7
Nie podoba mi się to, od 20 minut oglądamy jakiś film, nie znam nawet tytułu. Nie mogę się skupić. Siedzimy od siebie daleko, czuję się nieswojo.
- Jeśli tak ma przebiegać nasza randka, to najlepiej ją skończyć teraz.
- Cole... po prostu nie wiem jak z tobą gadać, wiesz jak jest... Mav no i Adam... (on wie jakby co). Boję się, że to cię rani w jakiś sposób, że jesteś tu tylko dla picu, dla nagrody, możesz iść, nie trzymam cię tu.
- Przestań piep... tak gadać, mam już tego powyżej uszu, użalasz się ciągle nad sobą, co mnie tak wku... wkurza, nie możesz przyjąć do wiadomości tego, że mi zależy, jak odesłałąś resztę to sobie poszli. Jeśli mnie byś tak potraktowała, to biegałbym za tobą, aż byś musiała mnie przyjąć z powrotem, jesteś serio fajna, ale mnie nie dopuszczasz do siebie, co mnie boli, wiem... na pewno wolisz Adama, albo Mavena, ale... nie odrzucaj mnie tak, nie trakutuj mnie sztucznie na dystans... chyba, że po prostu mnie nie lubisz.
- Cole ! Czekałam aż coś powiesz, w końcu mówisz co myślisz bez pustych osądów. Takiego cię lubię.
- Wiesz, myślałem, że nie lubisz rozmawiać, więc siedziałem cicho, by cię nie rozgniewać.
- Haha ! Ja lubię nawijać, gaduła ze mnie.
- To dobrze.
- Mam pomysł, może zamaist filmu, poróbmy coś razem.
- Pewnie, a co chcesz robić ?
- Nie wiem,
- Masz jakieś kartki papieru i przybory szkolne typu klej, nożyczki ?
- Pewnie. - Wstałam i poszłam po rzeczy o które pytał, wyjęłam już klej i nożyczki, szukałam papieru, w końcu wzięłam ten z drukarki. Potem dałam mu te rzeczy. - A po co ci to ?
- Poczekaj, zobaczysz.
Zaczął coś wycinać z papieru. Każdy kawałek papieru kładł na sofie, przed sobą.
- Zamknij oczy. Na chwilę, muszę skończyć.
- No dobra, ale nic nie próbuj.
- Spokojnie, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i cierpliwie czekałam.
- Otwórz oczy.
Gdy rozejrzałam się, nic nie zauważyłam.
- Nie rozumiem Cole.
- Spójrz w lustro.
Spojrzałam na lustro wiszące na ścianie. Cole zrobił dla mnie papierową koronę.
- Z tobą serio jest coś nie tak.
- Dziękuje ci Wendy, uznam to za komplement.
Zaczęłam się śmiać, wydurnialiśmy się chwilę. Potem spoważniał.
- Wendy, serio... mam pytanie.
- Tak ?
- Nie obraź się proszę, bo...
- Po prostu spytaj.
- Czy mam u ciebie jakieś szanse ?
- Oczywiście, że tak. Pogodziłąm się z tym że nie będę z Adamem, a ty... nie jesteś drugą opcją, bo drugą opcją jest Maven. Ty jesteś na równi z Adamem, ciebie i mnie wiele dzieli, ale to jest piękne. Nie spodziewałam się po sobie takich słów, ale dobrze... pamiętaj, że dzisiaj jest dziś, nie wiem, czy dzisiaj się będę śmiać, a jutro, gdy pójdę do szkoły... czy nie będę miałą poczucia winy i nie będziemy się do siebie odzywać. Miej to proszę na uwadze.
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, czym był troche zaskoczony, nie wiem czemu, pogładziłam go po policzku, byliśmy bardzo blisko, odruchowo bym go pocałował, ale mi nie wolno, w końcu Adam i tak dalej, ale samo bycie blisko mi wystarczy. Jednak ze strony Cole'a... zbliżył się bardziej, lekki podmuch paniki, byliśmy za blisko, nagle ktoś zapukał, drzwi były co prawda otwarte, co mijało się z celem. Odsunęliśmy się do siebie, podeszłam do drzwi w krótych stała Helen z pizzą.
- Dziękuję ci bardzo, po czym zabrałam od niej jedzenie i zamknęłam drzwi, co potem okazało się błędem, chociaż, jeśli miałoby do czegoś dojść, to wyszłoby zamknięcie drzwi na dobre. Usłyszałam głos Helen z dołu.
- Czekaj Cole, chcę wiedzieć o czym mówią.
Położyłam się na ziemi i słuchałam.
- Helen i jak ? Będzie coś z niego ?
- Myślę, że tego Adama to wybija sobie z głowy, a co do Cole'a... powiem, że wchodząc do nich, byli blisko, za blisko, ale ja się nie znam.
- Oj Helen, nie przejmuj się, Cole to dobry chłopak, jeśli czegoś by próbował na mojej małej Wendy, to ona mu nie pozwoli, ma silny charakter, jeśli się zgodziłaby się na... ekhem, no wiesz, to w sumie ma wolność, to jej sprawa, proszę cię, abyś dzisiaj juz nie przyvhodziłą do nich na zwiad, niech się dzieje.
Jak się okazało, Cole leżał obok i słuchał ze mną. Spojrzałam na niego cała czerwona. Co mój ojciec wygaduje...
- Cole, ja przepraszam za to...
- Wendy, masz najzabawniejszego tatę na świecie ! Jego podejście do takich spraw, haha, mój to ze mną nawet nie rozmawia, a jego rozmowy z innymi, niżej klasą są bardzo oschłe. Zazdroszcze ci tego.
Potem jedliśmy pizzę. Dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie źle się poczułam.
- Wendy, czy coś się stało ?
- Nie, tylko trochę się źle czuje, ale nie chcę, żebyś szedł, pogadajmy jeszcze. Dawno z nikim tak nie gadałam.
- No dobra, to mam propozycję, idź się położyć, a ja usiądę obok i pogadamy.
- Dobrze MAMO, idę idę. - Rozbawiło go to.
Leżałam na swoim łóżku. Cole siedział obok.
- Co masz na tej ścianie, co to jest ?
- Nie wiem, tak sobie przyklejam losowe słowa, moje uczucia. coś ci mnie opisuje w danej chwili.
- A co oznacza ten kawałek kartki rozerwany na pół, tu, na górze.
- To najnowsze przyklejenie. Oznacza, że jestem rozdarta.
- Pomiędzy ?
- Adamem a tobą.
- Wiesz, mam pewną teorie, powiedz, czy się mylę, ale mam wrażenie, że ty chcesz Adama, bo ocjiec jest przeciwny.
- I tak, i nie, teraz to masz racje, ale kochałam się w nim od zawsze, jesteśmy strasznie podobni, więc ten związek by nie wypalił, ale jest dla mnie jak brat, więc co zrobię ? Kocham go, w sumie... ciebie też, juz mi lepiej, możemy coś jeszcze porobić, zanim pójdziesz.
- Mam pewien pomysł, tak apropo tego co mówiłaś, nie wiem czy się zgodzisz.
- Dawaj.
- Tylko się nie obraź.
- Skończ z tym obrażaniem.
- No dobrze.
Podniosłam się z łóżka, jednak nie wstałam, myślałam, że on chce gdzieś pójść czy coś, jednak... popatrzył na mnie, westchnął i... pocałował, tak ! On mnie pocałował, z powrotem się położyłam. Zaczęliśmy się całować co raz bardziej, jeśli jest takie stwierdzenie. W pewnym momencie zaczął chyba... ściągać ze mnie ubrania !!! O co chodzi, a ja... jednak nie protestuje. Cały czas mnie całuje. Ja odpowiadam tym samym. Przestał dopiero po chwili, ja... siedziałam na nim... w samej bieliźnie, potem przytuliłam go. Byliśmy obok siebie, milczeliśmy. Podał mi moje rzeczy.
- Przepraszam Wendy... to... było głupie, ja jestem od ciebie starszy, a ty może nie chcesz... przperaszam.
- Naprawdę nie ma za co. - Mówiłam ubierając się. - To nic złego, wręcz przeciwnie, podobało mi się, wiesz, ja jestem pełnoletnia, ale nie głupia, a ty jesteś fajny. Haha, to zabawne, teraz przypomiały mi się słowa ojca sprzed dwudziestu minut, teraz wydają się całkiem logiczne.
- Ale wiesz, jednak się zgodził. Przepraszam.
- Nie ma za co, musisz przestać przperaszać, bo mnie to denerwuje. Powiem ci tylko, że następnym razem jak przyjdziesz, to ponowimy to co dzisiaj.
- Czyli będzie następny raz ? Nieźle.
- A co ? Nie chcesz więcej ?
- Chcę więcej ciebie.
Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Brawo Wendy, powiedział tylko, że chce cię więcej a ty dziewczyno robisz się czerwona na mordzie ? Szkoda, że ci to nie przeszkadzało, jak prawie nago się z nim całowałaś, gratuluje. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Szybko pobiegłam do drzwi, po drodze dopinając koszulę i ubierając spodnie, chyba wyglądam okej. Otworzyłam, Helen spytała.
- Mogę ci coś przynieść, czy coś ?
- Nie, dziękuje ci bardzo.
Spojrzała na mnie. Przejechała wzrokiem po moich ubraniach. Potem uśmiechnęła się i poszłą szybko na dół.
- Nie wiem o co jej chodziło. - Powiedziałam, odwracając się do Cole'a. Ten zrobił wielkie oczy, zkraył usta ręką i zaczął się śmiać.
- Słuchaj, nie wiem czy się śmiać, czy płakać, ale spójrz w lustro.
Moje spodnie były tyłem na przód, a koszula źle zapięta, moje włosy nie były już tak idealnie uczesane. Czemu on się śmieje ?! Podeszłąm do niego i złapałam za kołnierzyk koszulki.
- Wiesz co to znaczy ?! To nie jest śmieszne ! Ona myśli, że my... powie to ojcu ! Czekaj, muszę podsłuchać.
Położyłam się na ziemi i słchałam.
- Wie pan, miał pan chyba rację, jestem prawie pewna, że oni... wie pan.
- Po pierwsze - co z tego, to chyba właśnie dobrze, a po drugie prosiłem, by pani tam nie wchodziła.
Potem Helen poszła, słysząłam jej kroki.
- Widzisz Wendy, nie było spiny.
- Ale on myśli, że z Adamem koniec ! A to...
- A to nie prawda... - Powiedział cicho Cole, po czym westchnął. - Muszę spadać, już późno. Do zobqczenia.
Pożegnał mnie podaniem ręki, na co odpowiedziałam pocałunkiem, potem zeszliśmy na dół. Przytulił mnie w drzwiach, jednak robiąc to, szepnął do mnie.
- Wyglądasz bardzo pociągająco w bieliźnie.
Nie odpowiedziałam, tylko przygryzłam wargę i się uśmiechnęłam. Potem pożegnał mojego ojca,poszłam do taty, który siedział z Helen.
- Tato, żeby było jasne, wbrew tego co mówi Helen, za cienkie sią tu ściany i podłogi, a mianiowicie, do niczego nie doszło i nie dojdzie.
- Jasne, dobrze kotku. - Kotku ? Tak mnie nazwał ?! Ojciec... ehh. - Wszystko okej, teraz się wyśpij, jutro szkoła.