien... ciekawy okaz. - Jakie "ale"? Jako, że mam dobry humor i raczej, podkreślam "raczej" nie każę cię zabić podpowiem jak się stąd wydostać - popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.. "heh.. jakie to żałosne." - Jest jedno jedyne wyjście.
- J-jakie? - odpowiedział jąkając się. "Hm.. rzeczywiście szybko się oswoił.." Kąciki moich ust po raz pierwszy od dawna drgnęły w lekkim uśmiechu.
- Odkupienie przez białopiórych łajdaków, ale nie łudź się... to się nigdy nie stanie.
- Uhm.. kiedy.. - "jak na zimowy sen szybko się obudził, muszę to przyznać"
- Ojcze, co się stało, że obudziłeś się tak wcześnie?
- Obudziła mnie pewna anomalia - spojrzał na człowieka i powrócił wzrokiem do mnie. - Ten człowiek był światkiem zbrodni, popełnionej na naszym pobratymcu.
- Co masz na myśli? Że złamali jedną z świętych zasad kodeksu ras? - popatrzyłam na niego zaskoczona. - Czy to oznacza, że..
- To oznacza, że białopiórzy chcą nas sprowokować. Córko, naszym priorytetem jest utrzymanie tego człowieka przy życiu i to TY dopilnujesz tego, aż to rozwiązania tego całego absurdu. - spojrzałam na "światka koronnego" i zwróciłam się z powrotem do ojca.
- Wiedzą co potrafię? Dlatego ja?
- I dlatego to tobie powierzam to zadanie.

środa, 14 września 2016

(Violence) PART2 "Really Monster High"

W poprzednich kawałkach wprowadziłam drobne edycje.
#2
Stanęłam w drzwiach sali numer dwadzieścia dwa. Była dalej od innych klas, drzwi zniszczone,numerek ledwo się na nich trzymał, pchnęła je ruchem ręki, a te skrzypnęł tylko i otworzyły się na oścież. Siedziało tam wiele osób, kilkoro widziała już na rozpoczęciu. Weszła do sali, wszyscy na nią patrzyli, oprócz jednego chłopaka, który nie oderwał swojego wzroku od gumowej opaski na ręce. W porównaniu do większości tych smutasów, tylko Margot była uśmiechnięta. Nie wyglądała jak reszta tych depresyjnych ludzików tułających się po sali. Jeden chłopak uśmiechał się do mnie, wyglądał na całkiem miłego, blondyn, niebieskie oczy, po prostu ideał, pewnie lecą na niego wszystkie laski, prócz tych które wiedzą, że coś z nim nie tak. Usiadłam pomiędzy nim, a dziewczyną w kucykach. Nie dwóch, czy trzech, ewentualnie tysiącu jak afroamerykanki na przykłąd, miała jakieś piętnaście warkoczy, opadały jej na ramiona, miała bardzo długie włosy, była podobna do chłopaka który siedział po mojej drugiej stronie.
- Nie wyglądasz na chorą. - Zaczął chłopak. - Jestem Leonardo. Ta dziewczyna obok ciebie to moja siostra, jednakże mniej przystojna, w porównaniu do mnie. A ty... - Nie skończył, bo do klasy weszły dwie nauczycielki i dziewczyna, chyba z mojej klasy, znałam ją. Wieczna królowa gimnazjum, starsza ode mnie o rok.
- Widzisz tą nauczycielkę z czarnymi włosami ? - Spytał Leonardo. - To przez tą głupią szmatę, ja, moja siostra Suzy, Vicky, oraz Kevin. Vicky to ta co weszła, a Kevin to ten co sie gapi w opaskę na ręce. A wracając, nie wyglądasz na chorą. Co z tobą nie tak ? - Dużo mówił. Lubię to.
- Zabiłam kogoś, uznano mnie za niepoczytalną, ale zgodzono się na moje przebywanie normalnie w szkole.
- Grubo, tak jak Kevin. Zabił jakiegoś faceta, był pijany chyba, lub naćpany, nie ważne, borderek, nasz jedyny borderek.
- Borderek ?
- Według Wikipedii to osobowość chwiejna typu bordeline.
- To teraz macie dwóch.
- Ty też ? Myślałem, że ty tu tylko za morderstwo.
- Borderka, morderca, trochę masochistka, chyba tyle.
- Na pewno nie anorektyczka. - Powiedział mierząc mnie wzrokiem.
- Eh, no tak.
- Nie wkurzasz się ? - Zapytał ze zdziwnieniem. - Miałem na myśli ten pozytywny aspekt. - Powiedział, patrząc na tył mojego krzesła. - Nie przeszkadza ci to ?
- Czemu by miało, ukrywanie się w dużym T-shirt'cie pozwala ukrycie brzucha. Nie wkurza mnie, to. Czemu by miało ?
- A jak ktoś się patrzy na eh... walory estetyczne ?
- Zabronię ? Jak zabronię, to się będzie powtarzać, nie dbam o to, nie wyjadę ci teraz z tekstem, typu ..liczy się wnętrze", czy coś, ale umówmy się, wygląd jest też ważny, mimo, że nikt się nie przyzna.
- I ty masz depresję ?
- Stwierdzoną, ja jej nie czuję. Jestem też ekstrawertykiem, no i introwertykiem też. Balansuje pomiędzy.
- Nie przeszkadzam ? - Przerwała nam nauczycielka, nie ta co uziemiła kilka osób w zeszłym roku, ta druga. - Miło, że się dogadujesz z panem... Leonardem. Lepiej znajdź kogoś bardziej wartościowego do towarzystwa. - Potem podeszła do Kevina i coś do niego mówiła.
- O co jej chodziło ?
- Ćpię, sprowadzam na złą drogę. Ćpający borderek to Kevin, ja jestem tylko ćpający, tylko Leonardo, mistrz podrywu.
- Jakie masz schorzenia ?
- Nie rozróżniam często tego co się dzieję na serio, a co nie. Dlatego żadko gram w gry, nie oglądam dużo filmów, staram się zapominać sny.
- Ile to trwa ?
- Nie wiem, bardzo mnie to krępuje, nikt nie wie o czym mówię, więc potem stojąca obok mnie Suzy zawsze tłumaczy, że jeszcze jestem trochę na haju.
- Oh.
- Nie brałaś ?
- Nie.
- Czemu ? Nie chcesz ?

sobota, 10 września 2016

"Zakazany znak" Prolog (Caleana)

Z ludźmi bywa tak, że czasami nie wiedzą co robią. Tak było w przypadku moich rodziców. Urodziłam się kilka minut po moim bracie bliźniaku, ja byłam zdrowa - on nie.
Rodzice zawsze chcieli mieć syna, nie córkę. Ale czemu się dziwić? Uzgodnili więc, że zawrzą pakt. I zrobili to. Ceną za życie mojego brata było.. moje. W tym dniu - dniu naszych 4 urodzin zniknęłam z ich życia - na zawsze. Tam, w moim "nowym" domu byłam traktowana jak mała księżniczka. Raz na 5 lat na moim ciele powstawały nieznane mi znaki. Powastwały aż do moich 18 urodzin. W tym dniu moje życie przewróciło się do góry nogami drugi raz. Mianowicie... pakt został wypełniony w pełni... w moje 18 urodziny stałam się prawdziwą księżniczką - księżniczką podziemi. Mój ojczym (bo nie wiedzieć czemu zajmował się mną) okazał się cesarzem podziemnego królestwa, a mnie wychował na doskonałą zabójczynię, przywódczynię i godną następczynią cesarskiego tronu. Ale.. mało mnie to obchodziło jakiej jestem rangi. Spytałam go raz do czego słóżą znaki na moim ciele. Odpowiedział tak jak nigdy:
" - W swoim czasie dowiemy się moja mała księżniczko. W swoim czasie...
- Ale dlaczego? Nie możesz mi powiedzieć?
- Nie. Bo sam nie wiem. A teraz wybacz, mam ważną sprawę do załatwienia.
- Tato... czemu nie mogę wyjść na powierzchnie..
- Bo tak chce, koniec pytań żuczku.
- Ale..
- Powiedziałem koniec!
- Um..
- Wiesz, dlaczego.
- Wiem.. bo jeżeli go spotkam umrę.
- No właśnie, a ja nie chce Cię stracić mój mały żuczku...
- Wiem, dobrze zostanę.."
Lecz tego dnia złamał zakaz, wyszlam na powieszchnię i wtedy.. przekonałam się co oznaczają te znaki, co robią, do czego służą...
Wrócilam do domu z płaczem i przerażeniem. Zakazane znaki. To cala ja. To mój kodeks :
- Przeklęta... zakazana.. niosąca śmierć.. nie godna pokochania.

środa, 31 sierpnia 2016

(Violence) PART1 "Really Monster High"

#1
Wstałam, przygotowałam sobie ubrania i poszłam zjeść śniadanie. Rodzice spali o tej porze. Zjadłam płatki z mlekiem i poszłam się przygotować. Ubrałam białą koszulkę i spódnicę w czarnym kolorze.
Pominę moją walkę z włosami w łazience.
Zabrałam wszystkie ważne rzeczy i wyszłam. W szkole byłam około dziewiątej. Najpierw poszliśmy do kościoła na mszę, była bardzo krótka, w szkole stawiliśmy się około dziesiątej. Pan dyrektor wygłosił przemowę, a starsi uczniowie śpiewali jakieś piosenki. Bez rewelacji, po całej ceremonii rozeszliśmy się do klas. Jestem w 1B. Weszłam do klasy jako jedna z pierwszych osób i usiadłąm w ostatniej ławce w rzędzie od ściany. Obok mnie usiadł jakiś chłopak, przywitaliśmy się, ale po tym przywitaniu przesiadł się do ławki przede mną. Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Potem obok mnie usiadł chłopak który się spóźnił, nie było już miejsc. Nauczyciel przedstawił nam wszystkie ważne sprawy typu plan lekcji i tak dalej. Później poszłam na spotkanie klubu do którego mnie zapisali rodzice.

(Caleana) "Drogi pmiętniku..." #3

                             23.03.2017

Zapawne ile trzeba stracić by kogoś odzyskać. Tak, dokładnie mój brat wybudził się ze śpiączki i od razu zaczął wypytywać mnie o wszystko. Skłamałam w paru rzeczach... zwłaszcza kiedy zgubiłam pamiętnik. A było to tak:

- Cześć Yu, jak tam ta Twoja druga Ty?
- Ha ha bardzo śmieszne wiesz?
- Sorka, powiedz lepiej już, no wiesz.. z Tymi ..
- Właściwie, odkąd Ci powiedziałam nawet się to uspokoiło, tylko nadal nie wiem o co w tym chodzi.
- Może to jakieś hm.. pokazywanie Ci czegoś lub kogoś kto..
- Przepraszam, halo? ... Naprawdę?! Dobrze już jadę dziękuje! Gabriel, dokończymy później muszę lecieć pa!
- Zaczekaj! ... A to co.. ?
... głupia, głupia, głupia! Dlaczego nigdy nie zasuwasz tej cholernej torby?! Tak właśnie zgubiłam pamiętnik, a on - chodź nie powinien przeczytał go. Boże... tam było wszystko, wszystko! Wszystko o nim.. po paru miesiącach naszej znajomości.. wszystko się zmieniło.
Kiedy wróciłam do szkoły zaskoczyło mnie jego zachowanie. Mianowicie takie :
- No proszę, nie masz mi nic do powiedzenia?
- O co Ci chodzi Gabriel?
- Nie udawaj... dlaczego mi nie powiedziałaś?
- O czym?
- O tym! - pokazał mi to czego bałam się najbardziej - Tego rudego, masywnego chłopaka który woła do mnie co nocy "Błagam , powiedz mu prawdę, blagam."
- Dlaczego milabym Ci o tym mówić? Przecież to nie..
- To mój zamordowany straszy brat!
Zamarlam...
- Ale..
- Żadne ale! O czym miałaś mi powiedzieć?! Gadaj!
- Ja... - i powiedziałam mu. Prawdę. Ale to co zrobił wystraszyło mnie na maksa. Spoliczkował mnie tak, że upadłam na podłogę. Nie wytrzyłałam, wstałam i wybiegłam z płaczem.
- Yuno! Zaczekaj, przepraszam!

Miałam go gdzieś, znienawidziłam, bieglam aż do szpitala, do mojego brata przytuliłam się wystraszona z płaczem. A on wysłuchał wszystkiego spokojnie i powiedział, że nie muszę się już niczym martwić, bo mam go. I miał rację.

  Mam go i to jest naważniesze.
Ale.. dlaczego tak to zabolało?

sobota, 27 sierpnia 2016

(Invisible) ''No pain''

Trzask! Trzask ! ( okno )
- nosz kurwa mać ! Co za bachory !!!
Jak już można wywnioskować z mojej pobudki raczej nie jestem zadowolona , ale można się do tego przyzwyczaić .
- Głupie dzieci nie mają co robić tylko w okna rzucać kamyki !
- Co to za wrzaski Candice !
Znowu ta Vivian .. pięknie rozpoczęłam dzień . Już na dzień dobry spotykam osoby , których nie lubię .
- a takim bachorom zachciało się rzucać kamieniami w moje okno .
- zaraz powiem twojemu ojcu on zrobi z nimi porządek
- dzięki , ale nie potrzebuje troski tatausia , niech lepiej pracą się zajmie.
No idź już kobietoooo...
- dobrze
No i w końcu poszła . Co ja to miałam zrobić ... a no tak kupić farbę i dekoracje do pokoju .
Rozejrzałam się po pokoju ..
- szatan tu mieszkał a nie dziecko
Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z pokoju .
Jak zwykle w lodówce nic nie było przez co byłam zmuszona wyjść z domu głodna .
Wychodząc z domu szukałam jeszcze jak zwykle klucza , aby zamknąć drzwi .
- no gdzie ten klucz ! jak zwykle gdzieś go położyłam .
Gmerając w torebce w końcu go znalazłam ! Jestem z siebie dumna , że tak szybko go znalazłam . No ale dobra ... czas wyjść z domu . Zamknęłam dom i spojrzałam na mojego buta .. jak zwykle but prawy był nie zawiązany . No niestety byłam zmuszona się schylić i go zawiązać . Kończąc wiązanie podniosłam się i przeszłam kawałek . Po chwili wpadłam na wysokiego blondyna o niebieskich oczach .. nigdy nie widziałam tak pięknych oczu , chłopak ubrany był w czarno białą bejsbolówkę , pod nią miał białą koszulkę z napisem Anti Social . Patrząc na jego ubiór na dole miał spodnie jeansy oraz trampki .. oczywiście czarne .
Popatrzył na mnie jakbym była jego dziewczyną .
- Ja przepraszam nie widziałam Cię .. nic Ci nie jest ?
Nagle zaczęły pocić mi się ręce .. nigdy mi się nie pociły , to było bardzo dziwne
- spoko nic mi nie jest , nigdy Cię tutaj nie widziałem
- jestem tu nowa i niezbyt się orientuję w tym miejscu
- może Cię oprowadzić ?
- wspaniale
Czekaj co ja gadam .. wspaniale ?!!! co to ma być Candice ?!!
Przeszliśmy kawałeczek milcząc .
Nagle nieznajomy mi chłopak przełamuje tą niezręczną ciszę .
- Jestem Adrien , a Ty ?
- jaa... Candice
- nasze pierwsze spotkanie było dosyć spektakularne
- też tak sądzę
- gdzie mam Cię zabrać ?
- Chciałabym kupić sobie farbę i jakieś dekoracje do pokoju , ponieważ wygląda .. okropnie . Gdybyś go zobaczył zrobiłbyś to samo co ja
- nie wątpię w to . Dobrze już nie daleko
uśmiechając się do mnie szliśmy rozmawiając o mojej przeprowadzce .
- Dobrze doszliśmy . Jaki kolor chciałabyś pokoju ?
- Czarny
- Czarny ?!! Odważna jesteś .. w końcu poznałem kogoś kto jest taki jak ja .
Uśmiechnęłam się do niego . Kurcze a może nie powinnam ?! A jeśli sobie coś dziwnego pomyśli ?!! Tak w ogóle to od kiedy mnie interesuje co inni o mnie myślą  ? Coś nie gra ..
Po znalezieniu farby postanowiłam sprawdzić czy jest bardzo ciężka . Zbliżając rękę do farby poczułam rękę Adriena . Byłam zakłopotana  , ale jakoś mi to nie przeszkadzało .
- przepraszam
- nic się nie stało . Pozostało mi kupić dodatki do pokoju .

Po całym dniu szukania dekoracji do pokoju nadszedł czas na powrót . Wsiedliśmy w autobus rozmawiając o dziwnym facecie w sklepie .
- dziękuję Ci za dzisiejszy dzień , gdyby nie ty błądziłabym po tym miejscu jeszcze z 5 godzin .
- nie ma sprawy . Polecam się nap przyszłość . Mieszkam dwa domy dalej , gdybyś coś potrzebowała masz tu mój numer telefonu .
- Dziękuję i życzę dobrej nocy
Cichym głosem powiedziałam ,, jedyny normalny " i powędrowałam do domu .
Wchodząc do domu rzuciłam byle gdzie rzeczy i poszłam do swojego pokoju z zakupami .
Aby nie tracić czasu wzięłam się od razu za malowanie pokoju , aż do rana .
Spać prawdopodobnie poszłam o godzinie 6 .



czwartek, 25 sierpnia 2016

"Really MOnster High" PROLOG - Violence

Jestem Margot. Idę do pierwszej klasy liceum. Jest ona niedaleko od mojego domu. Nie mogę iść do wymarzonej szkoły, z profilem turystycznym. Rodzice chcą, żebym najpierw się "wyleczyła". Znaleźli w internecie szkołę, która ma klub pomocy osobom chorym psychicznie. Jestem chora, tak. Mam kilka schorzeń, niektóre groźne, niektóre trochę mniej. Mam rozdwojenie jaźni - to powinno najbardziej niepokoić. Rok temu zabiłam osobę, jakąś losową kobietę. Nie wiem nawet jak się nazywała.

Miałam pisać inne opko, ale no cóż, na tamto nie byłoby parcia, do niego trzeba przeczytać kilka godzin wikipedii itp. Zamiast tego macie to :D

sobota, 13 sierpnia 2016

(Caleana) "Fanfiction Szklany Tron" #4

- Więc jednak żyjesz ha ha .. kto by pomyślał, a Twój brat odchodził od zmysłów.
Loulieth zamarła. Brat? Przypomniałem sobie list, który mi dała. Już rozumiem... to list do jej brata. Tylko... który to ? Jeżeli Wolker go zna znaczy, że musi być z oddziałów króla.. tylko dlaczego okłamała mnie mówiąc, że urodziła się tu? Musiała mieć powód tylko... dlaczego mi o tym nie powiedziała? Wyrwałem się nagle z rozmyślań. Wolker patrzył na mnie.
- Widzę, że jednak książę i jego kobieta mieli rację, wierząc że jednak żyjesz. Kto by pomyślał, że nawet sam król im uwierzył.
- Zamknij się!
Loulieth uderzyła go. Bała się, strasznie. Widziałem to w jej oczach. W końcu zareagowałem i odciągnąłem ją od niego.
- Wolałbyś jej nie wkurzyć, a teraz gadaj, co tu robisz?
Zaśmiał się, złe posunięcie. Uderzyłem go tak mocno, że wypadł mu ząb.
- Król kazał Cie szukać...
Nagle jego stan pogorszył się, popatrzyłem na nią, to nie moja wina.. już umierał z zimna.
- I kazał Ci przekazać byś uważał..
- Uważał na co?
Zaśmiał się i skonał. Louli zamknęła mu oczy i ruszyła dalej. Zabrałem mu odznakę oficera i ruszyłem za nią. Po paru godzinach marszu dotarliśmy do polany. Pokazała mi drzewo, gdzie kiedyś mieściło się chyba jakieś obozowisko. Wspięliśmy się na drzewo i po chwili byliśmy w środku starej chaty. O dziwo było tu bardzo ciepło, zbyt ciepło.
- Kiedyś stacjonowali tu żołnierze Valthundoru, niegdyś była to granica między Starym Krajem, a Krainą Wiecznej Zimy. Lecz teraz to tylko dawne zapomniane rejony kraju północnego - bo tak to teraz nazywacie nasz kraj - które słóżą w właśnie takich przypadkach jak ta. Po 40 latach w chatach tych, zamieszkały dawno zapomniane i zagrożone stworzenia. No oczywiście dopóki nie urosną.
Rozpaliła ogień w kominku i moim oczom ukazał się mały smok. Przeraziłem się kiedy rzucił się na nią, lecz zamiast zaatakować ją przymilał się i lizał ją.
- Loco no już, maluchu też się stęskniłam haha.
Pocałowała go w pysk i szepnęła coś na ucho. Smok popatrzył na mnie i zamarłem. Przyglądał mi się tymi świecącymi żółtymi ślepiami. Zbliżył się do mnie. Dopiero teraz mogłem go lepiej zobaczyć. Był cały czarny, przez pysk, oczy i grzbiet aż do końca ogona biegły białe pasy. Przy przednich łapach zaczynały się skrzydła. Loulieth zaśmiała się.
- Spokojnie Kapitanie Loco nic Ci nie zrobi, póki jesteś przy mnie. Wie, że ten kto ze mną jest - jest przyjacielem. No dalej pogłaskaj go.
Niepewnie wyciągnąłem ku niemu rękę. Smok powąchał ją i wepchnął głowę w moją dłoń. Loulieth dotknęła mojego ramienia i uśmiechnęła się. Dopiero wtedy rozluźniłem się i zacząłem głaskać smoka. Nagle położył się na moich nogach i zamknął oczy. Głaskałem go nadal. Ku mojemu zdziwieniu jego łóski były gładkie i miękkie.
- Dlaczego ma miękkie łóski?
- To młodzik, ma dopiero 21 miesięcy, łóski twardnieją w 30 miesiącu. A po 57 miesiącu smok jest już dorosły.
Pokiwałem głową.
- A gdzie jego rodzice?
- Ojciec strzeże naszego kraju, a matka no jak matka strzeże i karmi swoje młode.
Zamarłem.
- Czyli..
Zaśmiała się.
- Tak jest tutaj.
Nagle obok mnie otworzyło się wielkie żółte oko. Smoczyca dmuchnęła we mnie. Jak ona się tu zmieściła?
- Cześć Bunny, jak jaskinia, którą zbudowaliśmy?
Smoczyca wstała i dopiero teraz moim oczom ukazała się jakinia wielka jak Szklany Zamek.
- Mówiłam Ci o znakach Wydra, prawda?
Kiwnąłem twierdząco.
- Posłużyłam się nimi wraz z moim nieżyjącym już mistrzem by stworzyć tą jaskinię i zamaskować ją.
- Ale ona..
- Nic Ci nie zrobi.
Nagle mały smok zerwał się i poszedł do matki. Smoczyca ryknęła i otoczyła malca wielkim skrzydłem .
Zasnęli oboje. Popatrzyłem na nią.
- Loulieth...
- Tak?
Zastanowiłem się chwilę i położyłem się.
- Chodź, przytul się do mnie.
Położyła się obok i wtuliła we mnie. Była ciepła.
- Loulieth...
Zerknąłem na nią, ale już spała. Zamknąłem więc oczy i objąłem ją, niedługo potem zasnąłem.

- Dalej nie mogę iść.
Zatrzymała się w miejscu, gdzie stał stary wielki dąb.
- To granica między naszymi światami - Twoim i moim. Nie mogę jej przekroczyć.
- Dlaczego nie?
- Pamiętasz list, który Ci dałam?
Pokiwałem głową na tak.
- Daj go Shelwiemu Lebonowi. Proszę.
- Sama mu go dasz.
- Nie, nie rozumiesz, nie mogę. Daj mu ten list, kiedy go przeczyta, powiedz mu, że proszę go by wszystko Ci wyjaśnił, błagam.
- Dobrze...
- Idź cały czas prosto, aż do wielkiej kotliny, tam znajdziesz prawdopodobnie konie tamtych nieszczęśników wysłanych przez króla. Jedź do końca kotliny a za nią skręć w lewo i kieruj się ścieszką. Dalej już trawisz sam.
Patrzyłem na nią , na jej twarz jakbym chciał zapamiętać jak wygląda.
- Gdybyś czegoś odemnie chciał, lub po prostu chciał się ze mną skontaktować gwizdnij w ten gwizdek.
Podała mi ślicznie zdobiony gwizdek z wizerunkami królewskich ptaków.. orłów. Zabrałem gwizdek i zawiesiłem sobie na szyji. Dotknąłem jej policzka i ostatni raz pocałowałem . Odwrócilem się i ruszyłem przed siebie. Gdzieś w południe dotarłem do kotliny. Zabrałem konia i ruszyłem wskazaną przez nią drogą. Za kotliną skręciłem w lewo i galopem ruszyłem przed siebie. Po około 3 godzinach dojechałem do wrót zamku. Szklanego Zamku. Dorian, Caleana, Nachemia i król ucieszyli się na mój widok , ja zresztą też. Ale nie cieszyłem się z powrotu do domu, tak naprawdę nie chciałem tu wracać. Tak naprawdę, to już nie był mój dom.

czwartek, 11 sierpnia 2016

(Caleana) "Klątwa Księżyca" #1

  -Wiesz... ostatnio zaczepia mnie ten nowy. Nic tylko ugania się za mną jak pies.
- Przesadzasz Toni, takie ciacho a ty go zlewasz?
- Jak mam go nie zlewać, kiedy jego pierwsze słowa do mnie brzmiały, uwaga cytuje : ...
- Czy zostaniesz moją kobietą? - odwróciłam się napięcie i zmarszczyłam brwi. Stał za mną wysoki, zielonooki brunet o szczupłej, napakowanej sylwetce. Wziął moją rękę i pocałował ją. Wyrwałam ją i odwróciłam się do Mersi, a go olałam.
- Właśnie to powiedział. Co miałam zrobić? Odmówiłam mu grzecznie i odeszłam, tak jak teraz. - Poszłam przed siebie. Zerknęłam tylko za ramię, a on uśmiechnął się szeroko i wpatrywał w mój tyłek. Zmarszczyłam brwi i zniknęłam za drzwiami sali biologicznej. Usiadłam w swojej ławce, ostatniej pod oknem. Nie lubiłam być w centrum zainteresowania. Zaraz po tym jak usiadłam zadzwonił dzwonek. Wszyscy byli na swoich miejscach po za jedną osobą ... nim.
- Poznajcie Robbiego Johnsona. Od dziś będzie z wami w klasie. - Popatrzyłam na niego gniewnie i pomyślałam:
" Rozumiesz? Nie - ma - takiej - obcji..."

    ★.             ★.            ★.

  Ślicznie wygląda jak się gniewa. Uśmiechnąłem się do niej, a ona zezłościła się jeszcze bardziej. "Ona musi stać się moją wilczyca - i nie obchodzi mnie to, że jest człowiekiem. "
Usiadłem obok niej, ale się odsunęła. "Nie ładnie tak kruszynko". Olała mnie i zaczęła notować lekcje. Wykorzystałem okazję i pocałowałem ją w policzek. Odwróciła się szybko w moją stronę i kiedy miałem pocałować ją w usta ktoś uderzył mnie krzesłem w głowę. Zaatakowałem go i kiedy miałem złamać mu nos ona mnie spoliczkowała.
- Jesteś chory ! Zostaw  go!
- Toni..
- Nie! Nienawidzę Cie! Wynoś  się z mojego życia Ty chory, popaprany psie!  - Zabrała swoje rzeczy i wyszła trzaskając drzwiami.
- Cholera!

Jestem alfą, a nie mogę jej zdobyć.. dlaczego do cholery?!
- Hm.. może - nie na pewno przez to, że jesteś zbyt bezpośredni i masz 23 lata... Nie gadaj, że ona o niczym nie wie.. - Popatrzyłem na mojego brata i kiwnąłem twierdząco głową.
- Cholera.. wiesz, że masz miesiąc do pełni?
- Wiem, dlatego muszę się pośpieszyć... ale ona jest taka uparta.
- Dziwisz się jej? Jak wylatujesz z takim tekstem " Czy zostaniesz moją kobietą?" Ale pojechałeś..
- A Ty co? Sam nie lepszy, do laski zagadać nie umie.
- Że co?! Powiedział ten ci chce z niej zrobić jedną z nas, bo jego fiut stoi zawsze gdy ją widzi.
-Stoop! - Ups... no to mamy przesrane.
- A Ty mamuśka co? Znowu z ojcem się nachlałaś?
- Właściwie.. kochałam. - Ona uśmiechnęła się, a my odwróciliśmy głowy i prawie zwymiotowaliśmy. I tak słuchaliśmy przez całą noc szczegółów ich igraszek...

      NIGDY WIĘCEJ!

★.                  ★.                  ★.
- Nie wpuszczę go do domu.
- Wiesz, że musimy zrobić ten projekt..
- Ale będzie mi grzebał w bieliźnie! - Umilkłam na chwilię, kiedy przechodził obok nas z bratem. Po tamtejszej piątkowej akcji w klasie ja , a wczególności Mersi zaczęłyśmy się go bać. Nagle odezwał się.
- Do zobaczenia wieczorem, śliczna.
- Grr.. spadaj. - uśmiechnął się i poszli w raz z bratem do chemicznej.
- Nie i koniec!
- Czyli nie chcesz, żebym zdała? - Przewróciłam oczami.
- Dobra, ale jak zacznie mnie nachodzić to urwe Ci głowę, jasne?
- Jasne jak słońce - odpowiedziała z uśmiechem.

- No dalej idź na B, uważaj w pałacu! Kuźwa.. no nie było blisko.
- Sorka, nie zdąrzyłam.
- Okey, oke...
- Panienko, panicze do Ciebie. - popatrxyłam na lokaja.
- Wpóść ale.. jak cie zawołam masz ich od razu wyprowadzić oki?
- Tak , panienko. 
Po chwili wszedł w raz z bratem . Widać po nich było, że są w szoku.
- Jak...?
- Jestem córką generała O'neal'a, a on jest no bardzo dziany. - pokazałam im kanapę przy stole. Usiedli.
- A Twoja matka pewnie jest tak samo piękna jak Ty.
- Ona nie żyje. - spóścił wzrok. - Nawet mi nie wspóczuj, nie masz o kogo. Zrobiłyśmy część estetyczną, a w waszym interesie leży tematyka.
- Dobra , za pocałunek. - zaczęłam się śmiać jak nigdy w życiu.
- Never in my fck life. - po 5 godzinach śmialiśmy się wszyscy. On o dziwo nie dobierał się się do mnie. Za to Mersi i Jego brat znacząco się zbliżyli do siebie.
- Oł czas już na was.
- Nie! Mogą nocować, prwada?
- Mersi.. nie .. - zamarłam.
- Co jest?
- Wrócili..
- O cholera.. zmiana planów. Musicie się zmyć i to już.
- Idą, idą!
- No już tymi drzwiami! Aaaa...! - spadłyśmy w raz z nimi do awaryjnego . Myślałyśmy, że będziemy potłuczone ale byłyśmy całe. Oni nas.. zasłonili.
- Tędy.. - Pobiegli za nami i przy wyjciu z kuchni oni już pobiegli potykając się cały czas. A my? Śmiałyśmy się w niebogłosy. Aż nasi ojcowie generałowie nie zeszli do kuchni i nie wyciągnęli z nas o co chodziło.

piątek, 5 sierpnia 2016

(Caleana) "Przysięga" #4

- Wiszę związany przez drzewo i patrzę na Twoje piersi?
Szybko uwolniłam go. Nadal byłam w szoku. Przez te parę lat urósł jeszcze bardziej i ku mojemu zdziwieniu przypakował. Włosy miał skrócone - lecz grzywka nadal dodawała mu uroku. Ale najbardziej zaskoczyła mnie twarz. Zmienił się, a przynajmniej tak mi się zdawało. Dotknęłam jego twarzy nadal zszokowana.

*           *             *          *  

Jej ręce były tak delikatne jak zawsze, oczy pozostały tak samo inteligentne, bystre i spostrzegawcze. Włosy jej urosły i to bardzo - co dodało jej jeszcze większej urody , była piękna. Schudła, co bardzo mnie zmartwiło ale w końcu ją znalazłem. Muszę ją sprowadzić spowrotem do zamku.
  Zapadła długa cisza. W końcu odezwałem się pierwszy.
- Szukałem Cię.
- Dlaczego? Nie potrzebnie, wróciła bym po załatwieniu swoich spraw.
- Nie wróciłabyś.
Odwróciła wzrok. Miałem rację.
- Mój ojciec potrzebuje... ja Cie potrzebuje.
- Tak, a niby po co?
Nagle jej wzrok skupił się na na moich ustach.
- Wróć ze mną, do domu.
- Nie.. jeszcze nie mogę.
- Proszę..
- Zrozum, jeszcze nie teraz.
Odwróciła się i poszła spowrotem , a ja za nią. W jej chatce stanąłem w wejściu.
- Co robisz?
- Zostaje z Tobą, żebyś szybciej wróciła do domu.
Westchnęła , a ja rozgiściłem się u niej na dobre. Dobre 3 miesiące, do dnia gdy przyszedł ten gnojek...

środa, 3 sierpnia 2016

(Caleana) "Mafia" #10 KONIEC

Nadlatywała kula. A on patrzył z wielkimi oczyma.
- Dobranoc tatuśku.
Jednak ktoś go zasłunił - Dominic. Szkoda go miałam zlikwidować później.
- Heh co za strata, zastanawiałam się kiedy do Ciebie dotrze, że jestem taka gorsza niż Ty? A no tak, jak Cie już ukatrupie. Pytasz czemu?
Patrzyłam na niego, wstał i wyciągnął broń. Przewróciłam oczami i strzeliłam mu w dłoń, a on upuścił spluwę.
- Cichutko, wiem jak to boli, ale teraz czas na wyjaśnienia. Otórz zastanawiasz się dlaczego? Już tłumaczę, nie tylko ja cię nienawidzę z całego serca - Gustaw, La Delina, i bonus - X.
- Co Ty gadasz? Przeciw X to tylko zawodnik, który..
- X to Twoja córka.
- Co? O czym Ty gadasz dziecko?
- O mojej bliźniaczce, ot co zatkało . Mówilam Ci, że ten plan wypali, siosto?
Uśmiechnęłam się, a ona zdjęła maskę.
- Dobra, zwracam honor, chociaż zastanawia mnie, czemu tak późno?
- Musiałam go znieczulić , sama przecież o tym wiesz.
- Heh.. szkoda tylko Carlosa i Sebastiana.
- Spokojna głowa, wiesz co trzeba zrobić.
- AJ, AJ pani Generał.
Poszła, a ja z uśmiechem patrzylam na oszołomionego ojca.
- Dziecko o co tu..
- Chodzi? Mała zemsta za lata w więzieniu , a tak na marginesie.. -strzeliłam do Sashy. - jak można być takim debilem i nie zauważyć braków? Ważnych braków. No a teraz do konkretów. Na miarę przyznanego mi przez matkę naturę geniuszu prezentuje tę o to niecny plan. Zaraz zginiesz to pewne, ale najpierw zabiorę to co mi się należy - szacunek, władzę i zemstę.
Wstał więc strzeliłam mu w nogę.
- Siedź i słuchaj, to koniec, wygrałam, przejmuje stery tatuśku, a Ty idziesz w niepamięć. Tak jak ona i on. Dlatego ją zabileś? Bo była dla ciebie zagrożeniem? Tak. Dlatego ja robię to - a właściwie dokańczam- co zaczęła. Dobranoc, tato.
Strzeliłam mu w pierś i odeszłam. Po paru chwilach dołączyłam do mojej siostry, która uporała się już z robotą.
- Będą pamiętać?
- Nie usunęłam wszystkim pamięć, odnośnie zawodów o naszego ojca i wpletłam nowe o nas.
- Dobra, czas na końcowy detal.
Zaśmiałyśmy się.
- Wypuść go.
- Ta jest, pani kapitan.
Po chwili wszystko spowił mork. A my patrzyłyśmy mu w oczy.
- Dobrze się spisałyście, gratuluje.
- Zamknij się i słuchaj..
Po paru chwilach zniknął i zrobił to co mu kazałyśmy. Wrócił.
- A co z moją nagrodą?
Dałam mu moją rękę. On zaśmiał się szaleńczo.
- To będzie dla mnie zaszczyt..
Wniknął we mnie a na mojej ręce i brzuchu powstała blizna z różnymi runami. Uśmiechnęłam się.
- O Królowo.

niedziela, 31 lipca 2016

(Caleana) " Drogi pamiętkniku..." #2

                            03.10.2016
                                  7:30

- Właściwie czemu się na to zgodziłam?
- Bo jestem bardzo przekonujący?
- To, że dzisiaj mamy egzaminy wstępne, nie oznacza , że możesz odemnie ściągać.
- Nie będę ściągać tylko patrzeć na Ciebie.
Wzruszyłam ramionami, niech mu będzie.
- Ale nie będziesz dotykał.
- Tak jest moja Królowo.
- Heh.. - trzasnęłam go w głowę. - Przestań Gabriel.
Stanęłam przy swojej szafce i wyjęłam pamiętnik. Przez ostatni miesiąc bliżej poznałam Gabriela i okazał się bardzo miły i szlachetny. Zaprzyjaźniliśmy się. A mój brat? Nadal jest w śpiączce. Nic mu o nim nie mówiłam, ani o mnie i wypadku, nie chce kolejnej współczującej osoby na karku.
- Właściwie , czemu nie chcesz mi powiedzieć?
- O czym?
- Zgadnij.
- Bo to moja sprawa i nie musisz o tym wiedzieć.
- No dobra już nie naciskam na ciebie.
- Ah dziękuję za laskę aniołku.
- Nie przecholuj lisico
Uśmiechnęłam się tylko on potrafi mnie rośmieszyć.
- Dzięki Gabriel.
- Za co?
- Za to, że jesteś .

                      05.10.2016
                          16:30

- Postaraj się Yuno!
"Zamknij się stara żmijo"
- Dobra...
- O wiele lepiej ! A Ty co wyrabiasz Gabryśka!
"To co musi stara kałamarnico? A żebyś tak spadła i nogę sobie złamała 'rehabilitantko' "
- Eliza wstała dzisiaj chyba lewą nogą.
- A co mnie to, ma stwarzać pozory miłej chociaż.
- Daj spokój.
- Ja? Przecież to diabelskie nasienie wszystkich denerwuje. Heh..
Tak, dzisiaj na rehabilitacjach 'kluska' na wszystkich się darła. O zapomniałabym jej synalek jeszcze przyszedł i gapił się na mnie caaały czas. W końcu po godzinie czasu wyszłam i dziękowałam Bogu, że to piekło już się skończyło. A i Gabriel mnie odprowadził, miłe z jego strony, że spędza ze mną czas... naprawdę.

                        06.10.2016
                             2:20

-Nie!
Znowu obudzilam się z krzykiem. "TO" nadal tkwiło w mojej głowie i nie chciało z niej wyjść. Może rzeczywiście powinnam iść do specjalisty? Odwiedziłam też wczoraj brata. Podobno coraz z nim lepiej.. ale nie wiem czy to prawda. Zauwarzyłam, że pomału zaczyna Ci brakować już stron na moje zapiski, więc jutro dokupie Ci przyjaciela i dokleje do Ciebie. Nie zasne już więc..
     Dzień dobry mój drogi pamiętkniku.

środa, 27 lipca 2016

Nowe opowiadanie zacznie się niebawem - Violence

Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga, i no co więcej, lubi moje opowiadania, to ucieszy się, bo niebawem zaczynam nowe opowiadanie. Będzie trochę dziwne, podpowiem za pomocę zdjęcia, o czym będzie.
Violence

wtorek, 26 lipca 2016

(Violence) KONIEC "Gwiazda rocka za pół miliona"

9
Postanowiłam pójść z Sally i Adamem do kina. Dzisiaj wieczorem wraca Cole, a ja nie chcę go dziś widzieć. Boję się o to co by się stało, przy konfrontacji z Adamem. Jestem zapobiegawcza, więc obecność Sally gwarantuje bezpieczeńswo, w razie gdybyśmy spotkali Cole'a.Postamowiliśmy obejrzeć jakiś horror.
Gdy dotarliśmy na miejsce, kupiliśmy bilety. Byliśmy 10 minut przed początkiem filmu. Poszliśmy zająć miejsca. Siedziałam pomiędzy Adamem, a Sally. Przed filmem siedzieliśmy na telefonach. Wrzuciłam Snapa do My Story, tagując miejsce, potem zauważyłam, że ktoś mnie dodał. Był to chyba Cole, no cóż, nazwa "cole2cole2" może mi to sugerować. Potem był komunikat o wyłączeniu komórek. Wyciszyliśmy telefony i film się zaczął. Był to kicz, ale wrzask na sali mnie bawił. W połowie filmu postanowiłam iść do łazienki razem z Sally, która mnie namawiała. Była kolejka, Sally stała kilka miejsc przede mną, bo ja się wlokłam, a ona biegła na miejsce. Gdy ona wychodziła, ja jeszcze czekałam. W końcu udało mi się to przetrwać. Wychodząc z łazienki, dostałam sms'a od Cole'a, czy chcę, żeby przyjechał po mnie. Powiedziałam, że byłoby fajnie. Niech przyjedzie o 20. Film się kończy o 19.40, Adam mówił, że wraca sam, bo gdzieś jedzie. Sally się ulatnia też od razu, więc się raczej nie stykną. Mądrze rozegrane... w sumie nie do końca, bo dalej jestem w potrzasku między nimi, ale no cóż.
Gdy szłam do mojego miejsca, zmroziło mnie,  podchodząc do nich, zobaczyłam... Pocałował ją ! Wzięłam swoją kurtkę z miejsca, gdy mnie zobaczyli, Adam chciał się tłumaczyć.
- Nie chcę niczego od ciebie słyszeć szmaciarzu. Potem poszłam na wolne miejsce kilka rzędów niżej. Musiałam poczekać, bo i tak Cole jeszcze nie przyjedzie. Gdy odwróćiłam się potem w ich stronę, zobaczyłąm, jak się do siebie przytulają, Adam odsuwał się od niej, bo wiedział, że na na niego patrzę. Nie wytrzymałam. Ubrałam okulary przeciwsłoneczne i zalałam się łzami. Po kilku chwilach wzięłam swoje rzeczy z miejsca i wyszłam. Usiadłam w głównej sali, tam, gdzie można było kupić bilety, przekąski i tym podobne rzeczy. Poczułam wzroki na sobie, więc musiałam wyjść. Czyżby było widać łzy w moich oczach ? Gdy stojąc na zewnątrz spojrzałam w telefon, nie było widać łez pod okularami, dopiero pod nimi było widać moje czerwone oczy. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na ziemię. Była dopiero 19.30. Jeszcze tyle czasu. Siedziałam na Snapie i oglądałam Story innych osób. Nagle przewinął mi się na Story Cole'a, były snapy stacji benzynowej, jakiegoś lasu, bloki. Potem dostałam od niego Snapa. Było to zdjecie... moje, siedzącej tu. Napisał "witaj". Spojrzałam w górę, szedł w moją stronę. Wstałam, zakrywając sie okularami.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że chodzisz z Adamem? Nie wkurzyłbym się.
- Już nie chodze...- Wydukałam ukrywając płaczliwy sposób wymowy, który swoją drogą jest bardzo denerwujący.
- Co się stało ?! Wendy !
- Sally... Vi miała rację co do niej, teraz siedzi sobie z Sally i są razem, oszukał mnie ! Podobno byłam wszystkim.
- Nie płacz proszę przez takiego idiotę. - Złapał mnie za rękę i zaprowadził do auta.
- Nic nie poradzisz. Stało się. Teraz sprowadź się na ziemię, bo twój wizerunek złego metala się burzy.
- Przecież to według ciebie chyba dobrze, jest fatalny.
- Nie, mi się poodba, wydajesz się niezależna, ale chyba nie jesteś ?
- Jestem słaba. W szkole wiele osób sie mnie boi. Taka wiesz, zła osoba. Ale jetem inna.
- No to fajnie. Nie będziesz miała władzy.
- NAD ?
- Nade mną.
- Nie rozumiem.
- Nie chcę, by moja dziewczyna miała nade mną włądzę, to nie wchodzi w grę.
- Po pierwsze, jaka dziewczyna, a po drugie to jest strasznie beznadziejny tekst.

I tutaj skończę, a więc Sally rzuciła Adama, bo bardziej lubiła Camerona. Więcej do Adama się z Vi nie odezwałyśmy. Ja i Cole się po kilku latach pobraliśmy. Moje całe życie jest teraz inne, nie zrezygnowałam z mojego wizerunku.

piątek, 22 lipca 2016

(Invisible) City of the dead feelings

Pakowanie się raczej nie jest moim ulubionym zajęciem , ale nie mam innego wyjścia . Zaczynam nowy rozdział w moim życiu mimo , że tego nie chciałam . Nie można mieć od życia wszystkiego dlatego jestem taka inna . Prawda jest taka , że już nigdy nie będę normalną nastolatką , która się pindrzy 3 godziny żeby wyjść do sklepu obok . Patrząc na te wszystkie puste laski robi mi się słabo jak one mogą tak żyć . Bycie dziwnym ( psychicznym ) dzieciakiem ma jednak swoje plusy , niby nie ma ich sporo ale jednak są . Podstawowym i według mnie najpiękniejszym momentem jest strach .. ludzie boją się odmieńców , unikają ich ponieważ nie wiedzą jak to jest być kimś innym , a nie tylko kolejną kopią . Świat otoczony jest samymi klonami , ludzie to tanie podróbki , szybko można zamienić się w taką marionetkę . Drugi plus jest taki , że mogę patrzeć na wszystkich inaczej . Nie wiem czy to choroba czy może tak po prostu mam . W dzisiejszych czasach wszystko mnie denerwuje , czuje się jakbym była na haju . Trzecim ostatnim plusem jest to , że potrafię wyłączyć ból , cierpienie , zazdrość,miłość . Uważam , że te uczucia nie są mi potrzebne , posiadam przełącznik , który używam kiedy tego potrzebuję , wyłączam człowieczeństwo i patrzę jak podróbki same się niszczą . Można uznać , że jestem wariatką , ale nie jestem kopią . Życie to.......

PUK PUK
-Candice jutro wyjeżdżamy o 6 rano !
- no dobra.. dobra Vivian
- idź już spać
- tssss ( totalna zlewa)
Tak ,Vivian to kolejna marna kopijka .Pracuje dla mojego ojca , który jest biznesmenem ... słabo co nie ? Cała ta przeprowadzka jest przez niego . Nigdy nie ma go w domu . Natomiast moja mama pracuje jako pielęgniarka .. cudownie ,normalnie rodzina idealna .
- Candice miałaś już spać a ty znowu siedzisz nad tym laptopem !
- i co się tak spinasz ? Jutro kiedy będziemy lecieć jest możliwość że wszyscy umrzemy a ty się zamartwiasz tym że jeszcze nie śpię . Co za nonsens .
- ehhhh!!! Do spania i bez dyskusji !
- patrz już wyłączam lapka ... zadowolona .. ?
- Dobrej nocy

Dobra .. mam zlewe na to co ona mówi . Pooglądam jeszcze jakiś serial .
Sięgnęłam po pilot . Wpisując tytuł serialu pomyślałam , że to nie ma sensu . Prawdopodobnie moje człowieczeństwo próbuje się wydostać . Wieje lekki wiatr , jest nawet przyjemnie . Siadłam na parapecie nie wiedząc co robię .. usłyszałam cichy głos mówiący : zaraz wszystko się skończy , będziesz śnić wiecznie. Nagle coś mnie pchnęło , prawie spadłabym z okna .. lecz ktoś mnie złapał za rękę , była to Vivian , chciała sprawdzić czy na pewno już śpię . Zapytała mnie co się stało , ale postanowiłam jej nic nie mówić . Wymyśliłam jakąś cudowną historyjkę e którą uwierzyła i szybko zapomniała .
Rzuciłam się na łóżko z nadzieją , że to co się stało było tylko snem , okropnym koszmarem .


- Obudź się , za niedługo wylatujemy !
- pali się ?!
Kurwa .. nawet człowiekowi wyspać się nie dadzą .
No idę , idę !!
Zeszłam na dół na śniadanie z moją najlepszą przyjaciółką samotnością . Razem dobrze się rozumiemy , dlatego jesteśmy takie nie rozłączne .
Na stole jak zawsze były kanapki . Szybko je zjadłam i pobiegłam do pokoju po walizki , nim się obejrzałam byłam już w samolocie . Podróż była szacowana na 9 godzin . AAAAA zapomniałam .. lecimy do Smartwhile , czyli do naszego nowego domu . W sumie wisi mi to gdzie będziemy mieszkać , ja i tak nie lubię ludzi . Nudząc się w samolocie wyjęłam laptopa i wpisałam serial American Horror Story .
Po oglądnięciu połowy odcinka usnęłam .
Nagle wylądowałam na jakimś moście . Zbliżyłam się ku wodz.. krwi . Niezbyt mnie ruszyła ta krew , dlatego poszłam dalej . Nagle usłyszałam krzyk dziewczyny . Miała poderżnięte gardło , kiedy leżała na ziemi podeszłam do niej i popatrzyłam na nią z obojętnością . Odwróciłam się i szukałam kogoś kto powiedział by mi gdzie ja jestem . Kiedy byłam pewna , że już nikogo tutaj nie spotkam spotkałam chłopaka , który powiedział mi , że jestem w domu . Odwróciłam się , żeby sprawdzić czy on mówi to do mnie . Spostrzegłam , że nie było już tej dziewczyny która leżała na ziemi . Nagle poczułam dotyk tego chłopaka . Kied.....
- Candice !!! Candice!!! Obudź się ! Dolecieliśmy !
- co ?! Tak szybko ?!
- No tak . Przespałaś 8 godzin
Czułam jakbym nie spała przez dwa dni .
- Dziękujemy za wspólną podróż i życzymy udanego dnia . Prosimy o zabranie wszystkich swoich rzeczy i opuszczenie samolotu .
Wzięłam szybko rzeczy i wyszłam z samolotu . Czekał na nas już samochód . Będąc już na zewnątrz nowego domu miałam tylko ochotę wejść i iść spać .
Weszliśmy do nowego domu z walizkami , postanowiłam oblukać swój nowy pokój .
Wchodząc do nowego pokoju doznałam szoku ! Różowe ściany , poduszki , dywan , ramki na zdjęcia . Pokój dla tzw. ,, księżniczek '' . Rzygam takimi dzieciakami .
Postanowiłam na razie czyli na jeden dzień olać wygląd tego pokoju i poszłam spać .
Mój cel na jutro : Kupić farbę do pokoju i różne dodatki  .

środa, 20 lipca 2016

(Violence) KONIEC "4.13.-2"

#11
Wstałam rano. O weile wcześniej niż powinnam. Szybko się przygotowałam do wyjścia, rak, żeby on jeszcze spał. Wymknęłam się z domu. Pobiegłam co sił w nogach do lasu. Muszę znaleźć ten kwiat. Jeśli nie teraz to jutro, ale muszę. Nie zniosę tego wszystkiego dłużej. Moja kondycja nie bardzo mi pozwala na takie szybkie bieganie prze godziny. Muszę znaleźć czerwoną roślinę. Szukam jej wszędzie. Duży, czerwony kwiat. Nigdzie go nie ma. W końcu docieram do muru. Nie wiem jak dlaeko jestem od domu, ale mam dużo czasu. Najwyżej się spóźnię jeśli się zgubię. Szłąm wzdłóż muru przez około 20 minut. Potem kluczyłam po lesie. Trochę się oddalałam od mieszkania Theodora, a trochę się przyliżałam. W końcu doszłam do miejsca gdzie się spotkaliśmy. Dotarłam do tej dziury w murze która jest tu od nie dawna załatana. Wyczerpana bieganiem zsuwam się na tą polanę, gdzie wpadłam na Teodora. Gdy usiadłam na trawie, położyłam się. Byłam bardzo zmcznona, nagle kosmyki moich włosów zaczęły się robić znowu różowo-czarne. Czyżby eliksir Sefira przestawał już działać ? Co ja teraz zrobię ? W tych różowych włosach jestem łatwym celem dla wszystkich, którzy szukają tu Satury. Może ta zmiana koloru świadczy, że gdzieś tu jest ten kwiat ? W końcu przebywanie w jego pobliżu sprawia, że niektóre cechy osób sprzed ery podziału na płci wracają, przestają być tłumione.
Wstałam. Szłąm przez polanę. Już miałam wyjść na górę, by wrócić do domu. Jednak zauważyłąm coś pod drzewem. To kwiat ! Inny niż reszta. Podobno muszę go spalić. Nie wzięłam zaopałek. Zerwałam roślinę i poszłąm w stronę domu. Póki nie jest spalony wciąż wszysyc są niezmienni. Wystarczy iskra. Powiem wam, że był bardzo twardy. Przez łodygę przepływają jakieś jasne iskierki. Płatki mają coś jak jakieś druty wewnątrz. Czyżby on na prawdę nie był magiczny ? Czy on serio jest tylko technologią ?
Po powrocie Teodor już na mnie czekał. Spytał gdzie byłam. Oh nie wyobrażacie sobie jak dumnie pokazałam mu roślinę. Popatrzył na mnie pytająco.
- To ten kwiat. Wystarczy go spalić.
- To urocze, ale to nie prawda.
- Prawda. Udowodnię ci to dzisiaj.
- Dzisiaj to pokażemy cię wszystkim.
- Co ?!
- Ubieraj tą sukienkę. Dzisiaj wszysyc się dowiedzą. Nie mówiłem ci, to ta niespodzianka. Teraz idź się przebrać.
Lekko zła o ten kwiat, weszłam do łazienki, zaberając po drodze ubrania. Gdy się przebrałam, wyszłam z łązienki.

Miała na sobie sukienkę z czarną górą i czerwonym, w kratę dołem. Do tego oczywiście trampki. Po chwili się zorientowałem, że nie odrywam od niej wzroku.
- Halo, Theo, idziemy ?
- Tak, tak.
Gdy dotarliśmy na miejsce, wszysyc się na nas patrzyli. Na scenę wyszli nasi władcy. Poprawka, nasz władca, ta baba, która tak na prawde tu żądzi jest u Satur.
- Zanim wam powiem, co jest najważbiejszwe w tym święcię, pragnę zaprosić tu dwie osoby, które mają wam wybiś z głowy marzenia o kobietach,
Przeszłą fala śmiechu, której on się spodziewał. Potem skinął na mnie głową. Pociągnąłem wybrankę mojego serca na środek.
- Jesteśmy Nepami. Zawsze chcieliśmy Satur. Oto przed wami 4.13.-2, jest to osoba z mojej lini wiekowej, jednak jest jedna różnica. Ona jest Saturą. To nie ma być pokazanie tego, że teraz będzie inaczej. To ma być dowód, że one zniszczą nas. Poróżnią nas. To ta oddzielność hamuje wojny. W końcu to przez Helenę, wybuchła wojna setki lat temu. To one nas zmuszają do pewnych czynów. Miłość jest zła. - Przy ostatnich słowach napłynęły mi łzy do oczu. Ona natomiast popatrzyła na mnie wściekła. Publiczność osłupiała.
- Skoro mnie tak nienawidzisz, to więcej się nie zobaczymy. - Powiedziała. Potem wyjęła z torebki kwiat. Miała w dłoni zapalniczkę. Podpaliła roślinę, poszły iskry, a ona wypuściła kwiat z ręki. Dowódca pchnął ją na ziemię z całej siły. Ja musiałem kłamać w słwach. Ale jeśli to ma się skońćzyć jej krzywdą to zaryzykuje. Rzuciłem się na tego faceta. Moi przyjaciele przybiegli mi pomóc. Gdy Alec uderzył go krzesłem, stracił przytomność. Alec krzyknął do mnie :
- Idź po nią.
Ledwo się trzymała, ten upadek z dwóch metrów na kamienie musiał boleć. Strzepywała żwir z pokrwawionych dłoni. Podszedł Cris i podał mi jakiś biały materiał. Pomogłem jej wstać i zabandarzowałem ręce.
- Czy to była prawda ?
- Nie, no co ty. Kazali mi.
- To dobrze.
Kwiat płonął dalej. Pocałowała mnie. Potem ją przytuliłem. Gdy kwait przygasał, nagle ziemia się zatrzęsła. Mur zaczął się walić. Druty które były wewnątrz spadły na ziemię pod wpływem grawitacji. Po drugiej stronie stały zdumione Satury.

Dwa lata później zapanował już końcowy spokój, bo tyle zajęło nam poznanie wszystkiego. Dopieo wtedy z probówek usunięto czynnik blokujący. Wszysycy zaczęli żyć jak kiedyś.

wtorek, 19 lipca 2016

(Violence) KONIEC "Nie chcę Cię pamiętać"


PRZYMUSOWY KONIEC
Gdy dotarliśmy do szkoły, zadał mi pytanie.
- O co chodzi z tatą ?
- Wiesz... to już jest w gazecie, wolę powiedzieć to teraz, zanim ktoś mnie uprzedzi. Nie, o tym powiem za chwilę, najpierw coś wyznam. - Wzięłam oddech, powiem to, spontanicznie. - Kocham cię, nie jak siostra brata, a ta ważna rzecz to... nie jesteś moim bratem. Mój brat nie żyje. Dowiedziałąm się wtedy, gdy się obraziłąm na ciebie i tatę. Przepraszam, że od razu nie powiedziałam.
- Nic się nie stało.
Gdy weszliśmy do budynku, wszyscy sie na nas gapili, przyszłą do nas Reeve. Powiedziała, że słyszała o tym od Gavina, któremu jest smutno.
- On dalej miał nadzieję, chociaż, może ty nic nie czujesz do Gabe'a ?
- Czuję.
Gabe wziąął mnie za rękę, to będzie dobre życie.


Przepraszam, ale muszę zakończyć opko. Jest ich za dużo i mi się mylą totalnie ._. zakońćze również (jakoś sensownie) pozostałe, by zacząć pisać jedno, które będzie moim jedynym. Dziękuję za przeczytanie opowiadania <3



sobota, 16 lipca 2016

(Violence) Part8 "Gwiazda Rocka Za Pół Miliona"

8
- Okej, ale wiedz, że o tym nie zapomne tato.
Poszłam do siebie, przygotowałam wszystko na jutro, to znaczy, spakowałam się. Potem poszłam się umyć. Położyłam się do łóżka. Co ja najlepszego robię ? Adam to tak trochę mój chłopak, a teraz Cole... nie... nie dam rady, na serio. Co powiem jutro Adamowi ? Kocham go, ale Cole'a też. Może Vi mi coś doradzi.
Wstałam rano, jak zwykle zeszłam na śniadanie, potem przygotowałam się na górze. Ubrałam na siebie za duży t-shirt z logiem KoRn'u. Do tego czarne spodenki i białe Martensy. Wzięłam torbę i śniadanie, które przygotowała mi Helen. Później wyszłam z domu. Szłam na nogach. Po drodze spotkałam Vi.
- O czym tak gorączkowo rozmyślasz, że mi nawet cześć nie powiesz ?
- Mam problem.
- Powiedz, że chłopcy, no powiedz.
- Tak.
- Czyżbym miała rację, Cole ? Albo Cole ? A może Cole ?!
- Tak, brawo, miałaś rację. Na serio go lubię.
- I go wybierzesz.
- Dlaczego ? A Adam ?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Jakim czasie ?! To co mu powiem ? Słuchaj Adam, lubie cie i w ogóle, ale Vi mówi, że Cole jest fajniejszy, tak ci pasuje ?
- Po prostu trzymaj ich obu na dystans.
- Nie chcę nikogo ranić.
- D;atego im nie powiesz. W szkole siedzisz sobie z Adamem, a potem do domu i wpadasz w objęcia Cole'a.
- To jest łatwe tylko w teorii.
- To trzymaj się tej teorii, proste.
- No właśnie nie jest ! Jak widzę Adama, to widzę mojego bliźniaka, najlepszego pod słońcem, a Cole... żyjemy w innych galaktykach, on goni za biznesem z ojcem i całą tą dorosłością, a ja wolę zostać w moim lukrowym zamku i bawić się lalkami, w przenośni oczywiście.
- No mam nadzieję, ty i lukier ? No cóż, może by było, o ile zrobiono by dla ciebie czarny lukier.
- Jestem czarnym lukrem ? Dziękuje.
- Genisz ze mnie. O... patrz kto tam idzie.
- Kto ? Cameron ?
- No tak.
- No tak co ?
- Leci na ciebie.
- Że co ? Ja raczej odtrącam, w ogóle skąd ten pomysł ?
- Bo słyszałam jak gadał z Michaelem, że chciałby cię zabrać ze sobą i chłopakami na pole, a to wśród nich taki fejm.
- Pójdę.
- Co ?! Masz już swoich amorów !
- Cameron to kolega. Do tego Michael, Cam i ta całą banda to plebs, po za tym kiedyś z nimi byłam, i tak wolę jego kolegę, nie znasz.
- Jak ma na imię ?
- Charlie. Jest fajny ale zawsze mnie bije. Nie lubię ich kręgu, dopiero teraz zrozumiałam, że oni mnie nie lubią, to tylko Cameron.
- Oj tam oj tam, ale pójdziesz ? Serio ?
- Może. Nie wiem, jak zaprosi to spróbuję zadziałać czysto spontanicznie.
- Oby to ci wyszło na dobrze, nie tak jak spontan z Cole'm. - Zaczęła się śmiać.
- Do niczego nie doszło.
- Okej, okej, nic nie mówię. Ale już wiesz, czy on gra, czy tak na serio ?
- Trudno wyczuć, jeśli jest oszustem, to bardzo dobrym.
Potem przyszedł Adam. Może Vi ma rację. Na przerwie poznałam nową dziewczynę. Przyjechała z innego miasta. Od razu ją polubiłam. Cały dzień rozmawialiśmy we czwórkę. Po lekcjach wracałam z Vi.
- Teraz juz wiesz ?
- Nie rozumiem.
- Czemu musisz odpuścić Adamowi.
- Nie.
- Okej, wytłumaczę ci. Jesteście tacy sami, te same upodobania, i powiedz, czy gdybyś była chłopcem, umówiłabyś się z Sally ?
- Pomijając, że znam ją od dzisiaj, to tak.
- No widzisz, miej oko na Adama. Zacznij nawet z nim chodzić, zobaczysz, czekaj zadzwonię.
Stałyśmy pod drzewem, przyszedł Adam, podszedł do mnie i spytał.
- Zostaniesz moją dziewczyną ?
- Tak.
Potem mnie przytulił. Kocham go, jednak Vi nie ma racji, może Cole to nie moja liga, za dużo różnic, nie pasujemy do siebie. Jednak z praktyki już wiem, że myslę tak będąc przy Adamie, przy Cole'u, będę myśleć inaczej.
Cole pojechał gdzieś z ojcem. Cały tydzień byłam dziewczyną Adama, Cameron się wycofał, w końcu nie odbije Adamowi dziewczyny. Vi się myliła. Sally jest okej, Vi jej nie lubi, podobno jest fałszywa, ja i Adam ją lubimy, ciekawe kiedy zacznę robić się zazdrosna ?

środa, 13 lipca 2016

(Caleana) " Fanfiction Szklany Tron" (FST) #3

Nienawidzę go! Jak śmiał wysłać na mnie skrytobójców w dzień?! Debilizm do kwadratu. Valor i Odynia znowu są we krwi... skażeni. Jeszcze Westwall pewnie wszystko widział... super, po prostu super. Byłam wściekła! Pokręciłam kilka razy rampierami w dłoni i oczyściłam je z krwi. Wróciłam do domu. Valor usiadł mu na ramieniu. Tak jak się spodziewałam Kapitan wszystko widział. Uśmiechnęłam się pod nosem - no i dobrze. Niech wie, że ze mną lepiej nie pogrywać.
- Coś Ty zrobiła...
- Nie twój interes! A wróć , jednak Twój bo właśnie uratowałam Ci tyłek, drugi raz!
- Zabiłaś ich! To nie jest ratowanie ..
- To byli skrytobójcy! Zresztą po co Ci się tłumacze! Nie znasz tutejszego prawa, niczego nie wiesz, więc zamknij się chodź raz i daj mi spokój! Valor, Odynia do mnie..
- Poczekaj, wróć...
- Czego?!
Popatrzyłam na niego gniewnie, ale kiedy patrzyłam na niego dłużej nie wiem czemu moja wściekłość i furia ustępywały łagodności i uległości.
- Przepraszam, ale nikt nie rozmawiał ze mną w taki sposób jak Ty. Wszyscy się mnie boją.
- Kiedy ja Ciebie nie. A poza tym to ja powinienem...
Zamarł... zresztą ja też. Co ja do cholery robię!?

             * z * z * z * z *
Zamarłem... ona pocałowała mnie. Mnie... jej wroga. Gości mnie w swoim domu , opiekuje się mną, ratuje mi życie i... i pocałowała.
- Przepraszam, zapomnij że to kiedykolwiek miało miejsce!
Czerwona wybiegła i zamknęła się w swoim pokoju.
- Loulieth! To był nic nie znaczący... uznaj to.. nie, uznajmy to jako moją karę za podglądanie i za zawracanie głowy Twojemu ślicznemu tyłkowi.
Kuźwa... co ja do cholery gadam? Jak tak dalej pójdzie to wyjdzie, że mi się podoba. A tak nie jest.. albo i jest? Dość..

Minęło parę dni a ona na mój widok zaraz ucieka. Taka piekielnie dobra z niej zabójczyni a taka wstydliwa. W końcu udało mi się ją złapać.
- Posłuchaj... nauczysz mnie tutejszych zwyczajów i praw?
Popatrzyła na mnie ciekawie i badawczo. Trwało to chyba wieki ale i tak mi się to podobało.
- Tak, zacznijmy od zwyczajów. Więc... tutaj znaki Wyrda są na pożądku dziennym. Mogłeś tego nie widzieć ale.. ja i orły mamy je wytatułowane na ciele.
Popatrzyłem na nią i na nich  z szeroko otwartymi oczyma.
- Jak to? Przecież nic nie macie na..
- Bo Ty tego nie widzisz. Nikt nie widzi prócz mnie, moich orłów i...
Zapadła cisza, długa cisza. Nagle zaczęła coś mówić w nieznanym dla mnie języku, jakby kogoś wspominała. - Więc tak, kiedy spotkasz króla - a módlmy się by to się nie stało , zawsze patrz mu w oczy, przenigdy nie spuszczaj z niego wzroku, bo ten przywilej wkurzania "tatuśka" należy do mnie.....

Przez następnie kilkanaście dni nauczyłem się wielu rzeczy związanych z tutejszą kulturą, prawem i zwyczajach - tych które stworzone zostały specjalnie dla Loulieth też, a naprawdę było ich dużo..  Nauczyłem się także kilku znaków Wydra i ich znaczeniu. Podczas tych dni po raz pierwszy zauważyłem, że Loulieth się uśmiecha. A orły? Valor i Odynia zaufali mi. Tylko czy Loulieth też?

      *     *       *        *      *

Choal! Pobudka , wstawaj!
Trzęsłam nim jak nigdy.
- Dziś jest Halmaron - pierwszy dzień wiosny! Możesz wyjść na zewnątrz !
Śmiałam się jak nigdy w życiu, a Choal zaspany w końcu wstał.
- Naprawdę? To super..
Popatrzyłam na niego wydawał się smutny.
- Coś nie tak?
- Wszystko w porządku tylko..
- Tylko co?
Patrzyłam na niego ciekawa. A on zbliżył się nieznacznie.
- U-um... więc czekam na zewnątrz!
Wybiegłam cała speszona tą sytuacją.
Po chwili wyszedł Choal nadal taki smutny. Podeszłam do niego i stanęłam na palcach. Był wyższy ode mnie o głowę , więc tylko tak mu choć trochę dorównywałam wzrostem.
- Co mogę zrobić ,żebyś się uśmiechnął i ze mną poćwiczył?
Patrzył na mnie tymi swoimi smutnymi oczami.
- Nic, wystarczy, że poprosisz.
Patrzyłam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Kapitanie Westwall czy poćwiczyłbyś ze mną? Twoja skromna i zabójczo dobra - dosłownie - wybawicielka prosi najładniej jak umie.
W końcu lekko się uśmiechnął i wyciągnął rękę.
- Dobrze, zgadzam się. Czy mógłbym teraz odzyskać swój miecz?
Podałam mu swoją rękę.
- Tylko jak mnie pokonasz Kapitanie .
Zaśmiałam się i podałam mu jeden z rampierów.
- Heh... to będzie cholernie trudne.
- Ale za to nagrodę będziesz mógł sobie wybrać.
- Powiadasz?
Uśmiechnął się pod nosem.
- Powiadam Kapitanie .

Padłam zmęczona na milutki, zimny puch śniegu. Po kilku godzinach walki bez przerwy padliśmy oboje na puchaty śnieg. Zdyszana zaczęłam się śmiać. Kapitan spojrzał na mnie.
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - Taaak.. poczekasz, na swoją nagrodę, o ile wygrasz hihi..
Popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
- Już ją mam.
Popatrzyłam na niego zdziwona.
- Jak to? Co to za nagroda?
Zaśmiał się, wstał i podał mi swoją rękę.
- Zjesz ze mną kolację czarnowłosa?
- Czy to zaproszenie na randkę Kapitanie?
- Odbierz to jak chcesz.
- W takim razie pójdę.
- Czuję się zaszczycony.
Zaśmiał się i podniósł mnie. Właściwie.. jego ręka była taka ciepła... nie chciałam żeby jej zabierał..ale zabrał. Czerwona pobiegłam do domu.

*        *         *          *           *

- Było pyyyyyycholskie!
Zaśmiełem się i popatrzyłem jej w oczy. Zaniepokoiłem się .
- Loulieth... Twoje oczy... dlaczego są ...
- Jakie? AAA... moje oczy zmieniają kolor wraz z porami roku lub moim widzi mi się. Przestraszyłeś się hihi?
Zarumieniłem się.
- Nie!
- Taaak hihi
- Wcale , że nie!
- Ta...
Nie wytrzymałem i pocałowałem ją. Nie wiem... nie wiem co mnie napadło ale .. objęła moją szyję i odwzajemniła mój pocałunek. Objąłem jej plecy i przyciągnąłem do siebie.
- U-um..
Valor i Odynia patrzyli nas, triumfowali, że ich pani ... matko!
Przerwałem pocałunek i oddaliłem się od niej.
- Coś zrobiłam..
- Nie , nie Ty, przecież chcesz mnie odesłać do domu.
- Chce, bo nie chce byś cierpiał jak ja..
- Kiedy ja nie cierpie! Nie tęsknie nawet za domem!
- A za przyjaciółmi?! Za Dorianem?! Za Nahemią?! Za nią?!
Patrzyła na mnie, gniewnie.
- O czym Ty...
- O Tym! Oni to Twoja rodzina! Twój dom! A ja już nie mam nikogo!
Dotknąłem jej policzka ale zaraz odepchnęła moją rękę.
- Nie! Wracasz tam już jutro!
- Loulieth!
Zamknęła się w swoim pokoju. Usiadłem i popatrzyłem na orły.. nie musiały umieć mówić , żebym odgadnął co chciały by powiedzieć... sam zadawałem sobie to pytanie...
       "Coś Ty zrobił?!"

Idąc przez las wolałem się nie odzywać . Najwyraźniej całe wczorajsze zamieszanie.. pfu moje zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Nagle natrafiliśmy na trupy. Trupy żołnierzy Adarlanu.
Loulieth podeszła do jednego z nich.
- Widać, że król nie szczędzi na ludziach, co nie Wolker?
Zamarłem, a on zaczął się śmiać. Co on Tu do cholery robi?!

(Caleana) "Mafia" 9.5

Moje życie drastycznie się zmieniło... przez ostatnie 4 miesiące walczyli o moje względy. Te całe próby... ale czas ujawnić prawdę. Kim tak naprawdę jest X, co tak naprawdę czuje , z kim chce być.
Odpowiedź jest prosta.. i czas ją wyjawić mojemu ojcu, zawodnikom, Sebastianowi...
Mam dość traktowania mnie jak psa, przekazywania mnie z rąk do rąk. Mam dość i czas zniszczyć ich wszystkich. Wścielić MÓJ PLAN w życie - w ich życie. I co najważniejsze... zniszczyć mojego ojca.

wtorek, 12 lipca 2016

(Violence) Part10 "4.13.-2"

#10
Cały dzień rozmawialiśmy pod drzewem. I następny, następny i następny. Codziennie tu siedzieliśmy. Był jednak nieobecny. Jutro jest święto słońca, powiedział mi to dzisiaj.
- Po to ci ta sukienka.
- No okej, ale czemu ?
- Niespodzianka, czy to takie trudne do pojęcia.
- Okej, dobrze. Co teraz porobimy ?
- Możemy się przejść.
Zabraliśmy swoje rzeczy. Po drodze zapytałam o coś Theodora.
- Powiem ci coś, prosto z mostu, bo jestem wobec ciebie szczera. Alec powiedział mi kilka dni temu, że nie chcesz się ze mną przyjaźnić, tylko coś więcej, oraz... że ci przeszkadzam w czymś. To prawda ?
- Tak, nie, Charlotte, nie wież we wszystko co mówi Alec.
- Czemu ? Na jakiej podstawie mam mu nie ufać, a tobie tak ?
- Nie wiem, może dlatego, że znamy się najdłużej. Dotychczas cię nie wydałem, wiesz ile bym dostał za Saturę i to żywą ?! Nigdy bym cię nie oddał, pilnuje cię, dbam, a ty ?! Jeszcze mi powiedz, że wolicz Alec'a !
- Theodor !!! O czym ty gadasz ?! Spytałąm tylko o coś, a ty... czemu taki jesteś zły ?
- Bo wam wszystkim się w dupie poprzewracało. Alec myśli, że popsuje nasze relacje. Ale on nie musi nic tu zdziaływać, skoro już jestyeś mu bardziej przychylna, niż mi. Oczekiwałaś, że ci powiem, że mnie nie obchodzisz, że masz drogę wolną do Alec'a ?! Otóż nie, on nie lubi ciebie, a mnie tym bardziej, dopiero teraz to zrozumiałęm. Po co się mnie o to pytałaś, co ?
- Chciałąm tylko wiedzieć, czy ty mnie serio kochasz. - Powiedziałąm bardzo cicho. Potem odwróciłam się i szybko poszłam przed siebie. Stał z tyłu przez chwilę, zaskoczony, potem zaczął za mną biec. Uciekałam tak szybko jak się da, miałąm nadzieję, że mnie nie znajdzie. Mówię prawdę. Nie okłamuje go, ja... kocham go. Jest mi bliski. Nie wiem, czy to taka miłość, o jakiej myślę, ale warto próbować, prawda ? Czy on mnie kocha ? Może z tą informacją byłoby mi łatwiej ? A może trudniej. Co oznaczają te wszystkie pocałunki ? To kłamstwa ?
Schowałam się za drzewem. Jednak był to dosyć rzadki las w tej części i szybko usłyszałam jego kroki w moją stronę. Co mi zrobi ? Nic. Oparłam się o drzewo. Theodor był metr za mną. Odeszłąm od niego, usiadłam na pieniu wyciętego drzewa. Poszedł za mną i usiadł po jego drugiej części.
- Przestań Charlotte, nie uciekaj. Nie dasz mi odpowiedzieć ?
- Daję, masz dużo czasu.
Wstał i podszedł do mnie. Kucnął obok. Spojrzał mi w oczy, po czym wziął moją dłoń, potem wstaliśmy.
- Kocham cię najbardziej na świecie, nigdy nie dam ci odejść. Ukrywam różne rzeczy, ale nie powinny cię niepokoić.
- Mam nadzieję, że nie masz problemów. Kocham cię Theodorze.
Potem mnie przytulił. Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu w pokoju chłopaków. Alec przyszedł dopiero o północy. Gdy tylko wszedł, Theo wyszedł. Podeszłam do Aleca, mocno dałam mu z liścia, po czym pokazałam cenzuralny palec i wyszłam, trzaskając drzwiami. Jutro czeka nas ważny dzień.

środa, 6 lipca 2016

(Violence) Part6.1 "Nie chcę Cię pamiętać"

#6
WENDY
Obudziłam się w swoim łóżku. Prawdopodobnie to sprawa mojego bra.... mojego... Gabe'a. Nie wiem czemu, ale chcę się poddać, chciałabym ponieść się w tej chwili. Trzeba iść do szkoły. Usiadłam na łóżku. Wstałam, poszłam na śniadanie, mój brat minął mnie szybko. Teraz to on się obraził ? Może w końcu zrozumiał, że mam dość. Zjadłam z tatą. udawałam, że nic się nie stało. Ojciec spytał, gdy odchodziłam.
- Co z tym zrobisz ?
- A co mam zrobić ?
- Kochasz go, prawda ?
- Nie wiem, to jest mój... brat. Nie ważne co, on nim jest, nawet...jeśli... nie ważne. Niech cię to nie obchodzi.
- Nie musi, już jest w gazecie.
- Co do...
- No tak, mamy jakiś przeciek, a prasa jest zdolna do wszytskiego.
- Oby to ominęło resztę.
Poszłam do Gabe'a.
- Słuchaj, nie musisz mnie unikać. - Jeśli to i tak się wyda, to postaram się być milsza.
- Dzięki, to dobrze. Idziemy ?
- Pewnie.
Wzięliśmy swoje rzeczy. Przytuliłam go.

sobota, 2 lipca 2016

(Caleana) "Klątwa Księżyca" Prolog

Pewnego dnia pojawił się pewien chłopak. Jego pierwsze swłowa, które do mnie wypowiedział?
- Czy zostaniesz moją kobietą?
- Nie, nawet jeżeli byś o mnie walczył.
Wtedy nie wiedziałam, że stałam się jego zwierzyną, że polowanie Alfy właśnie się zaczęło.

(Caleana) "Przysięga" #3

Colvorio, Granica królestwa łowców, 1404 rok

Szłam przez ulice miasta granicznego łowców. Po co tu jestem? Zasiać ziarno niezgody w śród ludu. Chce by byli przerażeni do tego stopnia, aby się wynieśli. Na dobre. Nagle usłyszałam znajomy głos. To był ON. Ten , który zabił nas wszystkie, wydał rozkaz. Dawniej książę, teraz król. Stanęłam w cieniu i oparłam się o mur, słuchałam z niedowierzaniem . Nagle z karety wyszedł on i -i jego syn. Wpatrywałam się w niego z pod kaptura swojego czarnego płaszcza. Był.. był przystojny. Krótkie czarne włosy, wysoki, umięśniony. Piwne oczy, nie jak ojciec - błekitne.
Ale to był wróg, nawet jeśli był przystojny i wpadł mi - jak to się mówi w "oko" to nie miał prawa zaistnieć w moim życiu. Przysłuchiwałam się ich rozmowie.
- Jak to nie wrócili?
- Normlanie Panie, nie ma ich od czterech lat.
Hoho ale król martwi się o swoich ludzi. Cztery lata minęły od "wypadku" a on dopiero teraz tu przyjechał. PF... żałosne. Uderzył jednego  ze strażników. Kolejnie żałosne posunięcie.
- I żaden nie ruszył za nimi?! Jeżeli one żyją trzeba je wyplenić! Zakończyć tą paranoje naszego ludu!
Zaśmiałam się,a oni popatrzyli na mnie.
- A ty z czego się tak śmiejesz?!
- To proste królu Semigalu. Oczywiście, że one żyją.
- Skąd to wiesz?
- Wiesz Panie, szlam jak codzień do lasu po zioła by zrobić maść dla jednego z chorych mieszkańców. Gdy nagle ujrzałam kobietę, która płonęła ogniem. Zaraz pędem wybiegłam z lasu. Ot co powineneś coś z tym zrobić, a teraz wybacz ale muszę zająć się poobijanym chłopcem.
Książe szepnął do strażnika.
- Kto to?
- Sarah , nasza zielarka. Dzięki niej wszyscy czujemy się bezpieczniej.
Książę popatrzył na mnie w tym momencie, w którym wiatr strącił mi kaptur z głowy i otworzył szeroko oczy. Szlam dalej. Król był już w pałacu a książę stał i patrzył się na mnie.
- Piękna...
- To prawda. Jest obiektem westchniej każdego mężczyzny.
- Gdzie mieszka?
- Zaprowadze Cię Panie.
- Mów mi Dorian
- Dobrze, Dorianie, chodź za mną.

Opatrzyłam ranną nogę chłopcu. Uśmiechnęłam się i dałam mu ciasteczko.
- Byłeś dzielny Diamal.
- Dziękuje Saro. A mogę jeszcze ciasteczek?
- Pewnie, tylko nie przesadź.
Dałam mu całe opakowanie ciastek i wybiegł.
Zasmiałam się.
- Hugo coś potrzebu..
Patrzyłam na księcia, który wszedł ze strażnikiem.
- Wybacz ale Dorian chciał Cie zobaczyć.
- Ale ja go nie, żegnam.
- O nie, chętnie zostanę.
- Phi, w Twoich marzeniach Książ..
- Dorian, jestem Dorian, a ty zapewne Sarah.
- Hugo, trzepnę Cię kiedyś
- Ja? Ja już lece paa
- Hugo wracaj!
Zdąrzył zamknąć drzwi, gdy rzuciłam w niego wazonem.
- Heh... więc czego szukasz Panie?
- Dorianie. Będę szczery, urzekłaś mnie swoją postawą i urodą.
- Pfffff...
Rżnęłam ze śmiechu jak nigdy w życiu. Tak. To był najszczerszy śmiech z głębi mojej zepsutej duszy.
- Co Cię tak śmieszy?
Zdziwiony spytał.
- Ty i Twoja przemowa. Matko, w życiu się tak nie uśmiałam. Jeżeli nic Ci nie dolega, żegnam.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Wbrew pozorom, jesteś inna.
- Pff.. owszem, jestem sobą. Złośliwą, chamską, śliczną przyznam ale i wredną. Więc sio. Nie jesteś mile widziany.
Wstał z krzesła. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki jest wysoki , a ja wysoka na 160 nie dosięgałam mu nawet do ramienia.
- Zmalej.
Uśmiechnął się pod nosem a ja założyłam ręce na piersi. Patrzył na nie.
- Wydrapać Ci te oczy? No sio płchło jedno ty.
Zaśmiał się i podszedł bliżej, tak że jego pierś dotykała moich. No i vo zrobić? Nie mogę go zabić , ani nic więc zniszcze go inaczej. Usmiechnęłam się i stanęłam na palcach i objęłam jego szyję. On złapał mnie za plecy i przyciągnął.
Nie wiem czemu moje serce zaczęło bić szybciej a na mojej twarzy pojawił się rumieniec. O nie. On zbliżył twarz do mojej.
- Zawsze dostaje to co zechce.
Szepnełam mu na ucho.
- Ale mnie nigdy nie zdobędziesz.
Kopnęłam go w klejnoty.
- Wynocha zboczeńcu!
Zaczęłam rzucać w niego różnymi rzeczami a on wybiegł.
- I nie wracaj więcej!
Jest! Trafiłam go łyżką w głowę .
I tak wróciłam do siebie z wielką satysfakcją.

Dzisiaj wstałam wcześniej niż zwykle. Znów ten koszmar. Ubrałam się, posprzątałam po wczorajszej masakrze i wyszłam do lasu. Ktoś mnie śledzi. Więc trzeba go zaskoczyć. Zniknęłam za wielkim starym dębem pamiętającym czasy wielkich czarownic. Gdy śledzący mnie mężczyzna był na wyciągnięcie moich rąk zaatakowałam go. Jednak szybko się uwolnił i kopnął mnie w brzuch. Upadłam na plecy. Szybko wstałam i uniknęłam wszystkich jego ciosów. Był zakapturzony - jak ja.  Był zwinny i silny dlatego czas wspomóc się magią. Szepnęłam pod nosem.
- Lad armur.
Korzenie drzewa nagle ożyły i złapały go za nogi i ręce. Wisiał do góty nogami. Zdjęłam z jego głowy kaptur i zamarłam.
- David?! Co Ty tutaj robisz?!

piątek, 1 lipca 2016

(Celaena) "Drogi pamiętniku..." #1

                                24.09.2016,
                                       8:30

    Drogi pamiętniku,
dziś chciałabym odwiedzić brata. Ciekawe co u niego? Ostatnio zauważyłam, że coś do mnie powiedział. Ale co mógł mi powiedzieć? Nic. Po wypadku zapadł w śpiączkę, a ja? Została sama. Mama i tata? Zostawili nas z bratem tóz po urodzeniu. Mam tylko jego. I nie chce go stracić. Nie mogę.

                             24.09.2016,
                                  10:40

Za dziesięć minut zaczyna się moja rehabilitacja. Po wypadku moja lewa ręka niezbyt mnie słucha. Dlaczego? Coś w mojej głowie blokowalo prawidłowy ... ruch. Nie lubiłam swojej rehabilitantki. Przedłużała moją rehabilitację tylko dlatego , bo wpadłam w oko jej synowi. Dziś jednak zuważyłam kogoś nowego, chłopaka w moim wieku. Wysoki rudzielec, szczupły, dobrze zbudowany. Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę, on zresztą mi od samego początku zajęć. Właściwie.. opiszę tem dzień dokładniej.

Elena - moja rehabilitantka - jak zwykle zleciła mi zestaw ćwiczeń. Znałam je już na pamięć. Więc po co mi je powtarza?
Rudowłosy chłopak podszedł do miejsca, gdzie składowany jest sprzęt. Popatrzył na mnie.
- Hej
- Mogę spytać o imię i wiek? Ja jestem Gabriel, spokojnie nie jestem tym archaniołem.
Zaśmiał się. O dziwo czułam się przy nim rozluźniona - a nie spięta i podejrzana. Zerknęłam na niego.
- Zwarzywszy na to, że jesteś nowy, zdradzę ci tylko imię aniele Gabrielu.
Jestem Yuno.
Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma. Nie wiem czemu ale chyba polubie to jak na mnie patrzy. Odwarzyłam się.
- Co Ci się stało aniołku, że trafiłeś do tego piekła?
Zaśmiał się.
- Pobili mnie do takiego stopnia , czwana lisico Yuno.
Wstałam. Nie mogę z nim dłużej rozmawiać.
- Wy Szkoci nigdy nie przestaniecie mnie zaskakiwać.
- Aż tak po mnie widać pochodzenie?
Uśmichnęłam się.
- Jestem w połowie szkotką. Znam was na wylot.
- Więc z kąd imię Yuno?
- Mama była japonką. W skrócie - po niej.
- Bardzo ładne imię zwarzywszy, że rozmawiam z dziewczyną, która wywodzi się z tego samego kraju co ja.
Uśmiechnęłam się i ... wyszłam.
Byłam już przy wyjściu, gdy zataranował mi drogę ten rudzielec.
- Szanowny szkocie, co ty wyprawiasz?
- Zagradzam drogę ślicznej szkotce.
- A dlaczego to robisz?
- By zgodziła się bym ją odprowadził chociaż kawałek.
- Otóż ta szkotka się nie zgadza i prosi abyś ją przpóścił.
- Dlaczegóż?
- Ponieważ nie zna tego urodziwego szkota i chciałaby już wskoczyć do swojego wyrka i zasnąć.
Podniósł zdziwiony brwi.
- O tej godzinie?
Uśmiechnęłam się wymuszenie.
- Nie wiesz o mnie nic, nawet tego, dlaczego tyle spie.
Zamyślił się patrząc mi w oczy.
- A mogę prosić chociaż o numer telefonu?
Pokręciłam przecząco głową i zdołałam się przecisnąć obok niego.
Zaczesłam swoje średniej długości rude włosy do tyłu.
- Do zobaczenia następnym razem lisico.

                               25.09.2016
                                    3:30

Obudziłam się przerażona i z krzykiem. Znowu to mi się śniło...
Może jednak powinnam iść do specjalisty? Odwiedziłam dziś brata. Opowiedziałam mu co działo się dziś na rehabilitacjach. Na pewno byłby zazdrosny o swoją młodszą siostrzyczkę ha ha. Moje czarne jak sadza włosy i zielone oczy przerażały mnie nadal. Włosy mam po mamie, tyle wiem, a oczy po tacie. Mój brat ma natomiast na odwrót. Rudzielec z niego równie przystojny jak z Gabriela. No właśnie. Dlaczego o nim pomyślałam? Jest 3:45 w nocy więc...
       Dzień dobry, mój drogi pamiętnku...

środa, 29 czerwca 2016

(Violence) Part7 "Gwiazda rocka za pół miliona"

7
Nie podoba mi się to, od 20 minut oglądamy jakiś film, nie znam nawet tytułu. Nie mogę się skupić. Siedzimy od siebie daleko, czuję się nieswojo.
- Jeśli tak ma przebiegać nasza randka, to najlepiej ją skończyć teraz.
- Cole... po prostu nie wiem jak z tobą gadać, wiesz jak jest... Mav no i Adam... (on wie jakby co). Boję się, że to cię rani w jakiś sposób, że jesteś tu tylko dla picu, dla nagrody, możesz iść, nie trzymam cię tu.
- Przestań piep... tak gadać, mam już tego powyżej uszu, użalasz się ciągle nad sobą, co mnie tak wku... wkurza, nie możesz przyjąć do wiadomości tego, że mi zależy, jak odesłałąś resztę to sobie poszli. Jeśli mnie byś tak potraktowała, to biegałbym za tobą, aż byś musiała mnie przyjąć z powrotem, jesteś serio fajna, ale mnie nie dopuszczasz do siebie, co mnie boli, wiem... na pewno wolisz Adama, albo Mavena, ale... nie odrzucaj mnie tak, nie trakutuj mnie sztucznie na dystans... chyba, że po prostu mnie nie lubisz.
- Cole ! Czekałam aż coś powiesz, w końcu mówisz co myślisz bez pustych osądów. Takiego cię lubię.
- Wiesz, myślałem, że nie lubisz rozmawiać, więc siedziałem cicho, by cię nie rozgniewać.
- Haha ! Ja lubię nawijać, gaduła ze mnie.
- To dobrze.
- Mam pomysł, może zamaist filmu, poróbmy coś razem.
- Pewnie, a co chcesz robić ?
- Nie wiem,
- Masz jakieś kartki papieru i przybory szkolne typu klej, nożyczki ?
- Pewnie. - Wstałam i poszłam po rzeczy o które pytał, wyjęłam już klej i nożyczki, szukałam papieru, w końcu wzięłam ten z drukarki. Potem dałam mu te rzeczy. - A po co ci to ?
- Poczekaj, zobaczysz.
Zaczął coś wycinać z papieru. Każdy kawałek papieru kładł na sofie, przed sobą.
- Zamknij oczy. Na chwilę, muszę skończyć.
- No dobra, ale nic nie próbuj.
- Spokojnie, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i cierpliwie czekałam.
- Otwórz oczy.
Gdy rozejrzałam się, nic nie zauważyłam.
- Nie rozumiem Cole.
- Spójrz w lustro.
Spojrzałam na lustro wiszące na ścianie. Cole zrobił dla mnie papierową koronę.
- Z tobą serio jest coś nie tak.
- Dziękuje ci Wendy, uznam to za komplement.
Zaczęłam się śmiać, wydurnialiśmy się chwilę. Potem spoważniał.
- Wendy, serio... mam pytanie.
- Tak ?
- Nie obraź się proszę, bo...
- Po prostu spytaj.
- Czy mam u ciebie jakieś szanse ?
- Oczywiście, że tak. Pogodziłąm się z tym że nie będę z Adamem, a ty... nie jesteś drugą opcją, bo drugą opcją jest Maven. Ty jesteś na równi z Adamem, ciebie i mnie wiele dzieli, ale to jest piękne. Nie spodziewałam się po sobie takich słów, ale dobrze... pamiętaj, że dzisiaj jest dziś, nie wiem, czy dzisiaj się będę śmiać, a jutro, gdy pójdę do szkoły... czy nie będę miałą poczucia winy i nie będziemy się do siebie odzywać. Miej to proszę na uwadze.
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, czym był troche zaskoczony, nie wiem czemu, pogładziłam go po policzku, byliśmy bardzo blisko, odruchowo bym go pocałował, ale mi nie wolno, w końcu Adam i tak dalej, ale samo bycie blisko mi wystarczy. Jednak ze strony Cole'a... zbliżył się bardziej, lekki podmuch paniki, byliśmy za blisko, nagle ktoś zapukał, drzwi były co prawda otwarte, co mijało się z celem. Odsunęliśmy się do siebie, podeszłam do drzwi w krótych stała Helen z pizzą.
- Dziękuję ci bardzo, po czym zabrałam od niej jedzenie i zamknęłam drzwi, co potem okazało się błędem, chociaż, jeśli miałoby do czegoś dojść, to wyszłoby zamknięcie drzwi na dobre. Usłyszałam głos Helen z dołu.
- Czekaj Cole, chcę wiedzieć o czym mówią.
Położyłam się na ziemi i słuchałam.
- Helen i jak ? Będzie coś z niego ?
- Myślę, że tego Adama to wybija sobie z głowy, a co do Cole'a... powiem, że wchodząc do nich, byli blisko, za blisko, ale ja się nie znam.
- Oj Helen, nie przejmuj się, Cole to dobry chłopak, jeśli czegoś by próbował na mojej małej Wendy, to ona mu nie pozwoli, ma silny charakter, jeśli się zgodziłaby się na... ekhem, no wiesz, to w sumie ma wolność, to jej sprawa, proszę cię, abyś dzisiaj juz nie przyvhodziłą do nich na zwiad, niech się dzieje.
Jak się okazało, Cole leżał obok i słuchał ze mną. Spojrzałam na niego cała czerwona. Co mój ojciec wygaduje...
- Cole, ja przepraszam za to...
- Wendy, masz najzabawniejszego tatę na świecie ! Jego podejście do takich spraw, haha, mój to ze mną nawet nie rozmawia, a jego rozmowy z innymi, niżej klasą są bardzo oschłe. Zazdroszcze ci tego.
Potem jedliśmy pizzę. Dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie źle się poczułam.
- Wendy, czy coś się stało ?
- Nie, tylko trochę się źle czuje, ale nie chcę, żebyś szedł, pogadajmy jeszcze. Dawno z nikim tak nie gadałam.
- No dobra, to mam propozycję, idź się położyć, a ja usiądę obok i pogadamy.
- Dobrze MAMO, idę idę. - Rozbawiło go to.
Leżałam na swoim łóżku. Cole siedział obok.
- Co masz na tej ścianie, co to jest ?
- Nie wiem, tak sobie przyklejam losowe słowa, moje uczucia. coś ci mnie opisuje w danej chwili.
- A co oznacza ten kawałek kartki rozerwany na pół, tu, na górze.
- To najnowsze przyklejenie. Oznacza, że jestem rozdarta.
- Pomiędzy ?
- Adamem a tobą.
- Wiesz, mam pewną teorie, powiedz, czy się mylę, ale mam wrażenie, że ty chcesz Adama, bo ocjiec jest przeciwny.
- I tak, i nie, teraz to masz racje, ale kochałam się w nim od zawsze, jesteśmy strasznie podobni, więc ten związek by nie wypalił, ale jest dla mnie jak brat, więc co zrobię ? Kocham go, w sumie... ciebie też, juz mi lepiej, możemy coś jeszcze porobić, zanim pójdziesz.
- Mam pewien pomysł, tak apropo tego co mówiłaś, nie wiem czy się zgodzisz.
- Dawaj.
- Tylko się nie obraź.
- Skończ z tym obrażaniem.
- No dobrze.
Podniosłam się z łóżka, jednak nie wstałam, myślałam, że on chce gdzieś pójść czy coś, jednak... popatrzył na mnie, westchnął i... pocałował, tak ! On mnie pocałował, z powrotem się położyłam. Zaczęliśmy się całować co raz bardziej, jeśli jest takie stwierdzenie. W pewnym momencie zaczął chyba... ściągać ze mnie ubrania !!! O co chodzi, a ja... jednak nie protestuje. Cały czas mnie całuje. Ja odpowiadam tym samym. Przestał dopiero po chwili, ja... siedziałam na nim... w samej bieliźnie, potem przytuliłam go. Byliśmy obok siebie, milczeliśmy. Podał mi moje rzeczy.
- Przepraszam Wendy... to... było głupie, ja jestem od ciebie starszy, a ty może nie chcesz... przperaszam.
- Naprawdę nie ma za co. - Mówiłam ubierając się. - To nic złego, wręcz przeciwnie, podobało mi się, wiesz, ja jestem pełnoletnia, ale nie głupia, a ty jesteś fajny. Haha, to zabawne, teraz przypomiały mi się słowa ojca sprzed dwudziestu minut, teraz wydają się całkiem logiczne.
- Ale wiesz, jednak się zgodził. Przepraszam.
- Nie ma za co, musisz przestać przperaszać, bo mnie to denerwuje. Powiem ci tylko, że następnym razem jak przyjdziesz, to ponowimy to co dzisiaj.
- Czyli będzie następny raz ? Nieźle.
- A co ? Nie chcesz więcej ?
- Chcę więcej ciebie.
Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Brawo Wendy, powiedział tylko, że chce cię więcej a ty dziewczyno robisz się czerwona na mordzie ? Szkoda, że ci to nie przeszkadzało, jak prawie nago się z nim całowałaś, gratuluje. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Szybko pobiegłam do drzwi, po drodze dopinając koszulę i ubierając spodnie, chyba wyglądam okej. Otworzyłam, Helen spytała.
- Mogę ci coś przynieść, czy coś ?
- Nie, dziękuje ci bardzo.
Spojrzała na mnie. Przejechała wzrokiem po moich ubraniach. Potem uśmiechnęła się i poszłą szybko na dół.
- Nie wiem o co jej chodziło. - Powiedziałam, odwracając się do Cole'a. Ten zrobił wielkie oczy, zkraył usta ręką i zaczął się śmiać.
- Słuchaj, nie wiem czy się śmiać, czy płakać, ale spójrz w lustro.
Moje spodnie były tyłem na przód, a koszula źle zapięta, moje włosy nie były już tak idealnie uczesane. Czemu on się śmieje ?! Podeszłąm do niego i złapałam za kołnierzyk koszulki.
- Wiesz co to znaczy ?! To nie jest śmieszne ! Ona myśli, że my... powie to ojcu ! Czekaj, muszę podsłuchać.
Położyłam się na ziemi i słchałam.
- Wie pan, miał pan chyba rację, jestem prawie pewna, że oni... wie pan.
- Po pierwsze - co z tego, to chyba właśnie dobrze, a po drugie prosiłem, by pani tam nie wchodziła.
Potem Helen poszła, słysząłam jej kroki.
- Widzisz Wendy, nie było spiny.
- Ale on myśli, że z Adamem koniec ! A to...
- A to nie prawda... - Powiedział cicho Cole, po czym westchnął. - Muszę spadać, już późno. Do zobqczenia.
Pożegnał mnie podaniem ręki, na co odpowiedziałam pocałunkiem, potem zeszliśmy na dół. Przytulił mnie w drzwiach, jednak robiąc to, szepnął do mnie.
- Wyglądasz bardzo pociągająco w bieliźnie.
Nie odpowiedziałam, tylko przygryzłam wargę i się uśmiechnęłam. Potem pożegnał mojego ojca,poszłam do taty, który siedział z Helen.
- Tato, żeby było jasne, wbrew tego co mówi Helen, za cienkie sią tu ściany i podłogi, a mianiowicie, do niczego nie doszło i nie dojdzie.
- Jasne, dobrze kotku. - Kotku ? Tak mnie nazwał ?! Ojciec... ehh. - Wszystko okej, teraz się wyśpij, jutro szkoła.