"Córka Alfy" America

Prolog

Nigdy nie zastanawiałam się nad przyszłością zawsze sądziłam , że ważme jest to co się dzieje teraz , sądziłam że przeszłości i przyszłości nie ma znaczenia , chyba się myliłam.
Byłam umówiona na spotkanie z prawnikiem , w jego biurze. Gdy tam szłam ręcei się trzęsły z podniecenia dokładnie tydzień temu skończyłam osiemnaście lat i wreście opuściłam sierociniec i zamieszkałam w małym mieszkanku na obrzeżach miasta Chicago. Zatrudniłam się w sklepie plastycznym pomagam ludzią dobierać kolory lub wybrać odpowiednie przybory do danego projektu , wszystko było by dobrze i żyła bym dalej swym nudnym spokojnym życiem gdyby nie to cholerne powiadomienie o liście pozostawionym przez moją matke . Całą droge rozmyślałam nad tym co jest napisane na tym papierze . Gdy weszłam do kancelarii prawnej od razu skierowałam się do windy, która mieściła się po prawej stronie drzwi wejściowych .Nacisinełam guzik z numerem czwarte , w windzie grała stara muzyczka której za zadanie było uspokajaci ludzi niestety na mnie działała jak płachta na byka . Gdy wyszłam z windy dziękowałam bogu , że nie rozwaliłam tego głonikaśnika . Weszłam na korytarz od razu zostałam porażona wszech obecną zielenią ściany zielone , wszędzie paprotki i do tego zielone żerandole dobrze że podłoga była zrobiona z drewnianych paneli , w całym pomieszczeniu znajdowało się sześci par drzwi , dla mnie szczególnie ważne były drzwi z numerem "48" , zapukałam do drzwi odpowiedział mi melodyjny kobiecy głos -Proszę wejści! - weszłam i ujrzałam biurko na którym było kilkaset spiętych kartek , folderów i teczek jedyne co sugerowało jej obecności to wyrastający kok spod kupek papierów. Pokój był mały ale przestronny po lewej i prawej strony od drzwi mieściły się szafki zapewne na dokumenty , na wprost były drzwi do mojego prawnika na prawo biórko z kobięto w koku , a przed jej biurkiem wielkie okno na większą części miasta . Tu również nie brakowało zieleni ściany w kolorze wyblakłej zieleni i do tego znowu paprotki. -W czy moge pomuc ?- zapytała dziewczyna spod sterty makulatury -Byłam umówina na spotkanie z Panem Tobiasem Stewartem jestem Emma MacKay- po usłyszeniu mojej wypowiedzi wstała i wtedy zonaczyłam jak była młoda dała bym jej z niecałe dwadzieściaosiem lat jej koczek lekko się rowalał ale był przytrzymany przez dwa długopisy , ubrana w elegancki struj godny każdego prawnika lub innej osoby pracującej na wyższym stanowisku niestety całe piękna uleciał gdy wytrzeszczyła swoje niebieskie oczy , po chwili dodała -Emma to ty ? Córka Elizabeth i Crisa ? O jej ciesze się że moge cię wteszcie poznać wiesz byłam najlepszą przyjaciółką twojej mamy . Jestem Annabeth sekretarka Tobiasa ,o boziu tyle musze ci powiedzieć  - podeszła do mnie i mnie przytuliła , byłam tak zszonowana że nie wiedziałam co mam począci , dopiero teraz zauważyłam że jestem od niej wyższa o głowe . Po dłuższej chwili puściła mnie i spojrzała mi w oczy -Aleś jesteś do niej podobna po prostu nie do wiary . A no tak przypomniałam sobie jesteś umówiona na spotkanie z Tobiasem dobra wchodzi musimy się kiedyś zdzwonić pa patki - pomachała mi i weszła w swoje królestwo papierów . Gdy wreście mogłam w spokoju wejści zauwarzyłam na drzwiach tabliczke z imieniem i nazwiskiem Tobias Stewart , zapikałam i od razu usłyszałam -Prosze- powiedział mężczyzna po drugiej stronie drzwi , jezu jak ja strasznie chciałam mieć to za sobą , weszłam do biura . Było to jedno z tych miejsc które od razu kojarzy się z starymi filmami o detektywach cały pomuj był zrobiony na czasy osiemdziesiąte . Mężczyzn siedział na skurzanym fotelu za obrzernym biurkiem -Witam cię Emmo Alexandro MacKay ciesze się że zdecydowałasi się przyjści usiądź nie będe zajmował ci wiele czasu , jestem Tobias Maxon Stewart -podał mi ręke , zamknełam drzwi i podałam mu swoją dłoni zamiast ją uściskaci pocałował ją po czym nie odrywając swojej ręki odsunoł krzesło , usiadłam a on niestety odszedł oddzielając swoją ręke od mojej . W tym momęcie zauwarzyłam że ten mężczyzna jest po prostu potężny kompletnie nie pasuje do mojego wyobrażenia prawnika, a ten człowiek powinien być komandosem a nie urzędasem .
Spojrzałam na biurko i spostrzegłam że jest na nim artystyczny ład
, gdyby ten facet zobaczył moje biurko strzelił bym mnie w łep . Odwruciłam wzrok na samego pana porządnego , chyba wyczył że mu się przyglondam bo i on spojrzał na mnie i uśmiechnoł się ukazując swoje piękne białe zęby , szybko odwruciłam wzrok poniewarz poczułam jak się rumienie, po chwili podszedł do mnie z kopertą w której był list od mamy , wziełam wzięlam ją do rąk i głeboko odetchnełam a mężczyzna odparł -Jeśli nie jesteś gotowa na otwarcie listu możemy poczekać - położył mi ręke na ramieniu a moje ciało przeszło przyjemnie drganie , spojrzałam na niego w jego oczach kryła się czułość i zrozumienie , odpowiedziałam najbardziej obojętnie jak potrafiłam , ale wyszło jak bym się za chwile miała popłakać - Nie dziękuje chcę to zrobić teras - otworzyłam koperte i wyciągnełam list nie zwracałam uwagi już na mężczyzne , na za bardzo pobudząną sekretarke która zapewne jest po kilku Energetykach za dużo , nie obchodził mnie już ład na biurku Tobiasa , obchodził mnie tylko ten list . Gdy ujrzałam treści , sztywnego papiera otworzyłam oczy ze zdaniem w środku nie było tekstu pod tutułem "Moja kochana córeczko..."  czy inny pierdoły . Był na nim napisany adres w Maine i pod adresem  tekst "Adres domu ojca Emmy Alexandry MacKay ".

Rozdział : 1
Kiedy przeglądałam listy moją uwagę przykuła koperta wyróżniająca się z sterty rachunków, które zazwyczaj dostawał mój ojciec koperta miała odcień kości słoniowej i było widać z oddali , że to nic innego jak zaproszenie na jakąś ważną okazje , a nie na darmowe próbki jedzenia, które zapewne smakowały by jak przygotowane  ziemniaki z ziołami , może to być  zaproszenie na wręczenie nagrody nobla , ale po głębszych przemyśleniach raczej mój ojczulek nie kwalifikował by się do osób mogących dostać taki zaszczyt. Kładę rachunki na biurko ojca i sięgam po zaproszenie, koperta była zapieczętowana przez woskową pieczęć w kształcie księżyca. Już chciałam otwierać kopertę gdy zadzwonił telefon , odłożyłam list na swoje miejsce koło rachunków , podeszłam do aparatu na małym ekranie wyświetl się numer który często widuje w rejestrze mojego ojca (kiedy chce zamówić pizzę , w okolicznej pizzeri pracuje kilku wilkołaków z naszego stada zawsze kiedy widzą numer mojego tatusia pizza za free) jeśli to dziewczyna mojego rodziciela dopiekę jej , wzięłam telefon do rąk i nacisnęłam zielony guzik -Czego dusze pragnie ?- powiedziałam do słuchawki przez chwile nikt nie odpowiadał w końcu z drugiej strony aparatu usłyszałam męski głos- To zależy z kim rozmawiam - nie wiem czemu , ale po całym ciele przeszły mnie przyjemne ciarki na ten zmysłowy głos , odpowiadam szorstko - Z nikim szczególnym - mężczyzna nie odpuszczał - Czyli z kim ?- zapytał spokojnie choć wyczuwałam że mój rozmówca powoli traci cierpliwości, jakoś poczułam że nie chce go denerwować tylko chce by czuł przy mnie radości a nie zdenerwowanie , otrząsnęłam się szybko chce wiedzieć proszę bardzo -Jestem córka Crisa MacKaya- mężczyzna po drugiej stronie przez chwile nie odpowiadał , ale nie zwlekał długo z kolejnym pytaniem - To on ma córkę ? Dla czego ja nic o tym nie wiem?- odpowiadam zdziwiona faktem , że facet uważa się za nie wiadomo kogo i chyba jest w błędzie myśląc że każdy będzie go informował o jakichkolwiek zmianach -Bo nie musisz o wszystkim wiedzieć- mówię najbardziej oschle jak potrafię , ale pewnie wyszło jak bym się za chwile popłakać- Masz dziewczyno jaja żeby zadzierać nosa -po chwili dodaje - Wiesz z kim rozmawiasz ? - podeszłam do szafki z książkami i wzięłam notes ojca otworzyłam na stronie z telefonami , ojej znalazłam - Tak wiem - pyta zdziwiony - Czyżby ? - odpowiadam triumfalnie. -Tak , jakiś tam Bran - po chwili zdenerwowany Bran pyta się - Jakiś ? Kobieto daj mi swojego ojca do telefonu - W tym momencie do pokoju 
wchodzi ojczulek. Jak mam opisać ojca to nawet z niego przystojniak wysoki z dwa metry , barczysty , muskularny, czarne delikatnie przystrzyżone, zielone oczy (które po nim odziedziczyłam) do tego jeszcze zawsze kiedy wychodzi ubrany jest elegancko, ale w domu chodzi w dresach i na sportowo . Spojrzał na mnie i na jego młodej twarzy pojawił się ten szalmancki uśmiech i spytał - Z kim moja córeczka rozmawia ?- podchodzi do mnie i całuje mnie w policzek , odpowiadam tym swoim słodkim głosikiem -Z jakimś Branem ciekawe indiwiduum , on tak zawsze opiepsza ludzi ?- odpowiedziałam do Brana- już ci daje tatę , Bran do usłyszenia- podając mu aparat za uwarzyłam, że cała krew odpłynęła mu z twarzy  -Co...daj mi telefon - wziął telefon i przyłożył do ucha -Wybacz mi Morok za nią- popatrzył na mnie - idź do pokoju Emmo- potaknęłam - Dobrze tato , a no właśnie później daj mi numer da tego Brana jak wolny to biorę - jego mina mówiła mi , że będę miała wykład z dobrego wychowania już bym wolała szlaban niż dwu godzinny wykład o dobrych manierach . Wyszłam z pokoju mając w głowie plan na wieczór czyli czytanie książek i jedzenie lodów.

Rozdział : 2

*Cris*
Poczekałem aż Emma wyjdzie z pokoju , przyłożyłem telefon do ucha . Miałem cholerną nadzieje że Morok nie będzie wściekły za to że  nie powiedziałem mu o moje córeczce z piekła rodem. Z Morokiem przyjaźnie się już dobre dwieście lat ,uratowałem go a on przemienił mnie w wilka przy tym ratując i mi życie. - Przepraszam za zachowanie mojej córki ale, ona jest nieokiełznanym żywiołem - powiedziawszy to Bran pyta mnie bez większego zainteresowanie - od kiedy ty masz córkę ?-  od kiedy ? No więc , niech no pomyśle... - Od sześciu miesięcy nie chciałem ci o tym mówić najpierw chciałem ją choć trochę utemperować tylko , że coś mi się nie udaje - stwierdziłem z bólem - Ile ma lat ? - be zastanowienia mówię - Ma osiemnaście lat a wygląda jak by miała szesnaście , cała matka - chwila ciszy , Bran wie co się stało z Elizabeth , nagle przed oczami zobaczył jej ciało całe pokryte krwią w jej pięknych zielonych oczach znikneła iskierka życia i już nigdy nie obaczył jej uśmiechniętej, już nigdy nie mógł przytulić swojej towarzyszki to wspomnienie uderzyło go jak dziesięcio kilowy młot . Z tych okrutnych wizji wyrwał go głos najsilniejszego wilka w Ameryce północnej - Dzwoniłeś do mnie mogę ci jakoś pom ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz