- This iż , ponieważ, dlaczego bo nie wiem. Tak brzmi moja odpowiedź na twoje pytanie Sasza.
Tak wiem. Wydaje się to cholernie nie
prawdopodobnie ... żadne. Czemu z tym gadam? Pfuu.. z nim. Bo nie mam wyboru. Muszę się dowiedzieć kto startuje o moją rękę.
- Co chcesz w zamian? Pieniądze ?
- Nie, chciałbym zrobić to..
Otworzyłam szeroko oczy, kiedy mnie pocałował. Trzesnęłam go z liścia tak, że został mu czerwony ślad na policzku. Uśmiechnął się.
- Tak łatwo Ciebie nie oddam temu przybłędzie Carlosowi i komu innego.
- Oddasz? Chyba w snach Twoich Sasza. Nie i koniec .
Wybiegłam, a on śmiał się. Ja zaraz zabije mojego ojca. Mam dość tych niespodzianek. Wbiegłam do jego biura, gdzie akurat były głowy rodzin, które kandydowały o moją rękę a zarazem kontrakt , który pozwoli im być razem w naszej familii.
- Ty szujo! Jak możesz wystawiać takich snobów, debili jak Sasza i Dominic?! Ty jesteś zdrowy na umyśle?!
- Heh.. widzę, że muszę nauczyć Cię manier moja droga.
- Manier?! Chyba musisz mnie zabić bo ja nie godzę się na takich debili! Oświadczam, że nie wyjdę za nikogo z nich!!
- Luize... opanuj się..
- Opanować? O to patrz co zrobię!
Wyszłam trzaskając drzwiami. Z wielką satysfakcją. Pobiegłam do siebie. Ubrałam bluzę z krzyżem. Wiadomo co zrobię. Zeszłam na dół i zaczęłam biegać. Zamek jest to pierwszy z naszych domów. Rzadko tu przebywamy. Wolimy pałac nad jeziorem Balbe. Jest piękny, a mój pokój znajduję się na parterze. Uwielbiam tam przebywać. Rano mogę wybiec i biegać po ogrodzie. Ogród to mój azyl, schronienie. Często chowałam się tam przed ojcem, kiedy wrzeszczał na mnie. W wieku 7 lat, rok po śmierci mamy zaczęłam zajmować się ogrodem. Po no już 10 latach mojej troski o niego jest to najpiękniejszy ogród na świecie. Jako, że mieszkamy w Brazylii było to nie łatwe zadanie. Zatrzymałam się. Usiadłam na huśtawce zawieszoną na gałęziach drzewa. Włączyłam "Imossible" i zaczęłam się lekko huśtać. Zasnęłam.
Obudziło mnie szczekanie psa. Rozciągnęłam się i zobaczyłam psa.
- Cześć piesku, co tu robisz?
Zaczęłam go głaskać, a on merdać ogonem. Przewrócił się na plecy. Uklękłam obok niego i zaczęłam głaskać go po brzuchu.
- Grzeczny piesek, kochany piesek. Wstał i zaczął mnie lizać po twarzy.
Zaczęłam się śmiać.
- Przestań hi hi.
- Gobi! Gobi! Gdzie jesteś Go..
Bawiłam się z nim nadal z psem. Wstałam.
- Co ty na mały maraton piesku?
Zaszczakał. Zaśmiałam się.
- Uznam to za tak.
Zaczęłam biegać, a pies za mną. Biegaliśmy tak 2h , aż w końcu wróciliśmy do ogrodu. Pogłaskalam go.
- Widzę, że Cię polubił.
Zamarłam i przestraszona odwróciłam się w stronę właściciela jak mi się wydaje psa.
- Kim jesteś??
- A przepraszam zapomniałem się przedstawić. Sebastian Westwall. Syn Argona Wstwalla.
- Jesteś kandydatem?
- Tak, nie znam niestety tej biednej dziewczyny. Chociaż bardzo bym chciał. Mogę poznać Twoje imię?
Siedzialam cicho. Przyjżałam mu się bardziej. Jasne blond włosy, zielone oczy jak Carlos, ale.. Bardziej tajemnicze. Wysoki. Na oko około metra osiemdziesiąt pięć. Szczupły ale dobrze zbudowany. Cera blada, trochę opalona. Nie to co ja. Naturalny miodowy kolor skóry. Ale jako, że często biegał, przebywam na polu była ciemniejsza. Był ubrany w spodnie moro, bluzę z napisem " I will be ur fantasy". Zauważyłam też kolczyki w prawym uchu. On też mnie obserwował.
- Luize Carrwero. Córka Dawana Carrwero.
Zamarł .
- To twój pies?
Pokazałam psa rasy Husky .
- Tak, wabi się Gobi.
- Uwielbiam Husky. Miałam kiedyś Huskiego. Ale kiedy ojciec zabił mamę, kiedy mi już przeszło, zabił Lokiego.
Uśmiechnęlam się. A on podedł bliżej.
- Wiesz, startuje o Twoją rękę. Nie będę miał czasu się nim zajmować. może chciałabyś..
- Naprawdę? tak!
Tak się ucieszyłam, że go przytulilam. Szybko jednak się opanowałam.
- Tak w ogóle, szukają Cię.
- Naprawdę? Która godzina?
- 23:30.
- Matko boska! Muszę iść.. ał!
Potknęłam się i skręciłam kostkę.
Uklęknąl obok mnie i wziął na ramiona.
- C-co robisz?
Spytałam lekko speszona i zdziwona.
- Zaniosę Cię do pokoju. Nieźle się załatwiłaś, ciapku.
Policzki mi zapłonęly.
- Gobi, idziemy.
Pies wstał i ruszył za nami. Niósł mnie pomału. Nic nie mówił. Przyglądnęłam się jego kolczykom w uchu. Jeden był z łańcuchem, reszta pospolita.
- Skąd kolczyki?
Zetknął na nie ciekawie.
- Obaczajasz mnie może z bliska?
- Szczerze?
- Szczerze.
- Tak, wole poznać może przyszłego mojego męża.
Zaśmiał się.
- Nie mam szans, chociaż szczerze, może jakieś małe, skoro mnie oglądasz tak dokładnie.
Zachichotałam.
- To zależy.
- Od czego?
Uśmiechnęłam się i zobaczyłam ojca.
- Skręć w lewo.
- Czemu?
- Proszę.
- No dobrze. AA.. ty wredna kobieto.
Zaśmiał się, kiedy zobaczył mojego ojca.
- No co?
- Nic ,nic.
Ledwo powstrzymał śmiech , kiedy mój ojciec nas zobaczył. Był wściekły. A ja prawie umarlam ze śmiechu.
- Luize.. niech Cię..
- Nie może, skręciłam kostkę.
Sebastianie, mógłbyś zanieść mnie do pokoju?
- Oczywiście, Luize.
Ojciec kipiał ze złości. Kiedy byliśmy już na 4 piętrze przed drzwiami od mojego pokoju. Kiedy zamknął drzwi od mojego pokoju oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ha ha widziałeś jego minę?
- Albo to jego " że co tu się dzieje?
Śmiałam się jak nigdy. Może znalam go zaledwie parę minut ale dobrze czułam się w jego towarzystwie.
- Odpowiedz mi coś o sobie, coś więcej.
- Hm.. a co chcesz wiedzieć?
- Ile masz lat, Twoje hobby, co lubisz robić no coś co mnie zaintryguje.
Zaśmiał się i uklęknął i ściągnął mi adidasy, zakolanówi. Kiedy je ściągał widziałam, że zaciągnął duży haust powietrza.
- Dotykanie mnie jest aż tak straszne?
Zakaszlał.
- Czemu tak uważasz?
Bandażował mi nogę.
- Bo jesteś strasznie czerwony i oddychasz strasznie szybko.
Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję za opiekę. Możesz mi podać ubrania? Są na biurku.
Wstał i podał mi ubrania. Złapał nie za plecy i przytrzymał. Sciagnęłam bluzę i koszulkę . Założyłam nową koszule . reszta poszła już sprawniej. - Dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Zaśmiałam się i pokazałam miejsce obok mnie. Usiadł.
- Więc opowiadaj.
- Imię już znasz. Mam 18 lat, kocham srzelać z broni palnej ale broń ręczna także . W wolnym czasie uwielbiam bawić się z Gobim i biegać.
- Ja kocham biegać.
Uśmiechnął się.
- Jak przeżyje to pobiegamy razem.
- Dobrze..
- To dobranoc.
- Dobranoc i dziękuję.
Uśmiechnął się. I tak niemogłam się doczekać kolejnego spotkania z nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz