poniedziałek, 28 listopada 2016

(Celaena) "Drogi pamiętniku..." #4

                                28.03.2017
Dziś po paru dniach mojej nieobecności, wróciłam do szkoły. Starałam się unikać Gabriela odkąd go zobaczyłam - bałam się go. Jednak nie ucieknęło jego uwadze mój powrót. Od razu do mnie podbiegł.
- Yu! Wysłuchaj mnie ja...
- Zostaw mnie, nie chce Cię znać.
- Yu, proszę..
- Nie.. boje się Ciebie, zostaw mnie, daj mi święty spokój.
Starałam się go olać ale to nie jest łatwe, kiedy ma się przed sobą masywnego dwumetrowego szkota - do tego tak upartego jak Gabriel.
Gdy chciałam odejść złapał mnie za rękę. Zamknęłam oczy - wiedziałam, że teraz nie pozwoli mi odejść.
- Czego chcesz?
- Błagać o wybaczenie i oddać to. - wyjął mój pamiętnik, a ja prychnęłam pod nosem
- Skoro znasz już wszystkie moje sekrety to czemu mi go oddajesz?
- Bo.. Yu wybacz mi, że Cię uderzyłem, że tak naskoczyłem byłem wściekły i..
- A ja co noc się bałam. Bałam się tej zjawy, bałam się wszystkiego wiesz czemu? Bo nie miałam nikogo, kto by mnie wysłuchał przez te 6 miesięcy, gdy mój brat był w śpiączce. Aż pewnego dnia na rehabilitacjach u wiedźmy pojawiłeś się Ty.. z czasem zaczęłam Ci ufać, aż w końcu mówić co leży mi na sercu. - patrzył na mnie zaskoczony , a ja ciągnęłam dalej - Zyskałam przyjaciela, tak myślałam ale kiedy mnie uderzyłeś, nie zabolało mnie uderzenie.. zabolało mnie serce - wyrwałam rękę i oddaliłam się.
Wtedy jeszcze mój drogi pamiętniku , nie wiedziałam, że zacznie o mnie walczyć.

                              01.05.2017
Dziś szłam do brata, gdy nagle przypomniałam sobie, że muszę kupić kolejny zeszyt do pamiętnika. Zawróciłam więc i poszłam do swojego "uzdrowiciela" bo tak nazywam sklep, w którym zdecydowałam się na pamiętnik.
Gdy weszłam do sklepu zobaczyłam Gabriela z rodzicami. Szybko schowałam się za ladą Pani Gerwin i kucając starałam się doczłapać do zaplecza. Jednak znowu jego spostrzegawczy wzrok mnie ujrzał.
- Yu? Co Tu tu robisz? - wziął mnie z łatwością na ręce jak dziecko i postawił przed sobą.
- Phi.. a co Cie to? - poszłam w kierunku "mojego" małego kącika, gdzie jak zawsze były przygotowane moje rzeczy. - Nie wystarcza Ci fakt, że nie wybaczę Ci tego?
- Wystarcza, dlatego staram się z całych sił, by Cię odzyskać.
Zaśmiałam się a on poczerwieniał. Odwróciłam się. Jego rodzice najwyraźniej o niczym nie wiedzą.
- Gabriel nie chce nic mówić ale ja jestem pamiętliwa, a to, że nadal nie mówisz mi całej prawdy o sobie, dodatkowo niweluje twoje szanse.
- O czym mówisz, w czym Cię niby kłamę.
Podeszłam do jego ojca i chwyciłam delikatnie za kilt. Jego ojciec popatrzył na mnie pytająco.
- To nie są zwykłe barwy klanowe. Chcesz mnie jeszcze czymś oszukać... książę?
Jego ojciec się uśmiechnął i powiedział coś po celtycku, a jego matka patrzyła zmartwiona na syna, on zaś zaskoczony na mnie
- Myślałeś, że nie wiem? Twój brat mi wszystko powiedział.
- K-kiedy? ...
- Wczoraj... w nocy. - wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Po przekroczeniu progu biegłam co sił w nogach do szpitala.
Nagle na pasach wyjechała ciężarówka. Odruchowo zamknęłam oczy i... poczułam silne ramiona, które mnie obejmowały. Zaczęłam płakać. Słyszałam pisk w uszach a pomiędzy tym męski głos, uspakajający mnie.. - to Gabriel. Wtuliłam się płacząc, gdyby nie on .. - zginęłabym.

poniedziałek, 3 października 2016

(Violence) PART3 "Really Monster High"

#3
- Nie kuś jej. - Powiedział Kevin.
- Dlaczego ? Ty zrobiłbyś to lepiej ? - Odpowiedział Leonardo, po czym podszedł do Kevina i strzelił mu z jego opaski w rękę. - Czy może się boisz, że znowu ktoś zginie ?
- Pysk. - Powiedziała Suzy do swojego brata. - Zatkaj się, nie chcemy powtarzać tego wszystkiego.
- O co chodzi ? - Spytałam Suzy.
- Kevin nikogo nie zabił ani nic... tylko... Była taka dziewczyna i strasznie chciała narkotyki, alkohol, jak jakaś ćpunka ! Pewnego dnia Kevin ją zaprosił do swojego garażu, gdzie wszyscy celebrowaliśmy dostęp do dóbr zielonych roślinek. Ona nie nadążała, w końcu wzięła coś, czego nie sprawdzała, bo Kevin powiedział, że przesadza. Zginęła.
Odsunęłam się delikatnie od Kevina. Spojrzał na mnie smutno, potem odwrócił wzrok.
- Jej opaska. Nosi ją obok swojej, namalowany napis złotym flamastrem ,,BORDER KING", oraz ,,BORDER QUEEN". Powiedziała przed wzięciem narkotyków, że nigdy nie była bordeline, tylko go wrabiała, bo się w nim zakochała. Rzuciła w niego opaską i potem to wzięła...
Musiałam zakryć usta ręką, żeby nie krzyknąć.
- Uważaj. Jesteś podobna do Daphne. Dodatkowo, ty jesteś prawdziwą bordeline, lepiej mu o tym nie mów.
- Suzy, głośniej mów, bo nie dosłyszałem. - Powiedział Kevin patrząc na mnie gniewnie. - Po za tym, to może Margot wybierze te dobre narkotyki.
Spotkanie trwało krótko, mówiliśmy o naszych problemach. Leonardo cały czas na mnie patrzył. Czułam się niekomfortowo. Po skończonym spotkaniu wyszłam z sali jako ostatnia. Czekałam, by mieć pewność, że Kevin będzie daleko. Podeszłam do swojej bluzy, którą położyłam na parapecie. Gdy szukałam telefonu, natrafiłam na coś gumowego. Gdy wyciągnęłam to z kieszonki, zaniemówiłam. Była to owa opaska. Napis ,,BORDELINE QUEEN" był trochę rozmazany. Założyłam ją na rękę i ubrałam bluzę. Wyszłam z sali, kierowałąm swoje kroki do wyjścia. Po drodze oglądałam rysunki na ścianach. Były szpetne. Przy jednym się zatrzymałam. Był cały czarny. Tylko w rogu pisało BQ&BK. Złoty flamaster. Wiem czyje to dzieło. Gdy się odwróciłam, stał tam Kevin.
- Była wszystkim. Potem mnie okłamała. Tęsknię za szmatą. Nie wróci, była taka prawdziwa. Raz ją pocałowałem. Trzy minuty przed jej zgonem. Nienawdze jej i siebie.

środa, 21 września 2016

"Zakazany znak" #1 (Caleana)

  Ten dzień, nie zaczął się najlepiej. Zresztą cały zeszły miesiąc taki był. Po incydencie z moim głównym zresztą, udziałem, nie rozstaje się z moją przyboczną obstawą. W sumie.. to pilnują mi tylko drzwi bo nie wychodzę z pokoju.
"No cóż, kiedyś trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować to, kim się jest." - tak , łatwo mówić. Mam zaakceptować to, że niosę śmierć? No po moim trupie.
  Po kolejnych godzinach rozmyślania, jaka to ja biedna i cholernie, dosłownie zabójcza, w końcu wstałam z łóżka. Ubrałam to co miałam pod ręką - glany, zakolanówki, koronkową sukienkę i skórzaną kurtkę. Oczywiście czerń  jak zawsze pasuje z moimi blado fioletowymi włosami i fiołkowymi oczami. Ale czy dzisiaj tak jest? - sama już nie wiem.
  Wyszłam z pokoju i wraz ze swoja strażą powędrowałam do głównego korytarza. To tu trafiają wszystkie nowo nabyte dusze, gdzie dalej są sortowane według ich skanu zanieczyszczenia. Zanieczyszczenia? No tak, chodzi tu o to, jak postępowałeś za życia - czy byłeś bucem, czy też prawiakiem może cie to wtedy nie ochodziło - ale tu, teraz owszem. Żyjesz w luksusie lub charujesz w kopalnii no.. chyba, że cie wykupią białopiórzy, ale nie licz na to.
  W trakcie kolejnych moich rozmyślań zaciekawiła mnie jedna ciekawa duszyczka, a raczej ciało bo ten człowiek był "żywy". Gdybym należała do ludzi rozsąsnych, a tak nie jest, nie zawracałabym sobie głowy i olała to dziwne zjawisko, ale że należą do osób skrajnie ciekawskich,  kazałam go tu ściągnąć. 
- Gdzie ja jestem?! Co tu robię?!
- A skąd mam wiedzieć, co ty tu robisz? Powinieneś być martwy jak oni - wskazałam głową na nowe nabytki żniwiarzy i znowu skupiłam swój wzrok na nim. - Ale żyjesz i to mnie zaciekawiło.
- Co?! Przecież... Jak to "jak oni", o co tu chodzi?!
- Już ci mówiłam, skąd mam to wiedzieć? Do Trumu - czyli tej części podziemi - trafiają duszę zmarłych... ewentualnie zabitych, ale co to za różnica?
- Ale... - po jego twarzy rozpoznałam, że oswaja się z tym szybciej niż powinien... ciekawy okaz. - Jakie "ale"? Jako, że mam dobry humor i raczej, podkreślam "raczej" nie każę cię zabić podpowiem jak się stąd wydostać - popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.. "heh.. jakie to żałosne." - Jest jedno jedyne wyjście.
- J-jakie? - odpowiedział jąkając się. "Hm.. rzeczywiście szybko się oswoił.." Kąciki moich ust po raz pierwszy od dawna drgnęły w lekkim uśmiechu.
- Odkupienie przez białopiórych łajdaków, ale nie łudź się... to się nigdy nie stanie.
- Uhm.. kiedy.. - "jak na zimowy sen szybko się obudził, muszę to przyznać"
- Ojcze, co się stało, że obudziłeś się tak wcześnie?
- Obudziła mnie pewna anomalia - spojrzał na człowieka i powrócił wzrokiem do mnie. - Ten człowiek był światkiem zbrodni, popełnionej na naszym pobratymcu.
- Co masz na myśli? Że złamali jedną z świętych zasad kodeksu ras? - popatrzyłam na niego zaskoczona. - Czy to oznacza, że..
- To oznacza, że białopiórzy chcą nas sprowokować. Córko, naszym priorytetem jest utrzymanie tego człowieka przy życiu i to TY dopilnujesz tego, aż to rozwiązania tego całego absurdu. - spojrzałam na "światka koronnego" i zwróciłam się z powrotem do ojca.
- Wiedzą co potrafię? Dlatego ja?
- I dlatego to tobie powierzam to zadanie.

środa, 14 września 2016

(Violence) PART2 "Really Monster High"

W poprzednich kawałkach wprowadziłam drobne edycje.
#2
Stanęłam w drzwiach sali numer dwadzieścia dwa. Była dalej od innych klas, drzwi zniszczone,numerek ledwo się na nich trzymał, pchnęła je ruchem ręki, a te skrzypnęł tylko i otworzyły się na oścież. Siedziało tam wiele osób, kilkoro widziała już na rozpoczęciu. Weszła do sali, wszyscy na nią patrzyli, oprócz jednego chłopaka, który nie oderwał swojego wzroku od gumowej opaski na ręce. W porównaniu do większości tych smutasów, tylko Margot była uśmiechnięta. Nie wyglądała jak reszta tych depresyjnych ludzików tułających się po sali. Jeden chłopak uśmiechał się do mnie, wyglądał na całkiem miłego, blondyn, niebieskie oczy, po prostu ideał, pewnie lecą na niego wszystkie laski, prócz tych które wiedzą, że coś z nim nie tak. Usiadłam pomiędzy nim, a dziewczyną w kucykach. Nie dwóch, czy trzech, ewentualnie tysiącu jak afroamerykanki na przykłąd, miała jakieś piętnaście warkoczy, opadały jej na ramiona, miała bardzo długie włosy, była podobna do chłopaka który siedział po mojej drugiej stronie.
- Nie wyglądasz na chorą. - Zaczął chłopak. - Jestem Leonardo. Ta dziewczyna obok ciebie to moja siostra, jednakże mniej przystojna, w porównaniu do mnie. A ty... - Nie skończył, bo do klasy weszły dwie nauczycielki i dziewczyna, chyba z mojej klasy, znałam ją. Wieczna królowa gimnazjum, starsza ode mnie o rok.
- Widzisz tą nauczycielkę z czarnymi włosami ? - Spytał Leonardo. - To przez tą głupią szmatę, ja, moja siostra Suzy, Vicky, oraz Kevin. Vicky to ta co weszła, a Kevin to ten co sie gapi w opaskę na ręce. A wracając, nie wyglądasz na chorą. Co z tobą nie tak ? - Dużo mówił. Lubię to.
- Zabiłam kogoś, uznano mnie za niepoczytalną, ale zgodzono się na moje przebywanie normalnie w szkole.
- Grubo, tak jak Kevin. Zabił jakiegoś faceta, był pijany chyba, lub naćpany, nie ważne, borderek, nasz jedyny borderek.
- Borderek ?
- Według Wikipedii to osobowość chwiejna typu bordeline.
- To teraz macie dwóch.
- Ty też ? Myślałem, że ty tu tylko za morderstwo.
- Borderka, morderca, trochę masochistka, chyba tyle.
- Na pewno nie anorektyczka. - Powiedział mierząc mnie wzrokiem.
- Eh, no tak.
- Nie wkurzasz się ? - Zapytał ze zdziwnieniem. - Miałem na myśli ten pozytywny aspekt. - Powiedział, patrząc na tył mojego krzesła. - Nie przeszkadza ci to ?
- Czemu by miało, ukrywanie się w dużym T-shirt'cie pozwala ukrycie brzucha. Nie wkurza mnie, to. Czemu by miało ?
- A jak ktoś się patrzy na eh... walory estetyczne ?
- Zabronię ? Jak zabronię, to się będzie powtarzać, nie dbam o to, nie wyjadę ci teraz z tekstem, typu ..liczy się wnętrze", czy coś, ale umówmy się, wygląd jest też ważny, mimo, że nikt się nie przyzna.
- I ty masz depresję ?
- Stwierdzoną, ja jej nie czuję. Jestem też ekstrawertykiem, no i introwertykiem też. Balansuje pomiędzy.
- Nie przeszkadzam ? - Przerwała nam nauczycielka, nie ta co uziemiła kilka osób w zeszłym roku, ta druga. - Miło, że się dogadujesz z panem... Leonardem. Lepiej znajdź kogoś bardziej wartościowego do towarzystwa. - Potem podeszła do Kevina i coś do niego mówiła.
- O co jej chodziło ?
- Ćpię, sprowadzam na złą drogę. Ćpający borderek to Kevin, ja jestem tylko ćpający, tylko Leonardo, mistrz podrywu.
- Jakie masz schorzenia ?
- Nie rozróżniam często tego co się dzieję na serio, a co nie. Dlatego żadko gram w gry, nie oglądam dużo filmów, staram się zapominać sny.
- Ile to trwa ?
- Nie wiem, bardzo mnie to krępuje, nikt nie wie o czym mówię, więc potem stojąca obok mnie Suzy zawsze tłumaczy, że jeszcze jestem trochę na haju.
- Oh.
- Nie brałaś ?
- Nie.
- Czemu ? Nie chcesz ?

sobota, 10 września 2016

"Zakazany znak" Prolog (Caleana)

Z ludźmi bywa tak, że czasami nie wiedzą co robią. Tak było w przypadku moich rodziców. Urodziłam się kilka minut po moim bracie bliźniaku, ja byłam zdrowa - on nie.
Rodzice zawsze chcieli mieć syna, nie córkę. Ale czemu się dziwić? Uzgodnili więc, że zawrzą pakt. I zrobili to. Ceną za życie mojego brata było.. moje. W tym dniu - dniu naszych 4 urodzin zniknęłam z ich życia - na zawsze. Tam, w moim "nowym" domu byłam traktowana jak mała księżniczka. Raz na 5 lat na moim ciele powstawały nieznane mi znaki. Powastwały aż do moich 18 urodzin. W tym dniu moje życie przewróciło się do góry nogami drugi raz. Mianowicie... pakt został wypełniony w pełni... w moje 18 urodziny stałam się prawdziwą księżniczką - księżniczką podziemi. Mój ojczym (bo nie wiedzieć czemu zajmował się mną) okazał się cesarzem podziemnego królestwa, a mnie wychował na doskonałą zabójczynię, przywódczynię i godną następczynią cesarskiego tronu. Ale.. mało mnie to obchodziło jakiej jestem rangi. Spytałam go raz do czego słóżą znaki na moim ciele. Odpowiedział tak jak nigdy:
" - W swoim czasie dowiemy się moja mała księżniczko. W swoim czasie...
- Ale dlaczego? Nie możesz mi powiedzieć?
- Nie. Bo sam nie wiem. A teraz wybacz, mam ważną sprawę do załatwienia.
- Tato... czemu nie mogę wyjść na powierzchnie..
- Bo tak chce, koniec pytań żuczku.
- Ale..
- Powiedziałem koniec!
- Um..
- Wiesz, dlaczego.
- Wiem.. bo jeżeli go spotkam umrę.
- No właśnie, a ja nie chce Cię stracić mój mały żuczku...
- Wiem, dobrze zostanę.."
Lecz tego dnia złamał zakaz, wyszlam na powieszchnię i wtedy.. przekonałam się co oznaczają te znaki, co robią, do czego służą...
Wrócilam do domu z płaczem i przerażeniem. Zakazane znaki. To cala ja. To mój kodeks :
- Przeklęta... zakazana.. niosąca śmierć.. nie godna pokochania.

środa, 31 sierpnia 2016

(Violence) PART1 "Really Monster High"

#1
Wstałam, przygotowałam sobie ubrania i poszłam zjeść śniadanie. Rodzice spali o tej porze. Zjadłam płatki z mlekiem i poszłam się przygotować. Ubrałam białą koszulkę i spódnicę w czarnym kolorze.
Pominę moją walkę z włosami w łazience.
Zabrałam wszystkie ważne rzeczy i wyszłam. W szkole byłam około dziewiątej. Najpierw poszliśmy do kościoła na mszę, była bardzo krótka, w szkole stawiliśmy się około dziesiątej. Pan dyrektor wygłosił przemowę, a starsi uczniowie śpiewali jakieś piosenki. Bez rewelacji, po całej ceremonii rozeszliśmy się do klas. Jestem w 1B. Weszłam do klasy jako jedna z pierwszych osób i usiadłąm w ostatniej ławce w rzędzie od ściany. Obok mnie usiadł jakiś chłopak, przywitaliśmy się, ale po tym przywitaniu przesiadł się do ławki przede mną. Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Potem obok mnie usiadł chłopak który się spóźnił, nie było już miejsc. Nauczyciel przedstawił nam wszystkie ważne sprawy typu plan lekcji i tak dalej. Później poszłam na spotkanie klubu do którego mnie zapisali rodzice.

(Caleana) "Drogi pmiętniku..." #3

                             23.03.2017

Zapawne ile trzeba stracić by kogoś odzyskać. Tak, dokładnie mój brat wybudził się ze śpiączki i od razu zaczął wypytywać mnie o wszystko. Skłamałam w paru rzeczach... zwłaszcza kiedy zgubiłam pamiętnik. A było to tak:

- Cześć Yu, jak tam ta Twoja druga Ty?
- Ha ha bardzo śmieszne wiesz?
- Sorka, powiedz lepiej już, no wiesz.. z Tymi ..
- Właściwie, odkąd Ci powiedziałam nawet się to uspokoiło, tylko nadal nie wiem o co w tym chodzi.
- Może to jakieś hm.. pokazywanie Ci czegoś lub kogoś kto..
- Przepraszam, halo? ... Naprawdę?! Dobrze już jadę dziękuje! Gabriel, dokończymy później muszę lecieć pa!
- Zaczekaj! ... A to co.. ?
... głupia, głupia, głupia! Dlaczego nigdy nie zasuwasz tej cholernej torby?! Tak właśnie zgubiłam pamiętnik, a on - chodź nie powinien przeczytał go. Boże... tam było wszystko, wszystko! Wszystko o nim.. po paru miesiącach naszej znajomości.. wszystko się zmieniło.
Kiedy wróciłam do szkoły zaskoczyło mnie jego zachowanie. Mianowicie takie :
- No proszę, nie masz mi nic do powiedzenia?
- O co Ci chodzi Gabriel?
- Nie udawaj... dlaczego mi nie powiedziałaś?
- O czym?
- O tym! - pokazał mi to czego bałam się najbardziej - Tego rudego, masywnego chłopaka który woła do mnie co nocy "Błagam , powiedz mu prawdę, blagam."
- Dlaczego milabym Ci o tym mówić? Przecież to nie..
- To mój zamordowany straszy brat!
Zamarlam...
- Ale..
- Żadne ale! O czym miałaś mi powiedzieć?! Gadaj!
- Ja... - i powiedziałam mu. Prawdę. Ale to co zrobił wystraszyło mnie na maksa. Spoliczkował mnie tak, że upadłam na podłogę. Nie wytrzyłałam, wstałam i wybiegłam z płaczem.
- Yuno! Zaczekaj, przepraszam!

Miałam go gdzieś, znienawidziłam, bieglam aż do szpitala, do mojego brata przytuliłam się wystraszona z płaczem. A on wysłuchał wszystkiego spokojnie i powiedział, że nie muszę się już niczym martwić, bo mam go. I miał rację.

  Mam go i to jest naważniesze.
Ale.. dlaczego tak to zabolało?

sobota, 27 sierpnia 2016

(Invisible) ''No pain''

Trzask! Trzask ! ( okno )
- nosz kurwa mać ! Co za bachory !!!
Jak już można wywnioskować z mojej pobudki raczej nie jestem zadowolona , ale można się do tego przyzwyczaić .
- Głupie dzieci nie mają co robić tylko w okna rzucać kamyki !
- Co to za wrzaski Candice !
Znowu ta Vivian .. pięknie rozpoczęłam dzień . Już na dzień dobry spotykam osoby , których nie lubię .
- a takim bachorom zachciało się rzucać kamieniami w moje okno .
- zaraz powiem twojemu ojcu on zrobi z nimi porządek
- dzięki , ale nie potrzebuje troski tatausia , niech lepiej pracą się zajmie.
No idź już kobietoooo...
- dobrze
No i w końcu poszła . Co ja to miałam zrobić ... a no tak kupić farbę i dekoracje do pokoju .
Rozejrzałam się po pokoju ..
- szatan tu mieszkał a nie dziecko
Zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z pokoju .
Jak zwykle w lodówce nic nie było przez co byłam zmuszona wyjść z domu głodna .
Wychodząc z domu szukałam jeszcze jak zwykle klucza , aby zamknąć drzwi .
- no gdzie ten klucz ! jak zwykle gdzieś go położyłam .
Gmerając w torebce w końcu go znalazłam ! Jestem z siebie dumna , że tak szybko go znalazłam . No ale dobra ... czas wyjść z domu . Zamknęłam dom i spojrzałam na mojego buta .. jak zwykle but prawy był nie zawiązany . No niestety byłam zmuszona się schylić i go zawiązać . Kończąc wiązanie podniosłam się i przeszłam kawałek . Po chwili wpadłam na wysokiego blondyna o niebieskich oczach .. nigdy nie widziałam tak pięknych oczu , chłopak ubrany był w czarno białą bejsbolówkę , pod nią miał białą koszulkę z napisem Anti Social . Patrząc na jego ubiór na dole miał spodnie jeansy oraz trampki .. oczywiście czarne .
Popatrzył na mnie jakbym była jego dziewczyną .
- Ja przepraszam nie widziałam Cię .. nic Ci nie jest ?
Nagle zaczęły pocić mi się ręce .. nigdy mi się nie pociły , to było bardzo dziwne
- spoko nic mi nie jest , nigdy Cię tutaj nie widziałem
- jestem tu nowa i niezbyt się orientuję w tym miejscu
- może Cię oprowadzić ?
- wspaniale
Czekaj co ja gadam .. wspaniale ?!!! co to ma być Candice ?!!
Przeszliśmy kawałeczek milcząc .
Nagle nieznajomy mi chłopak przełamuje tą niezręczną ciszę .
- Jestem Adrien , a Ty ?
- jaa... Candice
- nasze pierwsze spotkanie było dosyć spektakularne
- też tak sądzę
- gdzie mam Cię zabrać ?
- Chciałabym kupić sobie farbę i jakieś dekoracje do pokoju , ponieważ wygląda .. okropnie . Gdybyś go zobaczył zrobiłbyś to samo co ja
- nie wątpię w to . Dobrze już nie daleko
uśmiechając się do mnie szliśmy rozmawiając o mojej przeprowadzce .
- Dobrze doszliśmy . Jaki kolor chciałabyś pokoju ?
- Czarny
- Czarny ?!! Odważna jesteś .. w końcu poznałem kogoś kto jest taki jak ja .
Uśmiechnęłam się do niego . Kurcze a może nie powinnam ?! A jeśli sobie coś dziwnego pomyśli ?!! Tak w ogóle to od kiedy mnie interesuje co inni o mnie myślą  ? Coś nie gra ..
Po znalezieniu farby postanowiłam sprawdzić czy jest bardzo ciężka . Zbliżając rękę do farby poczułam rękę Adriena . Byłam zakłopotana  , ale jakoś mi to nie przeszkadzało .
- przepraszam
- nic się nie stało . Pozostało mi kupić dodatki do pokoju .

Po całym dniu szukania dekoracji do pokoju nadszedł czas na powrót . Wsiedliśmy w autobus rozmawiając o dziwnym facecie w sklepie .
- dziękuję Ci za dzisiejszy dzień , gdyby nie ty błądziłabym po tym miejscu jeszcze z 5 godzin .
- nie ma sprawy . Polecam się nap przyszłość . Mieszkam dwa domy dalej , gdybyś coś potrzebowała masz tu mój numer telefonu .
- Dziękuję i życzę dobrej nocy
Cichym głosem powiedziałam ,, jedyny normalny " i powędrowałam do domu .
Wchodząc do domu rzuciłam byle gdzie rzeczy i poszłam do swojego pokoju z zakupami .
Aby nie tracić czasu wzięłam się od razu za malowanie pokoju , aż do rana .
Spać prawdopodobnie poszłam o godzinie 6 .



czwartek, 25 sierpnia 2016

"Really MOnster High" PROLOG - Violence

Jestem Margot. Idę do pierwszej klasy liceum. Jest ona niedaleko od mojego domu. Nie mogę iść do wymarzonej szkoły, z profilem turystycznym. Rodzice chcą, żebym najpierw się "wyleczyła". Znaleźli w internecie szkołę, która ma klub pomocy osobom chorym psychicznie. Jestem chora, tak. Mam kilka schorzeń, niektóre groźne, niektóre trochę mniej. Mam rozdwojenie jaźni - to powinno najbardziej niepokoić. Rok temu zabiłam osobę, jakąś losową kobietę. Nie wiem nawet jak się nazywała.

Miałam pisać inne opko, ale no cóż, na tamto nie byłoby parcia, do niego trzeba przeczytać kilka godzin wikipedii itp. Zamiast tego macie to :D

sobota, 13 sierpnia 2016

(Caleana) "Fanfiction Szklany Tron" #4

- Więc jednak żyjesz ha ha .. kto by pomyślał, a Twój brat odchodził od zmysłów.
Loulieth zamarła. Brat? Przypomniałem sobie list, który mi dała. Już rozumiem... to list do jej brata. Tylko... który to ? Jeżeli Wolker go zna znaczy, że musi być z oddziałów króla.. tylko dlaczego okłamała mnie mówiąc, że urodziła się tu? Musiała mieć powód tylko... dlaczego mi o tym nie powiedziała? Wyrwałem się nagle z rozmyślań. Wolker patrzył na mnie.
- Widzę, że jednak książę i jego kobieta mieli rację, wierząc że jednak żyjesz. Kto by pomyślał, że nawet sam król im uwierzył.
- Zamknij się!
Loulieth uderzyła go. Bała się, strasznie. Widziałem to w jej oczach. W końcu zareagowałem i odciągnąłem ją od niego.
- Wolałbyś jej nie wkurzyć, a teraz gadaj, co tu robisz?
Zaśmiał się, złe posunięcie. Uderzyłem go tak mocno, że wypadł mu ząb.
- Król kazał Cie szukać...
Nagle jego stan pogorszył się, popatrzyłem na nią, to nie moja wina.. już umierał z zimna.
- I kazał Ci przekazać byś uważał..
- Uważał na co?
Zaśmiał się i skonał. Louli zamknęła mu oczy i ruszyła dalej. Zabrałem mu odznakę oficera i ruszyłem za nią. Po paru godzinach marszu dotarliśmy do polany. Pokazała mi drzewo, gdzie kiedyś mieściło się chyba jakieś obozowisko. Wspięliśmy się na drzewo i po chwili byliśmy w środku starej chaty. O dziwo było tu bardzo ciepło, zbyt ciepło.
- Kiedyś stacjonowali tu żołnierze Valthundoru, niegdyś była to granica między Starym Krajem, a Krainą Wiecznej Zimy. Lecz teraz to tylko dawne zapomniane rejony kraju północnego - bo tak to teraz nazywacie nasz kraj - które słóżą w właśnie takich przypadkach jak ta. Po 40 latach w chatach tych, zamieszkały dawno zapomniane i zagrożone stworzenia. No oczywiście dopóki nie urosną.
Rozpaliła ogień w kominku i moim oczom ukazał się mały smok. Przeraziłem się kiedy rzucił się na nią, lecz zamiast zaatakować ją przymilał się i lizał ją.
- Loco no już, maluchu też się stęskniłam haha.
Pocałowała go w pysk i szepnęła coś na ucho. Smok popatrzył na mnie i zamarłem. Przyglądał mi się tymi świecącymi żółtymi ślepiami. Zbliżył się do mnie. Dopiero teraz mogłem go lepiej zobaczyć. Był cały czarny, przez pysk, oczy i grzbiet aż do końca ogona biegły białe pasy. Przy przednich łapach zaczynały się skrzydła. Loulieth zaśmiała się.
- Spokojnie Kapitanie Loco nic Ci nie zrobi, póki jesteś przy mnie. Wie, że ten kto ze mną jest - jest przyjacielem. No dalej pogłaskaj go.
Niepewnie wyciągnąłem ku niemu rękę. Smok powąchał ją i wepchnął głowę w moją dłoń. Loulieth dotknęła mojego ramienia i uśmiechnęła się. Dopiero wtedy rozluźniłem się i zacząłem głaskać smoka. Nagle położył się na moich nogach i zamknął oczy. Głaskałem go nadal. Ku mojemu zdziwieniu jego łóski były gładkie i miękkie.
- Dlaczego ma miękkie łóski?
- To młodzik, ma dopiero 21 miesięcy, łóski twardnieją w 30 miesiącu. A po 57 miesiącu smok jest już dorosły.
Pokiwałem głową.
- A gdzie jego rodzice?
- Ojciec strzeże naszego kraju, a matka no jak matka strzeże i karmi swoje młode.
Zamarłem.
- Czyli..
Zaśmiała się.
- Tak jest tutaj.
Nagle obok mnie otworzyło się wielkie żółte oko. Smoczyca dmuchnęła we mnie. Jak ona się tu zmieściła?
- Cześć Bunny, jak jaskinia, którą zbudowaliśmy?
Smoczyca wstała i dopiero teraz moim oczom ukazała się jakinia wielka jak Szklany Zamek.
- Mówiłam Ci o znakach Wydra, prawda?
Kiwnąłem twierdząco.
- Posłużyłam się nimi wraz z moim nieżyjącym już mistrzem by stworzyć tą jaskinię i zamaskować ją.
- Ale ona..
- Nic Ci nie zrobi.
Nagle mały smok zerwał się i poszedł do matki. Smoczyca ryknęła i otoczyła malca wielkim skrzydłem .
Zasnęli oboje. Popatrzyłem na nią.
- Loulieth...
- Tak?
Zastanowiłem się chwilę i położyłem się.
- Chodź, przytul się do mnie.
Położyła się obok i wtuliła we mnie. Była ciepła.
- Loulieth...
Zerknąłem na nią, ale już spała. Zamknąłem więc oczy i objąłem ją, niedługo potem zasnąłem.

- Dalej nie mogę iść.
Zatrzymała się w miejscu, gdzie stał stary wielki dąb.
- To granica między naszymi światami - Twoim i moim. Nie mogę jej przekroczyć.
- Dlaczego nie?
- Pamiętasz list, który Ci dałam?
Pokiwałem głową na tak.
- Daj go Shelwiemu Lebonowi. Proszę.
- Sama mu go dasz.
- Nie, nie rozumiesz, nie mogę. Daj mu ten list, kiedy go przeczyta, powiedz mu, że proszę go by wszystko Ci wyjaśnił, błagam.
- Dobrze...
- Idź cały czas prosto, aż do wielkiej kotliny, tam znajdziesz prawdopodobnie konie tamtych nieszczęśników wysłanych przez króla. Jedź do końca kotliny a za nią skręć w lewo i kieruj się ścieszką. Dalej już trawisz sam.
Patrzyłem na nią , na jej twarz jakbym chciał zapamiętać jak wygląda.
- Gdybyś czegoś odemnie chciał, lub po prostu chciał się ze mną skontaktować gwizdnij w ten gwizdek.
Podała mi ślicznie zdobiony gwizdek z wizerunkami królewskich ptaków.. orłów. Zabrałem gwizdek i zawiesiłem sobie na szyji. Dotknąłem jej policzka i ostatni raz pocałowałem . Odwrócilem się i ruszyłem przed siebie. Gdzieś w południe dotarłem do kotliny. Zabrałem konia i ruszyłem wskazaną przez nią drogą. Za kotliną skręciłem w lewo i galopem ruszyłem przed siebie. Po około 3 godzinach dojechałem do wrót zamku. Szklanego Zamku. Dorian, Caleana, Nachemia i król ucieszyli się na mój widok , ja zresztą też. Ale nie cieszyłem się z powrotu do domu, tak naprawdę nie chciałem tu wracać. Tak naprawdę, to już nie był mój dom.