"Biegłam, biegłam i biegłam przed siebie." Od mojego domu dzieliło mnie kilka kroków. Kiedy już miałam otworzyć drzwi , nagle ktoś złapał mnie za brzuch i nadgarstek. - Czemu uciekasz? - zatkało mnie, to był Cole.
Ał! Puść to boli! -po tych słowach odwrócił mnie i przyciągnął do siebie - Przepraszam - powiedział i przyciągnął mnie bliżej tak, że czuł jego sprzęt. Mówiąc sprzęt mam na myśli.. - P-Przepraszam ale czuję Twojego przyjaciela - puścił mnie. - Tu mieszkasz? - spytał - Tak - uśmiechnęłam się , a on.. no cierpiał tam na dole - Może zostaniesz na noc? - uśmiechnął się - A chcesz tego? - spytał zbliżając się do mnie - Jest późno , a Ty nie powinieneś wracać o tej porze. - poczerwiniałam , a on objął moje plecy pod bluzka i uśmiechnął się . - Martwisz się o mnie? - spytał opierając mnie o drzwi w swoich objęciach. - M-Martwię się o każdego , zwłaszcza w tym dniu - objął mnie mocniej tak, że moje serce omal nie wyskoczyło mi z piersi. On to czuł, robił specjalnie! - C-cole! - zaskoczyłam go, od naszego pierwszego spotkania kilka godzin temu ani razu nie powiedziałam do niego "Cole". "Więc tu cię mam thi". Odepchnęłam go i otworzyłam dzwi. - Z-zapraszam.
Wszedł do środka i zaczął się rozglądać. Teoretycznie nie ma co oglądać w małym salonie , gdzie znajdowała się żółta sofa, mały stolik i kilka zdjęć moich przyjaciół. Za salonem jest kuchnia , niezbyt duża. Kuchenka, blat, zlef, klika szafek i stół dopełniło swoje zadanie i wypełniło pustą przesteń miedzy salonem a kuchnią. Dalej w prawym rogu domu na górę prowadziły zawijane schody z drewa. Na górze znajdowała się sypialnia i pokój gościnny oraz pracownia, gdzie spędzałam większość czasu po pracy. Oby nie wszedł na górę.. nigdy tam nie sprzątam. Ale wracając. Zamykając za sobą drzwi pomavhałam Danielowi , mojemu najlepszemu kumplowi. Oczywiście jak zwykle potknęłam się . Z tym wyjątkiem, że dziś było wyjątkowo miękko. Zbyt miękko. - Czy.. czy mogła byś zejść z mojego krocza? - zapytał czerwony Cole. Wstałam jak opętana i pomogłam mu wstać. To znaczy wyciągnęłam do niego rękę. - Przepraszam! Straszna ciała ze mnie! - bez żadnych wyjaśnień złapał mnie za rękę i pociągnął tak, że znowu na niego upadłam. Heh.. zboczeniec. ale nie oszukujmy się przystojny , słodki i chce się rżnąc. - Cole! Co ty robisz?! - zaskoczona prawie go uderzyłam ale znowu rozpłynęłam się patrząc w jego oczy. Zresztą jego wypukłe spodnie mówią same za siebie. Uśmiechnęłam się - Nie poruchasz Cole - wyrwałam się i poszłam do kuchni. Zaczęłam coś gotować . On zawiedziony wstał i objął mnie w pasie. - Jeszcze nie . - pocałowal mnie a ja zadrażalam.
- C-Cole? C-co Ty? - złapał mnie za tyłek , podniósł i rzucił na sofe. Byłam unieruchomiona. Gryzl moją szyję, rozpinał guziki mojej koszuli w kratkę . było mi gorącą. Rozpiął moją koszule i zaczął gryść pierś. Serce biło mi oszalałe, a jego bliskość zapbiera mi dech. Przestał i ściągnął swoją kurtkę i czarny podkoszulek. Patrzyłam na niego jak zaczarowana. Ale zaraz.. co ja robię?!!
- C-Cole? C-co Ty? - złapał mnie za tyłek , podniósł i rzucił na sofe. Byłam unieruchomiona. Gryzl moją szyję, rozpinał guziki mojej koszuli w kratkę . było mi gorącą. Rozpiął moją koszule i zaczął gryść pierś. Serce biło mi oszalałe, a jego bliskość zapbiera mi dech. Przestał i ściągnął swoją kurtkę i czarny podkoszulek. Patrzyłam na niego jak zaczarowana. Ale zaraz.. co ja robię?!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz