Patrzył na mnie. Zakrwawiona twarz . Obite , połamane żebra. Patrzył, śmiał się. Zaklęcie uzdrawiające. Otwieram usta.
- Ani mi się waż jakichkowiek sztuczek młoda czarownico. Wiem, że w tej torbie masz cenne księgi. Wyj..
- Tylko ja mogę ich dotykać. Kto kolwiek inny dotknie świętych ksiąg , nie oszukujmy się - zginie w wielkich cierpieniach.
- Jesteś ostatnia prawda? Wyrżneli was wszystkie? Nawet najpotężniejszą. Jak na 400lat oblężenia, dość niezły wynik obronny. Ale bądźmy szczerzy - wasze zdolności, czary, one was ratowały. - I miał racje. Nasze zdolności, długowieczność, czary, zaklęcia. To one utrzymywały nas przy życiu przez wieki i stulecia oblężenia naszego królestwa. Zaproponuj. Tak to jest to.
- W zamian za wyszkolenie, pokój, wyżywienie, oferuje moje zdolności i czary, oferuje tobie Królu Azazelu, wierną Ci służbę.
- Czarownica jako mój żołnierz? - uśmiechnął się. Wstanął. Podszedł do mnie. Objął dłońmi moja zakrwawiona twarz. - Witaj w domu, czarownico.
Death eyes - stolica, Królestwo zabójców, 13 lat później
Od mojego przybycia tu, zamieszkania minęło 13 lat. Czarownice może są potężne ze swoimi czarami i zdolnościami. Ale kiedy przyjdzie im walczyć wręcz. Są bezsilne. To znaczy były . Od czasu wielkiej rzezi. Jesteś ostatnia, tylko ty możesz przywrócić świętość naszego Królestwa. Ta myśl motywowała mnie do walki, motywowała moją duszę. Motywowała mnie samą. Byłam, to znaczy jestem inna niż mój gatunek. Zabijam. Zabijam z zimną krwią. Umiem się obronić. Ale moje ofiary nie. Zgodnie z warunkami , które uzgodniłam z królem - zapewnił mi pokój , żywność i za co jestem mu najbardziej wdzięczna - wyszkolenie i materiały potrzebne do eliksirów. Prawdę mówiąc, obyło by się to bez tego - bez mikstur, ale wolałam nie ujawniać, że jestem pełnej krwi czarownicą. Większość z nas to mieszańce. Ja nie. Ostatnia. Westchnęłam.
- Co tam młoda? Nadal się zastanawiasz kto będzie tatuśkiem małej czarownicy?
- Nie ,może po prostu chce być sama?
- Wyczułaś mnie?
- Tak, mnie nie oszukasz. - prawda jest inna. David był inny. Z pośród wszystkich tylko jego nie mogłam wyczuć. I to mnie przerażało. Jako ostatnia z gatunku, musiałam urodzić następce, musiałam zepewnić ciągłość rodu. Zapobiec całkowitemu wymarciu mojego gatunku. Jak na razie miałam 19 lat. Mało ,baaardzo mało jak na czarownice. Żyjemy długo. Bardzo długo. Wracając . David to syn Azazela. Inaczej - książę. Jako mała zaledwie 6 letnia dziewczyna uczylam się z nim. Czarownice dojrzewają umysłowo bardzo szybko. Eh.. szczerze? David podobał się każdej w królestwie. Ale mnie nie. Miałam przeczucie, że mu się podobam. Ilekroć ze mną przebywał zwracał uwagę tylko na mnie, resztę adoratorek zlewał. Może dlatego , że sama go zlewam?
- Ej? Właściwie nigdy nie powiedziałaś jak masz na imię. - zerknęłam. Właściwie miał rację.
- Alanda. Teoretycznie miałam mieć Kassiopeia ale mama się nie zgodziła.
- Co właściwie się z nią stało?
Zacisnęlam ręce w pięści. Nie powinnam odpowiadać ale dlaczego nie podzielić się z tym kimś, kto też starcia matkę?
- Spłonęła na stosie. Spalili ją.
Zamarł. Jego matka zmarła po jego narodzinach. Tak powiedział Azazel. Czułam, że mówi prawdę. To jedna z moich z moich zdolności - wyczuwam kłamstwo.
- P-przykro mi naprawdę. Pewnie Cię kochała . - Naprawdę było mu przykro. A ja? A ja czułam, że zaraz pęknie skorupa , zburzy się mur, który stworzyłam lata temu. By przetrwać. Otarłam szybko łzy z twarzy.
- Tak. Kochała najbardziej na świecie. Ale jej ostatnie słowa to nie było kocham Cię..
W głowie znowu powracał mi obraz tamtej nocy. Jej słowa.. Uciekaj! Uciekaj Alando!.
- A potem krzyk. No ale nic nie poradzę. Stało się i się nie od stanie. Co ty na mały turniej biegania?
Zaśmiał się i uśmiechnął . Przytulia mnie w tym momencie , kiedy wychodził jego ojciec. Zamarłam i stanęłam na baczność. David nadal trzymał ręce na moich plecach. Azazel popatrzył na mnie gniewnie.
- David.. wytłumaczysz mi co wyrabiasz z czarownicą?
David zmarszczył brwi , przyciągnął mnie objął mocno i pocałował. Otworzyłam szeroko oczy. Azazel patrzył gniewnie.
- David! Natychmiast przestań!
Przestał ale za to szepnał mi coś na ucho.
- Marzyłem o tym od kąd Cię poznałem. Ale Ty nie dostrzegałaś tego. Nie dostrzegałaś tego, że Cie
- Przestań! - odepchnęłam go . Patrzył na mnie. Wiedział, że przecholował. Azazel uśmiechnął się. Wiedział, nie chciał dopóścić do jego wyznania. Nadal nie wiem o co mu chodziło- Davidowi. Ale wiedziałam, że Azazel nie chciał bym bardziej się pogrążyła w cierpieniu. On wiedział co przeszłam. Miał uczucia, ale ich nie okazywał.
- Alando odejdź.
Ukłoniłam się i poszłam, nawet nie patrząc na Davida.
Obudziłam się rano. Wciąż czulam jego ręce na plecach. To mnie przerażalo. Ubrałam się. Zeszłam na dół. Widzę go. Zauważył mnie. Uśmiechnął się. Odwracam wzrok. Nagle się uśmiecham. Stoi za mną, i wygłupia się.
- Co robisz?
- Popatrz na mnie to się dowiesz.
Usmiechnelam się i popatrzyłam. Miał wąsy z pora, kapelusz z arbuza i ogórki na oczach. Zaśmiałam się. Uśmiechnął się i odedchnął z ulgą.
Śmiałam się jeszcze bardziej kiedy się poślizgnął i upadł.
- Ha ha ..
Śmiałam się jak nigdy przedtem. On wyszczerzył oczy. Uśmiechnął się i wstał poobijany. Zauważyłam, że ledwo stoi.
- Cholera, chyba ..
Posdziłam go na krześle i objęłam jego kostkę rękoma. Zamknęłam oczy.
- La azu me da sinicole pres. - otworzyłam oczy i wstałam.
- N-nie boli. Jak to zrobiłaś?
- Zaklęcie uzdrawiające.
Uśmiechnęłam się i poszłam. Poszłam mając wątpliwości czy dobrze robię. Odzyskując uczucia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz