środa, 13 kwietnia 2016

(America) Prolog: "Córka Alfy"

Prolog:
Nigdy nie zastanawiałam się nad przyszłością zawsze sądziłam , że ważne jest to co się dzieje teraz , sądziłam że przeszłości i przyszłości nie ma znaczenia , chyba się myliłam.
Byłam umówiona na spotkanie z prawnikiem , w jego biurze. Gdy tam szłam ręce mi się trzęsły z podniecenia dokładnie tydzień temu skończyłam osiemnaście lat i wreszcie opuściłam sierociniec i zamieszkałam w małym mieszkanku na obrzeżach miasta Chicago. Zatrudniłam się w sklepie plastycznym pomagam ludzią dobierać kolory lub wybrać odpowiednie przybory do danego projektu , wszystko było by dobrze i żyła bym dalej swym nudnym spokojnym życiem gdyby nie to cholerne powiadomienie o liście pozostawionym przez moją matke . Całą droge rozmyślałam nad tym co jest napisane na tym papierze . Gdy weszłam do kancelarii prawnej od razu skierowałam się do windy, która mieściła się po prawej stronie drzwi wejściowych .Nacisinełam guzik z numerem czwarte , w windzie grała stara muzyczka której za zadanie było uspokajaci ludzi niestety na mnie działała jak płachta na byka . Gdy wyszłam z windy dziękowałam bogu , że nie rozwaliłam tego głonikaśnika . Weszłam na korytarz od razu zostałam porażona wszech obecną zielenią ściany zielone , wszędzie paprotki i do tego zielone żerandole dobrze że podłoga była zrobiona z drewnianych paneli , w całym pomieszczeniu znajdowało się sześci par drzwi , dla mnie szczególnie ważne były drzwi z numerem "48" , zapukałam do drzwi odpowiedział mi melodyjny kobiecy głos -Proszę wejści! - weszłam i ujrzałam biurko na którym było kilkaset spiętych kartek , folderów i teczek jedyne co sugerowało jej obecności to wyrastający kok spod kupek papierów. Pokój był mały ale przestronny po lewej i prawej strony od drzwi mieściły się szafki zapewne na dokumenty , na wprost były drzwi do mojego prawnika na prawo biórko z kobięto w koku , a przed jej biurkiem wielkie okno na większą części miasta . Tu również nie brakowało zieleni ściany w kolorze wyblakłej zieleni i do tego znowu paprotki. -W czy moge pomuc ?- zapytała dziewczyna spod sterty makulatury -Byłam umówina na spotkanie z Panem Tobiasem Stewartem jestem Emma MacKay- po usłyszeniu mojej wypowiedzi wstała i wtedy zonaczyłam jak była młoda dała bym jej z niecałe dwadzieściaosiem lat jej koczek lekko się rowalał ale był przytrzymany przez dwa długopisy , ubrana w elegancki struj godny każdego prawnika lub innej osoby pracującej na wyższym stanowisku niestety całe piękna uleciał gdy wytrzeszczyła swoje niebieskie oczy , po chwili dodała -Emma to ty ? Córka Elizabeth i Crisa ? O jej ciesze się że moge cię wteszcie poznać wiesz byłam najlepszą przyjaciółką twojej mamy . Jestem Annabeth sekretarka Tobiasa ,o boziu tyle musze ci powiedzieć  - podeszła do mnie i mnie przytuliła , byłam tak zszonowana że nie wiedziałam co mam począci , dopiero teraz zauważyłam że jestem od niej wyższa o głowe . Po dłuższej chwili puściła mnie i spojrzała mi w oczy -Aleś jesteś do niej podobna po prostu nie do wiary . A no tak przypomniałam sobie jesteś umówiona na spotkanie z Tobiasem dobra wchodzi musimy się kiedyś zdzwonić pa patki - pomachała mi i weszła w swoje królestwo papierów . Gdy wreście mogłam w spokoju wejści zauwarzyłam na drzwiach tabliczke z imieniem i nazwiskiem Tobias Stewart , zapikałam i od razu usłyszałam -Prosze- powiedział mężczyzna po drugiej stronie drzwi , jezu jak ja strasznie chciałam mieć to za sobą , weszłam do biura . Było to jedno z tych miejsc które od razu kojarzy się z starymi filmami o detektywach cały pomuj był zrobiony na czasy osiemdziesiąte . Mężczyzn siedział na skurzanym fotelu za obszernym biurkiem -Witam cię Emmo Alexandro MacKay ciesze się że zdecydowałasi się przyjści usiądź nie będe zajmował ci wiele czasu , jestem Tobias Maxon Stewart -podał mi ręke , zamknełam drzwi i podałam mu swoją dłoni zamiast ją uściskaci pocałował ją po czym nie odrywając swojej ręki odsunoł krzesło , usiadłam a on niestety odszedł oddzielając swoją ręke od mojej . W tym momęcie zauwarzyłam że ten mężczyzna jest po prostu potężny kompletnie nie pasuje do mojego wyobrażenia prawnika, a ten człowiek powinien być komandosem a nie urzędasem .
Spojrzałam na biurko i spostrzegłam że jest na nim artystyczny ład
, gdyby ten facet zobaczył moje biurko strzelił bym mnie w łep . Odwruciłam wzrok na samego pana porządnego , chyba wyczył że mu się przyglondam bo i on spojrzał na mnie i uśmiechnoł się ukazując swoje piękne białe zęby , szybko odwruciłam wzrok poniewarz poczułam jak się rumienie, po chwili podszedł do mnie z kopertą w której był list od mamy , wziełam wzięlam ją do rąk i głeboko odetchnełam a mężczyzna odparł -Jeśli nie jesteś gotowa na otwarcie listu możemy poczekać - położył mi ręke na ramieniu a moje ciało przeszło przyjemnie drganie , spojrzałam na niego w jego oczach kryła się czułość i zrozumienie , odpowiedziałam najbardziej obojętnie jak potrafiłam , ale wyszło jak bym się za chwile miała popłakać - Nie dziękuje chcę to zrobić teraz - otworzyłam koperte i wyciągnełam list nie zwracałam uwagi już na mężczyzne , na za bardzo pobudząną sekretarke która zapewne jest po kilku Energetykach za dużo , nie obchodził mnie już ład na biurku Tobiasa , obchodził mnie tylko ten list . Gdy ujrzałam treści , sztywnego papiera otworzyłam oczy ze zdaniem w środku nie było tekstu pod tutułem "Moja kochana córeczko..."  czy inny pierdoły . Był na nim napisany adres w Maine i pod adresem i imieniem ojca tekst "Adres domu Crisa MacKaya ojca Emmy Alexandry MacKay ".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz