Strony
- Strona główna
- O nas
- Violence "Gwiazda rocka za pół miliona" ZAKOŃCZONE
- "4.13.-2" Violence ZAKOŃCZONE
- "Nie chcę Cię pamiętać" Violence ZAKOŃĆZONE
- "Fanfiction Mroczne Umysły" Violence ZAKOŃCZONE
- "Córka Alfy" America
- "Mafia" Celaena ZAKOŃCZONE
- "Przysięga" Cealena
- "Deadline" Violence ZAKOŃCZONE
- "Drogi Pamiętniku..." Cealena
- Invisible "City of the dead feelings"
- Violence "Really Monster High"
środa, 29 czerwca 2016
(Violence) Part7 "Gwiazda rocka za pół miliona"
Nie podoba mi się to, od 20 minut oglądamy jakiś film, nie znam nawet tytułu. Nie mogę się skupić. Siedzimy od siebie daleko, czuję się nieswojo.
- Jeśli tak ma przebiegać nasza randka, to najlepiej ją skończyć teraz.
- Cole... po prostu nie wiem jak z tobą gadać, wiesz jak jest... Mav no i Adam... (on wie jakby co). Boję się, że to cię rani w jakiś sposób, że jesteś tu tylko dla picu, dla nagrody, możesz iść, nie trzymam cię tu.
- Przestań piep... tak gadać, mam już tego powyżej uszu, użalasz się ciągle nad sobą, co mnie tak wku... wkurza, nie możesz przyjąć do wiadomości tego, że mi zależy, jak odesłałąś resztę to sobie poszli. Jeśli mnie byś tak potraktowała, to biegałbym za tobą, aż byś musiała mnie przyjąć z powrotem, jesteś serio fajna, ale mnie nie dopuszczasz do siebie, co mnie boli, wiem... na pewno wolisz Adama, albo Mavena, ale... nie odrzucaj mnie tak, nie trakutuj mnie sztucznie na dystans... chyba, że po prostu mnie nie lubisz.
- Cole ! Czekałam aż coś powiesz, w końcu mówisz co myślisz bez pustych osądów. Takiego cię lubię.
- Wiesz, myślałem, że nie lubisz rozmawiać, więc siedziałem cicho, by cię nie rozgniewać.
- Haha ! Ja lubię nawijać, gaduła ze mnie.
- To dobrze.
- Mam pomysł, może zamaist filmu, poróbmy coś razem.
- Pewnie, a co chcesz robić ?
- Nie wiem,
- Masz jakieś kartki papieru i przybory szkolne typu klej, nożyczki ?
- Pewnie. - Wstałam i poszłam po rzeczy o które pytał, wyjęłam już klej i nożyczki, szukałam papieru, w końcu wzięłam ten z drukarki. Potem dałam mu te rzeczy. - A po co ci to ?
- Poczekaj, zobaczysz.
Zaczął coś wycinać z papieru. Każdy kawałek papieru kładł na sofie, przed sobą.
- Zamknij oczy. Na chwilę, muszę skończyć.
- No dobra, ale nic nie próbuj.
- Spokojnie, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i cierpliwie czekałam.
- Otwórz oczy.
Gdy rozejrzałam się, nic nie zauważyłam.
- Nie rozumiem Cole.
- Spójrz w lustro.
Spojrzałam na lustro wiszące na ścianie. Cole zrobił dla mnie papierową koronę.
- Z tobą serio jest coś nie tak.
- Dziękuje ci Wendy, uznam to za komplement.
Zaczęłam się śmiać, wydurnialiśmy się chwilę. Potem spoważniał.
- Wendy, serio... mam pytanie.
- Tak ?
- Nie obraź się proszę, bo...
- Po prostu spytaj.
- Czy mam u ciebie jakieś szanse ?
- Oczywiście, że tak. Pogodziłąm się z tym że nie będę z Adamem, a ty... nie jesteś drugą opcją, bo drugą opcją jest Maven. Ty jesteś na równi z Adamem, ciebie i mnie wiele dzieli, ale to jest piękne. Nie spodziewałam się po sobie takich słów, ale dobrze... pamiętaj, że dzisiaj jest dziś, nie wiem, czy dzisiaj się będę śmiać, a jutro, gdy pójdę do szkoły... czy nie będę miałą poczucia winy i nie będziemy się do siebie odzywać. Miej to proszę na uwadze.
- Oczywiście.
Uśmiechnęłam się do niego, czym był troche zaskoczony, nie wiem czemu, pogładziłam go po policzku, byliśmy bardzo blisko, odruchowo bym go pocałował, ale mi nie wolno, w końcu Adam i tak dalej, ale samo bycie blisko mi wystarczy. Jednak ze strony Cole'a... zbliżył się bardziej, lekki podmuch paniki, byliśmy za blisko, nagle ktoś zapukał, drzwi były co prawda otwarte, co mijało się z celem. Odsunęliśmy się do siebie, podeszłam do drzwi w krótych stała Helen z pizzą.
- Dziękuję ci bardzo, po czym zabrałam od niej jedzenie i zamknęłam drzwi, co potem okazało się błędem, chociaż, jeśli miałoby do czegoś dojść, to wyszłoby zamknięcie drzwi na dobre. Usłyszałam głos Helen z dołu.
- Czekaj Cole, chcę wiedzieć o czym mówią.
Położyłam się na ziemi i słuchałam.
- Helen i jak ? Będzie coś z niego ?
- Myślę, że tego Adama to wybija sobie z głowy, a co do Cole'a... powiem, że wchodząc do nich, byli blisko, za blisko, ale ja się nie znam.
- Oj Helen, nie przejmuj się, Cole to dobry chłopak, jeśli czegoś by próbował na mojej małej Wendy, to ona mu nie pozwoli, ma silny charakter, jeśli się zgodziłaby się na... ekhem, no wiesz, to w sumie ma wolność, to jej sprawa, proszę cię, abyś dzisiaj juz nie przyvhodziłą do nich na zwiad, niech się dzieje.
Jak się okazało, Cole leżał obok i słuchał ze mną. Spojrzałam na niego cała czerwona. Co mój ojciec wygaduje...
- Cole, ja przepraszam za to...
- Wendy, masz najzabawniejszego tatę na świecie ! Jego podejście do takich spraw, haha, mój to ze mną nawet nie rozmawia, a jego rozmowy z innymi, niżej klasą są bardzo oschłe. Zazdroszcze ci tego.
Potem jedliśmy pizzę. Dużo rozmawialiśmy. W pewnym momencie źle się poczułam.
- Wendy, czy coś się stało ?
- Nie, tylko trochę się źle czuje, ale nie chcę, żebyś szedł, pogadajmy jeszcze. Dawno z nikim tak nie gadałam.
- No dobra, to mam propozycję, idź się położyć, a ja usiądę obok i pogadamy.
- Dobrze MAMO, idę idę. - Rozbawiło go to.
Leżałam na swoim łóżku. Cole siedział obok.
- Co masz na tej ścianie, co to jest ?
- Nie wiem, tak sobie przyklejam losowe słowa, moje uczucia. coś ci mnie opisuje w danej chwili.
- A co oznacza ten kawałek kartki rozerwany na pół, tu, na górze.
- To najnowsze przyklejenie. Oznacza, że jestem rozdarta.
- Pomiędzy ?
- Adamem a tobą.
- Wiesz, mam pewną teorie, powiedz, czy się mylę, ale mam wrażenie, że ty chcesz Adama, bo ocjiec jest przeciwny.
- I tak, i nie, teraz to masz racje, ale kochałam się w nim od zawsze, jesteśmy strasznie podobni, więc ten związek by nie wypalił, ale jest dla mnie jak brat, więc co zrobię ? Kocham go, w sumie... ciebie też, juz mi lepiej, możemy coś jeszcze porobić, zanim pójdziesz.
- Mam pewien pomysł, tak apropo tego co mówiłaś, nie wiem czy się zgodzisz.
- Dawaj.
- Tylko się nie obraź.
- Skończ z tym obrażaniem.
- No dobrze.
Podniosłam się z łóżka, jednak nie wstałam, myślałam, że on chce gdzieś pójść czy coś, jednak... popatrzył na mnie, westchnął i... pocałował, tak ! On mnie pocałował, z powrotem się położyłam. Zaczęliśmy się całować co raz bardziej, jeśli jest takie stwierdzenie. W pewnym momencie zaczął chyba... ściągać ze mnie ubrania !!! O co chodzi, a ja... jednak nie protestuje. Cały czas mnie całuje. Ja odpowiadam tym samym. Przestał dopiero po chwili, ja... siedziałam na nim... w samej bieliźnie, potem przytuliłam go. Byliśmy obok siebie, milczeliśmy. Podał mi moje rzeczy.
- Przepraszam Wendy... to... było głupie, ja jestem od ciebie starszy, a ty może nie chcesz... przperaszam.
- Naprawdę nie ma za co. - Mówiłam ubierając się. - To nic złego, wręcz przeciwnie, podobało mi się, wiesz, ja jestem pełnoletnia, ale nie głupia, a ty jesteś fajny. Haha, to zabawne, teraz przypomiały mi się słowa ojca sprzed dwudziestu minut, teraz wydają się całkiem logiczne.
- Ale wiesz, jednak się zgodził. Przepraszam.
- Nie ma za co, musisz przestać przperaszać, bo mnie to denerwuje. Powiem ci tylko, że następnym razem jak przyjdziesz, to ponowimy to co dzisiaj.
- Czyli będzie następny raz ? Nieźle.
- A co ? Nie chcesz więcej ?
- Chcę więcej ciebie.
Poczułam, że robię się czerwona na twarzy. Brawo Wendy, powiedział tylko, że chce cię więcej a ty dziewczyno robisz się czerwona na mordzie ? Szkoda, że ci to nie przeszkadzało, jak prawie nago się z nim całowałaś, gratuluje. Nagle, ktoś zapukał do drzwi. Szybko pobiegłam do drzwi, po drodze dopinając koszulę i ubierając spodnie, chyba wyglądam okej. Otworzyłam, Helen spytała.
- Mogę ci coś przynieść, czy coś ?
- Nie, dziękuje ci bardzo.
Spojrzała na mnie. Przejechała wzrokiem po moich ubraniach. Potem uśmiechnęła się i poszłą szybko na dół.
- Nie wiem o co jej chodziło. - Powiedziałam, odwracając się do Cole'a. Ten zrobił wielkie oczy, zkraył usta ręką i zaczął się śmiać.
- Słuchaj, nie wiem czy się śmiać, czy płakać, ale spójrz w lustro.
Moje spodnie były tyłem na przód, a koszula źle zapięta, moje włosy nie były już tak idealnie uczesane. Czemu on się śmieje ?! Podeszłąm do niego i złapałam za kołnierzyk koszulki.
- Wiesz co to znaczy ?! To nie jest śmieszne ! Ona myśli, że my... powie to ojcu ! Czekaj, muszę podsłuchać.
Położyłam się na ziemi i słchałam.
- Wie pan, miał pan chyba rację, jestem prawie pewna, że oni... wie pan.
- Po pierwsze - co z tego, to chyba właśnie dobrze, a po drugie prosiłem, by pani tam nie wchodziła.
Potem Helen poszła, słysząłam jej kroki.
- Widzisz Wendy, nie było spiny.
- Ale on myśli, że z Adamem koniec ! A to...
- A to nie prawda... - Powiedział cicho Cole, po czym westchnął. - Muszę spadać, już późno. Do zobqczenia.
Pożegnał mnie podaniem ręki, na co odpowiedziałam pocałunkiem, potem zeszliśmy na dół. Przytulił mnie w drzwiach, jednak robiąc to, szepnął do mnie.
- Wyglądasz bardzo pociągająco w bieliźnie.
Nie odpowiedziałam, tylko przygryzłam wargę i się uśmiechnęłam. Potem pożegnał mojego ojca,poszłam do taty, który siedział z Helen.
- Tato, żeby było jasne, wbrew tego co mówi Helen, za cienkie sią tu ściany i podłogi, a mianiowicie, do niczego nie doszło i nie dojdzie.
- Jasne, dobrze kotku. - Kotku ? Tak mnie nazwał ?! Ojciec... ehh. - Wszystko okej, teraz się wyśpij, jutro szkoła.
wtorek, 21 czerwca 2016
(Violence) Part9 "4.13.-2"
Gdzie jest ten cymbał ?! Jest już dwudziesta druga, a jego nie ma ?! Minęła godzina, poszłam do pokoju od chłopaków. Przebrałam się i położyłam się spać. Otworzyłam oczy na chwilę około trzeciej rano. Theodor przyszedł i położył się na łóżku. Byłam zbyt zmęczona, by pytać go o cokolwiek.
Rano, przy śniadaniu wypytywałam go o wczorajszy wieczór. Powiedział mi, że coś załatwił, ale to niespodzianka. Cokolwiek to znaczy. Potem wyszliśmy na dwór. Pokazał mi swoje okolice. Bardzo... nowocześnie, jak to nazwał Theodor.
- Czyli mówisz, że u was nie ma elektryczności.
- No nie bardzo. Mamy coś w rodzaju magii, na przykład mamy takie małe pudełka, którymi możemy przekazać jakąś wiadomość. Wszyscy ją widzą.
- To w sumie nazwałbym portalem społecznościowym. My mamy technologię na najwyższych obrotach. Począwszy od fabryk, kończąc na w pełni zautomatyzowany kwartał spożywczy, każdy kwartał odpowiada czemuś innemu.
- W końcu zrozumiem.
- Mam nadzieję, skoro przyjdzie nam tu żyć do końca razem.
- Nie rozumiem, co masz na myśli ?
- Nic specjalnego, powiem ci później. A właśnie, umiesz szyć ?
- Tak, a co ?
- Dobrze, nie no tak pytam, bo trzeba ci poszukać sukienki.
- Po pierwsze fuj, nie lubie ich, wszystkie takie pastelowe i po drugie po co ?
- To jest niespodzianka. A pytam o to szycie, bo jak nie znajdziemy, to będziesz musiała sobie sprawić.
Zaprowadził mnie do jakiejś ciemnej ulicy. Przed nami była ściana. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Pchnął kontener na śmieci, za nim była wielka dziura. Przeszliśmy przez nią. Moim oczom ukazało się niesamowite miejsce. Pośród tych wszystkich nowoczesnych zabudowań i współczesnych sklepów, tutaj cegły walały się wszędzie. Stoiska były z drewna. Jednak ich zawartość... damskie ciuszki. Kolorowe wstążki, różowe sukienki. Jednak chodząc pomiędzy rzeczami, czułam się obserwowana. W końcu ją wypatrzyłam. Była to sukienka. Wiedziałam co to za sukienka... dostałam ją kiedyś i nie założyłam, co to za bestialstwo, że mi ją wywieźli. Kupiłam ją, gdy Theodor przyszedł, schowałam ją do pudełka.
- Pokaż.
- Nie, tą samą sukienkę miałam u siebie, ma nawet wyszyte inicjały na metce.
- Ale pokaż.
- Nie, to ma być niespodzianka, jak sam mówiłeś. Póki co, to... spotkajmy się przy wyjściu za 20 minut.
- No dobrze, jak wolisz.
Oglądałam różne rzeczy. Moja sukienka Rock Rebel potrzebuje siostry. Podobało mi się wiele rzeczy. Znalazłam też cienką, skórzaną kurtkę oraz ciemną, czerwoną sukienkę. Sprzedawcy patrzyli się na mnie bez zdziwienia, z tego co mówili koledzy Theodora, znają Satury, więc ci tu, pewnie mają z nimi styczność. Ubrania które kupuje są antykami. Idealnie zachowane wzory, wykorzystywane do masowej produkcji jako model, jednak wyglądają inaczej, moda naszej ery jest inna. Kolor czarny nie istnieje w świecie pastelowych dziewczyn. Czytając książki z dawnych lat, wiem, że kiedyś było inaczej. Wiem, Teodor myśli, że moja magia nie istnieje, ale nie wie o czymś najwyraźniej. Na naszej wyspie jest las. Nasz las. Gdzieś w nim jest miejsce, w którym jest pewien kwiat. Nazwałabym to magią, ale Teodor by mnie zganił. Gdy ten kwiat ulegnie zniszczeniu, poprzez spalenie, wszystko wróci do normy. Tak mówiła mi moja nauczycielka, gdy byłam mała, nie wiem, czy to prawda, ale skoro u siebie tego nie znalazłam, to może znajdę to u Theodora. Nazwałby to bujdą. Kupiłam kilka rzeczy i poszłam w stronę wyjścia. Po drodze, ktoś złapał mnie za ramię i mocno szrpnął za włosy. Szybko wstałam. Spojrzałam na faceta.
- Takene Somiho ! - Wypowiedziawszy te słowa, uciekł. Było to odruchowe, w moim języku znaczyło nie za dobrze.
- Gdyby tu został to bym mu nawrzucał.
Powiedział to Alec, był bez okularów.
- Czy ty nie nosisz okularów ?
- To są okulary techniczne, służą mi jak kompu... i tak nie zrozumiesz.
- Co tutaj robisz ?
- Ja ? No pracuje tu, gdzie zgubiłaś swojego męża ?
- Męża ? Theodor to nie mój mąż, tylko przyjaciel.
- Czyli o nim myślisz, skoro powiedziałaś o nim. I nie jestem pewien, czy on chcę się z tobą przyjaźnić, on chce czegoś więcej. Mówi że cię kocha, ale ma sekrety, ma interes, a ty mu przeszkadzasz. Przykro mi, że sam ci tego nie powiedział. Nie może się przez ciebie skupić.
- Jesteś zazdrosny ?
- Nie, o co ? O ciebie ? Ty jesteś na razie jego, a ja nie chcę resztek.
- Nie jestem resztką, jestem całością. - Alec machnął ręką i poszedł, na chwilę się odwrócił, by rzucić - sama się dowiedz, czy mam rację.
Zrobiłam kilka kroków w tył, po czym się odwróciłam. Wpadłam idealnie na Theodora. Zrobiłam krok w tył. On jednak pociągnął mnie do siebie.
- O czym gadałaś z Alec'iem ?
- A chciał się tylko przywitać.
- Co tam nakupowałaś ?
- Kilka rzeczy, głównie Rock Rebel, nie zrozumiesz.
- Rozumiem, nie jestem takim ignorantem. To jedna z najlepszych linii ubrań dla... emo ?
- Sam jesteś emo padalcu. Rebelia, mówi ci to coś ? Właśnie zaczynamy rebelie, myślisz, że będziemy tu żyć do usranej śmierci ? Chcę żyć ! Sefir na pewno ma jakiś większy plan.
- Oj tam, oj tam. - Objął mnie. Mój uśmiech trwał krótko.
- Nie Theodor - wykręciłam się spod jego ramienia. - Co jeśli to się wyda ? Jeśli zginiemy, jak się dowiedzą ?!
- Nic się nie wyda.
- Skąd masz pewność ?
- Raz mi zaufaj.
- Zaufam ci po raz setny, jeśli będzie trzeba, ale tutaj trzeba kierować się rozsądkiem.
- Mniejsza, mam coś do załatwienia, więc muszę cię gdzieś odstawić.
- Gdziekolwiek. - Rzuciłam, po czym założyłam ręce na piersi i zdmuchnęłam kosmyk włosów.
- Żartuje. Idziemy do lasu, chcę z tobą pogadać sam na sam.
- A co jest nie tak z twoim domem ?
- Nie jestem przekonany, wiesz... lubię ich ale mam wrażenie, że oni cię lubią.
- I co w tym złego ? Czujesz się jakoś zagrożony ?
- Czym ? Nimi ? Nie... po prostu chcę pobyć daleko.
- Dobrze.
Poszliśmy odnieść rzeczy. Potem ruszyliśmy w stronę lasu.
sobota, 18 czerwca 2016
(Violence) Part5 "Nie chcę cię pamiętać"
WENDY
Nie wierzę ! Nie mogę mu powiedzieć, nie chce sama o tym wiedzieć. Po co pytałam tatę ?! Nienawidze go, siebie, brata.. nie wiem kogo ! Jestem tak cholernie zła i smutna i wszystko na raz, po co jeszcze Gabe tu przyszedł ? Mógłby się raz a dobrze ode mnie odwalić ! Nie miał problemu z zostawieniem mnie rok temu, niech teraz łąskawie wróci do swojego lukrowego świata.
- Wynocha !
- Wendy, to też mój pokój.
- Mam to w dupie, mimo, że jestem zła na ojca, to nie sprawia to, że ciebie mniej nienawidzę.
- Czemu ty tak wszystkich nienawidzisz.
- Nie wszystkich.
- No tak, przecież Gavin to twój bohater, wiesz, tylko niekochani nienawidzą.
- No to dobrze wiedzieć, że jestem niekochana, tym lepiej dla was wszystkich.
- Nie o to mi chodziło Wendy.
Próbował mnie przytulić, wyrwałam się, próbowałąm wyjść z pokoju, złapał mnie za rękę. Spodziewał się mojej uchylności, jednak pchnęłam go, upadł na ziemię, ciągnąc mnie za sobą.
- Wendy uspokój się.
- Nigdy.
- Jak nie chcesz po dobroci, to nie.
Próbowałam wstać jakieś cztery razy, za każdym łapał mnie za rękę lub nogę i upadałam na ziemię. Najwidoczniej miał już dość mojego zachowania. Złapał mnie za obie ręce. Trzymał mnie tak, żebym nie mogła uciec, wyglądało to bardzo dziwnie. Byłam na niego wściekła. W sumie nie wiem czemu, to nie jego wina. To wina mojego ojca, że nie wiedziałąm wcześniej. Nie nienawidze go, ja go kocham, to mój brat... nie. Kocham go, żałuję, że w tedy mnie zostawił.
- Wendy co się dzieje, uspokój się.
- Nie ! Wal się.
- Nie takim tonem.
- Mam to w dupie, puszczaj mnie.
- Nie, o ile się nie uspokoisz.
Szarpnęłam się jak najmocniej. Puścił mnie wbrew jego woli, nie uciekłam. Powoli wstałam i poszłąm do łazienki. Siedziałąm tam do kolacji. Gdy miałam iść na kolację, otworzyłam drzwi, wzięłam koszulę z długim rękawem i się przebrałam. Łazienka wyglądała okropnie. Wyszłam z niej zamykając drzwi na klamkę. Mój brat siedizał na łóżku.
- Matka wiedziała, że się kaleczysz ?
- Tak, jak się dowiedziałą, to przestałam, najgorsze było to, że mi nie ufała, zrobiłam to dwa razy, a ona codziennie mnie sprawdzała, nie mogłam zrobić nic. Nie mogłam pisać opowiadania, oglądać filmów w domu. Na każdym kroku podejrzewała mnie o cięcie się czy coś z samobójstwem. Nie rozumiałą, że tego nie robię. Zaczynałam wariować. Myślałam, że nie wytrzymam dłużej w tym domu.
- Ale przeżyłaś.
- Ale czy to lepiej ?
- Zatkaj się.
- Gratuluję bracisz.... Gabe, raz powiedziałeś coś na miejscu.
- Czyżbyś wyżekałą się naszego spokrewieństwa ?
- Tak... Wyżekam się.
- W końcu ci przejdzie, jak nazwiesz mnie bratem, to oznacza, że się złamałaś.
- Nie złamię się.
Poszliśmy na dół. Zjadłąm niewiele. Nie odzywałam się do ojca.
GABE
Gdy poszedłem się myć, wchodząc do łazienki, słyszałem jak Wendy wychodzi szybko z pokoju i idzie na strych, usłyszałem to skrzypnięcie schodów. Zrozumiałem, czemu tam idzie, dopiero gdy zapaliłem światło w łazience. Umywalka miała plamy, czerwone plamy, to samo na ręczniku. Szybko się umyłem. Wyszedłem jak najszybciej. Poszedłem na strych. Wyglądał inaczej niż zapamiętałem. Wendy urządziła sobie tutaj niezłe siedzisko, było tu ciemno, ale dostrzegłem ją leżącą na podłodze. Była przykryta kocem. Leżała już w piżamie, tak jakby miała tu spać całą noc. Nikt by jej nie znalazł, nie poszłaby do szkoły. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej łóżka. Mam nadzieję, że jutro mi wszystko wytłumaczy.
piątek, 17 czerwca 2016
(Celaena) "Drogi pamiętniku..." Prolog"
Zimno, ciemno, boli. Boje się, tak bardzo się boję. Braciszku gdzie jesteś?...
- Gdzie... jesteś...
* * * * *
- Powodzenia w życiu.
Wyszłam z gabinetu, ze szpitala. Teraz czeka mnie rehabilitacja. Ale mój brat...
Będę go odwiedzać, codziennie, muszę.
Zatrzymałam się przy sklepie papierniczym.
- Muszę... to mi pomoże.
Wyszłam ze sklepu, wyjęłam piękny czerwono - czarny gruby zeszyt... -później go ozdobię...
- Pomożesz mi... musisz... mój drogi pamiętkniku...
wtorek, 14 czerwca 2016
(Celaena) "Fanfiction Szklany Tron" #2
Obudziłam się rano wczesniej niż zwykle. Pociągnęłam nosem. Valor i Odynia też to czuli. Przyjemny zapach z kuchni. Ubrałam się i założyłam chustę. Tym razem czarną. Długie spodnie, czerwoną koszule w kratę i buty za kostki. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam kapitana gotującego coś. Valor usiadł na poręczy od krzesła, a Odynia wciąż siedziała na moim ramieniu.
- Widzę, że nie tylko ja jest rannym ptaszkiem
Zaśmiał się.
- Jak na gościa , który był na granicy śmierci dobrze się trzymasz.
Odpowiedziałam pełna nadziei, że wkrótce wróci do siebie - na zawsze. On odwrócił się i otworzył szeroko oczy.
- Co? Coś nie tak?
- Nie, nie tylko... wyglądasz tak..
- Normalnie?
Zaśmiałam się.
- Wyjełaś mi to z ust.
Podeszedł do mnie bliżej. Dopiero teraz zobaczyłam znaczną różnicę w naszym wzroście. Był o głowę wyższy. Założyłam ręce na piersi.
- Ekhem...
Odsunął się. Przynajmniej na tyle.
- Idę do zamku.
- Zamku?
Pokiwałam głową.
- Obowiązki wzywają ... ka..
Popatrzyłam na Odynie.
- Pfff... Twoje imię kapitanie?
- Pff.. a Twoje czarnowłosa?
Zaśmiałam się pod nosem.
- Loulieth.
Po części prawda. Mogę przecież podać swoje drugie imię.
- A Twoje?
- Chaol. Chaol Westwall.
- Uhuhu... ten Westwall?
Usmiecham się i klepe go po plecach.
- Aż tak znany jestem?
Zdziwił się. A ja jestem już przy drzwiach.
- Moooże, będę na obiad.
Wyszłam i popędziłam do zamku.
- Kassadro jakim prawem prawie zabiłaś mojego syna!?
Przewróciłam oczami.
- A takim, że tak głupku.
- Ja Ci dam głupku! Jak się odzywasz do swojego wybawcy?!
- Nie jesteś nim i nigdy nim nie będziesz! Nie Tobie zawdzięczamy życie, nie Tobie przyżekałam służyć, nie Ty stałeś się moją rodziną!
Patrzył na mnie wielkimi oczyma.
- K-kassandro.. Ty płaczesz?
Nie wiem czemu łzy same cisnęły mi się do oczu. Miałam dość tej rozmowy. Dave najstarszy z jego synów jedyny podszedł do mnie. Chiał mnie pocieszyć
- Rozmowę uważam, za zakończoną... z jakimi kolwiek problemi na czas nie określony proś Sama.
Byłam przy drzwiach, kiedy Dave złapał mnie za rękę i szpną na ucho:
- Loulieth ... to Twoje prawdziwe imię? Prawda?
Otworzyłam szeroko oczy... skąd wiedział?!
- Nie Twoja sprawa jak mam na imię.
Wyrwałam rękę i wyszłam z hukiem. Do domu wracałam wolnym chodem, zadając sobie w kółko jedno pytanie... - Dlaczego ja?
* * * * * * *
Wróciła, roztrzęsiona i zapłakana. Nie mogłem siedzieć beszczynie. Zagrodziłem jej wejście do pokoju.
- Co się stało?
Spytałem. Popatrzyła na mnie gniewnym, a zarazem smutnym i przerażonym wzrokiem.
- Nic, przepóśc mnie.
Warknęła przez zęby.
- Nie ma takiej opcji. Gadaj.
- Nie!
Chciała mnie pchnąć ale złapałem ją za nadgarstki i pchnołęm na ścianę.
- Gadaj albo Cię nie puszczę.
Jak zwykle chłodny ja.
- Nie! Nie powiem Ci !
Przewróciłem oczami. Ale uparta.
Chciała mnie kopnąć w krocze, ale byłem szybszy i przygwoździłem ją całkowicie do ściany.
- Gadaj... chce pomóc.
Nadal patrzyła wściekle, ale przestała się miotać i ustąpiła.
- Po pierwsze: król mnie opieprzył, że rzuciłam nożem w jego syna. Po drugie: rozdrapał stare rany. A po trzecie: jego najstarszy syn nie wiem skąd zna moje prawdziwe imię. Zadowolony?
Patrzyłem na nią. Postanowiłem trochę pomóc.
- Jestem do Twojej dyspozycji czarnowłosa, możem mi powiedzieć o wszystkim.
Zaśmiała się głośno, a jej oczy złagodniały i poweselały.
- Zobaczymy. Pościł byś mnie już co?
Póściłem ją i nałożyłem jej pieczeń.
Wzięła jeden kawałek do buzi i otworzyła szeroko oczy.
- Pychotka!
Zajadała ze smakiem , aż trudno pomyśleć , że jest... no właśnie kim jest?
- Kim jesteś, skoro król Cię wezwał?
- Kapitanem Gwardii Królewskiej , a po słóżbie, Nocnym Łowcą.
Podała mi talerz.
- Mogę jeszcze?
Nałozyłem jej jeszcze.
- Nocnym Łowcą?
Zajadała ze smakiem. Była słodka. Dopiero teraz zorientowałem się, że zdjęła chustę. Słodki mały zadziorny nos, pełne różowe usta. Teraz wyglądała jeszcze bardziej zadziwiająco.
- Yhym, tropie zbiegów, złoczyńców, morderców ogólnie robię to, do czego zostałam wyszkolona.
Uśmiechnęła się i to czego nie zjadła dała chyba Valorowi, chociaż może Odyni też?
- Jak Ty ich rozróżniasz?
Popatrzyła.
- Normalnie, Valor ma małą czarną plamę na dziobie, a Odynia większe skrzydła.
Popatrzyłem. Rzeczywiście. Muszę zapamiętać.
- Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
Popatrzyłem. Rzeczywiście.
- Jaka tobpora roku?
- Hm... koniec zimy. Za jakieś 2-3 tygodnie zacznie się wiosna. Będzie cieplej ale nie na tyle ,byś mógł wrócić. Musiałbyś poczekać na lato. A to jeszcze potrwa.
Patrzy na mnie.
- Podejrzewam, że nie możesz czekać?
- Tak.. muszę jak najszybciej wrócić. Wstała i poszła do pokoju. Wyjęła coś i wróciła.
- Powiem szczerze. Nienawidzę Ciebie i Adarlanu. Mam dość jańczenia Cie. Ale pomogę Ci dotrzeć do granic Adarlanu. Lecz dalej będziesz musiał radzić sobie sam.
- Czy ty... co to jest?
Patrzę na list zaadresowany do Harrego. Jednego z moich ludzi.
- Co mam z tym zrobić?
- Powiem Ci we właściwym czasie. Teraz schowaj to i trzymaj przy sobie.
Pokiwałem głową i schowałem list do kieszeni kurtki.
- Rozgadałaś się.
- Nie, to Ty nie pytałeś.
- Valor...
Orzeł usiadł na moim ramieniu. Przeraziłem się.
- Spokojnie. Jeżeli mam Ci pomóc musisz się z nimi oswoić. Za tydzień wyjdziesz na zewnątrz.
Nagle coś usłyszała. Ubrała chustę i uzbroiła się.
- Cholera!
Wybiegła a wraz za nią poleciały orły. Wkródce widziałem tylko krew na oknach i śniegu...
piątek, 10 czerwca 2016
(Violence) Part6 "Gwiazda rocka za pół miliona"
6
Dostałam sms'a od Cole'a. Napisał, że zaraz będzie. Uznałam, że się przebiorę. Nie chciałam być w jakikolwiek sposób dla niego atrakcyjna. W sumie, to chciałam, ale nie w ten sposób... mniejsza. Ubrałam moje dresowe szorty i biały top. Miał wielki, czarny symbol anarchii na samym środku. W sumie dawno w tym nie byłam. Otworzyłam laptopa, szukając jakiegoś filmu do obejrzenia. Poprosiłam Helen, taką jakby pokojówkę, żeby zamówiła pizzę. Gdy przeglądałam filmy, do drzwi zadzwonił dzwonek. Zeszłam na dół, żeby otworzyć drzwi. Cole był ubrany w jeansy i biały t-shirt. Uśmiechnął się. Byliśmy cicho, więc nie przykuliśmy uwagi ojca siedzącego u salonie. Idąc po schodach, potknęłam się, na co Cole się zaśmiał.
Uwaga. Możesz teraz pomyśleć, że nasza pseudo randka wydaje się być super, albo, że coś się zepsuje, ewentualnie, że się pokłócimy. Zdziwisz się...
(Violence) Part8 "4.13.-2"
#8
Obudziłem się w jakimś pomieszczeniu. Śmierdziało tu metalem, krwią i czymś jeszcze, byłem przywiązany do krzesła. Spojrzałem przed siebie. Siedziała tu kobieta, a za nią stał mężczyzna. Nie byli to byle jacy ludzie. Można by nazwać ich prezydentami naszego świata.
- Nic wam nie powiem. - Powiedziałem.
- To ją zabijemy.
- Wszystko powiem.
- Nie jest ci obojętna, prawda ?
- Co masz na myśli ?
- Zwracaj się do mnie pani.
- Nie. - Mężczyzna podszedł do mnie, uderzył mnie w twarz i wrócił na swoje miejsce.
- Zależy ci na niej, dlatego musimy współpracować. Chcemy zrobić z was początek czegoś nowego. Jednak nie daję gwarancji, że przeżyjecie. Chcemy pokazać was wszystkim, konsekwencje będą złe, zazdrość, samotność, złości, przemoc. Macie być lekcją.
- A jak się nie zgodzę ?
- Śmierć.
- Możecie mnie zabić.
- Najpierw zrobimy to z nią na twoich oczach, by cię ukarać za nie płacenie.
- Czyli podkablowali ?
- Jeśli tak to nazywasz.
- Dobrze, co mam zrobić ?
- Nic, powiedz, że cię wypuścili, zacznij z nią łazić wszędzie. Skontaktujemy się z tobą dwa dni przed Świętem Słońca. W ten dzień was pokażemy, nie możesz nikomu o tym powiedzieć, jasne ?
- Tak.
Potem mężczyzna podszedł do mnie. Uderzył mnie czymś i straciłem przytomność.
niedziela, 5 czerwca 2016
( Celaena) Fanfiction "Szklany Tron" #1
- Dość.
Przerwał Lamdel kiedy miałam już złamać kark jego najlepszemu strażnikowi.
- Udowadniłaś, że jesteś gotowa, dlatego przychylam się do twojej prośby.
Uśmiechnęłam się , kiedy Natasha , jego córka przytuliła mnie.
- Od dziś będziemy się widzieć codziennie.
- Jeeej!
Krzyknęła i przytuliła swojego ojca.
- Dziękuję tatku!
Zaśmiał się, a ja odeszłam, lecz w drzwiach zatrzymał mnie jeszcze.
- Kassandro
Pierwszy raz od dawna ktoś wymówił moje imię. Spóściłam wzrok.
- Tak?
- Idź teraz na zwiad. Jestem prawie pewien, że kogoś znajdziesz.
- Dobrze..
Wyszłam i poszłam do swojego pokoju. A raczej chatki. Mieszkałam najdalej od wszystkich . Po wydarzeniach sprzed paru laty nie potrafiłam żyć wśród innych ludzi. Nie potrafiłam? A może nie chciałam? Ubrałam biały płaszcz, założyłam biała chustę na twarz zakrywającą mi usta i nos. Uzbroiłam się w noże myśliwskie, rampiery i strzały podręczne. Popatrzyłam na Valora i Odynie - moich jedynych prawdziwych przyjaciół.
- To co.. czas zapolować na zwierzynę.
Uśmiechnęłam się kiedy wzbili si w powietrze, bowiem Valor i Odynia byli białymi orłami. Ostatnimi żyjącymi. Przeskoczyłam przez mur i wspięłam się na drzewo. Biegłam, skakałam przez kolejne drzewa i gałęzie z taką precyzją, opanowaniem i tak cicho, że nic ani nikt nie miał prawa mnie zauważyć. Biegłam co jakiś czas zwracając uwagę na orły. Nagle Valor zaczął zataczać koło w powietrzu. Zatrzymałam się i ruszyłam w jego kierunku skacząc nadal przez drzewa. Zatrzymałam się. Kiedy dotarłam na miejsce zamarłam. Byli to zamrznięci żołnierze Adarlanu. Nie miałam zamiaru tam schodzić. Kiedy już miałam ruszyć dalej usłyszałam wołanie o pomoc.
- Co do diabła..
Zeskoczyłam na dół i szukałam właściciela głosu. W końcu go odnalazłam. Był to wysoki młody mężczyzna, z złocistymi oczyma i krótkimi brąz włosami. Zauważyłam symbol , który niegdyś nosił mój ojciec. Odwróciłam głowę i wzrok - Kapitan Gwardii Królewskiej.
* * * * * *
Obudziłem się nagle, z wielkim bólem w piersi. Ale coś było nie tak. Nie byłem już w lesie na północy. Nie byłem już zmarznięty. Byłem w małej chacie tuż przy kominku, w którym tlił się ogień. Byłem przykryty kilkoma kocami. Po mału wstałem i rozejrzałem się wzrokiem po domu. Jedno łóżko - więc ktoś mieszka tu sam. Kuchenka, stół, łazienka za drzwiami i.. przestraszyłem się , kiedy tuż nad moją głową przypatrywały się mi. Jeden z nich rozłożył skrzydła i kiedy miał już zaatakować...
- Valor dość, nie ładnie tak traktować naszego gościa.
Orzeł natychmiast schował skrzydła i ukłodnił się - chyba w przeprosinach.
- Nie przeproszę szumowiny, pachołka króla Adarlanu za mojego Valora. Nie musiałam też wcale Cię ratować, więc bądź mi wdzięczny. A wszcególności jemu bo to on Cię znalazł.
Popatrzyłem na właścicielkę orłów. Była ubrana cała na biało. Miała białą chustę na twarzy więc nie widziałem jak wygląda - po za oczami. Błękitnymi jak wody oceanu. Chciałem sięgnąć po miecz ale..
- Tego szukasz?
Pokazała mi mój miecz.
- Nie dostaniesz go doputy nie dojdziesz do siebie i nie wyjdziesz za granicę mojego domu. Zrozumiano?
Pokiwałem niechętnie głową, a ona schowała mój miecz.
- Kim jesteś i co tu robię?
- Kim jestem to nie istotne. A co tu robisz? Uniknąłeś śmierci - nie to co twoi kompani.
- Co się z nimi stało?
- A jak myślisz? Jesteś w najmroźnieszych terenach na całej ziemi.
Wstała i podała mi miskę z ciepłym jedzeniem.
- Zamarzli na śmierć.
Patrzyłem jak głupi w tą miskę. Zerknąłem ukradkiem na nią. Szczupła dość wysoka młoda dziewczyna, o czarnych niczym sadza włosach. Jej ubiór przyprawił mnie o dreszcze.
- Nie jest Ci ...
Zaśmiała się.
- Taka temperatura nie robi na mnie wrażenia.
Spojrzałem przez okno. Na zewnątrz szalała burza śnieżna.
- Ty...
- Tak, urodziłam się tu. Dlatego krótkie spodenki, i podkoszulek mi starczają. Za to wam, Adarlańczykom nawet najcieplejsze ubrania nie pomogą.
Popatrzyła na mnie geniewnie i gwizdnęła. Jeden z białych orół podleciał i usiadł jej na ramieniu.
Miałem nadzieję, że to ten narwany.
Ale..
- Valor... pilnuj go.
Patak jak mi się wydawało uśmiechnął się.
- Nie zostawiaj mnie z nim..
- Heh... wychodzę na chwilę... za ten czas radzę się z nim zaprzyjaźnić. Kapitanie...
Popatrzyłem na nią kiedy to powiedziała. Jej głos, w jej głosie słyszałem ból, którego nie byłem wstanie zrowumieć.
* * * * * *
- Cholerny kapitan!
Krzyknęłam i rzyciałam nożem w niedźwiedzia. Miałam dość - jego.
Jego obecność rozdrapywała stare rany, o który wolałam zopomnieć.
Miałam go dość. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć. Pozbyć z mojego życia. Ale czy potafiłam? Z mojego "poprzedniego życia" zostało mi jeszcze coś - współczucie i resztka człowieczeństwa. Zauważyłam, że Claus , jeden z synów Lamdla śliedził mnie od kąd wyszłam z chaty. Miałam go dość - rzuciłam w niego nożem i trfiłam ramię. Upadł .
- Mam Cię dość, mam wszystkiego dość. Spróbuj coś powiedzieć , a wypruje Ci flaki.
Zdarłam skórę z niedźwiedzia i wyciełam najlepsze kawałki mięsa. Owinęłam je w specjalny papier i wrzuciłam do torby. Wzięłam futro, wyjęłam nóż z jego ramienia i zatamowałam krwawienie.
- Powiem ojcu.
Zaśmiałam się i przewróciłam oczami.
- To sobie mów, mam to gdzieś.
Gry wracałam rozpoczęła się burza śnieżna . Szybko więc skakałam jak zwykle po drzewach i znalazłam się przy chacie. Otworzyłam drzwi i zamarłam...
- O wróciłaś.
Uśmiechnął się.
- On nie pozwala się dotykać nikomu, poza mną i Odynią.
- Odynią?
Orlica frunęła do środka i usiadła na moim krześle.
- Tak , Odynią.
Valor podfrunął do niej i szurchnął głową.
- Jak to zrobiłeś?
- Co?
- Że pozwolił Ci się dotknąć.
- Nic szczególnego. Tak jakoś.
Czyżby Valor wyczuł, że..
- Co to?
Zapytał, kiedy przykryłam go futrem niedźwiedzia.
- By było Ci cieplej.
Popatrzył mi w oczy, a w jego pojawił się błysk. Odwróciłam wzrok i poszłam do drugiego pokoju. Przed zamknięciem drzwi Valor i Odynia wlecieli do pokoju a on powiedział.
- Dobranoc, czarnowłosa.
Zamknęłam drzwi. W końcu wolna.
sobota, 4 czerwca 2016
Fanfiction "Szklany Tron" Prolog
Klękaliśmy przed jego obliczem. Żadne z nas nie miało odwagi na niego spojrzeć. W końcu zawarł głos.
- Wasz czyn zostanie surowo ukarany. Ty młodzieńcze będziesz służył wiernie w mojej armii. A ty...
Przerwał. Trzymałam mojego brata kurczowo za potarganą koszulę.
- A ty zostajesz wygnana i zakazuje Ci powrotu do Adarlanu.
Zerknęłam na mojego brata, który chciał się sprzeciwia ale pociągnęłam go za koszule.
- Ale to za mała kara.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Waszych rodziców skazuje na karę śmierci.
- Nie!
Krzyknęlam , podbiegłam i zdąrzyłam go uderzyć.
- Nie masz prawa! Ukaraj tylko mnie! Zostaw ich w spokoju!
Uśmiechnął się pod nosem.
- Wyprowadzić ją. Już dziś zaczniesz swoją karę.
- Nie!
Krzyknął mój brat kiedy mnie wyprowadzali. Tego dnia widziałam go poraz ostatni. A ja? Wyruszyłam w podróż ,której nie miałam prawa przeżyć. Odziana tylko w lekki płaszcz bez butów i jedzenia szlam w sam środek szalejącej zimy.
Byłam w pół martwa, kiedy usłyszałam głos.
- Chcesz żyć?
Spytał nieznajomy głos.
- T-tak...
Wkrótce miałam się dowiedzieć, że moja decyzja zmieni moje życie na zawsze. W krótce zmiałam spełnić swoją zemstę na królu Adarlanu.
Miałam zwyciężyć.
piątek, 3 czerwca 2016
(Violence) Part4 "Nie chcę cię pamiętać"
WENDY
- Wendy chodź, musimy porozmawiać. - Powiedział Gabe.
- Co chcesz mi jeszcze powiedzieć ?! Bardziej zniszczyć mi życie ?
- Spokojnie Wendy, jak nie chcesz gadać, to okej, chcę cię tylko przeprosić. Jesteś moją siostrą, nie pamiętasz twoich seriali ? Na nasze, to by było, że jesteśmy rodzeństwem z przypadku, ale przyjaciółmi z wyboru.
- Kłóciłabym się, czy chcesz być moim bratem.
- Chcę !
- Ostatnio dałeś mi dowód na coś innego.
- Siostra...
- Wynocha, nie rozumiesz, jesteś kimś więcej lub mniej niż bratem ! To jest chore, jeszcze mi powiedz, że cię pociągam, że mnie kochasz w sposób niewłaściwy. Jesteś chory, może nawet bardziej niż ja, a najgorsze jest to, że ja cię kocham, ale jesteś moim bratem i nic tego nie zmieni !
GABE
Odchodzę. Zaczynam rozumieć Wendy, żyła podobnie, czuła się tak jak ja teraz. Odrzucona przez kogoś. O czym ja gadam ?! W sumie ją kocham, nie, tak, nie wiem. Jest moją siostrą. Co ja mam z nią zrobić ? Czy ona mnie też kocha, czy się wypiera ? Traktuje Gavina jak swojego chłopaka, ale nie sądze, by robiła to na serio. Mam wrażenie, że próbuje mnie tylko zdenerwować. Po szkole jedliśmy obiad z ojcem. Nie było to nic dobrego. Tata zapytał o co chodzi. Żadne z nas się nie odezwało. Zaczął się złościć.
- Tato, nie chcesz tego wiedzieć, po za tym sobie damy radę, Wendy jest na mnie zła, bo coś zrobiłem.
- Coś ?! Czy to, że mój własny brat postanowił mnie pocałować, a co lepsze powiedział o tym na głos przy wszystkich, czy to jest okej ?!
- Że co ?! Moje dzieci. Będzie z tego skandal !
- Tato, spokojnie...
- Nie ! Jedyny powód mojej złości to fakt, że ktoś się o tym dowie i zniszczy mi reputacje.
- Nie jesteś zły, że ją pocałowałem ?
- Nie.
- Czemu ?
- Nie chcecie wiedzieć.
- Chcę. - Powiedziała Wendy. - Tato, przysługa.
Spojrzała na niego jakimś innym wzrokiem, nie rozumiałem.
- Synku, tylko dlatego, że pozwoliłem ci jechać, obiecałem jej przysługę. Dobrze Wendy.
Podeszłą do niego, powiedział jej coś na ucho. Ona zamarła. Nie dokończyła z nami obiadu. Wzieła talerz, a potem poszła do pokoju. Słyszałem głośne wrzaski, płacz, przekleństwa, których nie powstydziłby się jakiś lump z piwem.
- Tato, ona tak często ? Nie reagujesz ?
- To jej życie, po tym jak wyjechałeś załamałą się, a ja dałem jej wolną rękę, tym bardziej co zrobiła wasza... - ostatnie słowo mocno podkreślił, jakby coś było nie tak - matka, ona już jest inna. Teraz, gdy dowiedziałą się... nie wiem co zrobi, ale proszę dbaj o nią, żeby nie zrobiła jakiegoś głupstwa.
- Wiesz o jej okaleczaniu się ?
- Nie mówiła, ale tak.
Poszedłem do pokoju. Wendy siedziała na łóżku. Całą we łzach. Na ziemi leżały kartki, z dużymi napisami "nie chcę Cię pamiętać".
czwartek, 2 czerwca 2016
(Violence) Part5 "Gwiazda rozka za pół miliona"
Jeśli mam być szczera, to ostatnio jestem trochę niemrawa. Cały czas mam wrażenie, że coś jest nie tak. W szkole chciałabym być blisko Adama, ale boję się o Mavena. Boję się porozmawiać z ojcem. Dzisiaj rano do szkoły odwiózł mnie Cole. Powiedział, że wbrew moim zakazom chętnie poszedłby ze mną gdzieś we dwoje. Było to złe wobec Adama... Jednak mój ojciec nigdy się nie zgodzi. Gdy jechałam z nim autem spytał o nasze wyjście.
- A gdzie chcesz iść ?
- O, Wendy czyżbyś była zainteresowana ? Słyszę coś innego w twoim głosie.
- Skończ i odpowiedz mi na pytanie, zanim się rozmyślę
- No dobrze, może miałem propozycje, że może ty masz jakiś lepszy pomysł, bo nie wiem, czy ty chciałabyś iść do takich miejsc jak ja.
- No okej, po prostu może pójdziemy do mnie, zamówimy pizzę i obejrzymy jakiś film ?
- Brzmi idealnie, a mogę mieć do ciebie pytanie ?
- Pewnie.
- Czy ja ci się podobam ?
- Zapytałabym o to samo.
- Ale ja byłem pierwszy.
- Ale to ja muszę cię lubić, a nie ty mnie.
- Ja cię bardzo lubię.
- Czemu ?
- Bo jesteś moim marzeniem.
- Tandetne.
- Nie o to mi chodziło, bo zawsze chciałem żyć tak jak ty, fascynujesz mnie, zazdroszczę ci tej wolności. Ja jestem trzymany na smyczy, ty jesteś w stu procentach wolna.
- Nie zgadzam się z tobą.
- Co ? Czemu ?
- Bo muszę być z kimś z was.
- A nie chcesz ?
- Nie wiem, jak mam być już szczera to podobasz mi się ty, trochę Mav o raz jego brat.
- Jego brat ?
- Tak, chodzimy do jednej klasy. Ale dobra, idę, zatrzymaj się tutaj.
- Dobrze, to kiedy się widzimy ?
- Jutro ?
- Dobra. Pa, osiemnasta.
- Pa.
Wysiadając z auta powiedziałam, że ta rozmowa podniosła go w rankingu. Poszłam prosto do Vi. Stała obok Adama. Przywitałam się z nią zwykłym "cześć", jednak gdy spojrzałam na Adama, odwróciłam wzrok i przygryzłam wargę. Spojrzał na mnie, spuścił ramiona i przewrócił oczami.
- Jezu, Way, nie udawaj.
- Po pierwsze, o co ci chodzi ? A po drugie, czemu nazwałeś mnie Way ?
- Po drugie, bo jesteś Way to love.
- Po to twoje drugie, to brzmi tandetnie, a to pierwsze ?
- To pierwsze nie jest takie tandetne.
Vi spojrzała na mnie zdziwiona. Adam pociągnął mnie za rękę i pocałował.
- Co tu się wydarzyło ? - Spytała Vi.
- Mam właśnie problem, sory Adam, ale to babskie sprawy.
Pociągnęłam ją za sobą.
- Ciągnie mnie do Cole'a.
- Że co ? To bardzo źle ?
- Nie, to fatalnie, ja się zmieniam ! Zaczynam zwracać uwagę na niego, oraz na swój wygląd.
- Może w końcu zaczniesz się ubierać bardziej jak laska...
- Zamknij mordę ! On ma na mnie zły wpływ, ale przyznaję, że jest słodki.
- A Mav ?
- E tam.
- A Adam ?
- Kocham go od dawna. Ale alternatywa musi być, ojciec się nie zgodzi, a Cole jest uroczy.
- Uwaga, alarm alarm Wendy mówi słowo "uroczy" i to w kontekście kogoś i czegoś oprócz Adama.
- Fajnie wiedzieć, że jestem uroczy kotek. - Wtrącił Adam pojawiając się za moimi plecami.
- Nie jestem kotkiem, ani nic takiego, nawet nie chodzimy ze sobą. - Odparłam.
- Dlatego ja uważam, że Cole'a należy wyeliminować.
- A ja uważam, że Wendy zaczyna na nim zależeć, a jutro idzie z nim na randkę !
Adam uśmiechnął się tylko, wyjął swoje rzeczy z szafki i poszedł w stronę sali lekcyjnej.
- Myślisz, że jest zazdrosny ? - Spytała mnie Vi, wyciągając swoje rzeczy.
- Na bank, a ja mam zamiar jutro się przekonać, czy ma ku temu powód. To głupie, że podoba mi się Cole, ale prawie jestem z Adamem, i nie wiem czy to fair wobec nich obu.
- Wendy, powiedz Cole'owi jak wygląda sprawa, koniec tematu, nie ma co gdybać. Po prostu z oboma się przyjaźnij, nic więcej, przez jakiś czas i zobaczysz.
- Jesteś moim bogiem Vi. Zazdroszczę facetowi który z tobą będzie.
- No wiesz, jak ci nie wyjdzie z nimi to zostaniemy lesbijkami.
- Chyba coś brałaś.
- Tylko multiwitaminę.
Ten dzień pociągnęłam już tak jak rano. Śmiejąc się z przyjaciółmi, będąc ciągle z chłopakiem którego dobrze znam.
- Boję się.
- Czego ? - Spytał Adam, gdy na długiej przerwie Vi "gdzieś zniknęła".
- Jutro zaczyna się koszmar. Znaczy jak będę siedzieć jutro z Cole'm, to będę pewnie szczęśliwa. Jednak uważam, że brak możliwości pocałowania cię na dzień dobry, że przymus traktowania was na równi... jak ja to rozwiąże ? Co jeśli nie będę mogła z tobą być ? Mój ojciec powiedział, że wasz ojciec to cytuje "idiota który nie ma własnych pomysłów, a jego wnuki będą przeklęte", ale olewając go... czy ty... na serio coś do mnie czujesz ?
- Powaliło cię ?! Ja cię kocham ponad życie ! Tyle lat przyjaźni, myślałem, że to tylko przyjaźń, oraz, że ty mnie tylko lubisz.
- Kocham cię, a teraz trzeba się zwijać.
Usiadłam na ziemi, próbując wstać Adam podłożył mi nogę, więc wylądowałam na jego kolanach. Zaczął się śmiać. Potem poszliśmy na następne lekcje. Ze szkoły wracaliśmy we trójkę. Odprowadzili mnie pod drzwi. Vi powiedziała tylko "do jutra" i poszła w swoją stronę. Adam spojrzał na mnie smutno. Staliśmy pod drzwiami mojego domu. Pociągnęłam nosem. Mimo, że jutro rano znowu się zobaczymy, to nic nie będzie takie samo. Najchętniej teraz walnęłabym poduszką o twarz i płakała, teraz tylko popłynęła jedna łza.
- Sory, że wyglądam tak żałośnie.
- Nie wyglądasz żałośnie, jesteś zawsze śliczna. A teraz trzeba się chyba pożegnać.
- Racja, do jutra Adam.
- Do jutra Wendy.
Pocałował mnie. Ostatni może już raz. Było to jednak inne, takie niezwykłe. Jedną rękę trzymałam na drzwiach do mojego domu. Nagle nie trzymałam już na nich ręki. Adam trzymał mnie w talii. Gdy mnie puścił, patrzył na mnie, a raczej jakoś wyżej. Był cały czerwony, gdy się odwróciłam, mój ojciec stał w drzwiach.
- Wynocha mi stąd dzieciaku, nie widzę cię tutaj więcej pomiocie szczura.
- Dzień dobry prosze pana, ja już idę.
Ojciec walnął mi wykład, na co odparłam, że go nienawidzę, że jestem skazana na taki los i na Cole'a (co nie jest aż takie okropne), że nie chcę tak żyć i nie będzie za mnie decydował. Przy kolacji powiedziałąm tylko, że jutro będzie u mnie Cole. Nie protestował, nie odzywał się. Następny dzień był okropny. Ubrałam się do szkoły w czarną sukienkę z białą koronką. Vi powiedziała, że wyglądam niesamowicie, Adam się nie odzywał. W domu nie gadałam z ojcem, czekałam tylko na Cole'a. Gdy już traciłam nadzieję, że ten dzień będzie okej, nagle stało się to...