#5
Nie mógł to być nikt inny, niż Clancy. Otworzyłam, ale szybko przypomniałam sobie naszą rozmowę. I poczerwieniałam na twarzy. Nie widziałam tego, ale czułam to, ponieważ spojrzał na mnie inaczej.
- Mieliśmy wrócić do tej rozmowy ?
- Tak, ale jestem tu też, bo chciałem zobaczyć, jak się urządziłaś. Można ? - Zapytał, po czym skonieniem głowy dałam znak, że tak. Oglądał wszystko i powiedział. - Nieźle się tutaj rozgościłaś. Mam coś dla ciebie. To jeden z powodów, dla którego tu jestem. - Wyciągnął zza pleców zwitek papieru.
- Pamiętasz, jak pisałaś, że prosiłaś kiedyś mamę o plakat Nirvany na urodziny, ale powiedziała, że to ma zły wpływ ? Otóż, Chciałem ci to dać, na następne urodziny, ale wtedy się nie mogliśmy zobaczyć. Więc, gdy tu przybyłem, znalazłem to w torbie, mając cichą nadzieję, że cię jeszcze zobaczę. - Podał mi duży rulon. Przedstwaiał Kurta siedzącego z gitarą i papierosem w ręce. Na dole czarno-białego zdjęcia było logo Nirvany.
- O matko, dziękuje ! Nawet nie wiesz jak się cieszę ! Czekaj, mam taśmę klejącą, może uda się go powiesić obok Lany, nie wiem po co mi jej plakat, skoro nie lubię jej aż tak bardzo.
Postawiłam krzesło na stole, co Clancy skomentował.
- No testu BHP by to nie przeszło.
Zaśmiałam się, szybko przywołują się do porządku w myślach. Nie chcę, żeby myślał, że cały czas myślę, że go kocham, lub rozbieram wzrokiem, jak to pisało w jakiejś książce. Weszłam na stół, a potem na krzesło,
- Podaj mi plakat i cztery kawałki taśmy. - Powiedziałam, gdy mi podał, zaczęłam przyklejać papier do drewnianej ściany, Niestety taśma za dobrze nie trzymała. - Daj więcej taśmy. - Rzuciłam przez ramię. Odczepił kawałek, odstawił taśmę na stół, i podał mi kawałek, gdy się schylałam, uznałam, że miał rację, co do BHP. Krzesło chrupnęło, zachwiało się, a ja prawie zleciałam z łoskotem na ziemię. Zamknęłam oczy i czekałam na upadek i ból. jednak to nie zaistniało. Gdy otworzyłam oczy, Dalej stałam na krześle. Szybko dokleiłam taśmę, dopiero wtedy zobaczyłam co się stało. Clancy tzrymał mnie oburącz w talii.
- To krzesło zaraz się załamie, mogłaś wybrać jakieś bardziej stabilne. Co teraz zrobisz ?
- Zeskoczę, odsuń się, puść mnie.
Niepewnie na mnie popatrzył, jakby nie miał co do tego planu pewności. Puścił mnie i usiadł na łóżku, ja zaczekałam sekundę i skoczyłam. Zatrzymałam się tuż przy stoliku i krześle, które miało złamaną nogę, czego wcześniej nie zauważyłam. Jednak skacząc zachwiałam się trochę, i lądując przy stole, wywróciłam się na łózko. O dziwo nie wylądowałam na moim posłaniu, tylko na czymś innym. To był... Clancy. Brawo Violence ! Brawo do cholery ! Moje stopy dotykały prawie ziemi, większość mojego ciała była na łóżku, jednak głowę miałam na jego kolanach.
- No wiesz ? O takie rzeczy można serio spytać, sugerujesz coś ? - Zaśmiał się, racja, byłamw dość niefortunnej sytuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz