Klękaliśmy przed jego obliczem. Żadne z nas nie miało odwagi na niego spojrzeć. W końcu zawarł głos.
- Wasz czyn zostanie surowo ukarany. Ty młodzieńcze będziesz służył wiernie w mojej armii. A ty...
Przerwał. Trzymałam mojego brata kurczowo za potarganą koszulę.
- A ty zostajesz wygnana i zakazuje Ci powrotu do Adarlanu.
Zerknęłam na mojego brata, który chciał się sprzeciwia ale pociągnęłam go za koszule.
- Ale to za mała kara.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Waszych rodziców skazuje na karę śmierci.
- Nie!
Krzyknęlam , podbiegłam i zdąrzyłam go uderzyć.
- Nie masz prawa! Ukaraj tylko mnie! Zostaw ich w spokoju!
Uśmiechnął się pod nosem.
- Wyprowadzić ją. Już dziś zaczniesz swoją karę.
- Nie!
Krzyknął mój brat kiedy mnie wyprowadzali. Tego dnia widziałam go poraz ostatni. A ja? Wyruszyłam w podróż ,której nie miałam prawa przeżyć. Odziana tylko w lekki płaszcz bez butów i jedzenia szlam w sam środek szalejącej zimy.
Byłam w pół martwa, kiedy usłyszałam głos.
- Chcesz żyć?
Spytał nieznajomy głos.
- T-tak...
Wkrótce miałam się dowiedzieć, że moja decyzja zmieni moje życie na zawsze. W krótce zmiałam spełnić swoją zemstę na królu Adarlanu.
Miałam zwyciężyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz