#1
WENDY
Obudziłam się rano, z wielkim trudem. Ojciec nawrzeszczał na pokojówkę, że mnie nie obudziła. W końcu muszę ładnie wyglądać, na powrót tego szczura. Zostanie szczurem, aż przekroczy ten próg. Obiecałam to sobie. Gdy się dowiedziałam, że wyjeżdża, byłam wściekła. Jednak po tygodniu od wyjazdu, zrozumiałam, że liczy się jego szczęście. Nie miałam zbyt dużo czasu do przemyśleń. Miałam masę innych problemów. Moi rodzice się rozwiedli, z mojego powodu, a dlaczego ? Ponieważ moja matka mnie biła. Gdy brat wyjechał, każde jej wahania nastroju padały na mnie. Mój brat powodował, że była jakaś spokojniejsza. Gdy Gabe wyjechał, nie miała z kim rozmawiać, bo z nim gadało jej się najlepiej. Gdy nie było taty w domu, czyli prawie codziennie, gdy coś było nie tak, albo dostałam zły stopień zaczynała mnie bić. Zmieniłam swój gust muzyczny, co poszło w parze z wyglądem, już nie spinam włosów. Nawet na WF, nauczycieli to nie rusza. Wracając do matki, gdy tata się dowiedział o tym, co robi, pokłócili się. Nie rozmawiali przez kilka miesięcy, byli w separacji i się rozwiedli. Właśnie stałam z tatą na lotnisku, gdy go zobaczyłam. Miał na sobie czarne jeansy, koszulkę z AC/DC, czarne trampki, a jego niebieskie oczy błądziły po ludziach. Mój przystojniak.
GABE
Pierwsze co zobaczyłem ? Mojego tatę, niestety, wokół niego nie było nigdzie Vi. Przyjrzałem się osobie stojącej obok niego. Gdy odwróciła się w moją stronę, doznałem szoku. Moja mała Wendy (nie wiem czemu nazywam ją małą, skoro urodziliśmy się w tym samym dniu) miała białe włosy ! Rozpuszczone długie białe pasma opadały jej na ramiona. Jej dotąd urocza grzywka, nie była już taka lekko długawa, nie przypominała już grzywki. Białe włosy wyglądały strasznie w połączeniu z niebieskimi, jasnymi oczami, chociaż ten widok był dość pociągający... NIE ! Znowu to samo. Kilka razy w życiu przyłapałem się na złych myślach dotyczących jej osoby. Gdy podszedłem bliżej, zauważyłem w niej zmianę. Była bardzo chuda, nie na miarę anoreksji oczywiście, ale wcześniej było jej trochę więcej. Miała koszulkę z Fit For Rivals. Mój współlokator bardzo ich lubił. Ja nie lubiłem rocka w wykonaniu kobiet. Więc FFR z Renee jako wokalistą - okropne. Wracając do Vi, miała czarne, krótkie spodnie obszarpane na końcach. na lewej ręce miała czerwoną bandanę. Czyżby chciała ukryć dowód na spokrewnienie ze mną ? Tam był nasz tatuaż. Jej usta były pomalowane na wiśniowy, ciemny kolor. Zamiast swoich kolorowych pierścionków, nosiła rękawiczki bez palców. To zabawne, że mimo roku ŻADNEGO kontaktu, podświadomie zmieniliśmy się w podobny sposób. Mimo to, trochę mnie przerażało to, co widziałem. Nie, że wyglądała źle, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że jest jakaś... smutna. Podszedłem do nich. Tata podał mi rękę i coś tam mówił. Skupiłem się bardziej na stojącą obok Wendy. Tata to zauważył, powiedział tylko, że czeka w aucie. Wendy patrzyła na mnie chwilę. Nie odzywała się, wzrok miała smutny. Zrobiłem przepraszająco-uśmiechniętą minę. Pokręciła głową, uśmiechnęła się szeroko, lecz sztucznie i natychmiast jej usta przybrały poprzedni stan.
- Słuchaj Wendy, możesz się do mnie nie odzywać, nie chcieć mnie znać, ale zrozum, że... przepraszam i...
- Zamknij się. - Przerwała mi i przytuliła mnie. Odwzajemniłem tym samym. - Czyli, że jutro idziemy razem do szkoły ?
- Tak, nie poszło mi tam najlepiej, zero roboty. Jutro jedziemy tam razem i tak przez cztery lata.
- To dobrze.
Jechaliśmy około 10 minut. Wendy rozmawiała ze mną o szkole, kto z kim, kogo już nie ma. Widziałem w lusterku, że tata się uśmiecha. Widocznie był szczęśliwy. Może było mu dobrze z tym, że chociaż ja z nim teraz jestem, że nie musi być wiecznie sam, bo ma w końcu swoją dwójkę ukochanych dzieci. Pomijam, że matka odeszła, ale po za tym, wszystko będzie po staremu. Gdy kończyłem się wypakowywać, do mojego regału w naszym pokoju, weszła Wendy i spytałem.
- Czemu na biało ? Czemu zmiana koloru ?
- Nie wiem, bo odstrasza ludzi.
Strony
- Strona główna
- O nas
- Violence "Gwiazda rocka za pół miliona" ZAKOŃCZONE
- "4.13.-2" Violence ZAKOŃCZONE
- "Nie chcę Cię pamiętać" Violence ZAKOŃĆZONE
- "Fanfiction Mroczne Umysły" Violence ZAKOŃCZONE
- "Córka Alfy" America
- "Mafia" Celaena ZAKOŃCZONE
- "Przysięga" Cealena
- "Deadline" Violence ZAKOŃCZONE
- "Drogi Pamiętniku..." Cealena
- Invisible "City of the dead feelings"
- Violence "Really Monster High"
środa, 27 kwietnia 2016
(Violence) Part1 "Nie chcę cię pamiętać "
(Violence) Part2 "Gwiazda rocka za pół miliona"
Cole stał przy schodach. Jest bardzo przystojny, ale nie obędzie się bez "ale". Typowy pozer. Na sto procent lansuje się wszystkim. Matko, stoje tu pięć sekund, a już zaczęłam się zmieniać. Jeśli mam spędzać każdą sobotę, z kimś tego pokroju, to muszę chyba po każdym spacerze spać ze słuchawkami na uszach, żeby stłumić ojcowskie zapędy. Nie chcę być jak mój ojciec. Zeszłam po schodach. Cole miał okulary przeciwsłoneczne na nosie, niebieską koszulę, i jeansy. Jak może mu nie być gorąco w tych spodniach ?! Rzuciłam mu tylko w przejściu zwykłe "siema" i wyszłam na zewnątrz. Stanęłam przy drzwiach. Wyszedł za mną i zaczął rozmowę.
- Część, jestem Cole.
- Wendy.
- Masz jakiś plan na dzisiaj ?
- Nie. - Rzuciłam oschle.
- Czyli wszystko w moich rękach. Możemy iść na lody, albo do knajpy, albo do parku.
- Słuchaj. - Przerwałam mu. - Jeśli masz zamiar gadać tak orzez cały czas, to możemy już iść w swoją stronę. Mam kilka zasad. Nie przystawiasz się, nie lubię czułych gestów i dostawania CZEGOKOLWIEK. jeśli masz zamiar się ze mną zadawać, to zdejmij te okulary. Nie jestem typem laski, która udaję lepszą niż jest. Nie gadasz o moim ojcu, nie udajesz, że mnie lubisz, bo i tak liczy się tylko kasa. Tyle zasad, jak przyjdzie mi coś do głowy, to wspomnę.
- Okej młoda. - Odezwał się głos zza rogu.
Stał tam Theo, Sean, Gabe i Maven. Moim rozmówcą był Sean. Jest starszy tylko o dwa lata, dlaczego więc jestem "młoda" ?
- Siema Cole, wiesz, twój tata powiedział, że możemy się przyłączyć, bo to nie fair, że poznaje cię jako pierwszego. Jestem Sean koleżanko, ale kojarzysz nas chyba ?
- Jasne. - Moją uwagę w tym momencie przykuwał gołąb siedzący na krawężniku, a nie oni. Jedyny, który wyglądał okej, to Maven. Miał czarne, długie spodnie, oraz T-shirt z Tillem. Zastanawiałam się, czy to nie na popis, ale coś sobie przypomniałam.
- Maven, odwróć się na chwilę. - Zdziwiony odwrócił się i z powrotem zwrócił się do nas. - Już wiem. Cichy ninja z zajęć z kreatywnego pisania. Nigdy nie czytasz.
- Racja. W porównaniu do ciebie, która zawsze rzuca się do czytania. - Na te słowa delikatnie dźgnęłam go łokciem w ramię.
- Ja się nie rzucam. Ja delikatnie okazuje entuzjazm.
Jeszcze raz spojrzałam na wszystkich chłopaków. Może nie będzie tak źle. A może, będzie właśnie fatalnie. Nie zauważyłam, ale wszysycy szliśmy przez dobre dziesięć minut. Ogólnie, to każdy bez wyjątku próbował mi się przypodobać. Gdy poszliśmy do parku, zdenerwowałam się.
- Do jasnej cholery ! Przestaniecie się tak podlizywać ?! To nie sprawi, że was polubię. Serio. Mnie na serio wali, czy was lubię czy nie. Jak nie będziecie sobą, to was nie polubię. Czytałam o was, by mieć gwarancję, kto kłamie. I póki co, każdy tutaj kłamie. Proszę, aby rozmawiać o tym, czyn się serio interesujecie. Nie chcę słyszeć, że Maven ma lepiej. Nie, nie ma lepiej, bo nie ufa się osobom takim, jak my. Tylko wizualnie ma plusa, ale nie to się liczy. Miałam spędzić ten dzień z Colem, przyszła sobota, to czas z Theodorem, potem Sean, Maven i Gabe. Tak w kółko, aż sobie nie wybiore. I nie strzelam na chybił trafił. Wystarczy. Teraz proszę, aby został tylko Cole. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się najmilej jak umiałam. Potem wzięłam Cola za ramię i prowadziłam go do przodu, słyszałam głos Mavena.
- Nie kłam, że nie lubisz czułych gestów. Przypomnij sobie ostatnie krótkie wypracowanie. Jak ono brzmiało ?
- Cicho bądź. Usłyszysz je ponownie za tydzień, bo profesor chcę, bym znowu to czytała, na dniu otwartym.
Poszłam szybciej. Cole ledwo nadążał. Robiłam to celowo. Poszliśmy szukać mojej podstawówki. Pomyślałam, że to zamknie mu jadaczke, ale zaczął mówić, jaki to on był biedny w podstawówce. Już to przebolałam. Z minuty na minutę, było co raz milej. W końcu zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Podsumowywując dzisiejszy dzień, chłopaki są sympatyczni.
(America) Rozdział : 2
(Celaena) "Przysięga" #2
- Mianowicie co masz na myśli?
Zapytałam łamiąc kark strażnikowi.
- To jest to Twoje "nie zwracaj uwagi???" No to mniej mnie w opiece Darino za taką informacje.
Poderżnął kolejnemu gardło a ja przeszyłam 4 strzałą.
- Oj no nie bądź jak stara babcia David.
Wbiłam sztylet strażnikowi za mną w czaszkę.
- Dawno tak się nie rozerwałam. Ty z resztą wyszedłeś z wprawy .. staruszku.
Zaśmiałam się a on przeciął na pól ostatniego z wrogów. Prychnął.
- Po prostu czujesz się zagrożona z mojej strony.
- Hal ermur. Ha ha, chciałbyś pięknisiu.
Wszystkie bronie wróciły do nas. Jedyny plus bycia magicznie uzdolnionym? Zero śladów. Teoretycznie. Kiedy miałam już pozbyć się ciał, zauważyłam tatułaż. Zamarłam. Zatkałam usta by nie krzyknąć. Byłam przerażona.
-Alando?
Nie wytrzymałam. Złapałam go za rękę z całej siły.
- Wracamy..
- Alando, ale musimy..
-Powiedziałam wracamy!
Spaliłam ciała i teleportowałam nas.
- Szybko wam poszło, gdzie jest..
- Nigdy więcej nie wysyłaj mnie z Davidem. Nigdy!
Wyszłam trzaskając drzwiami. Azazel poptrzył na syna.
- Zabiliśmy wszystkich , kiedy miała już pozbyć się ciał, nagle zamarła. Zobaczyła coś na ręcę jednego z nich.
- Co to było?
- Nie wiem, jakiś chyba tatułaż.
-Jaki tatułaż??
Chyba, człowiekiem, siedzącym na wilku. Tato? Czy coś..
- Od dziś nie będziesz się widywał z Alandą. To postanowione.
-Co?! Nie masz..
- Mam prawo , jeżeli chodzi o Twoje życie i bezpieczeństwo.
- Masz powód , zupełnie inny.
- Masz rację. Lepiej daj jej teraz spokój. Bo ona nie będzie jak dawniej.
- Idę z nią porozmawiać..
- Nie, nie chcesz chyba by cierpiała, prawda?
- Tak, ale..
- Więc daj jej spokój. Na razie.
- Dobrze, ojcze
Samarde, Las w Królestwie Czarownic, 1400 rok
Od tamtego dnia nie widziałam Davida. Chciałabym chociaż wiedzieć co u niego. W ciągu tych 6 lat nie zaglądałam do Królestwa Azazela.
W tym dniu zniknęłam z życia Davida, Azazela i reszty. Ważniejsza stała się zemsta. Wróciłam do mojego prawdziwego domu. Niegdyś ten las zamieszkiwały przeróżne magiczne stworzenia - nimfy, wróżki, leśne rozrabiaki i wiele innych. Tęsknie za nimi. To było moje dzieciństwo. Magia, las, stworzenia , mama. To wystarczyło mi do szczęścia.
Wystarczyło. Mieszkałam w chacie. Na drzewie. My czarownice kochałyśmy życie nad ziemią. Uwielbiałyśmy tańczyć wraz z drzewami. Teraz zapadły w głęboki sen. Brakuje mi tego. Usłyszałam trzask gałęzi. A więc nadal myślą, że ktoś przeżył. Byli pode mną.
- Ten las jest przeklęty. Po co tu jesteśmy?
- Dobrze wiesz. One na pewno przeżyły. Tak to nasi bliscy nie popełniali by samobójstwa, morderstwa czy siedzenia w lochach.
Przewröciłam oczami i poderżnęłam im gardła. Spaliłam ciała.
- Wiecie, trzeba było siedzieć w własnym kraju. Teraz klątwa przybierze krwawe rzniwo.
Poruszyłam barkiem, gdzie wydniała blizna w kształcie smoka. Popatrzylam w korony drzew.
- Kiedy łowcy zostaną wyrżnięci tak jak my. Nasze królestwo odrodzi się , a istoty , które zamieszkiwały tę karainę.. powrócą do swojego domu. Powrócą w raz ze mną.
wtorek, 26 kwietnia 2016
(Violence) Part5 "4.13.-2"
Poszliśmy do biblioteki. Usiedliśmy przy stoliku. Wzroki były skierowane na nas. Musiałam się rzucać w oczy. Zauważyłam co prawda, chłopców w różowych włosach, ale musiałam się jakoś wyróżniać. Czytaliśmy książki o Saturach i Nepach, oraz zadawaliśmy sobie pytania, na temat tego, co czytaliśmy. W pewnym momencie, pewien mężczyzna w kapturze podszedł do naszego stolika. Spojrzał wymownie na Theo, więc uznałam, że to on.
- Nie przedstawiłem wam się jeszcze. - Powiedział głosem niczym lektor. - Nazywam się Edward Sefir. Theodor wie, kim jestem, ale ty, możesz nie wiedzieć. Jestem dyrektorem pewnej organizacji. Mamy na celu połączyć z powrotem Nepów i Satury. Zanim się "urodziliście" do waszych probówek dodano gen, który pozwoli wam się spotkać i poznać. To za naszą sprawą pojawiła się dziura w murze. To dzięki nam nie wykryto tego ubytku. Rozpoczniecie rewolucje i będziecie jej twarzami.
- Niczym "Igrzyska Śmierci" - skomentował Theodor.
- Theodorze, literatura to klucz. Klucz do zwycięstwa.
Przez bite trzy godziny nawijał w tej bibliotece. Nic sensownego. Tylko to, co wiedzieliśmy. Pytaliśmy go o różne rzeczy. Zapytałam, czemu jestem grubsza od całej reszty ? Odpowiedział, że tak się rozwijają normalne dziewczyny. Teodor wtrącił.
- To wyjaśnia, dlaczego jesteś bardziej pociągająca, niż reszta. - Zaczęłam się śmiać.
Theodor wziął go na chwilę. Coś mu mówił, ale chyba miał trudności. Zerknął na mnie kilka razy, zbliżył się do niego i coś powiedział. Spojrzał na mnie jeszcze przez ramię. Poszli dalej i rozmawiali. Nie wiem o czym. Gdy wracali, Sefir powiedział mu "tak", na co Theodor doznał szoku. Lekko się zarumienił, uśmiechnął. Spojrzał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć, jednak milczał. Rozmawialiśmy długi czas. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Poszliśmy wymienić pieniądze. Wszystko schowałam szczelnie. Poszliśmy potem na obiad. Gdzie się nie ruszyłam, tam byli ludzie i wszyscy patrzyli na mnie.
- Domyślają się. Sefir mi powiedział, że na balu z okazji rocznicy podziału, powiemy, że jesteś dziewczyną. Będzie dyskoteka i przyjdziesz w sukience. To da chyba jakiś znak.
- O matko, bardzo śmiesznie. Jak wy się bawicie na dyskotekach ?
- Tańczymy po prostu, najlepiej to wygląda na oficjalnych imprezach. Wszyscy w garniakach. A właśnie, idziemy jeszcze na spacer, tak sie pogadać.
Chodziliśmy aż do wieczora. Gdy było ciemno, zapalono lampy. Wszystko było piękne, inne. Za dwa dni będzie bal. Ubiorę moją jedną jedyną sukienkę. Nie wiem, czemu ją wzięłam. Mimo tych samych ubrań, mają loga zespołów i tym podobne. Nie chciałam być taka sama w tym aspekcie. Jednak nie miałam ochoty być rozrywana na pół wzrokiem przez koleżanki. Co do chłopaków... podobało mi się to. To było fajne. Czułam się w sumie lepiej. Chciałabym, żeby Lisa tu była. Podobało by jej się tu. Nie pamiętam nawet kiedy, ale wróciliśmy do domu. Poszłam pierwsza, umyłam się i przebrałam. Gdy wyszłam, Theodora nie było, przyszedł dopiwropo chwili. Akurat było mi widać tylko głowę, bo siedziałam za łóżkiem i układałam rzeczy. Theodor poszedł do łazienki. Usiadłam na łóżku Theodora, chwilę bawiłam się kosmykiem włosów. Potem upadłam na łóżko. Przyglądałam się sufitowi. Po chwili przyszedł Theodor. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odwrócił wzrok.
- O co chodzi ? - zapytałam.
- Twoja... piżama. - Spojrzałam na siebie, była na ramiączkach. Była to długa sukienka. Mniej więcej powyżej kolan. Miała czarny kolor. Była bardzo śliska. Nosiłam ją gdy razem z Lisą nocowałyśmy u siebie. Miałam tylko tą.
- Co jest z nią nie tak ?
- Nic. Nie ważne.
Rozmawialiśmy chwilę. Gdy byłam już bardzo zmęczona, Teodor jakoś się dziwnie zachowywał. Gdy pytałam, czy idziemy spać, mówił, że chcę jeszcze pogadać. Odwlekał ten temat. W końcu wstałam, poprawiłam ubranie i pełna powagi powiedziałam :
- Idziemy spać. Teraz, zaraz tu padnę.
- No dobra, połóż się, ja zaraz wracam, zapomniałem powiesić ręcznik w łazience i odłożyć bluzkę. Położyłam się, po chwili wrócił, ake bez koszulki.
- Nie wspomniałeś, że te bluzkę to z siebie odłożyć.
- Zabawna jesteś, wiesz ?
- Bardzo, a teraz dobranoc.
Zgasił światło i położył się obok mnie. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy.
- Co jeśli się to nie uda i będę musiała wrócić ?
- To cię schowam i nie oddam.
Po tych słowach, zbliżył się do mnie i mnie przytulił. Po tym zasnęłam.
(Celaena) "Przysięga" #1
Patrzył na mnie. Zakrwawiona twarz . Obite , połamane żebra. Patrzył, śmiał się. Zaklęcie uzdrawiające. Otwieram usta.
- Ani mi się waż jakichkowiek sztuczek młoda czarownico. Wiem, że w tej torbie masz cenne księgi. Wyj..
- Tylko ja mogę ich dotykać. Kto kolwiek inny dotknie świętych ksiąg , nie oszukujmy się - zginie w wielkich cierpieniach.
- Jesteś ostatnia prawda? Wyrżneli was wszystkie? Nawet najpotężniejszą. Jak na 400lat oblężenia, dość niezły wynik obronny. Ale bądźmy szczerzy - wasze zdolności, czary, one was ratowały. - I miał racje. Nasze zdolności, długowieczność, czary, zaklęcia. To one utrzymywały nas przy życiu przez wieki i stulecia oblężenia naszego królestwa. Zaproponuj. Tak to jest to.
- W zamian za wyszkolenie, pokój, wyżywienie, oferuje moje zdolności i czary, oferuje tobie Królu Azazelu, wierną Ci służbę.
- Czarownica jako mój żołnierz? - uśmiechnął się. Wstanął. Podszedł do mnie. Objął dłońmi moja zakrwawiona twarz. - Witaj w domu, czarownico.
Death eyes - stolica, Królestwo zabójców, 13 lat później
Od mojego przybycia tu, zamieszkania minęło 13 lat. Czarownice może są potężne ze swoimi czarami i zdolnościami. Ale kiedy przyjdzie im walczyć wręcz. Są bezsilne. To znaczy były . Od czasu wielkiej rzezi. Jesteś ostatnia, tylko ty możesz przywrócić świętość naszego Królestwa. Ta myśl motywowała mnie do walki, motywowała moją duszę. Motywowała mnie samą. Byłam, to znaczy jestem inna niż mój gatunek. Zabijam. Zabijam z zimną krwią. Umiem się obronić. Ale moje ofiary nie. Zgodnie z warunkami , które uzgodniłam z królem - zapewnił mi pokój , żywność i za co jestem mu najbardziej wdzięczna - wyszkolenie i materiały potrzebne do eliksirów. Prawdę mówiąc, obyło by się to bez tego - bez mikstur, ale wolałam nie ujawniać, że jestem pełnej krwi czarownicą. Większość z nas to mieszańce. Ja nie. Ostatnia. Westchnęłam.
- Co tam młoda? Nadal się zastanawiasz kto będzie tatuśkiem małej czarownicy?
- Nie ,może po prostu chce być sama?
- Wyczułaś mnie?
- Tak, mnie nie oszukasz. - prawda jest inna. David był inny. Z pośród wszystkich tylko jego nie mogłam wyczuć. I to mnie przerażało. Jako ostatnia z gatunku, musiałam urodzić następce, musiałam zepewnić ciągłość rodu. Zapobiec całkowitemu wymarciu mojego gatunku. Jak na razie miałam 19 lat. Mało ,baaardzo mało jak na czarownice. Żyjemy długo. Bardzo długo. Wracając . David to syn Azazela. Inaczej - książę. Jako mała zaledwie 6 letnia dziewczyna uczylam się z nim. Czarownice dojrzewają umysłowo bardzo szybko. Eh.. szczerze? David podobał się każdej w królestwie. Ale mnie nie. Miałam przeczucie, że mu się podobam. Ilekroć ze mną przebywał zwracał uwagę tylko na mnie, resztę adoratorek zlewał. Może dlatego , że sama go zlewam?
- Ej? Właściwie nigdy nie powiedziałaś jak masz na imię. - zerknęłam. Właściwie miał rację.
- Alanda. Teoretycznie miałam mieć Kassiopeia ale mama się nie zgodziła.
- Co właściwie się z nią stało?
Zacisnęlam ręce w pięści. Nie powinnam odpowiadać ale dlaczego nie podzielić się z tym kimś, kto też starcia matkę?
- Spłonęła na stosie. Spalili ją.
Zamarł. Jego matka zmarła po jego narodzinach. Tak powiedział Azazel. Czułam, że mówi prawdę. To jedna z moich z moich zdolności - wyczuwam kłamstwo.
- P-przykro mi naprawdę. Pewnie Cię kochała . - Naprawdę było mu przykro. A ja? A ja czułam, że zaraz pęknie skorupa , zburzy się mur, który stworzyłam lata temu. By przetrwać. Otarłam szybko łzy z twarzy.
- Tak. Kochała najbardziej na świecie. Ale jej ostatnie słowa to nie było kocham Cię..
W głowie znowu powracał mi obraz tamtej nocy. Jej słowa.. Uciekaj! Uciekaj Alando!.
- A potem krzyk. No ale nic nie poradzę. Stało się i się nie od stanie. Co ty na mały turniej biegania?
Zaśmiał się i uśmiechnął . Przytulia mnie w tym momencie , kiedy wychodził jego ojciec. Zamarłam i stanęłam na baczność. David nadal trzymał ręce na moich plecach. Azazel popatrzył na mnie gniewnie.
- David.. wytłumaczysz mi co wyrabiasz z czarownicą?
David zmarszczył brwi , przyciągnął mnie objął mocno i pocałował. Otworzyłam szeroko oczy. Azazel patrzył gniewnie.
- David! Natychmiast przestań!
Przestał ale za to szepnał mi coś na ucho.
- Marzyłem o tym od kąd Cię poznałem. Ale Ty nie dostrzegałaś tego. Nie dostrzegałaś tego, że Cie
- Przestań! - odepchnęłam go . Patrzył na mnie. Wiedział, że przecholował. Azazel uśmiechnął się. Wiedział, nie chciał dopóścić do jego wyznania. Nadal nie wiem o co mu chodziło- Davidowi. Ale wiedziałam, że Azazel nie chciał bym bardziej się pogrążyła w cierpieniu. On wiedział co przeszłam. Miał uczucia, ale ich nie okazywał.
- Alando odejdź.
Ukłoniłam się i poszłam, nawet nie patrząc na Davida.
Obudziłam się rano. Wciąż czulam jego ręce na plecach. To mnie przerażalo. Ubrałam się. Zeszłam na dół. Widzę go. Zauważył mnie. Uśmiechnął się. Odwracam wzrok. Nagle się uśmiecham. Stoi za mną, i wygłupia się.
- Co robisz?
- Popatrz na mnie to się dowiesz.
Usmiechnelam się i popatrzyłam. Miał wąsy z pora, kapelusz z arbuza i ogórki na oczach. Zaśmiałam się. Uśmiechnął się i odedchnął z ulgą.
Śmiałam się jeszcze bardziej kiedy się poślizgnął i upadł.
- Ha ha ..
Śmiałam się jak nigdy przedtem. On wyszczerzył oczy. Uśmiechnął się i wstał poobijany. Zauważyłam, że ledwo stoi.
- Cholera, chyba ..
Posdziłam go na krześle i objęłam jego kostkę rękoma. Zamknęłam oczy.
- La azu me da sinicole pres. - otworzyłam oczy i wstałam.
- N-nie boli. Jak to zrobiłaś?
- Zaklęcie uzdrawiające.
Uśmiechnęłam się i poszłam. Poszłam mając wątpliwości czy dobrze robię. Odzyskując uczucia.
niedziela, 24 kwietnia 2016
(Celaena) "Przysięga" Prolog
Hularbur, Królestwo Czarownic, 1368 rok
-Mamo! -krzczałam. Palili ją. Palili żywcem. Ona cierpi. Ona ginie. Ja ją trace.
- Uciekaj! Alando uciekaj! AA...! -nie chiałam jej słuchać. Chciałam zostać. Usłuchałam. Biegłam. Biegłam. Upadłam. Wstaje, ruszam dalej. Gonią mnie. Cholerni łowcy. Biegłam. Dom. Chata. Drzewo. Tak to jest to. Biegnie szybciej. Szept. Mama. To mama. Mówi - La casua me dorno ekspato GA sure. Ne milo na azgur GA emon. Kataho. (<- Niech Ci którzy to robią, niech dosięgnie ich ma klątwa. Jedna z nas pomści wszystkie. To wy umrzecie. My przetrwamy. Niech dorwie was śmierć) Zaklęcie. Rzuca klątwę. Drzewo. Wchodzę. Nadal gonią. Chowam się za korą Damashu.
- En he alo ka eso nabule. (<- Cienia czas, nocy czas, moja siostro czas już wstać ). Klon biegnie. Gonią go. Udało się. Wchodzę na drzewo. Wyjmuje księgę. Torbę. Pakuje ją. Jestem ostatnia. Muszę przetrwać. Muszę stać się najsilniejsza. Silnjesza newt od mamy. Nawet od najpotężniejszej. Od mamy. Księgi. Zwoje. Zabieram. Pakuje. Nie meszczą się. Zaklęcie zmniejszające.
- Arht de simile ta mo. -udało się. Pakuje. Sprawdzam. Czysto. Zamykam oczy. Myślę.
- Wiem! Królestwo zabójców. Góry Ashelon. Skupiam się. Moja misja. Stać się silniejsza. Nie . Najsilniejsza. Moja misja, cel. Pomścić nas wszystkie.
(Celaena) "Mafia" #6
- This iż , ponieważ, dlaczego bo nie wiem. Tak brzmi moja odpowiedź na twoje pytanie Sasza.
Tak wiem. Wydaje się to cholernie nie
prawdopodobnie ... żadne. Czemu z tym gadam? Pfuu.. z nim. Bo nie mam wyboru. Muszę się dowiedzieć kto startuje o moją rękę.
- Co chcesz w zamian? Pieniądze ?
- Nie, chciałbym zrobić to..
Otworzyłam szeroko oczy, kiedy mnie pocałował. Trzesnęłam go z liścia tak, że został mu czerwony ślad na policzku. Uśmiechnął się.
- Tak łatwo Ciebie nie oddam temu przybłędzie Carlosowi i komu innego.
- Oddasz? Chyba w snach Twoich Sasza. Nie i koniec .
Wybiegłam, a on śmiał się. Ja zaraz zabije mojego ojca. Mam dość tych niespodzianek. Wbiegłam do jego biura, gdzie akurat były głowy rodzin, które kandydowały o moją rękę a zarazem kontrakt , który pozwoli im być razem w naszej familii.
- Ty szujo! Jak możesz wystawiać takich snobów, debili jak Sasza i Dominic?! Ty jesteś zdrowy na umyśle?!
- Heh.. widzę, że muszę nauczyć Cię manier moja droga.
- Manier?! Chyba musisz mnie zabić bo ja nie godzę się na takich debili! Oświadczam, że nie wyjdę za nikogo z nich!!
- Luize... opanuj się..
- Opanować? O to patrz co zrobię!
Wyszłam trzaskając drzwiami. Z wielką satysfakcją. Pobiegłam do siebie. Ubrałam bluzę z krzyżem. Wiadomo co zrobię. Zeszłam na dół i zaczęłam biegać. Zamek jest to pierwszy z naszych domów. Rzadko tu przebywamy. Wolimy pałac nad jeziorem Balbe. Jest piękny, a mój pokój znajduję się na parterze. Uwielbiam tam przebywać. Rano mogę wybiec i biegać po ogrodzie. Ogród to mój azyl, schronienie. Często chowałam się tam przed ojcem, kiedy wrzeszczał na mnie. W wieku 7 lat, rok po śmierci mamy zaczęłam zajmować się ogrodem. Po no już 10 latach mojej troski o niego jest to najpiękniejszy ogród na świecie. Jako, że mieszkamy w Brazylii było to nie łatwe zadanie. Zatrzymałam się. Usiadłam na huśtawce zawieszoną na gałęziach drzewa. Włączyłam "Imossible" i zaczęłam się lekko huśtać. Zasnęłam.
Obudziło mnie szczekanie psa. Rozciągnęłam się i zobaczyłam psa.
- Cześć piesku, co tu robisz?
Zaczęłam go głaskać, a on merdać ogonem. Przewrócił się na plecy. Uklękłam obok niego i zaczęłam głaskać go po brzuchu.
- Grzeczny piesek, kochany piesek. Wstał i zaczął mnie lizać po twarzy.
Zaczęłam się śmiać.
- Przestań hi hi.
- Gobi! Gobi! Gdzie jesteś Go..
Bawiłam się z nim nadal z psem. Wstałam.
- Co ty na mały maraton piesku?
Zaszczakał. Zaśmiałam się.
- Uznam to za tak.
Zaczęłam biegać, a pies za mną. Biegaliśmy tak 2h , aż w końcu wróciliśmy do ogrodu. Pogłaskalam go.
- Widzę, że Cię polubił.
Zamarłam i przestraszona odwróciłam się w stronę właściciela jak mi się wydaje psa.
- Kim jesteś??
- A przepraszam zapomniałem się przedstawić. Sebastian Westwall. Syn Argona Wstwalla.
- Jesteś kandydatem?
- Tak, nie znam niestety tej biednej dziewczyny. Chociaż bardzo bym chciał. Mogę poznać Twoje imię?
Siedzialam cicho. Przyjżałam mu się bardziej. Jasne blond włosy, zielone oczy jak Carlos, ale.. Bardziej tajemnicze. Wysoki. Na oko około metra osiemdziesiąt pięć. Szczupły ale dobrze zbudowany. Cera blada, trochę opalona. Nie to co ja. Naturalny miodowy kolor skóry. Ale jako, że często biegał, przebywam na polu była ciemniejsza. Był ubrany w spodnie moro, bluzę z napisem " I will be ur fantasy". Zauważyłam też kolczyki w prawym uchu. On też mnie obserwował.
- Luize Carrwero. Córka Dawana Carrwero.
Zamarł .
- To twój pies?
Pokazałam psa rasy Husky .
- Tak, wabi się Gobi.
- Uwielbiam Husky. Miałam kiedyś Huskiego. Ale kiedy ojciec zabił mamę, kiedy mi już przeszło, zabił Lokiego.
Uśmiechnęlam się. A on podedł bliżej.
- Wiesz, startuje o Twoją rękę. Nie będę miał czasu się nim zajmować. może chciałabyś..
- Naprawdę? tak!
Tak się ucieszyłam, że go przytulilam. Szybko jednak się opanowałam.
- Tak w ogóle, szukają Cię.
- Naprawdę? Która godzina?
- 23:30.
- Matko boska! Muszę iść.. ał!
Potknęłam się i skręciłam kostkę.
Uklęknąl obok mnie i wziął na ramiona.
- C-co robisz?
Spytałam lekko speszona i zdziwona.
- Zaniosę Cię do pokoju. Nieźle się załatwiłaś, ciapku.
Policzki mi zapłonęly.
- Gobi, idziemy.
Pies wstał i ruszył za nami. Niósł mnie pomału. Nic nie mówił. Przyglądnęłam się jego kolczykom w uchu. Jeden był z łańcuchem, reszta pospolita.
- Skąd kolczyki?
Zetknął na nie ciekawie.
- Obaczajasz mnie może z bliska?
- Szczerze?
- Szczerze.
- Tak, wole poznać może przyszłego mojego męża.
Zaśmiał się.
- Nie mam szans, chociaż szczerze, może jakieś małe, skoro mnie oglądasz tak dokładnie.
Zachichotałam.
- To zależy.
- Od czego?
Uśmiechnęłam się i zobaczyłam ojca.
- Skręć w lewo.
- Czemu?
- Proszę.
- No dobrze. AA.. ty wredna kobieto.
Zaśmiał się, kiedy zobaczył mojego ojca.
- No co?
- Nic ,nic.
Ledwo powstrzymał śmiech , kiedy mój ojciec nas zobaczył. Był wściekły. A ja prawie umarlam ze śmiechu.
- Luize.. niech Cię..
- Nie może, skręciłam kostkę.
Sebastianie, mógłbyś zanieść mnie do pokoju?
- Oczywiście, Luize.
Ojciec kipiał ze złości. Kiedy byliśmy już na 4 piętrze przed drzwiami od mojego pokoju. Kiedy zamknął drzwi od mojego pokoju oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ha ha widziałeś jego minę?
- Albo to jego " że co tu się dzieje?
Śmiałam się jak nigdy. Może znalam go zaledwie parę minut ale dobrze czułam się w jego towarzystwie.
- Odpowiedz mi coś o sobie, coś więcej.
- Hm.. a co chcesz wiedzieć?
- Ile masz lat, Twoje hobby, co lubisz robić no coś co mnie zaintryguje.
Zaśmiał się i uklęknął i ściągnął mi adidasy, zakolanówi. Kiedy je ściągał widziałam, że zaciągnął duży haust powietrza.
- Dotykanie mnie jest aż tak straszne?
Zakaszlał.
- Czemu tak uważasz?
Bandażował mi nogę.
- Bo jesteś strasznie czerwony i oddychasz strasznie szybko.
Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję za opiekę. Możesz mi podać ubrania? Są na biurku.
Wstał i podał mi ubrania. Złapał nie za plecy i przytrzymał. Sciagnęłam bluzę i koszulkę . Założyłam nową koszule . reszta poszła już sprawniej. - Dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Zaśmiałam się i pokazałam miejsce obok mnie. Usiadł.
- Więc opowiadaj.
- Imię już znasz. Mam 18 lat, kocham srzelać z broni palnej ale broń ręczna także . W wolnym czasie uwielbiam bawić się z Gobim i biegać.
- Ja kocham biegać.
Uśmiechnął się.
- Jak przeżyje to pobiegamy razem.
- Dobrze..
- To dobranoc.
- Dobranoc i dziękuję.
Uśmiechnął się. I tak niemogłam się doczekać kolejnego spotkania z nim.
(Violece) Prolog "Nie chcę cię pamiętać"
Jestem niebywale szczęśliwy dzisiejszego dnia. Dzisiaj powiem siostrze, że udało mi się dostać do rocznej szkoły muzycznej. Mieszkamy na zadupiu. Ona chcę być artystką, w sumie to nieźle jej idzie. Firma ojca jest bardzo kosztowna, udało mu się jej pomóc z jej pasją. Ale może od początku ? Mam na imię Gabe, moi rodzice pobrali się w sekrecie, oraz w sekrecie mama urodziła bliźniaki, ale mogła nas zobaczyć dopiero po tygodniu, bo miała chore oczy. Ojciec nienawidził zdjęć, nigdy nie było w domu nawet aparatu fotograficznego. Gdy mieliśmy roczek tata w końcu kupił aparat. Teraz jest prezesem światowej marki aparatów. Ale wracając do nas. Moja siostra ma na imię Wendy, ale mówię jej Vi, bo bardzo kojarzyła mi się w wieku 10 lat, z Vi z "League of legands". Była brutalna, w czynach i w słowach. Byliśmy określani mianem "idealnej parki". Ja nigdy nie miałem dziewczyny... nigdy nie widziałem świata poza Wendy, ona nie nie miała chłopaka, bo jak ktoś nieciekawy się przystawiał to miał do czynienia ze mną, wybijałem ich głupie pomysły jeden po drugim. W całej szkole było o nas słychać. Jak jedno było chore, to oboje siedzieliśmy w domu. Cały nasz rocznik był w tej samej szkole, i to przez wszytskie lata nauki, nawet w gimnazjum i liceum ci sami ludzie. Rodzice również trzymali nas razem. Dzisiaj mam 17 lat i niebywale się cieszę. Razem od 17 lat. Kocham ją najbardziej na świecie, na wszystkie szkolne bale chodziliśmy razem, nie tańczyłem z żadną dziewczyną oprócz niej, co wiele osób doprowadzało do szału. Uczyliśmy się dobrze. Nie mieliśmy nigdy żadnych problemów. Za tydzień koniec wakacji, ja wyprowadzam się do Nowego Jorku na roczne studia muzyczne. Tata powiedział, że zajmie się moją karierą, o ile skończę dobrą szkołę. Najlepsza była właśnie w Ameryce. Moja siostra namawiała mnie kiedyś do tej plastycznej, ale chciałem robić coś innego. Ona nie wie jeszcze o tym, że się dostałem, ona spędzi pięć lat na studiach, a ja tylko rok ! Możliwe, że potem nawet znajdę tam jakąś pracę !
Wstałem z łóżka i podszedłem do łóżka Wendy. Dotknąłem ją w ramię. Nie ruszała się. Gdy ją odkryłem, leżała w MOJEJ koszulce z Nirvany, nie ruszała się. Gdy zacząłem się niepokoić, mówiłem do niej - Wendy, Wendy. - Zero reakcji. - Mała Vi. - Nie ruszyła się, zmarszczyłem brwi, lecz wtem z niebywałą prędkością obróciła się do mnie z otwartymi oczami. Z zawadiackim uśmiechem na ustach przewróciła mnie i spadła z łózka na mnie i to specjalnie. Zaczęliśmy się śmiać, byliśmy podobni. Miałem szczęście. Byliśmy identyczni, może nie z twarzy, ale oboje mieliśmy włosy w kolorze ciemnego blondu oraz duże, zielone oczy.
- Vi ! Muszę ci powiedzieć coś mega, czekałem z tym do rana, bo jak tata mi powiedział, to już spałaś !
- Ciszej z tą mordą, o co chodzi ?
- Dostałem się do tej szkoły muzycznej w Nowym Jorku ! Świetnie prawda ?! Jutro wyjeżdżam, wracam za rok, więc musimy cały dzień spędzić razem, no jak zwykle, ale wiesz. - Napłynęły jej łzy do oczu. - Co się stało ? To źle ?!
- Nie ! To świetnie, mój zdolny brat. - Przytuliła mnie. - Muszę ci oddać tą koszulkę. - Zaśmiała się.
- Nie zobaczymy się przez rok ! Niech tu zostanie i ci o mnie przypomina.
- Nigdy bym o tobie nie zapomniała.
Cały dzisiejszy dzień był cudowny. Najpierw śniadanie całą rodziną, potem szybko się przygotowaliśmy i wyszliśmy na miasto. Wendy miała na sobie Niebieskie jeansowe spodenki i Białą bluzkę z napisem "CUTE" Była brokatowa, miała rękaw 3/4. Jej włosy jak zawsze były spięte w kucyka, a grzywka, któa była już trochę za długa opadała jej wesoło na policzki. Była piękna. Moi koledzy twierdzili, że to dziwne i śmierdzi kazirodztwem, co wprowadzało mnie w niemały gniew. Na ręce miała tatuaż z literą G w serduszku, ja miałem taki, ale w W. Były na lewej ręce mniej więcej w połowie drogi od łokcia do nadgarstka.
- Co mi się tak przyglądasz ? - Spytała Wendy.
- Tak po prostu, gdzie teraz idziemy ?
- Może nad rzekę ?
Cały dzień był cudowny. Obeszliśmy chyba cały kraj ! Poszliśmy na pizzę, na lody, Gdy doszliśmy pod dom, powiedziałem :
- I jak ostatni dzień ? Dobrze było ?
- Nie.
- Tylko jak ? Idealnie ? - Odpowiedź sama sunęła jej się na usta, uśmiechnęła się szeroko.
- Okropnie, nienawidzę cię, fajna mi kurde niespodzianka. Mówisz mi to dzień przed twoim odejściem. - Zaczęła płakać. Po raz pierwszy od 11 lat płakała. - Jak tak możesz ?
- Nie cieszysz się ?
- A ty byś się cieszył, jakbyś jutro miał stracić wszystko ?!
- Tylko na rok.
- W sumie masz rację, więc możesz już jechać, co to za różnica.
Więcej się do mnie nie odezwała. Pisałem do niej listy, ale nie odpisywała. Z tego co wiem od ojca, to każdy list jaki dostaje, otwiera, rzuca okiem, drze na kawałki i wysypuje przez następną gozinę przez okno, za każdym razem klnąc. Ale mimo to jest z nią okej, jednak gdy rozmawiałem z m nim raz przez telefon, to gdy mówił o niej, załamał mu się głos. Dowiedziałem się, że się rozwiedli z mamą tydzień przed moim powrotem, miała mnie o tym powiadomić siostra. Gdy tata jej kazał to przekazać miesiąc temu, powiedziała, że to zrobi, a gdy dostała list, z pretensjami ode mnie, czemu nie mówiła wcześniej, napisała tylko: "Widzisz, co za różnica ? Miesiąc, tydzień, czy dzień, Tobie to było bez różnicy." Za tydzień wracam, moja szkoła... nie wypaliła, stałem się troche metalem. Chodzę co prawda w trampkach i czarnych jeansach, to moja muzyka to tylko rock i metal. Moja siostra się nie zmienia. Niestety, gdy szukałem jej na Facebooku, to nie mogłem znaleźć, zablokowała mnie. Mam nadzieję, że mi wybaczy.
Jutro wracam. Dostałem sms'a, i to od niej ! Napisała "Wybaczę ci wszytko, gdy wrócisz. NA STAŁE."
(Violence) Part6 KONIEC "Fanfiction Mroczne Umysły"
- No weź !
Zaczęliśmy się śmiać, spojrzał na mnie, spoważniał i zaczął mówić.
- Co do naszej rozmowy kilka godzin temu... - Spojrzał na mnie jeszcze raz, przesunął wzrokiem od stóp do głów. Gdy mijał wzrokiem mój dekolt, zatrzymał spojrzenie, a ja zareagowałam.
- Hej ! Clancy ! Zachowuj się, co chciałeś powiedzieć ?
- To ty zaczęłaś, a więc, kocham cię, wiesz ?
- Tak, chyba to wiem. Ja też cię kocham.
Nachylił się do mnie, spojrzał mi w oczy, i pocałował. Tak, pierwszy raz chłopak był blisko mnie. Podniosłam się, całowaliśmy się chwilę. Nagle zza przymkniętych drzwi wydobył się wrzask. To Amercia krzyczała - W kooooooońcu ! - Popatrzyliśmy na siebie rozbawieni i kontynuowaliśmy, to co przedtem zaczęliśmy. Moje życie się zmieniło.
Droga Ruby
Piszę do Ciebie ostatni już mail. Skończyłam z tym, byłam samotna, a dzięki mojej sieci rozmów nie byłam taka smutna. Poznałam Clancy'ego, osobiście i powiem Ci, że to już dwa miesiące, odkąd się spotykamy. Kocham go, szkoda, że dla Ciebie nie był taki dobry :( Jednak jest już inny, nie wchodzi mi do głowy, grożę mu, że spale mu ubranie, na co on wybucha śmiechem. Mieszkamy wszyscy w szóstkę w East River, a raczej jego pozostałościach. W końcu jestem szczęśliwa. Clancy pomógł mi z moimi umiejętnościami. Nie boję się śmiać w głos. Dziękuje Ci za wszystko. Żegnaj, może kiedyś napiszę, jak to mówi Clancy - "W następnym mailu zaprosisz ją na ślub." Kocham Cię, moja korespondencyjna przyjaciółko. Pa
Z pozdrowieniami dla Ciebie, Zu, Liama, Pul... Charliego i Vidy !
Violence.
(Celaena) "Mafia" #5
Kiedy czytałam list, znowu, znowu i na okrągło wciąż nie dowierzałam temu co widzę. Jak mógł to zrobić?! Wybiegłam z pokoju i dobijałam się do pokoju Carlosa. Otworzył.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! No dlaczego wytłumacz się! - wrzeszczałam na niego. Patrzył na mnie zaskoczony.
- O czym mówisz ? Luize.. czy ty -patrzył na mnie i zbliżał się do mnie. Nie! Nie pozwole mu na to!
- Nie zbliżaj się! Odpowiadaj! Ukartował to?! Kazał Ci się rżnąć z tą nałożnicą?! Odpowiadaj o co tu do cholery chodzi?!!! - nadal wrzeszczałam. Byłam wściekła. Patrzyłam. On usiadł. Popatrzył.
- He.. udaje. Że chce naprawić relacje z tobą. Chce abyś gdy nadejdzie czas, posłusznie wyszła za jego kandydata. Kazał mi Cię zranić, abym nie przeszkodził mu w planach. Luize..
- A to?! - pokazałam list -wytłu..
- Luize, zrozum że nie oddam Cię bez walki! Nie oddam Cię nikomu! Nie pozwole by ktoś Cię skrzywdził! Wiem, że to zrobiłem, ale cierpiałem bardziej niż ktokolwiek inny! Luize zrozum ja Cię kocham i chce byś była moja! Będę o Ciebie walczył, w turnieju o TWOJĄ RĘKĘ. - patrzyłam na niego z wielkimi oczyma. Podczas jego wybuchu zbliżył się znacznie do mnie. Był zbyt blisko. Odsunęlam się ale mnie złapał za nagarstek.
- Luize.. -pocałował mnie. A ja mu uległam.
Obudzilam się rano w jego pokoju. Popatrzyłam na niego. Spał na podłodze. Wzięłam prysznic. Kiedy wyszłam zobaczyłam, że wstał i zakłada Świerza koszule.
- Wiem, że ojciec przeniósł mnie jak najdalej od Ciebie. Poprosiłaś go o to. Dlatego wzięłaś prysznic u mnie? Bo twój pokój jest 6 pięter niżej? -zerknął na mnie. I podał mi swój podkoszulek, który na niego był idealny, a dla mnie był jak sukienka . Wzięłam ją bez słowa i zamknęłan się w łazience. Zdięlam ręcznik i założyłam swoją wypraną bieliznę. Miał ich kilka. Kiedyś często zasypiałam na jego ramieniu. Potem szybko brałam prysznic i biegłam do siebie. Teraz może to wydawać się , że jest on zboczony. Lecz on nie jest jak inni. Ubrałam jego podkoszulek i zakolanówki. Muszę podrzucić mu parę ciuchów. - pomyślałam. Wyszłam a on robił pompki.
- Widzę, że dbasz o siebie. - wymamrotałam. Uśmiechnął się pod nosem.
- Skoro mam o Ciebie walczyć. Muszę chyba o siebie zadbać , prawda? - zaśmiałam się i usiadłam na jego plecach.
- W takim razie podnosimy poprzeczkę do lv hard.
- Kobieto ile ty ważysz ? - spytał, a ja prychnęlam.
- Wystarczająco dużo byś poległ robiąc te pompki. - zaśmiał się i robił je dalej. Kiedy się podnosił jego łopatki pojawiały się. Dotknęłam ich delikatnie dłonią. Zadrżał.
- Czyżby mój dotyk Cię onieśmielał?- uśmiechnęłam się pod nosem złowieszczo. On prychnąl
- Chciałabyś.
-Chciałabym.
Ostatnim razem kiedy tak spędziłam z nim czas? Gdy miałam 6 lat a on 10.
Teraz mam 16 a on 20. Byłam już w swoim pokoju. I nagle pojawił się ojciec. Wiedziałam, że będę mieć kłopoty. Zamknęłam drzwi.
- Luize Elizabeth Jessico Carrwero, gdzie się podziewałaś? Mam nadzieję, że nie z tym śpieciem Carlosem.
- Dawanie Francisie Carrwero, dlaczego mnie oszukałeś? - po raz pierwszy od.. nigdy miałam go w garści. W swoich szponach. Miałam władzę.
- O czym mówisz , Lizzy? Ja chce tylko naprawić więz..
- Przestań i wynoś się. A jeszcze jedno - zatrzymałam go wściekłego w drzwiach. - Wyjdę za tego, którego pokocham. - trzasnął drzwiami , a ja uśmiechałam się z wielką satysfakcją.
Już za dwa dni moje życie zmieni się w ciągły stres, piekło. Bluza z krzyżem, spodenki, adidasy, zakolanówki, słuchawki. Już wiecie co robię. Biegam. Biegam i biegam. Z tą różnicą, że nie zatrzymałam się jak zawsze przy fontannie. Biegłam dalej. Taka jak codziennie. Ale.. jakby inna. Inna bo podjęłam decyzje. Decyzję, która zmieni moje życie.
sobota, 23 kwietnia 2016
(Violence) Part5 "Fanfiction Mroczne umysły"
Nie mógł to być nikt inny, niż Clancy. Otworzyłam, ale szybko przypomniałam sobie naszą rozmowę. I poczerwieniałam na twarzy. Nie widziałam tego, ale czułam to, ponieważ spojrzał na mnie inaczej.
- Mieliśmy wrócić do tej rozmowy ?
- Tak, ale jestem tu też, bo chciałem zobaczyć, jak się urządziłaś. Można ? - Zapytał, po czym skonieniem głowy dałam znak, że tak. Oglądał wszystko i powiedział. - Nieźle się tutaj rozgościłaś. Mam coś dla ciebie. To jeden z powodów, dla którego tu jestem. - Wyciągnął zza pleców zwitek papieru.
- Pamiętasz, jak pisałaś, że prosiłaś kiedyś mamę o plakat Nirvany na urodziny, ale powiedziała, że to ma zły wpływ ? Otóż, Chciałem ci to dać, na następne urodziny, ale wtedy się nie mogliśmy zobaczyć. Więc, gdy tu przybyłem, znalazłem to w torbie, mając cichą nadzieję, że cię jeszcze zobaczę. - Podał mi duży rulon. Przedstwaiał Kurta siedzącego z gitarą i papierosem w ręce. Na dole czarno-białego zdjęcia było logo Nirvany.
- O matko, dziękuje ! Nawet nie wiesz jak się cieszę ! Czekaj, mam taśmę klejącą, może uda się go powiesić obok Lany, nie wiem po co mi jej plakat, skoro nie lubię jej aż tak bardzo.
Postawiłam krzesło na stole, co Clancy skomentował.
- No testu BHP by to nie przeszło.
Zaśmiałam się, szybko przywołują się do porządku w myślach. Nie chcę, żeby myślał, że cały czas myślę, że go kocham, lub rozbieram wzrokiem, jak to pisało w jakiejś książce. Weszłam na stół, a potem na krzesło,
- Podaj mi plakat i cztery kawałki taśmy. - Powiedziałam, gdy mi podał, zaczęłam przyklejać papier do drewnianej ściany, Niestety taśma za dobrze nie trzymała. - Daj więcej taśmy. - Rzuciłam przez ramię. Odczepił kawałek, odstawił taśmę na stół, i podał mi kawałek, gdy się schylałam, uznałam, że miał rację, co do BHP. Krzesło chrupnęło, zachwiało się, a ja prawie zleciałam z łoskotem na ziemię. Zamknęłam oczy i czekałam na upadek i ból. jednak to nie zaistniało. Gdy otworzyłam oczy, Dalej stałam na krześle. Szybko dokleiłam taśmę, dopiero wtedy zobaczyłam co się stało. Clancy tzrymał mnie oburącz w talii.
- To krzesło zaraz się załamie, mogłaś wybrać jakieś bardziej stabilne. Co teraz zrobisz ?
- Zeskoczę, odsuń się, puść mnie.
Niepewnie na mnie popatrzył, jakby nie miał co do tego planu pewności. Puścił mnie i usiadł na łóżku, ja zaczekałam sekundę i skoczyłam. Zatrzymałam się tuż przy stoliku i krześle, które miało złamaną nogę, czego wcześniej nie zauważyłam. Jednak skacząc zachwiałam się trochę, i lądując przy stole, wywróciłam się na łózko. O dziwo nie wylądowałam na moim posłaniu, tylko na czymś innym. To był... Clancy. Brawo Violence ! Brawo do cholery ! Moje stopy dotykały prawie ziemi, większość mojego ciała była na łóżku, jednak głowę miałam na jego kolanach.
- No wiesz ? O takie rzeczy można serio spytać, sugerujesz coś ? - Zaśmiał się, racja, byłamw dość niefortunnej sytuacji.
(Violence) Part4 "Deadline"
Największa zdrada w moim życiu. Dotychczas podobał mi się tylko kolega na koloni, ale tuż po niej wszytsko się skończyło. Jeszcze był tam jakiś lovelas, ale no cóż... Koleżance się też podobał, ale obu nas nie lubił, więc wszystko było okej. Chcę opowiedzieć największą zdradę w moim życiu. To nie będzie historia o dziewczynie, która jest w liceum, i chłopak umawia się za plecami z inną. NIE. To było coś, co odbiło się na mojej psychice. Mianowicie, miałam dobrą koleżankę. Pewnego dnia, tak po prostu mi powiedziała, że podoba jej się chłopak, który mnie dopiero co rzucił. Jak się późnej okazało, rzucił mnie dla niej ! Powiedziała mi jednak, że się przyjaźnimy i NIGDY nie będzie z nim, bo chyba już nie jesteśmy koleżankami, tylko czymś więcej. Powiedziłam jej, że tak, że teraz śmiało mogę powiedzieć że to przyjaźń. Oszukała mnie. Uznała, że jeśli go pocałuje, to wszystko wróci do normy. Nie wróciło, bo to było kłamstwo. Kilka dni później powiedział, że mnie nienawidzi, a okazało się, że zrobiła wszystko specjalnie. Na wspólnej kolonii powiedziała, że spiknie mnie z takim chłopakiem, ale wszystko rozwalała. Miałam jej dość. Obiecałam sobie, że NIGDY jej nie zaufam. Mimo to, chodziłam z nią do szkoły. Wiele razy gadałyśmy. Taka gadka szmatka. Jednak on chciał wrócić, chociaż w sumie trudno stwierdzić, bo po egzaminach starszych klas, nasza relacja trochę się urwała. Kolega męczy mnie, że podoba mi się Gabe z innej szkoły. To co prawda prawda :P, ale się wypieram. Póki co unikam mojego byłego, ale Andrew i tak ciągle do mnie pisze, no dobra, czasem. TYLKO jak coś chce. Nie wiem co czuje. Wiem tyle, że Maria, czyli moja była przyjaciółka, oraz Andrew są głównymi powodami, do pewnej smutnej decyzji. Jest wiele innych powodów, do jej podjęcia, ale ta dwójka... Pchają mnie całą sobą do ucieczki z tego życia....
(Violence) Part2/3 "Deadline"
Byłam w drugiej klasie podstawówki. Jest to krótka notatka. Jakiś chłopak, z którym się kolegowałam, zakochał się we mnie. I tyle. Chodziłam z nim, ale w końcu kontakt się zerwał. I koniec historii.
Byłam w podstawówce, podobał mi się taki chłopak, chyba przez dwa lata. Miał na imię Martin i nie interesował się mną niż zbytnio. Pewnego dnia poprosiłam Carin, by mu powiedziała. Powiedział, że też mnie lubi. Chodziłam z nim przez kilka miesięcy. Nawet raz chciał mnie pocałować. Na feriach zimowych byłam u babci. Napisał mi smsa, że podoba mu się jakaś dziewczyna i mnie rzucił. Powiedziałam o tym mamie. Przytuliła mnie. Było mi smutno. Jednak szybko się pozbierałam. Zaczął mnie ignorować. Staliśmy się wrogami. Do końca podstawówki, żaden chłopak mnie nie lubił, wszyscy mnie hejtowali. Byłam pośmiewiskiem w męskim gronie. Podobał mi się jeszcze starszy chłopak, ale szybko odpuściłam, bo nie widziałam się za długo.
piątek, 22 kwietnia 2016
(America) Rozdział : 1 "Córka alfy"
Kiedy przeglądałam listy moją uwagę przykuła koperta wyróżniająca się z sterty rachunków, które zazwyczaj dostawał mój ojciec koperta miała odcień kości słoniowej i było widać z oddali , że to nic innego jak zaproszenie na jakąś ważną okazje , a nie na darmowe próbki jedzenia, które zapewne smakowały by jak przygotowane ziemniaki z ziołami , może to być zaproszenie na wręczenie nagrody nobla , ale po głębszych przemyśleniach raczej mój ojczulek nie kwalifikował by się do osób mogących dostać taki zaszczyt. Kładę rachunki na biurko ojca i sięgam po zaproszenie, koperta była zapieczętowana przez woskową pieczęć w kształcie księżyca. Już chciałam otwierać kopertę gdy zadzwonił telefon , odłożyłam list na swoje miejsce koło rachunków , podeszłam do aparatu na małym ekranie wyświetl się numer który często widuje w rejestrze mojego ojca (kiedy chce zamówić pizzę , w okolicznej pizzeri pracuje kilku wilkołaków z naszego stada zawsze kiedy widzą numer mojego tatusia pizza za free) jeśli to dziewczyna mojego rodziciela dopiekę jej , wzięłam telefon do rąk i nacisnęłam zielony guzik -Czego dusze pragnie ?- powiedziałam do słuchawki przez chwile nikt nie odpowiadał w końcu z drugiej strony aparatu usłyszałam męski głos- To zależy z kim rozmawiam - nie wiem czemu , ale po całym ciele przeszły mnie przyjemne ciarki na ten zmysłowy głos , odpowiadam szorstko - Z nikim szczególnym - mężczyzna nie odpuszczał - Czyli z kim ?- zapytał spokojnie choć wyczuwałam że mój rozmówca powoli traci cierpliwości, jakoś poczułam że nie chce go denerwować tylko chce by czuł przy mnie radości a nie zdenerwowanie , otrząsnęłam się szybko chce wiedzieć proszę bardzo -Jestem córka Crisa MacKaya- mężczyzna po drugiej stronie przez chwile nie odpowiadał , ale nie zwlekał długo z kolejnym pytaniem - To on ma córkę ? Dla czego ja nic o tym nie wiem?- odpowiadam zdziwiona faktem , że facet uważa się za nie wiadomo kogo i chyba jest w błędzie myśląc że każdy będzie go informował o jakichkolwiek zmianach -Bo nie musisz o wszystkim wiedzieć- mówię najbardziej oschle jak potrafię , ale pewnie wyszło jak bym się za chwile popłakać- Masz dziewczyno jaja żeby zadzierać nosa -po chwili dodaje - Wiesz z kim rozmawiasz ? - podeszłam do szafki z książkami i wzięłam notes ojca otworzyłam na stronie z telefonami , ojej znalazłam - Tak wiem - pyta zdziwiony - Czyżby ? - odpowiadam triumfalnie. -Tak , jakiś tam Bran - po chwili zdenerwowany Bran pyta się - Jakiś ? Kobieto daj mi swojego ojca do telefonu - W tym momencie do pokoju
środa, 20 kwietnia 2016
(Violence) Part4 "4.13.-2"
Nagle, nad naszymi głowami przeleciały drony. Wrzeszczały słowa :"Dziura w murze". Dało nam to do zrozumienia, że Charlotte więcej nie wróci do domu. Chłopaki rzucili się za nimi, chcąc zdarzyć przejść pezez mur. Jednak ich starania były na darmo. Drony są za szybkie. Gdy doszli do dziury, ostatnie cegły wylądowały na dziurze, i położyli nowe lustra. Uznałem, że to fobra chwila, by niepostrzeżenie przejść do mojego domu. Weszliśmy do budynku, który znam od x lat. Charlotte bacznie wszystko obserwowała.
- Jakby co, to jesteś Charlie 4.13.-2 i jesteś z Arkos, jednej z najbiedniejszych wiosek w Nepii. Co za tym idzie, nie miałaś zbyt zaawansowanej technologii u siebie. Do tego urodziłeś się z wadą włosów, wszyscy cię prześladowali, z powody twojego dziwnego wyglądu.
- Dobrze, a gdzie twój pokój.
Wskazałem na drzwi z cyframi 4.13.-2. Otworzyłem drzwi kluczem, i weszliśmy do środka. Pokazałem jej cały mój świat. Na brudnych ścianach, odpadała farba. Szafa mimo, że była mała, to moje rzeczy zajmowały tylko mały fragment tej szafy. Nie przywiązuje zbytnio wagi do ubioru. Obejrzała wszystkie pomieszczenia, po czym spytała.
- A gdzie ja śpię ?
- No nie mam żadnej dostawki, więc musisz ze mną. - Wskazałem na dwuosobowe łóżko. - Kiedyś mieszkałem z kolegą, więc kawałki łóżka były oddzielnie, ale jak się wyprowadził, to zespawałem i zszyłem wszystko razem.
- No okej. A pytanie, jaką macie tu walutę ?
- No płacimy w Nerach, a co ?
- Bomam wszystkie swoje pieniądze, i nie wiem co z tym zrobić, skoro tu jest inna waluta.
- Możesz je wymienić na czarnym rynku. Tam sprzedaje się wszystko, co związane z Saturami. Ile masz Signów ?
- Tak z 1400 Signów.
- No to grubo, dostaniesz cztery razy tyle.
- Skąd tutaj pozyskujecie rzeczy Satur ?
- Gdy jedzie furgonetka, to takie coś co przewozi rzeczy, ona przejeżdża przez Nepię, to często na nią się napada.
- Grubo. A jakiej pracy mogę tutaj się dorobić ?
- Takiej, jakiej nikt nie chce, czyli taka jak moja. Ścinanie liści i ich segregacja.
- Okej. Nie myślałeś nigdy o jakimś plakacie na ścianie, albo jakiejś farbie ?
- Nie mam do tego głowy.
Wyciągnęła coś z torby. Był to duży zwitek materiału, który przesiąkał farbą. Gdy rozłożyła to na środku pokoju, osłupiałem. Rysunek, który jej dałem, był teraz tutaj. Taki duży i kolorowy. - Niech to wyląduje na ścianie. - Zaproponowałem.
- Okej.
Zaczęła przykładać materiał do ściany, mówiła jakieś niezrozumiałe słowa. Po chwili, obrazek wyglądał, jakby był tu zawsze. Charlotte usiadła na moim łóżku, i podziwiała.
- Wiesz, u mnie w pokoju jest taki sam.
- Jaki był twój pokój.
- Batdzo podobny do twojego, tylko, że miałam rysunki poprzyklejane do ścian. I nad drzwiami miałam napis.
- A jaki napis ?
- Na serio chcesz wiedzieć ?
- Tak, a co ?
- Mam dość ukrywania smutku pod warstwą usmiechu, czy śmierć nie jest prostrza od zwykłego oddechu ?
Nic nie odpowiedziałem. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Schowaj się do łazienki. Szybko.
Otworzyłem drzwi. Stał tu mój kolega Jason. Bardzo interesował się Saturami. Przez ostatnie trzy lata próbował podkopać się pod murem, ake był i tak za głęboki.
- Siema, ktoś mówi, że masz współlokatora z Arkos. Chciałem go poznać.
- Okej. Charlie, chodź na chwilę. Pokazałem jej gestem, żeby podeszła. Stanęła obok mnie, i spojrzała na Jasona.
- Siema. Jestem Charlie. Z Arkos. Przeprowadziłem się tu. - Głos utrzymywała niższy niż zwykle, mówiła pół-zdaniami, jak typowy koleś.
- Oj Theodor, nie nabierzesz starego przyjaciela. Niezły z ciebie romantyk, ale żeby być gejem ? Serio ?
- To, że mieszkam z koleganic nie znaczy.
- Ale będziecie spać w jednym łóżku, prawda ?
- Tak. Nie. Znaczy... - Bałem się spojrzeć na Charlotte, byłem na pewno bardzo czerwony.
- Jaja se robię ! - Wrzasnął Jason. - Proszę mi mówić nie Jason, tylko Tom, bo tak jest ładniej.
- Zgadzam się. - Powiedziała Charlotte.
- Fajnie poznać Saturę.
- Przecież ja nie jestem... - Zaczęła Charlotte.
- Za dużo w tym siedzę. Różnisz się od mojego wyobrażenia, ale to raczej dobrze.
- Kiedy się zorientowałeś ? - Spytałem.
- Jak tylko ją zobaczyłem.
- Czyli z tym spaniem to robiłeś sobie totalne jaja !? - Zdenerwowałem się.
- Po pierwsze, to nie, bo spanie z dziewczyną to coś... dziwnego, a po za tym chyba jesteś ostatnio chory. Co chwilę robisz się czerwony, zachowujesz się w stosunku do mnie jakoś dziwnie dzisiaj. Może jesteś o nią zazdrosny ?
- W związku z kim mam być zazdrosny ? Z tobą ? Błagam. A teraz sory, ale mamy coś zaraz do załatwienia. - Zacząłem zamykać drzwi.
- Ta, jasne, ciekawe co tam macie do załatwienia.
Trzasnąłem drzwiami.
- Serio mamy coś do zrobienia. Charlotte, jest ktoś kogo musisz poznać. Tylko się przebiorę.
- Okej, ja też przy okazji.
Poszedłem do łazienki. Było ciepło, więc wybrałem spodnie do kolan, i czerwony T-shirt. Gdy wyszedłem z pokoju, przez ułamek sekundy widziałem, jak ubiera koszulkę Charlotte. Nosi coś pod bluzką. Czarne paski, czy coś. Zapytam o to tego faceta. Mam nadzieję, że go znajdziemy. Charlotte wyszła pierwsza. Miała na sobie czarne jeansy, oraz czarny T-shirt z logiem AC/DC. Włosy rozpuściła. Nie miała co z nimi zrobić. Zeszliśmy na dół, i ruszyliśmy w stronę biblioteki. Tajemniczy mężczyzna powinien być właśnie tam.
(Violence) Part1 "Gwiazda rocka za pół miliona"
Wstałam rano. Dzisiaj była sobota. Cholera. Muszę iść spotkać się z ojcem, a potem iść z jakimś mazgajem-bogaczem niewiadomo gdzie. Ogarnięcie się zajęło mi nie więcej niż 20 minut. Wiele osób uważa mnie za brudasa, i bezdomnego. Nie mają racji. Może i mam specyficzny byt, ale jestem dziewczyną. Maluje się, myje, chodzę na zakupy, tylko że jestem inna w innych aspektach. Zeszłam na dół. Mój ojciec i matka siedzieli w jadalni. To nasz ostatni wspólny posiłek. Usiadłam razem z nimi. Ojciec przestał jeść i zaczął gadać.
- Jak wiesz, dzisiaj idziesz na spotkanie służbowe.
- Albo raczej na swatniczą randkę.
- Przybliże ci trochę twoich nowych kolegów. Pierwszy to Cole Samos. Widzisz się z nim dzisiaj. Robi studia na kierunku medycznym. Ma blond włosy, niebieskie oczy. Ma 19 lat, więc jest starszy o rok, jego ojciec to Mitt Samos. Drugi, to Theodor Usher, syn Simona Ushera. Ma kasztanowe włosy i zielone oczy. Ma 18 lat i chcę zostać prawnikiem. Następny to Gabe White, syn Johna White. Ma 19 lat i pracuje w firmie ojca. Ma ciemne włosy i niebieskie oczy. Kto następny... a tak, Sean Nev, 20 latni, dobrzr zapowiadający się przedsiębiorca. Ma brązowe oczy i włosy w kolorze ciemnego blondu. Jego ojciec to Ric Nev, czyli prezez konkurencyjnej dla mnie firmy. Ostatni to Maven Stark. Ma czarne włosy i brązowe oczy. Nosi okulary, ma 19 lat i ojca tyrana Grega. Chcę zostać pisarzem. Jednak ojciec chcę, by pracował u ojca i zajął jego miejsce. Dzisiaj widzisz się z Colem, o godzinie 15. Przygotuj się.
- Jak ? Nie mam zamiaru stroić się dla kogokolwiek, kto nie jest tego wart.
- Uważam tylko, że twój ubiór jest nieodpowiedni, gdy chodzi o spotkanie z chłopakiem.
- Mam w dupie, co o mnie pomyśli, i tak nie liczę się tu ja, tylko fortuna. Może mnie nawet nienawidzić, ale zrobi wszystko dla ojca.
- Zrozum, że jesteś nagrodą !
- Nie ! Nagrodą są twoje pieniądze ! Twój wynalazek !
Wyszłam, niewiele mówiąc. Poszłam na górę. Układałam piosenki. Morrison ma racje. Nie mam talentu. Przez rok uczyłam się grać na gitarze, ale nie umiem. Po prostu się nie da. Chciałabym umieć śpiewać. Ale nie tak jak ja, nie w stylu popowej gwiazdki. Chciałabym śpiewać jak w Fit For Rivals, albo Halestorm. Jak miałam 10 lat, dostałam swoje pierwsze glany. Jednak są dla mnie za ciężkie. Wole martensy, trampki, lub coś, co sama zrobie z butami. W szkole dzieci się mnie bały.
Wróciłam do pokoju. Przez wiele godzin siedziałam przy komputerze i grałam mecz w CS:GO. O godzinie 14.58 zadzwonił dzwonek, że Cole już jest. Musiałam przerwać mecz, a szkoda, bo miałam dobrą rundę. Mocne statystyki. Ubrałam skórzaną kurtkę, lecz słońce, które przebiło się przez rolety, odwiodło mnie od tej myśli. Kurtkę rzuciłam na łóżko. Gdy zeszłam na dół, Cole już czekał. I przyznaje, jest przystojny.
wtorek, 19 kwietnia 2016
(Violence) Part4 "Fanfiction Mroczne Umysły"
- Jak to ? - Zapytałam zaskoczona.
- Nigdy nie myślałem, że będzie mnie łączyło z czerwonym coś więcej, niż praca. Kiedyś z wami pracowałem, a teraz. Nie chcę cię okłamywać, ale tak właśnie jest. Lubię cię i to bardzo. - Westchnął na te ostatnie słowa. Osłupiałam. Z jednej strony wiem jaki jest i do czego może mnie zmusić, więc nie wiem czy teraz serio chciałam mu powiedzieć, że też go kocham, czy może on mi to perswaduje.
- Troche mi głupio, że się nie odzywasz. Powiedz coś.
- Nie wiem, nie mam pojęcia, czy to, co chcę ci odpowiedzieć, to to, co chcę powiedzieć, czy to ty mi to narzucasz.
- Obiecuje, nic nie wymuszam, boję się tego, co możesz mi zrobić. W brew moich uczuć, boje się troche ognia.
- Okej, więc to co chcę odpowiedzieć to... kocham cię.
- Dlaczego ? - Spytał niewzruszony. - Może nie widać, ale się przejąłem. Dlaczego mnie kochasz ? Wiesz, co zrobiłem Ruby i innym ludziom. Dlaczego więc mnie kochasz ?
- Bo to nie Ruby, to ja, mi nic nie zrobiłeś. Teraz muszę już iść.
- No dobrze, ale wiedz, że wrócimy do tej rozmowy.
Wyszłam z domku, wzięłam zwoje rzeczy, i położyłam w tym domku, który w nocy ratowałam. Pozbierałam stare deski i przymocowałam je do dziury. Znalazłam jakieś narzędzia typu młotek i gwoździe, o ile można gwoździe nazwać narzędziami. Pokrą podłogę osuszyłam ogniem. Przyniosłam tu stół z innego domku. Szukałam takiego, który nie był doszczętnie spalony. Pozbierałam stare materace, i z użyciem kilku desek zrobiłam sobie łóżko. Cały dzień budowałam. Znalazłam jakieś stare znicze, i słoiki ze świeczkami wewnątrz. Porozstawiałam je w różnych częściach mieszkanka. Zerwałam firanki z okien i wrzuciłam je na zewnątrz. Po wielu godzinach, moje dzieło było gotowe. Było tu ciepło i przytulnie. Ze swoich rzeczy wybrałam te, które nadały się na dekoracje. Moje ulubione książki wylądowały na stole, a plakat z Laną Del Rey wylądował na ścianie. Było tu bardzo ładnie. Poszłam w międzyczasie do Cola, żeby naładował mi baterie do laptopa. Miałam kilkanaście baterii, które zbierała America, gdy była w pobliżu sklepu ze sprzętem. Były bardzo wytrzymałe, a och ilość była spora. Gdy wszystko było pełne, schowałam baterie do torby, a jedną wsunęłam do urządzenia. Nie włączyłam go jednak zdecydowałam, że pójdę po coś do jedzenia. Byłam prawie orzy domu moich przyjaciół, gdy zobaczyłam przez ich okno całą czwórkę siedzącą w pokoju i jedzącą kolacje. Śmiali się i byli szczęśliwi. Nie chciałam zasmucać ich swoją egzystencją. Poszłam nad jezioro. Miałam w kieszeni jakąś nitkę. Zrobiłam prowizoryczną wędkę. O dziwo, przywiązanie robaka do wędki jest proste. Po niedługim czasie coś złapałam. Ryba wylądowała na trawie. Musiałam ją zabić kamieniem. Obmyłam ją z ziemi, i zaniosłam ze sobą. Obok domku rozpaliłam ognisko z reszty firanek. Upiekłam rybę i choć była okropna, to trochę pojadłam. Gdy wracałam do domku, przyszła Cel z Americą i przyniosły mi jedzenie w puszkach. Podziękowałam i zaprosiłam je do siebie. Fdy oglądały mój domek, ja ułożyłam puszki przy ścianie. Szybko jednak poszły, a ja zostałam sama. Nagle ktoś zapukał.
(Celaena) "Mafia" #4
Do rozpoczęcia turnieju, w którym nagrodą będę ja, zostało jeszcze 4 dni. Cztery dni wolności i swobody ruchu. Dzisiaj znowu biegałam. Wogule ostatnio biegam. To mi pomaga. Rozluźnia. Skupiam się na tym. Zastanawia mnie to , po co nagle mój ojciec powiadomił świat o moim istnieniu. Wolałam być tą "tajemnicą". Tak nazywają mnie wszyscy, którzy nie wiedzą kim jestem. Bardzo często uważałam,że tak jest najlepiej. I za to wielbiłam ojca. Zapewne, on także to wiedział. Dzisiaj lało. Burza.. - pomyślałam. Nienawidzę burz. Wzięłam misia. Przytulilam go. Czekam. Czekam na jedno stuknięcie o marmur. Na skrzypnięcie drzwi. Ale nic takiego nie następuje. W końcu wyszłam. Uchyliłam lekko drzwi od jego pokoju. Zamarlam. Pieprzył się z jakąś dziewczyną. Jakąś nałożnicą. Zabołalo. Okropnie zabolalo. Przycisnęłam ręce do ust by nie krzknąć. Popatrzył w moją stronę i wyrwał się.
-Luize! Poczekaj to nie tak jak.. - ucieklam i zatrzasnęłam drzwi od swojego pokoju. Płakalam. Okropnie płakałam. A on?
-Luize, otwórz błagam! Luize! Proszę cie otwórz te cholerne drzwi! Luzie!
- Odejdź! Nie chce cie znać! Wynoś się! - krzyczałam zapłakana. Nagle usłyszałam szloch. Jego.
-Luize.. wybacz mi. Ja .. -ucichł. Usłyszałam klucz przekręcany w zamku od mojego pokoju. Płakałam okropnie. Płakałam. Poczulam znajomy chód. To był mój ojciec. Przytulil mnie.
- Nie płacz kochanie. Nie dla takiego śmiecia. - rozplakalam się jeszcze bardziej. A on pocalował mnie w czoło i położył obok. Wtuliłam się w niego. Szlochając zasnęłam.
Obudzilam się rano z czerwonymi oczami od płaczu. On nadal leżał obok. Popatrzyłam na niego.
- Dzień dobry - powiedział.
- Cześć, tato. - ziewnęlam. Zobaczyłam, że łza cieknie mu po policzku.
- Ej, czemu placzesz? -spytalam zdziwiona .
- Ja? Nie masz gorączki? Nie majaczysz? - zaśmiałam się. Wrócił mój ojciec. Ten twrady muchacho.
Nagle ja sama zaczęłam płakać . Przypomniałam sobie wczorajszą scenę.
- Tato
-Hm?
- Nie chce go widzieć. Niech trzyma się odemnie z daleka. - uśmiechnał się.
- Wedle życzenia. Moja księżniczko.
Minęły kolejne 2 dni. Już za niedługo rozpocznie się turniej. Od tamtej nocy nie widziałam Carlosa. Ojciec nagle zaczął przychodzić codziennie do mnie wieczorem i rano. Jakby chciał wynagrodzić, nadrobić te stracone lata. Dziś 13 maja 2045 roku. Jutro są moje 17 urodziny. Zamiast myśleć o imprezie i kogo zaprosić, biegalam. Biegałam cały dzień. Odpoczywałam tylko w trakcie posiłków i na małą przerwę. Znowu zachaczyłam o polanę. Był tam ON i.. nie dość. Weź się w garść. Nie jest wart twoich łez. Nie jest godzien. Tata ma rację. Powinnam usunąć go z mojego życia. Problem w tym, że nie chciałam. Napatrzylam się. Poaptrzylam na MP9. 22:20. Czas wracać. Pobiegłam z powrotem. Kiedy otworzyłam drzwi od pokoju, zamurowało mnie. Na łóżku leżał kosz róż, a obok list . otworzylam go i zarłam.
(Celaena) "Mafia" #3
-O co Ci chodzi , Luize? -zacisnęłam pięści. Nienawidziłam jak mówił do mnie tym pogardliwym i znudzonym głosem.
- A jak myślisz?! Dlaczego ON , ten drań jest jednym z kandydatów?! - jednym machnięciem ręki wyprosił wszystkich z pokoju narad. Gdy drzwi zostały zamnknięte odpowiedział tak jak zwykle bez emocji.
- A czemu nie? To odpowiedni kandytat dla ciebie. Spłodziłby idealnego następce na moje miejsce. A poza tym, to ja tu powinienem spytać co robiłaś z Carlosem. - zamarłam.
- Myślałas, że się nie dowiem. Że codziennie czeka pod twoimi drzwiami. Że siedzi przy tobie, kiedy ty śpisz? Otóż oznajmiam Ci , że od dziś już tak nie będzie. - patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczyma.
- J-jak to?
- Tak to, koniec dyskusji. A co do Dominca.. nic nie zmienię.
Zagryzłam wargi i z hukiem wyszłam z pokoju narad.
Szłam , szłam i szłam przed siebie wkurzona na cały świat. Zmyślilam się i kiedy byłam już na 4 piętrze blisko mojego pokoju , zauważyłam Carlosa.
-Carlos - odwrócił się ze łzami w oczach. Zauważyłam że ma protezę, którą zamówiłam u naszego lekarza familli.
- Ty .. -podbiegł i przytulił mnie zaciskając lekko protezę na mojej głowie. Była to nowo wynaleziona proteza. Połączona bezpośrednio z falami mózgowymi nosiciela. W skrócie- działa jak normalna. Płakał. A ja wraz z nim. Przytuliłam go i uśmiechnęłam się wymuszenie płacząc bardziej. Cholera zauważył to.
- Ej, co jest? Luize? - przytuliłam go bardziej. Kobieto ogarnij się! Nie możesz tak płakać.
- Mój ojciec on się.. i zabronił..
- Wiem. Dlatego poprosiłem go o to, bym został twoim ochroniarzem. Ale muszę spełnić jeden warunek.
- Jaki? - spytałam cicho. Zaśmiał się i poszedł. Ja patrzyłam zdezorientowana na niego. Wkrótce miałam się dowiedzieć co to za warunek.
(Celaena) "Mafia" #2
Przechadzałam się po parku. Wielkim jak cholera parku. Było zimno więc ubrałam swoją ulubioną czarną bluzę z krzyżem na plecach. Moje nogi marzły. Nic dziwnego przecież ubrałam krótkie spodenki, zakolanówi i adidasy. Wszystko czarne a jak. Przyspieszyłam więc kroku do biegu. Biegłam, biegłam. Słuchałam muzyki ale i tak czułam, że ktoś mnie obserwuje. Nie zwracałam na to uwagi. Biegałam dalej. Minęłam starą wiktoriańską fontannę. Jako mała dziewczynka często przebywałam tu z mamą. Ciekawe co u niej. Straciłam matkę w wieku 6 lat. Jakk to powiedział mój ojciec ? To leciało jakoś tak : "Twoja matka zasłużyła na śmierć. Była mi nie posłuszna. Dlatego ty nie popełniaj jej błędu." W rzeczywistości przestaszył się rosnącnych jej wpływów w familii. Dlatego się jej pozbył. Nikt nie wiedział, poza nim,moją matką, opiekunką Santlli i Carlosem, że jestem córką nałożnicy. Ojciec nienawidził jej za to. Za to, że nie pozbyła się mnie zanim się urodziłam. To była jedyna kobieta, która się go nie bała. Ja również się go nie bałam. Ale również nie zabieralam żadnego głosu. Wolałam żyć na uboczu. Ale to nie było takie proste. Ojciec dał mi tylko raz prezent. W roku, w którym zabił mamę. Był to pluszowy miś. Wtedy po raz pierwszy zauważyłam, że nawet jeśli go nie obchodzę, to mnie kocha. Nie mógł pozwolić sobie na posiadanie jakieś słabości, dlatego mnie unikał. Zatrzymałam się by odpocząć na chwilę. Usłyszałam strzęk mieczy. Podeszłam w tamtą stronę. Zobaczyłam stare miejsce na polanie, gdzie często kiedyś cwiczylam różne sztuki walki. Tak szczerze? Nadal tu trenuje. Kilku mężczyzn walczyło ze sobą. Zapewne kandydaci na mojego męża. Rozpoznałam jednego z nich. To był ON . Zabójca mojej matki. Dominic Brown. Główny zabójca familii. Wstałam i biegiem wróciłam do zamku z czasów wiktoriańskich. Wbieglam na 2 piętro , do pokoju narad. Tam był on. Weszłam z hukiem.
- Jak mogłeś to zrobić!?! - krzyknęłam patrząc mojemu ojcu w oczy.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
(Violence) Prolog "Gwiazda rocka za pół miliona"
Prolog
Budynek był bardzo duży, ludzie mijali się w drzwiach, średnio co pięć sekund. W głównej sali zebrało się 7 osób. Dr. Zahin zaczął mówić.
- Nawiązując porozumienie z panem Rose, w sprawie projektu Ex2.0, doszliśmy do ugody. Z powodu, iż pan Ares Rose bierze rozwód z żoną, przekazuje on plany w spadku. Dostanie go jego jedyne dziecko. Jego córka pozostaje na wydaniu. Jak panowie wiedzą, każdy z was ma syna, w podobnym wieku, co mała Wendy Rose.
- Nie taka znowu mała. - Przerwał mu Ares.
- A więc, kontynuując. Chłopak, który weźmie ją za żonę, dostanie wszystkie plany, a jego ojciec, więc któryś z was, dostanie ten projekt, oraz 50% dochodu ze sprzedaży wynalazku. Ten chip to przyszłość medycyny. Ktoś ma jakieś pytania ?
- Skoro dostaniemy 50%, to co z resztą pieniędzy ? - Zapytał Greg Stark.
- 10 procent jest dla pana Rose, 10 procent dla jego żony, oraz 10 procent dla jego córki. Dziękuję, koniec spotkania.
Wszyscy mężczyźni opuścili pokój. Każdy z nich kazał synowi uwieść dziewczynę. Miała spędzać każdą sobotę z innym chłopakiem. Nie była tym chyba zachwycona. Czekała w holu budynku. Faceci ominęli ją, udając, że nie zwracają na nią uwagi. Źle ją komentowali. Dziewczyna tego pokroju powinna być pilną studentką, chodzić w rajstopach, na szpilkach. Tak mówił o niej pan Samos. Jego syn - Cole był najpopularniejszy w swoim gimnazjum i liceum. Rzucił studia na pierwszym roku, chciał zostać w domu i imprezować, lecz ojciec kazał mu obrać nowy kierunek studiów.
Gdy Samos ją mijał, zmierzył ją wzrokiem. Jej nieregularnie pofalowane włosy, mieszały odrosty w ciemnym blondzie, reszta to czerwone i zbliżone do blondu włosy. Okalały czerwoną bandanę w białe wzory. Jej czarne trampki nierówno zawiązane kontrastowały z czarnymi spodniami. Miała na sobie koszulkę z Rammsteina, chyba ręcznie malowaną. Przy każdym ruchu, jej naszyjniki dzwoniły o siebie. Jeden miał symbol anarchii, a drugi, to jej logo, czyli czarna czaszka, lub coś podobnego. W ręce trzymała białą komórkę i spoglądała z nad ekranu na swoich potencjalnych przyszłych ojców. Pan Usher powiedział swojemu przyjacielowi - Johnowi White, że w jej wieku też chciał taki być, ale jego rodzice mieli inne zdanie, a teraz chodzi w garniaku, a mógł zostać gwiazdą rocka. White uważał, że taka dyscyplina mu wyszła na zdrowie, a pan Rose powinien przypiłować to dziecko. Dołączył się Ric Nev, stwierdzając, że współczuję chłopakowi, który będzie musiał się z nią użerać. Dotąd milczący Net Morisson, powiedział, że chodzą plotki, że chciała zostać gwiazdą rocka, ale jej głos się nie nadaje, a umiejętności gry na gitarze są zerowe. Został jej więc tylko paskudny wizerunek i charakter.
Był dzisiaj piątek. Ojciec po powrocie do domu przedstawi jej każdego. Zakładam, że nie będzie zbyt szczęśliwa.
(Violence) Part1 "Deadline"
Wspomnienie numer 1
Miałam 10 lat, znalazłam na jakimś serwisie wizerunek Hello Kitty. Miała zakrwawione ręce, a w dłoni trzymała żyletkę. To było straszne. Mnóstwo razy zapisywałam tego typu obrazki na komputerze. Po roku, gdy znalazłam to na laptopie, usunęłam to. Uważałam, że to dziwne.
(Violence) Prolog "Deadline"
Mam na imię Hidden , przez wiele lat myślałam, że wszystko, co istnieje jest dobre. Byłam głupia. Teraz uciekam od siebie samej, nie chce ufać nikomu, bo albo on mnie zrani, albo ja jego. To będzie mój deadline.
Opowiadanie będzie pojawiało się BARDZO nieregularnie, i w małych ilościach.
niedziela, 17 kwietnia 2016
(Celaena) "Mafia" #1
Osobiście uważam, że w sposób w jaki mnie o tym "poinformwał" ówcześnie był.. żaden. Dawno nie czułam się tak spięta i wściekła. Siedziałam teraz w jadalni , dużej jak chala sportowa piłki nożnej , ze tak powiem. A to, że czasem użądzali sobie tutaj mecze tej dyscypliny sportowej - to szczegół. Jadłam lody, moi jedyni przyjaciele , którzy mnie rozumieli. Wlączylam 56 calowa plazmę. Mała jak na budżet tatuśka. Przełączyłam na kanał informacyjny.
- "Dziś niedaleko uniwersytetu Calawerto znaleziono grupę zamordowanych ludzi. Podejrzani o tę zbrodnię są ludzie gangu "Carrero". -i tak w kółko , w kółko i w kółko bez końca. (Zawsze przekręcają nazwę, heh.)
- Widzę, że nie jesteś z tych ,co to dieta dotyczy . - odetchnelam z ulgą i odsunęlam krzesło obok mnie tak by usiadł.
- Widzę, że nie jesteś z tych osób, co to obchodzi pukanie. - zaśmiał się i usiadł obok mnie. Po raz pierwszy od dawna mogłam mu się przyjrzeć na spokojnie z bliska. Miał kruczoczarne włosy sięgające do ramion, zielone oczy - takie jak lubię - pmyślałam głupia ja. Oczywiście mega wysoki gdzieś z metr dzięčdziesiąt na pewno. Szerokie ramiona, posturą nie grzeszył. Był w sam raz muskularny. Jego mięśnie opinał czarny podkoszulek. Ogółem był cały na czarno. Kurtka, spodnie i..
-Jak ręka? -spytałam zmartwiona.
- Heh.. Byłoby lepiej gdybym miał zastępczą, ale żyje. Dziękuję za troskę. -nadal na niego patrzylam z podniesionymi brwiami.
- Innych to sobie możesz oszukiwać ale nie mnie. - zaśmiał się. I spojżał na mnie.
- No dobrze, jest beznadziejnie. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że nadal ją mam. Heh.. ale twój ojciec nigdy nie da mi..
- Dziś rano, byłeś pod moimi drzwami prawda? - szybko zmieniłam temat. Widział, że cierpie widząc go w takim stanie.
- Carlos .. - popatrzylam na niego zdesperacją
- No dobrze masz mnie, chciałbym znowu cie zobaczyć kiedy śpisz . Jesteś wtedy jak dziecko - zaśmiałam się i skończyłam jeść lody.
- Za tydzień moje życie zamieni się w piekło.
- Wiem, a ja Ci pomogę. -zaśmiał się, zanjąc moją odpowiedź.
- Chciałbyś
- Chciałbym - I tak rozumiałam się z jedynym człowiekiem, któremu mogłam ufać bezgranicznie.
-
(Celaena) "Mafia" Prolog
Patrzyłam na niego chwilę ze mega wielkim współczuciem. On na mnie z przerażeniem. Biedny Carlos. Miałam dość krzyków "miszczunia" jak zwą go "poddani". Przemierzyłam hol. Starałam się nie patrzeć na portrety naszej familii. Zawsze mnie przerażały,a ojciec nigdy nie zwracał na mnie uwagi.
- Radź sobie sama! - Jedna z nałożnic gildii wybiegła z płaczem z pokoju...Saszy. Rosyjskiego pachołka mojego ojca od brudnej roboty. szłam dalej. Na korytarzu po prawej i po lewej stronie widniały "rodzinne pamiątki" z muzeów świata. W końcu dotarłam do mojego pokoju na 4 piętrze tego pałacowego labiryntu. Weszłam, założyłam słuchawki i zanurzyłam się w moim świecie. Świecie muzyki. Zamknęłam oczy i nie wiem kiedy - usnęłam.
Rano wstałam jak zwykle. Z tą różnicą, że dzisiaj przy moim biurku siedział ON.
- Czego chcesz? - wydusiłam oschle, jak zresztą na córkę szefuńcia przystało. Prawda była taka, że nie byłam taka jak mój ojciec.
- Dawan chce cię wydać za mąż jak już wiesz.
- Tak wiem od szesnastu lat mojego życia w króliczej noże. Coś jeszcze? Nie fatygowałbyś się, gdyby to nie było coś co nie miało by mnie zaskoczyć. - zesztywniał. A więc ti go miałam.
- Jesteś sprytniejsza i bardziej spostrzegawcza niż myślałem - uśmiechnął się. A ja przewróciłam oczami .
- Do rzeczy durniu.. - zaśmiał się.
- Od dzisiaj zacznie się turniej. Turniej, w którym nagrodą będziesz TY - zesztywniałam i otworzyłam szeroko oczy. on wyszedł śmiejąc się głośno. Zacisnęłam ręce w pięści.
- Tak łatwo mnie się nie pozbędziesz. TATO.
(Violence) Part3 "Fanfiction Mroczne Umysły"
Obudziło mnie szuranie drewnianych elementów o siebie. Leżałam na metalowym łóżku. Obok mnie, na ziemi leżały moje rzeczy. Zamknęłam twardi oczy. Nie byłam pewna, gdzie jestem. Wolałam poczekać chwilę, żeby wiedzieć gdzie jestem. Leżałam twarzą do ściany. W pewnej chwili ktoś pogładził mnie po policzku. Gdy usłyszałam szuranie krzesła, delikatnie się obróciłam, zobaczyłam Clancyego, który siedział przy stole. Gdy zobaczył, że się obróciłam, jego twarz stała się pełna powagi, spokój i sympatię zastąpiła surowa i zimna srogość.
- Nie myśl sobie, to tylko przysługa. - Rozejrzałam się, i zauważyłam, że to jedyne łóżko.
- To gdzie ty spałeś ? - Spytałam.
Jego twarz lekko zmieniła barwę. Z całej siły tłumił uśmiech na twarz. Spojrzałam na niego wzburzona.
- Nie mów że...
Nie odpowiedział mi. Jego milczenie było wystarczającym potwierdzeniem. Parsknęłam śmiechem.
- Bawi cię coś ?
- Tak, ty mnie bawisz. Wiesz, nie jest niemęskim, że spałeś obok dziewczyny. Niemęskie jest to, że się nie przyznasz.
- Mam nadzieję, że łapy miałeś przy sobie. - Zawołała przez okno America. - Bo jeśli nie, to ci przywalę.
- Wprost urocza. - Powiedział Clancy ironicznie.
- Tylko tak gada, mi też tak mówi, ale na serio to trzęsidupa z niej, ale kocham ją, jak siostrę.
America bez pukania weszła do środka.
- Mam nadzieje, że wszyscy ubrani. - Zawołała, na co odpowiedziałam jej rzuceniem w nią swoją gumką do włosów, którą miałam na ręce.
Clancy odsunął się od biurka na tyle daleko, bym go bardziej widziała, jednak na tyle blisko, by America widziała jak najmniej. America wyszła z domku. Gdy na niego spojrzałam, moje oczy zapłonęły.
- Mieli być kurna wszyscy ubrani !
Siedział przy biurku bez spodni. W samej koszulce i bokserkach.
- Ja tam lubię łamać tego typu reguły. - Uśmiechnął się do mnie.
- Ruby mówiła, że byłeś mniej zabawny.
- Zmieniłem się trochę. Dawniej nie zabrałbym cię do siebie, dawniej nie żartował bym. Dawniej nie spałem bez spodni, dawniej nie spędzałem sekundy bez komputera. Oraz co najważniejsze. - Tutaj chwilę się zawiesił. - Dawniej nie zakochałbym się w czerwonej.
Sory, zetak krotko, ale musiałam to napisać ^^