środa, 21 września 2016

"Zakazany znak" #1 (Caleana)

  Ten dzień, nie zaczął się najlepiej. Zresztą cały zeszły miesiąc taki był. Po incydencie z moim głównym zresztą, udziałem, nie rozstaje się z moją przyboczną obstawą. W sumie.. to pilnują mi tylko drzwi bo nie wychodzę z pokoju.
"No cóż, kiedyś trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować to, kim się jest." - tak , łatwo mówić. Mam zaakceptować to, że niosę śmierć? No po moim trupie.
  Po kolejnych godzinach rozmyślania, jaka to ja biedna i cholernie, dosłownie zabójcza, w końcu wstałam z łóżka. Ubrałam to co miałam pod ręką - glany, zakolanówki, koronkową sukienkę i skórzaną kurtkę. Oczywiście czerń  jak zawsze pasuje z moimi blado fioletowymi włosami i fiołkowymi oczami. Ale czy dzisiaj tak jest? - sama już nie wiem.
  Wyszłam z pokoju i wraz ze swoja strażą powędrowałam do głównego korytarza. To tu trafiają wszystkie nowo nabyte dusze, gdzie dalej są sortowane według ich skanu zanieczyszczenia. Zanieczyszczenia? No tak, chodzi tu o to, jak postępowałeś za życia - czy byłeś bucem, czy też prawiakiem może cie to wtedy nie ochodziło - ale tu, teraz owszem. Żyjesz w luksusie lub charujesz w kopalnii no.. chyba, że cie wykupią białopiórzy, ale nie licz na to.
  W trakcie kolejnych moich rozmyślań zaciekawiła mnie jedna ciekawa duszyczka, a raczej ciało bo ten człowiek był "żywy". Gdybym należała do ludzi rozsąsnych, a tak nie jest, nie zawracałabym sobie głowy i olała to dziwne zjawisko, ale że należą do osób skrajnie ciekawskich,  kazałam go tu ściągnąć. 
- Gdzie ja jestem?! Co tu robię?!
- A skąd mam wiedzieć, co ty tu robisz? Powinieneś być martwy jak oni - wskazałam głową na nowe nabytki żniwiarzy i znowu skupiłam swój wzrok na nim. - Ale żyjesz i to mnie zaciekawiło.
- Co?! Przecież... Jak to "jak oni", o co tu chodzi?!
- Już ci mówiłam, skąd mam to wiedzieć? Do Trumu - czyli tej części podziemi - trafiają duszę zmarłych... ewentualnie zabitych, ale co to za różnica?
- Ale... - po jego twarzy rozpoznałam, że oswaja się z tym szybciej niż powinien... ciekawy okaz. - Jakie "ale"? Jako, że mam dobry humor i raczej, podkreślam "raczej" nie każę cię zabić podpowiem jak się stąd wydostać - popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.. "heh.. jakie to żałosne." - Jest jedno jedyne wyjście.
- J-jakie? - odpowiedział jąkając się. "Hm.. rzeczywiście szybko się oswoił.." Kąciki moich ust po raz pierwszy od dawna drgnęły w lekkim uśmiechu.
- Odkupienie przez białopiórych łajdaków, ale nie łudź się... to się nigdy nie stanie.
- Uhm.. kiedy.. - "jak na zimowy sen szybko się obudził, muszę to przyznać"
- Ojcze, co się stało, że obudziłeś się tak wcześnie?
- Obudziła mnie pewna anomalia - spojrzał na człowieka i powrócił wzrokiem do mnie. - Ten człowiek był światkiem zbrodni, popełnionej na naszym pobratymcu.
- Co masz na myśli? Że złamali jedną z świętych zasad kodeksu ras? - popatrzyłam na niego zaskoczona. - Czy to oznacza, że..
- To oznacza, że białopiórzy chcą nas sprowokować. Córko, naszym priorytetem jest utrzymanie tego człowieka przy życiu i to TY dopilnujesz tego, aż to rozwiązania tego całego absurdu. - spojrzałam na "światka koronnego" i zwróciłam się z powrotem do ojca.
- Wiedzą co potrafię? Dlatego ja?
- I dlatego to tobie powierzam to zadanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz