Prolog
Jestem niebywale szczęśliwy dzisiejszego dnia. Dzisiaj powiem siostrze, że udało mi się dostać do rocznej szkoły muzycznej. Mieszkamy na zadupiu. Ona chcę być artystką, w sumie to nieźle jej idzie. Firma ojca jest bardzo kosztowna, udało mu się jej pomóc z jej pasją. Ale może od początku ? Mam na imię Gabe, moi rodzice pobrali się w sekrecie, oraz w sekrecie mama urodziła bliźniaki, ale mogła nas zobaczyć dopiero po tygodniu, bo miała chore oczy. Ojciec nienawidził zdjęć, nigdy nie było w domu nawet aparatu fotograficznego. Gdy mieliśmy roczek tata w końcu kupił aparat. Teraz jest prezesem światowej marki aparatów. Ale wracając do nas. Moja siostra ma na imię Wendy, ale mówię jej Vi, bo bardzo kojarzyła mi się w wieku 10 lat, z Vi z "League of legands". Była brutalna, w czynach i w słowach. Byliśmy określani mianem "idealnej parki". Ja nigdy nie miałem dziewczyny... nigdy nie widziałem świata poza Wendy, ona nie nie miała chłopaka, bo jak ktoś nieciekawy się przystawiał to miał do czynienia ze mną, wybijałem ich głupie pomysły jeden po drugim. W całej szkole było o nas słychać. Jak jedno było chore, to oboje siedzieliśmy w domu. Cały nasz rocznik był w tej samej szkole, i to przez wszytskie lata nauki, nawet w gimnazjum i liceum ci sami ludzie. Rodzice również trzymali nas razem. Dzisiaj mam 17 lat i niebywale się cieszę. Razem od 17 lat. Kocham ją najbardziej na świecie, na wszystkie szkolne bale chodziliśmy razem, nie tańczyłem z żadną dziewczyną oprócz niej, co wiele osób doprowadzało do szału. Uczyliśmy się dobrze. Nie mieliśmy nigdy żadnych problemów. Za tydzień koniec wakacji, ja wyprowadzam się do Nowego Jorku na roczne studia muzyczne. Tata powiedział, że zajmie się moją karierą, o ile skończę dobrą szkołę. Najlepsza była właśnie w Ameryce. Moja siostra namawiała mnie kiedyś do tej plastycznej, ale chciałem robić coś innego. Ona nie wie jeszcze o tym, że się dostałem, ona spędzi pięć lat na studiach, a ja tylko rok ! Możliwe, że potem nawet znajdę tam jakąś pracę !
Wstałem z łóżka i podszedłem do łóżka Wendy. Dotknąłem ją w ramię. Nie ruszała się. Gdy ją odkryłem, leżała w MOJEJ koszulce z Nirvany, nie ruszała się. Gdy zacząłem się niepokoić, mówiłem do niej - Wendy, Wendy. - Zero reakcji. - Mała Vi. - Nie ruszyła się, zmarszczyłem brwi, lecz wtem z niebywałą prędkością obróciła się do mnie z otwartymi oczami. Z zawadiackim uśmiechem na ustach przewróciła mnie i spadła z łózka na mnie i to specjalnie. Zaczęliśmy się śmiać, byliśmy podobni. Miałem szczęście. Byliśmy identyczni, może nie z twarzy, ale oboje mieliśmy włosy w kolorze ciemnego blondu oraz duże, zielone oczy.
- Vi ! Muszę ci powiedzieć coś mega, czekałem z tym do rana, bo jak tata mi powiedział, to już spałaś !
- Ciszej z tą mordą, o co chodzi ?
- Dostałem się do tej szkoły muzycznej w Nowym Jorku ! Świetnie prawda ?! Jutro wyjeżdżam, wracam za rok, więc musimy cały dzień spędzić razem, no jak zwykle, ale wiesz. - Napłynęły jej łzy do oczu. - Co się stało ? To źle ?!
- Nie ! To świetnie, mój zdolny brat. - Przytuliła mnie. - Muszę ci oddać tą koszulkę. - Zaśmiała się.
- Nie zobaczymy się przez rok ! Niech tu zostanie i ci o mnie przypomina.
- Nigdy bym o tobie nie zapomniała.
Cały dzisiejszy dzień był cudowny. Najpierw śniadanie całą rodziną, potem szybko się przygotowaliśmy i wyszliśmy na miasto. Wendy miała na sobie niebieskie jeansowe spodenki i Białą bluzkę z napisem "CUTE" Była brokatowa, miała rękaw 3/4. Jej włosy jak zawsze były spięte w kucyka, a grzywka, któa była już trochę za długa opadała jej wesoło na policzki. Była piękna. Moi koledzy twierdzili, że to dziwne i śmierdzi kazirodztwem, co wprowadzało mnie w niemały gniew. Na ręce miała tatuaż z literą G w serduszku, ja miałem taki, ale w W. Były na lewej ręce mniej więcej w połowie drogi od łokcia do nadgarstka.
- Co mi się tak przyglądasz ? - Spytała Wendy.
- Tak po prostu, gdzie teraz idziemy ?
- Może nad rzekę ?
Cały dzień był cudowny. Obeszliśmy chyba cały kraj ! Poszliśmy na pizzę, na lody, Gdy doszliśmy pod dom, powiedziałem :
- I jak ostatni dzień ? Dobrze było ?
- Nie.
- Tylko jak ? Idealnie ? - Odpowiedź sama sunęła jej się na usta, uśmiechnęła się szeroko.
- Okropnie, nienawidzę cię, fajna mi kurde niespodzianka. Mówisz mi to dzień przed twoim odejściem. - Zaczęła płakać. Po raz pierwszy od 11 lat płakała. - Jak tak możesz ?
- Nie cieszysz się ?
- A ty byś się cieszył, jakbyś jutro miał stracić wszystko ?!
- Tylko na rok.
- W sumie masz rację, więc możesz już jechać, co to za różnica.
Więcej się do mnie nie odezwała. Pisałem do niej listy, ale nie odpisywała. Z tego co wiem od ojca, to każdy list jaki dostaje, otwiera, rzuca okiem, drze na kawałki i wysypuje przez następną gozinę przez okno, za każdym razem klnąc. Ale mimo to jest z nią okej, jednak gdy rozmawiałem z m nim raz przez telefon, to gdy mówił o niej, załamał mu się głos. Dowiedziałem się, że się rozwiedli z mamą tydzień przed moim powrotem, miała mnie o tym powiadomić siostra. Gdy tata jej kazał to przekazać miesiąc temu, powiedziała, że to zrobi, a gdy dostała list, z pretensjami ode mnie, czemu nie mówiła wcześniej, napisała tylko: "Widzisz, co za różnica ? Miesiąc, tydzień, czy dzień, Tobie to było bez różnicy." Za tydzień wracam, moja szkoła... nie wypaliła, stałem się troche metalem. Chodzę co prawda w trampkach i czarnych jeansach, to moja muzyka to tylko rock i metal. Moja siostra się nie zmienia. Niestety, gdy szukałem jej na Facebooku, to nie mogłem znaleźć, zablokowała mnie. Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Jutro wracam. Dostałem sms'a, i to od niej ! Napisała "Wybaczę ci wszytko, gdy wrócisz. NA STAŁE."
#1
WENDY
Obudziłam się rano, z wielkim trudem. Ojciec nawrzeszczał na pokojówkę, że mnie nie obudziła. W końcu muszę ładnie wyglądać, na powrót tego szczura. Zostanie szczurem, aż przekroczy ten próg. Obiecałam to sobie. Gdy się dowiedziałam, że wyjeżdża, byłam wściekła. Jednak po tygodniu od wyjazdu, zrozumiałam, że liczy się jego szczęście. Nie miałam zbyt dużo czasu do przemyśleń. Miałam masę innych problemów. Moi rodzice się rozwiedli, z mojego powodu, a dlaczego ? Ponieważ moja matka mnie biła. Gdy brat wyjechał, każde jej wahania nastroju padały na mnie. Mój brat powodował, że była jakaś spokojniejsza. Gdy Gabe wyjechał, nie miała z kim rozmawiać, bo z nim gadało jej się najlepiej. Gdy nie było taty w domu, czyli prawie codziennie, gdy coś było nie tak, albo dostałam zły stopień zaczynała mnie bić. Zmieniłam swój gust muzyczny, co poszło w parze z wyglądem, już nie spinam włosów. Nawet na WF, nauczycieli to nie rusza. Wracając do matki, gdy tata się dowiedział o tym, co robi, pokłócili się. Nie rozmawiali przez kilka miesięcy, byli w separacji i się rozwiedli. Właśnie stałam z tatą na lotnisku, gdy go zobaczyłam. Miał na sobie czarne jeansy, koszulkę z AC/DC, czarne trampki, a jego niebieskie oczy błądziły po ludziach. Mój przystojniak.
GABE
Pierwsze co zobaczyłem ? Mojego tatę, niestety, wokół niego nie było nigdzie Vi. Przyjrzałem się osobie stojącej obok niego. Gdy odwróciła się w moją stronę, doznałem szoku. Moja mała Wendy (nie wiem czemu nazywam ją małą, skoro urodziliśmy się w tym samym dniu) miała białe włosy ! Rozpuszczone długie białe pasma opadały jej na ramiona. Jej dotąd urocza grzywka, nie była już taka lekko długawa, nie przypominała już grzywki. Białe włosy wyglądały strasznie w połączeniu z niebieskimi, jasnymi oczami, chociaż ten widok był dość pociągający... NIE ! Znowu to samo. Kilka razy w życiu przyłapałem się na złych myślach dotyczących jej osoby. Gdy podszedłem bliżej, zauważyłem w niej zmianę. Była bardzo chuda, nie na miarę anoreksji oczywiście, ale wcześniej było jej trochę więcej. Miała koszulkę z Fit For Rivals. Mój współlokator bardzo ich lubił. Ja nie lubiłem rocka w wykonaniu kobiet. Więc FFR z Renee jako wokalistą - okropne. Wracając do Vi, miała czarne, krótkie spodnie obszarpane na końcach. na lewej ręce miała czerwoną bandanę. Czyżby chciała ukryć dowód na spokrewnienie ze mną ? Tam był nasz tatuaż. Jej usta były pomalowane na wiśniowy, ciemny kolor. Zamiast swoich kolorowych pierścionków, nosiła rękawiczki bez palców. To zabawne, że mimo roku ŻADNEGO kontaktu, podświadomie zmieniliśmy się w podobny sposób. Mimo to, trochę mnie przerażało to, co widziałem. Nie, że wyglądała źle, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że jest jakaś... smutna. Podszedłem do nich. Tata podał mi rękę i coś tam mówił. Skupiłem się bardziej na stojącą obok Wendy. Tata to zauważył, powiedział tylko, że czeka w aucie. Wendy patrzyła na mnie chwilę. Nie odzywała się, wzrok miała smutny. Zrobiłem przepraszająco-uśmiechniętą minę. Pokręciła głową, uśmiechnęła się szeroko, lecz sztucznie i natychmiast jej usta przybrały poprzedni stan.
- Słuchaj Wendy, możesz się do mnie nie odzywać, nie chcieć mnie znać, ale zrozum, że... przepraszam i...
- Zamknij się. - Przerwała mi i przytuliła mnie. Odwzajemniłem tym samym. - Czyli, że jutro idziemy razem do szkoły ?
- Tak, nie poszło mi tam najlepiej, zero roboty. Jutro jedziemy tam razem i tak przez cztery lata.
- To dobrze.
Jechaliśmy około 10 minut. Wendy rozmawiała ze mną o szkole, kto z kim, kogo już nie ma. Widziałem w lusterku, że tata się uśmiecha. Widocznie był szczęśliwy. Może było mu dobrze z tym, że chociaż ja z nim teraz jestem, że nie musi być wiecznie sam, bo ma w końcu swoją dwójkę ukochanych dzieci. Pomijam, że matka odeszła, ale po za tym, wszystko będzie po staremu. Gdy kończyłem się wypakowywać, do mojego regału w naszym pokoju, weszła Wendy i spytałem.
- Czemu na biało ? Czemu zmiana koloru ?
- Nie wiem, bo odstrasza ludzi.
#2
WENDY
Wstałam rano, jak zwykle o 7 rano. Dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego. Mój brat jeszcze spał. Wstałam, podeszłam do jego łóżka i powiedziałam:
- Wstawaj.
- Cześć Vi, pierwszy dzień szkoły. Fajnie ?
- Nie.
Poszłam do łazienki. Po 20 minutach byłam gotowa. Przebrałam się, gdy Gabe był w łazience. Ubrałam czarną sukienkę i białe martensy. Na ręce zawiązałam sobie kawałek materiału. Żeby nie pokazywać tego, co tam ukrywam. Stanęłam przed lustrem. Poprawiłam moją sukienkę. Miała krótki rękaw. Rozszerzała się w pasie i była jeszcze podszyta. Moje buty były idealnie czyste. O dziwo nie było mi w nich gorąco. Były na zamówienie i są bardzo cienkie. Moje białe włosy zwykle proste, dzisiaj miały lekkie fale. Miałam perfekcyjny makijaż, dla injych dziewczyn perfekcyjną figurę, perfekcyjne życie. Ale to tylko pozory. Wszystko jest takie tylko na niby. Mocniejsze rany od matki, są na nogach, nad kolanami. Dlatego się wstydzę. Wstydzę sie moich blizn, tego, co ukrywam przed bratem. Kiedyś to zobaczy. Nie chcę tego. Wygładziłam na sobie sukienkę, zwróciłam się w stronę drzwi. W drzwiach stał Gabe. Miał czarne jeansy i białą koszulę. Był bardzo przystojny. Zorientowałam się, że stał tu kilka minut. Poprawiłam materiał na ręce i wzięłam torebkę z łóżka. Gdy mijałam Gabe'a w drzwiach, złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował w czoło. Uśmiechnęłam się szczerze. Miałam nadzieję, że będzie jak kiedyś.
Zjadłam śniadanie w kuchni, rozmawiając z naszą kucharką. Była bardzo miła. Wyszłam z domu razem z Gabem, jednam nie stał tu samochód, co go zdziwiło.
- Idziemy na nogach.
Szliśmy w milczeniu. Gdy byliśmy pod szkołą, spotkałam znajomych. Była to część z nich, których mniej lubiłam. Oni też nie żywili do mnie zbytniej sympatii. Lee... nienawidzę go. Był moim pierwszym chłopakiem. Spojrzał na mnie i machnął ręką.
- Gabe, poczekaj tu, muszę coś załatwić.
Podeszłam do Lee, wzięłam go za ramię i odciągnęłam od reszty.
- Słuchaj idioto, masz ze mną nie gadać, nie pisać i nie mówić nikomu o czymkolwiek, jasne ?!
- Chodzi ci o twojego brata ?
- Nie, ale nie chcę mu mówić o pewnych sprawach. Niczego między nami nie było. - Nagle podeszła moja koleżanka Reeve.
- Niestety nie trzyma mordy na kłódkę. Wspomniał, że próbował dobrać ci się do majtek. Na szczęście masz dobrą koleżankę, która mu to mocno wyperswadowała. Nikt więcej się nie dowie.
- Dzięki Reeve, teraz wracam do brata i pamiętać, ani słowa.
Wróciłam do Gabe'a i poszliśmy na salę gimnastyczną. Zebrało się sporo ludzi. Było tu straszne echo, a ludzie rozmawiali, oraz dzielili się przeżyciami z wakacji. Usiadłam da krześle w pierwszym rzędzie. Gabe usiadł obok i milczeliśmy przez chwilę.
- Pamiętaj, że idziemy dzisiaj razem na obiad. - No tak ! Tradycyjnie po rozpoczęciu chodziliśmy wspólnie na obiad. - Co jadłaś na obiad rok temu ?
- Anna zrobiła mi kanapkę.
- Aha... żeby ci to wynagrodzić... pójdziemy do kina i coś zjeść. Gdzie chcesz iść na obiad ? Do jakiejś restauracji ? Nie wiem co teraz jesz.
- Pójdziemy do KFC na frytki, czy coś, a potem do kina, ale na co ?
- Nie wiem, może na horror ? - Spojrzał na mnie tak, jakby miał zaraz zmienić decyzje. Nie wiedział co lubię. - Albo na komedie romantyczną ?
- Na horror. Przyszedł dyrektor. -Wskazałam przed siebie.
Mówił nam jak istotna jest nauka i że nasza szkoła wygląda jak liceum, mimo że to studia. Bla bla bla. Nic istotnego. Gdy skończył mówić, poszliśmy do klas, bo dostać plan lekcji itp. Na szczęście Lee mnie więcej nie zaczepiał. Poszłam z Gabe'm na obiecany obiad, a potem do kina. Film był o Jasiu i Małgosi, którzy są w związku kazirodczym i są ścigani przez demony. Kiczowata fabuła, ale efekty przednie. Gabe lubił horrory, bo ja się ich bałam, a on nie, później go przytulałam, a wieczorem chciałam z nim spać, bojąc się. Mimo zmiany przez ten rok, to pozostało niezmienne. Najgorsze były Jumpscary. Gdy myślałam, że potwory ich goniły, nagle wyskakiwał na nas potwór. Bałam się. Z każdym Jumpscarem, co raz bardziej wtulałam się w ramię Gabe'a. Dlatego chciał horror, chciał odbudować rok odizolowania. Nie wiem co on tam robił, ale ja żyłam. Uczyłam się jego braku. Niestety nie udało się. Gdy nie zauważyłam, zaczął rozwiązywać materiał na mojeh ręce. Natychmiast złapałam go za ręce.
- Przestań, nie chcesz tego oglądać.
- Chcę, ten tatuaż coś znaczy.
- Nie. Nie o to chodzi. Koniec tematu.
Zabrałam ręce, poprawiłam materiał i oglądaliśmy dalej film. Nie zbliżałam się do niego, dopóki nie było strasznych scen. Po filmie wróciliśmy do domu. Dzień szybko zleciał. Gdy pakowałam swoje rzeczy do torby, przyszedł Gabe. Podszedł do mnie. Odwróciłam się i powiedziałam:
- Przepraszam za wcześniej. Jeśli chcesz, to pokaże ci o co chodzi.
- Chciałbym.
Odwinęłam materiał. Tatuaż wyglądał... źle. Był cały w ranach. Miał ponad dwanaście blizn. Niektóre miały jeszcze strupy. To były rany... po okaleczaniu się. Chciałam niszczyć to serce, ponieważ mnie zdradziło. To były moje uczucia. Dotyczyły raniącego mnie Lee, brak Gabe'a, ataki mamy, samotność, traumy i problemy.
- Przepraszam się Wendy, na prawdę... gdybym tu był, nic by się nie stało. Kurw...
- Wyrażaj się!
- No dobrze... Jeśli mogę ci jakoś pomóc, to powiedz. Przepraszam cię, naprawdę.
- Nie możesz ! Gdybyś nie odszedł, nie byłoby przeprosin, wkurzasz mnie, po tygodniu od twojego wyjazdu zrozumiałam, że to dla ciebie dobrze i się trochę usamodzielnimy, ale zauważ, że tylko tobie się udało. Nienawidzę siebie. Nie wiąże tego, by ukrywać to przed innymi, tylko przed sobą i trochę tobą, nie wstydze się tego. Wstydzę się siebie samej, nie potrafiłam przeżyć roku bez ciebie. Jak mam żyć ?! Nie mogę pokazać tego ojcu. Z resztą... mniejsza. Już z tym skończyłam i się nie okaleczam.
- Dokończ poprzednie zdanie.
- Kłamstwo, ja robię to wciąż, tylko że na biodrach, żeby tata nie widział, bo o tym na rękach wiedział i miałam problemy.
Przytulił mnie. To nie pomoże.
- Powiedz mi coś innego, mów coś, co nie ma związku z tym, co się tu dzieje. Coś, za co było nam wstyd, na przykład jak podarłeś mi sukienkę w pierwszej klasie gimnazjum i mi ją potem zszywałeś.
- Okej. Pomyślmy. Już wiem...- W tedy przyszedł tata i zawołał nas na kolację. Mój materiał był rozwiązany. Tata spojrzał na mnie pytająco.
- Powiedziałam mu.
Może pominę następną pobudkę itp. Skupmy się na moim osiągnięciu. Do szkoły poszłam bez tej szmaty na ręce. Wszystko na wierzchu. Bałam się szkoły, tego, że może do Gabe'a nie dotarło jeszcze, że teraz jest inaczej. Byliśmy w szkole, unikałam trochę brata. W końcu złapał mnie, gdy gadałam z Lee, przy szafkach.
- Lee, zamknij mordę, idzie mój brat.
- Mam nie wspominać o naszym związku, o twoim kryzysie, o twoim wypłakiwaniu mi się w ramię ?
- O czym on mówi Wends. - Dziwne przezwisko.
- O nic Gabe, o coś co było i Wendy, dla twojej wiadomości bardzo dobrze cału... - Złapałam Lee za kark z tyłu i wbiłam się palcami. Zajęczał z bólu, po czym pchnęłam go przez korytarz, nie wrócił, tylko potarł szyję i poszedł na stołówkę. Odpowiedziałam wszystko bratu, gdy popatrzyłam na niego smutno, uśmiechnął się i pociągnął mnie pod schody.
- Pamiętasz, jak wczoraj chciałaś historię o czymś miłym ? Myślałem o tym i mam coś. Pamiętasz, jak byliśmy w trzeciej gimnazjum, na urodzinach Kate ? Jak graliśmy w butelkę, pamiętasz to zdjęcie, które Lee nam zrobił ? A czemu je zrobił ? Bo moim wyzwaniem, było cię pocałować. I pamiętasz co zrobiłem ? Zrobiłem to. Pocałowałem cię, a potem mówiłaś mi, że to najlepsza rzecz na świecie.
- Wiesz co jest najlepsze ? - Wyciągnęłam zdjęcie tego momoentu z tylnej kieszeni spodni. - Że dalej mam to zdjęcie. Kazałam mu je usunąć, ale najpierw mi wysłać. I mam je cały czas, to była najdziwniejsza rzecz pod słońcem. Ale jednak najlepsza, jak to nazwałeś.
Zaczęliśmy się śmiać. W pewnym momencie zrobiło się serio dziwnie. Stanął blisko mnie, śmialiśmy się. W pewnej chwili po prostu mnie pocałował. Nie umiem opisywać takich scen, ale było to mega. Zaraz. Co ja gadam ?! Nie ! nie mogę tego przerwać, ale nie mogę tak tego robić. To mój brat !
GABE
Koniec. Nie wierzę w to. Staliśmy jak wryci.
- Poprzednio, gdy to się stało byłaś zachwycona. Chciałem pomóc.
- Zachwycona ?! Oszalałeś, to jest pewien rodzaj traumy ! Jesteś moim bratem ! Masz racje, podobało mi się, może to tylko dlatego, że cierpię z powody Lee. To było dobre, ale nie chcę tego powtarzać. To jest trudne, nie miałeś dziewczyny ?
- Nie. Co prawda, raz, koleżanka mnie pocałowała, ale ja nie jestem takim typem. Nie umiałem się odnaleźć, ale teraz znowu jesteśmy razem, co nie ?
- No właśnie nie. Oczekiwałam, że zrozumiesz, że to jest koniec. Nie jesteśmy już związani sznurem, żadnych kajdanek, wcześniej to było dobrowolne, teraz to więzienie, nie wiesz co się działo, gdy cię nie było, no właśnie, n-i-e b-y-ł-o cię tam. To jest twój problem nie mój, ja sobie sama poradzę, jak dotychczas, też zacznij.
- Właśnie widzę, jak sobie radzisz. Nie ukryjesz już blizn.
Spojrzała na mnie, przygryzła wargę, gdy próbowałem jej dotknąć, pocieszyć, odepchnęła mnie, a potem poszła. Poszła sobie. Szukałem ją cały czas, znalazłem ją siedzącą pomiędzy Lee, a Reeve. Nie mogę patrzeć na tego typa. Dlaczego ona się z nim zadaje ?! Nie pozostawiłem tego pytania bez odpowiedzi, poszedłem do nich.
- Skoro cię skrzywdził, to czemu z nim tutaj jesteś ?
- Bo mimo przeżyć z nim, wciąż się przyjaźnimy, a teraz siedzę sobię z moimi prawdziwymi przyjaciółmi. - Na tym przedostatnim słowie zwiększyła moc swojego głosu. - Mam problemy typowej nastolatki, oraz są uważane za powszechne, ale nie mam zamiaru siedzieć i płakać, a już na pewno nie z twojego powodu.
Kucnąłem przy niej, położyłem jej rękę na kolanie, próbowała zrzucić moją rękę, ale Lee ją zatrzymał.
- To twój brat, nie możesz tak traktować rodzeństwa.
- Nie wiesz jak to jest kogoś stracić, jak my siebie nawzajem. - Odparłem.
- Wiem, moja siostra umarła, super, prawda ?
- Nie to miałem na myśli, oraz przykro mi, chodziło mi o to, że tu jesteśmy, ale nie jesteśmy tacy sami.
- Myślałeś, że zawszę będę za tobą łazić ? - Wtrąciła Wendy. - Otóż nie mój drogi, nie będę, twoja rzeczywistość wygląda inaczej niż moja. Nie mam ochoty się dzielić swoimi resztkami życia z tobą.
- O co tak właściwie się złościsz ? - Spytała Reeve.
- O coś niewybaczalnego. - Powiedziała Wendy.
Zaczęliśmy na siebie krzyczeć, aż w końcu powiedziałem trochę za głośno :
- Boże, wiem, ale ja tylko cię pocałowałem !
Cholera. Nie wybaczy mi, słyszeli to wszyscy w pobliżu, jakieś 10, góra 15 osób, ale i tak wystarczy, by wszystko zniszczyć, nie wygrzebię się z tego, co ja jej zrobiłem, co ja nam zrobiłem, nie będziemy mieć tutaj życia. Wendy spojrzała na mnie, potem na Reeve, a następnie na Lee, któremu szepnęła coś na ucho, ten zgodził się, a potem oboje wyszli. Zaczęły się szepty. Na lekcjach tego dnia już jej nie widziałem. Musiała iść do domu, lub na wagary, chociaż było to do niej nie podobne. Po lekcjach widziałem ją tylko w parku blisko domu. Siedziała z Lee pod drzewem, opierając głowę o jego ramię. Co ona w nim widziała, z tego co pamiętam z dawnych lat, to nigdy nie chodził z dziewczyną, obchodziły go tylko kebaby i gry wideo, mojej Wendy nigdy nie lubił, chodziliśmy kiedyś razem na pole, ale to nic wielkiego, często się bili, ale mimo to ja nie reagowałem, lecz patrzyłem, czekając, aż ją skrzywdzi i będę miał pretekst by mu przyłożyć. Gdy mijałem park, zobaczyła mnie, powiedziała coś do Lee, a potem go przytuliła, potem wstała i poszła do domu, szliśmy w milczeniu. Zagadywałem, ale mnie ignorowała.
#3
WENDY
Nienawidzę mojego brata ! Co on sobie wyobraża ?! Niszczy wszystko, żadna nowość. Przy obiedzie ojca nie było, miał spotkanie. Zabrałam się do pokoju od razu po jedzeniu, nie dając bratu szansy na tłumaczenie się, ani rozmowę. Założyłam słuchawki na uszy, puściłam "Amen" zespołu Halestorm i zapomniałam o całym bożym świecie. Gdy piosenka dobiegła końca, słyszałam Gabe'a siedzącego przy moim biurku. Coś oglądał, jakiś zeszyt. Gdy podeszłam, zobaczyłam, że to moja Lista Pamięci. Za każdym razem jak brat mnie zawodził, pisałam tam raz "Nie chcę Cię pamiętać" Zasady było opisane u góry pierwszej strony. Było to 49 napisów. Wzięłam długopis, wyrwałam mu zeszyt z dłoni i zapisałam to zdanie ponownie, za dzisiaj.
- Teraz masz 50, gratuluję, mamy jubileusz ! Opijemy ?
- Mówisz serio ?
- Nie.
Nie odzywaliśmy się przez tydzień. Wszystko było inne, spędzałam co raz więcej czasu z Lee, prosi, by zwracać się do niego Jerome, ale ja mówię na niego tak, jak nie cierpi, ponieważ "Lee" mówiła mu siostra, nazywam go więc pełnym imieniem Gavin. Ma fazę na Batmana i Jokera, czyli właśnie Jerome. Bez przerwy się śmieje, uwielbiam jego śmiech ! Nie ukrywam, że dalej się lubimy. Gavin i ja nie zeszliśmy się z powrotem, ale obawiam się, że robię mu, a bardziej sobie nadzieję.
- Gavin. Jesteś już dużym chłopcem, więc chcę żebyś wiedział, że całowanie własnego brata nie jest złe, jeśli ma się pięć lat, co innego to całowanie przyjaciół oczywiście.
Śmialiśmy się z tego.
- Mówisz serio ?
- Tak, oczywiście. - Odparłam.
- Okej.
Potem pocałował mnie w usta. Nieźle, tak po prostu, po przyjacielsku, chyba. Śmiałam się z tego.
- Ej, to ja tu jestem Jokerem, a nie ty.
- To ja zostanę Harley.
- Ale nie tą w czerwonych śpiochach z dzwonkiem, tylko z Suicide Squad.
- Okej, uznam że żadnego podtekstu tu nie było, ten dzień jest dobry, nieprawdaż ?
- Jak najbardziej. - Po tych słowach, przyszedł mój brat.
- No i widzisz Gavin, było miło, ale się skończyło.
#4
WENDY
- Wendy chodź, musimy porozmawiać. - Powiedział Gabe.
- Co chcesz mi jeszcze powiedzieć ?! Bardziej zniszczyć mi życie ?
- Spokojnie Wendy, jak nie chcesz gadać, to okej, chcę cię tylko przeprosić. Jesteś moją siostrą, nie pamiętasz twoich seriali ? Na nasze, to by było, że jesteśmy rodzeństwem z przypadku, ale przyjaciółmi z wyboru.
- Kłóciłabym się, czy chcesz być moim bratem.
- Chcę !
- Ostatnio dałeś mi dowód na coś innego.
- Siostra...
- Wynocha, nie rozumiesz, jesteś kimś więcej lub mniej niż bratem ! To jest chore, jeszcze mi powiedz, że cię pociągam, że mnie kochasz w sposób niewłaściwy. Jesteś chory, może nawet bardziej niż ja, a najgorsze jest to, że ja cię kocham, ale jesteś moim bratem i nic tego nie zmieni !
GABE
Odchodzę. Zaczynam rozumieć Wendy, żyła podobnie, czuła się tak jak ja teraz. Odrzucona przez kogoś. O czym ja gadam ?! W sumie ją kocham, nie, tak, nie wiem. Jest moją siostrą. Co ja mam z nią zrobić ? Czy ona mnie też kocha, czy się wypiera ? Traktuje Gavina jak swojego chłopaka, ale nie sądze, by robiła to na serio. Mam wrażenie, że próbuje mnie tylko zdenerwować. Po szkole jedliśmy obiad z ojcem. Nie było to nic dobrego. Tata zapytał o co chodzi. Żadne z nas się nie odezwało. Zaczął się złościć.
- Tato, nie chcesz tego wiedzieć, po za tym sobie damy radę, Wendy jest na mnie zła, bo coś zrobiłem.
- Coś ?! Czy to, że mój własny brat postanowił mnie pocałować, a co lepsze powiedział o tym na głos przy wszystkich, czy to jest okej ?!
- Że co ?! Moje dzieci. Będzie z tego skandal !
- Tato, spokojnie...
- Nie ! Jedyny powód mojej złości to fakt, że ktoś się o tym dowie i zniszczy mi reputacje.
- Nie jesteś zły, że ją pocałowałem ?
- Nie.
- Czemu ?
- Nie chcecie wiedzieć.
- Chcę. - Powiedziała Wendy. - Tato, przysługa.
Spojrzała na niego jakimś innym wzrokiem, nie rozumiałem.
- Synku, tylko dlatego, że pozwoliłem ci jechać, obiecałem jej przysługę. Dobrze Wendy.
Podeszłą do niego, powiedział jej coś na ucho. Ona zamarła. Nie dokończyła z nami obiadu. Wzieła talerz, a potem poszła do pokoju. Słyszałem głośne wrzaski, płacz, przekleństwa, których nie powstydziłby się jakiś lump z piwem.
- Tato, ona tak często ? Nie reagujesz ?
- To jej życie, po tym jak wyjechałeś załamałą się, a ja dałem jej wolną rękę, tym bardziej co zrobiła wasza... - ostatnie słowo mocno podkreślił, jakby coś było nie tak - matka, ona już jest inna. Teraz, gdy dowiedziałą się... nie wiem co zrobi, ale proszę dbaj o nią, żeby nie zrobiła jakiegoś głupstwa.
- Wiesz o jej okaleczaniu się ?
- Nie mówiła, ale tak.
Poszedłem do pokoju. Wendy siedziała na łóżku. Całą we łzach. Na ziemi leżały kartki, z dużymi napisami "nie chcę Cię pamiętać".
#5
WENDY
Nie wierzę ! Nie mogę mu powiedzieć, nie chce sama o tym wiedzieć. Po co pytałam tatę ?! Nienawidze go, siebie, brata.. nie wiem kogo ! Jestem tak cholernie zła i smutna i wszystko na raz, po co jeszcze Gabe tu przyszedł ? Mógłby się raz a dobrze ode mnie odwalić ! Nie miał problemu z zostawieniem mnie rok temu, niech teraz łąskawie wróci do swojego lukrowego świata.
- Wynocha !
- Wendy, to też mój pokój.
- Mam to w dupie, mimo, że jestem zła na ojca, to nie sprawia to, że ciebie mniej nienawidzę.
- Czemu ty tak wszystkich nienawidzisz.
- Nie wszystkich.
- No tak, przecież Gavin to twój bohater, wiesz, tylko niekochani nienawidzą.
- No to dobrze wiedzieć, że jestem niekochana, tym lepiej dla was wszystkich.
- Nie o to mi chodziło Wendy.
Próbował mnie przytulić, wyrwałam się, próbowałąm wyjść z pokoju, złapał mnie za rękę. Spodziewał się mojej uchylności, jednak pchnęłam go, upadł na ziemię, ciągnąc mnie za sobą.
- Wendy uspokój się.
- Nigdy.
- Jak nie chcesz po dobroci, to nie.
Próbowałam wstać jakieś cztery razy, za każdym łapał mnie za rękę lub nogę i upadałam na ziemię. Najwidoczniej miał już dość mojego zachowania. Złapał mnie za obie ręce. Trzymał mnie tak, żebym nie mogła uciec, wyglądało to bardzo dziwnie. Byłam na niego wściekła. W sumie nie wiem czemu, to nie jego wina. To wina mojego ojca, że nie wiedziałąm wcześniej. Nie nienawidze go, ja go kocham, to mój brat... nie. Kocham go, żałuję, że w tedy mnie zostawił.
- Wendy co się dzieje, uspokój się.
- Nie ! Wal się.
- Nie takim tonem.
- Mam to w dupie, puszczaj mnie.
- Nie, o ile się nie uspokoisz.
Szarpnęłam się jak najmocniej. Puścił mnie wbrew jego woli, nie uciekłam. Powoli wstałam i poszłąm do łazienki. Siedziałąm tam do kolacji. Gdy miałam iść na kolację, otworzyłam drzwi, wzięłam koszulę z długim rękawem i się przebrałam. Łazienka wyglądała okropnie. Wyszłam z niej zamykając drzwi na klamkę. Mój brat siedizał na łóżku.
- Matka wiedziała, że się kaleczysz ?
- Tak, jak się dowiedziałą, to przestałam, najgorsze było to, że mi nie ufała, zrobiłam to dwa razy, a ona codziennie mnie sprawdzała, nie mogłam zrobić nic. Nie mogłam pisać opowiadania, oglądać filmów w domu. Na każdym kroku podejrzewała mnie o cięcie się czy coś z samobójstwem. Nie rozumiałą, że tego nie robię. Zaczynałam wariować. Myślałam, że nie wytrzymam dłużej w tym domu.
- Ale przeżyłaś.
- Ale czy to lepiej ?
- Zatkaj się.
- Gratuluję bracisz.... Gabe, raz powiedziałeś coś na miejscu.
- Czyżbyś wyżekałą się naszego spokrewieństwa ?
- Tak... Wyżekam się.
- W końcu ci przejdzie, jak nazwiesz mnie bratem, to oznacza, że się złamałaś.
- Nie złamię się.
Poszliśmy na dół. Zjadłąm niewiele. Nie odzywałam się do ojca.
GABE
Gdy poszedłem się myć, wchodząc do łazienki, słyszałem jak Wendy wychodzi szybko z pokoju i idzie na strych, usłyszałem to skrzypnięcie schodów. Zrozumiałem, czemu tam idzie, dopiero gdy zapaliłem światło w łazience. Umywalka miała plamy, czerwone plamy, to samo na ręczniku. Szybko się umyłem. Wyszedłem jak najszybciej. Poszedłem na strych. Wyglądał inaczej niż zapamiętałem. Wendy urządziła sobie tutaj niezłe siedzisko, było tu ciemno, ale dostrzegłem ją leżącą na podłodze. Była przykryta kocem. Leżała już w piżamie, tak jakby miała tu spać całą noc. Nikt by jej nie znalazł, nie poszłaby do szkoły. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej łóżka. Mam nadzieję, że jutro mi wszystko wytłumaczy.
#6
WENDY
Obudziłam się w swoim łóżku. Prawdopodobnie to sprawa mojego bra.... mojego... Gabe'a. Nie wiem czemu, ale chcę się poddać, chciałabym ponieść się w tej chwili. Trzeba iść do szkoły. Usiadłam na łóżku. Wstałam, poszłam na śniadanie, mój brat minął mnie szybko. Teraz to on się obraził ? Może w końcu zrozumiał, że mam dość. Zjadłam z tatą. udawałam, że nic się nie stało. Ojciec spytał, gdy odchodziłam.
- Co z tym zrobisz ?
- A co mam zrobić ?
- Kochasz go, prawda ?
- Nie wiem, to jest mój... brat. Nie ważne co, on nim jest, nawet...jeśli... nie ważne. Niech cię to nie obchodzi.
- Nie musi, już jest w gazecie.
- Co do...
- No tak, mamy jakiś przeciek, a prasa jest zdolna do wszytskiego.
- Oby to ominęło resztę.
Poszłam do Gabe'a.
- Słuchaj, nie musisz mnie unikać. - Jeśli to i tak się wyda, to postaram się być milsza.
- Dzięki, to dobrze. Idziemy ?
- Pewnie.
Wzięliśmy swoje rzeczy. Przytuliłam go.
PRZYMUSOWY KONIEC
Gdy dotarliśmy do szkoły, zadał mi pytanie.
- O co chodzi z tatą ?
- Wiesz... to już jest w gazecie, wolę powiedzieć to teraz, zanim ktoś mnie uprzedzi. Nie, o tym powiem za chwilę, najpierw coś wyznam. - Wzięłam oddech, powiem to, spontanicznie. - Kocham cię, nie jak siostra brata, a ta ważna rzecz to... nie jesteś moim bratem. Mój brat nie żyje. Dowiedziałąm się wtedy, gdy się obraziłąm na ciebie i tatę. Przepraszam, że od razu nie powiedziałam.
- Nic się nie stało.
Gdy weszliśmy do budynku, wszyscy sie na nas gapili, przyszłą do nas Reeve. Powiedziała, że słyszała o tym od Gavina, któremu jest smutno.
- On dalej miał nadzieję, chociaż, może ty nic nie czujesz do Gabe'a ?
- Czuję.
Gabe wziąął mnie za rękę, to będzie dobre życie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz