Do rozpoczęcia turnieju, w którym nagrodą będę ja, zostało jeszcze 4 dni. Cztery dni wolności i swobody ruchu. Dzisiaj znowu biegałam. Wogule ostatnio biegam. To mi pomaga. Rozluźnia. Skupiam się na tym. Zastanawia mnie to , po co nagle mój ojciec powiadomił świat o moim istnieniu. Wolałam być tą "tajemnicą". Tak nazywają mnie wszyscy, którzy nie wiedzą kim jestem. Bardzo często uważałam,że tak jest najlepiej. I za to wielbiłam ojca. Zapewne, on także to wiedział. Dzisiaj lało. Burza.. - pomyślałam. Nienawidzę burz. Wzięłam misia. Przytulilam go. Czekam. Czekam na jedno stuknięcie o marmur. Na skrzypnięcie drzwi. Ale nic takiego nie następuje. W końcu wyszłam. Uchyliłam lekko drzwi od jego pokoju. Zamarlam. Pieprzył się z jakąś dziewczyną. Jakąś nałożnicą. Zabołalo. Okropnie zabolalo. Przycisnęłam ręce do ust by nie krzknąć. Popatrzył w moją stronę i wyrwał się.
-Luize! Poczekaj to nie tak jak.. - ucieklam i zatrzasnęłam drzwi od swojego pokoju. Płakalam. Okropnie płakałam. A on?
-Luize, otwórz błagam! Luize! Proszę cie otwórz te cholerne drzwi! Luzie!
- Odejdź! Nie chce cie znać! Wynoś się! - krzyczałam zapłakana. Nagle usłyszałam szloch. Jego.
-Luize.. wybacz mi. Ja .. -ucichł. Usłyszałam klucz przekręcany w zamku od mojego pokoju. Płakałam okropnie. Płakałam. Poczulam znajomy chód. To był mój ojciec. Przytulil mnie.
- Nie płacz kochanie. Nie dla takiego śmiecia. - rozplakalam się jeszcze bardziej. A on pocalował mnie w czoło i położył obok. Wtuliłam się w niego. Szlochając zasnęłam.
Obudzilam się rano z czerwonymi oczami od płaczu. On nadal leżał obok. Popatrzyłam na niego.
- Dzień dobry - powiedział.
- Cześć, tato. - ziewnęlam. Zobaczyłam, że łza cieknie mu po policzku.
- Ej, czemu placzesz? -spytalam zdziwiona .
- Ja? Nie masz gorączki? Nie majaczysz? - zaśmiałam się. Wrócił mój ojciec. Ten twrady muchacho.
Nagle ja sama zaczęłam płakać . Przypomniałam sobie wczorajszą scenę.
- Tato
-Hm?
- Nie chce go widzieć. Niech trzyma się odemnie z daleka. - uśmiechnał się.
- Wedle życzenia. Moja księżniczko.
Minęły kolejne 2 dni. Już za niedługo rozpocznie się turniej. Od tamtej nocy nie widziałam Carlosa. Ojciec nagle zaczął przychodzić codziennie do mnie wieczorem i rano. Jakby chciał wynagrodzić, nadrobić te stracone lata. Dziś 13 maja 2045 roku. Jutro są moje 17 urodziny. Zamiast myśleć o imprezie i kogo zaprosić, biegalam. Biegałam cały dzień. Odpoczywałam tylko w trakcie posiłków i na małą przerwę. Znowu zachaczyłam o polanę. Był tam ON i.. nie dość. Weź się w garść. Nie jest wart twoich łez. Nie jest godzien. Tata ma rację. Powinnam usunąć go z mojego życia. Problem w tym, że nie chciałam. Napatrzylam się. Poaptrzylam na MP9. 22:20. Czas wracać. Pobiegłam z powrotem. Kiedy otworzyłam drzwi od pokoju, zamurowało mnie. Na łóżku leżał kosz róż, a obok list . otworzylam go i zarłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz