- Mianowicie co masz na myśli?
Zapytałam łamiąc kark strażnikowi.
- To jest to Twoje "nie zwracaj uwagi???" No to mniej mnie w opiece Darino za taką informacje.
Poderżnął kolejnemu gardło a ja przeszyłam 4 strzałą.
- Oj no nie bądź jak stara babcia David.
Wbiłam sztylet strażnikowi za mną w czaszkę.
- Dawno tak się nie rozerwałam. Ty z resztą wyszedłeś z wprawy .. staruszku.
Zaśmiałam się a on przeciął na pól ostatniego z wrogów. Prychnął.
- Po prostu czujesz się zagrożona z mojej strony.
- Hal ermur. Ha ha, chciałbyś pięknisiu.
Wszystkie bronie wróciły do nas. Jedyny plus bycia magicznie uzdolnionym? Zero śladów. Teoretycznie. Kiedy miałam już pozbyć się ciał, zauważyłam tatułaż. Zamarłam. Zatkałam usta by nie krzyknąć. Byłam przerażona.
-Alando?
Nie wytrzymałam. Złapałam go za rękę z całej siły.
- Wracamy..
- Alando, ale musimy..
-Powiedziałam wracamy!
Spaliłam ciała i teleportowałam nas.
- Szybko wam poszło, gdzie jest..
- Nigdy więcej nie wysyłaj mnie z Davidem. Nigdy!
Wyszłam trzaskając drzwiami. Azazel poptrzył na syna.
- Zabiliśmy wszystkich , kiedy miała już pozbyć się ciał, nagle zamarła. Zobaczyła coś na ręcę jednego z nich.
- Co to było?
- Nie wiem, jakiś chyba tatułaż.
-Jaki tatułaż??
Chyba, człowiekiem, siedzącym na wilku. Tato? Czy coś..
- Od dziś nie będziesz się widywał z Alandą. To postanowione.
-Co?! Nie masz..
- Mam prawo , jeżeli chodzi o Twoje życie i bezpieczeństwo.
- Masz powód , zupełnie inny.
- Masz rację. Lepiej daj jej teraz spokój. Bo ona nie będzie jak dawniej.
- Idę z nią porozmawiać..
- Nie, nie chcesz chyba by cierpiała, prawda?
- Tak, ale..
- Więc daj jej spokój. Na razie.
- Dobrze, ojcze
Samarde, Las w Królestwie Czarownic, 1400 rok
Od tamtego dnia nie widziałam Davida. Chciałabym chociaż wiedzieć co u niego. W ciągu tych 6 lat nie zaglądałam do Królestwa Azazela.
W tym dniu zniknęłam z życia Davida, Azazela i reszty. Ważniejsza stała się zemsta. Wróciłam do mojego prawdziwego domu. Niegdyś ten las zamieszkiwały przeróżne magiczne stworzenia - nimfy, wróżki, leśne rozrabiaki i wiele innych. Tęsknie za nimi. To było moje dzieciństwo. Magia, las, stworzenia , mama. To wystarczyło mi do szczęścia.
Wystarczyło. Mieszkałam w chacie. Na drzewie. My czarownice kochałyśmy życie nad ziemią. Uwielbiałyśmy tańczyć wraz z drzewami. Teraz zapadły w głęboki sen. Brakuje mi tego. Usłyszałam trzask gałęzi. A więc nadal myślą, że ktoś przeżył. Byli pode mną.
- Ten las jest przeklęty. Po co tu jesteśmy?
- Dobrze wiesz. One na pewno przeżyły. Tak to nasi bliscy nie popełniali by samobójstwa, morderstwa czy siedzenia w lochach.
Przewröciłam oczami i poderżnęłam im gardła. Spaliłam ciała.
- Wiecie, trzeba było siedzieć w własnym kraju. Teraz klątwa przybierze krwawe rzniwo.
Poruszyłam barkiem, gdzie wydniała blizna w kształcie smoka. Popatrzylam w korony drzew.
- Kiedy łowcy zostaną wyrżnięci tak jak my. Nasze królestwo odrodzi się , a istoty , które zamieszkiwały tę karainę.. powrócą do swojego domu. Powrócą w raz ze mną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz