wtorek, 21 czerwca 2016

(Violence) Part9 "4.13.-2"

#9
Gdzie jest ten cymbał ?! Jest już dwudziesta druga, a jego nie ma ?! Minęła godzina, poszłam do pokoju od chłopaków. Przebrałam się i położyłam się spać. Otworzyłam oczy na chwilę około trzeciej rano. Theodor przyszedł i położył się na łóżku. Byłam zbyt zmęczona, by pytać go o cokolwiek.
 Rano, przy śniadaniu wypytywałam go o wczorajszy wieczór. Powiedział mi, że coś załatwił, ale to niespodzianka. Cokolwiek to znaczy. Potem wyszliśmy na dwór. Pokazał mi swoje okolice. Bardzo... nowocześnie, jak to nazwał Theodor.
- Czyli mówisz, że u was nie ma elektryczności.
- No nie bardzo. Mamy coś w rodzaju magii, na przykład mamy takie małe pudełka, którymi możemy przekazać jakąś wiadomość. Wszyscy ją widzą.
- To w sumie nazwałbym portalem społecznościowym. My mamy technologię na najwyższych obrotach. Począwszy od fabryk, kończąc na w pełni zautomatyzowany kwartał spożywczy, każdy kwartał odpowiada czemuś innemu.
- W końcu zrozumiem.
- Mam nadzieję, skoro przyjdzie nam tu żyć do końca razem.
- Nie rozumiem, co masz na myśli ?
- Nic specjalnego, powiem ci później. A właśnie, umiesz szyć ?
- Tak, a co ?
- Dobrze, nie no tak pytam, bo trzeba ci poszukać sukienki.
- Po pierwsze fuj, nie lubie ich, wszystkie takie pastelowe i po drugie po co ?
- To jest niespodzianka. A pytam o to szycie, bo jak nie znajdziemy, to będziesz musiała sobie sprawić.
Zaprowadził mnie do jakiejś ciemnej ulicy. Przed nami była ściana. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Pchnął kontener na śmieci, za nim była wielka dziura. Przeszliśmy przez nią. Moim oczom ukazało się niesamowite miejsce. Pośród tych wszystkich nowoczesnych zabudowań i współczesnych sklepów, tutaj cegły walały się wszędzie. Stoiska były z drewna.  Jednak ich zawartość... damskie ciuszki. Kolorowe wstążki, różowe sukienki. Jednak chodząc pomiędzy rzeczami, czułam się obserwowana. W końcu ją wypatrzyłam. Była to sukienka. Wiedziałam co to za sukienka... dostałam ją kiedyś i nie założyłam, co to za bestialstwo, że mi ją wywieźli. Kupiłam ją, gdy Theodor przyszedł, schowałam ją do pudełka.
- Pokaż.
- Nie, tą samą sukienkę miałam u siebie, ma nawet wyszyte inicjały na metce.
- Ale pokaż.
- Nie, to ma być niespodzianka, jak sam mówiłeś. Póki co, to... spotkajmy się przy wyjściu za 20 minut.
- No dobrze, jak wolisz.
Oglądałam różne rzeczy. Moja sukienka Rock Rebel potrzebuje siostry. Podobało mi się wiele rzeczy. Znalazłam też cienką, skórzaną kurtkę oraz ciemną, czerwoną sukienkę. Sprzedawcy patrzyli się na mnie bez zdziwienia, z tego co mówili koledzy Theodora, znają Satury, więc ci tu, pewnie mają z nimi styczność. Ubrania które kupuje są antykami. Idealnie zachowane wzory, wykorzystywane do masowej produkcji jako model, jednak wyglądają inaczej, moda naszej ery jest inna. Kolor czarny nie istnieje w świecie pastelowych dziewczyn. Czytając książki z dawnych lat, wiem, że kiedyś było inaczej. Wiem, Teodor myśli, że moja magia nie istnieje, ale nie wie o czymś najwyraźniej. Na naszej wyspie jest las. Nasz las. Gdzieś w nim jest miejsce, w którym jest pewien kwiat. Nazwałabym to magią, ale Teodor by mnie zganił. Gdy ten kwiat ulegnie zniszczeniu, poprzez spalenie, wszystko wróci do normy. Tak mówiła mi moja nauczycielka, gdy byłam mała, nie wiem, czy to prawda, ale skoro u siebie tego nie znalazłam, to może znajdę to u Theodora. Nazwałby to bujdą. Kupiłam kilka rzeczy i poszłam w stronę wyjścia. Po drodze, ktoś złapał mnie za ramię i mocno szrpnął za włosy. Szybko wstałam. Spojrzałam na faceta.
- Takene Somiho ! - Wypowiedziawszy te słowa, uciekł. Było to odruchowe, w moim języku znaczyło nie za dobrze.
- Gdyby tu został to bym mu nawrzucał.
Powiedział to Alec, był bez okularów.
- Czy ty nie nosisz okularów ?
- To są okulary techniczne, służą mi jak kompu... i tak nie zrozumiesz.
- Co tutaj robisz ?
- Ja ? No pracuje tu, gdzie zgubiłaś swojego męża ?
- Męża ? Theodor to nie mój mąż, tylko przyjaciel.
- Czyli o nim myślisz, skoro powiedziałaś o nim. I nie jestem pewien, czy on chcę się z tobą przyjaźnić, on chce czegoś więcej. Mówi że cię kocha, ale ma sekrety, ma interes, a ty mu przeszkadzasz. Przykro mi, że sam ci tego nie powiedział. Nie może się przez ciebie skupić.
- Jesteś zazdrosny ?
- Nie, o co ? O ciebie ? Ty jesteś na razie jego, a ja nie chcę resztek.
- Nie jestem resztką, jestem całością. - Alec machnął ręką i poszedł, na chwilę się odwrócił, by rzucić - sama się dowiedz, czy mam rację.
Zrobiłam kilka kroków w tył, po czym się odwróciłam. Wpadłam idealnie na Theodora. Zrobiłam krok w tył. On jednak pociągnął mnie do siebie.
- O czym gadałaś z Alec'iem ?
- A chciał się tylko przywitać.
- Co tam nakupowałaś ?
- Kilka rzeczy, głównie Rock Rebel, nie zrozumiesz.
- Rozumiem, nie jestem takim ignorantem. To jedna z najlepszych linii ubrań dla... emo ?
- Sam jesteś emo padalcu. Rebelia, mówi ci to coś ? Właśnie zaczynamy rebelie, myślisz, że będziemy tu żyć do usranej śmierci ? Chcę żyć ! Sefir na pewno ma jakiś większy plan.
- Oj tam, oj tam. - Objął mnie. Mój uśmiech trwał krótko.
- Nie Theodor - wykręciłam się spod jego ramienia. - Co jeśli to się wyda ? Jeśli zginiemy, jak się dowiedzą ?!
- Nic się nie wyda.
- Skąd masz pewność ?
- Raz mi zaufaj.
- Zaufam ci po raz setny, jeśli będzie trzeba, ale tutaj trzeba kierować się rozsądkiem.
- Mniejsza, mam coś do załatwienia, więc muszę cię gdzieś odstawić.
- Gdziekolwiek. - Rzuciłam, po czym założyłam ręce na piersi i zdmuchnęłam kosmyk włosów.
- Żartuje. Idziemy do lasu, chcę z tobą pogadać sam na sam.
- A co jest nie tak z twoim domem ?
- Nie jestem przekonany, wiesz... lubię ich ale mam wrażenie, że oni cię lubią.
- I co w tym złego ? Czujesz się jakoś zagrożony ?
- Czym ? Nimi ? Nie... po prostu chcę pobyć daleko.
- Dobrze.
Poszliśmy odnieść rzeczy. Potem ruszyliśmy w stronę lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz