czwartek, 14 kwietnia 2016

(Violence) Part2 "4.13.-2"

Dzisiaj był ostatni dzień mojego życia, moje ciemne włosy dawały po sobie poznać, że się buntują. Były jeszcze lekcje, ale to olałem. Wymknąłem się, slyszałem tylko wołanie kolegi, wołał mnie po imieniu, które mi wymyślili. Lektura obowiązkowa wszystkim się podobała. Jestem według nich Theodorem Finchem. Nie byłem aż takim świrem, ale jako jedyny uciekałem z lekcji. Tylko mnie nie kręciły Satury. Uważam, że jeśli czegoś nie widze, to to nie istnieje. Co prawda są zapisy na przykład z Ery Facebooka, czyli lata około 2010 do 2095. Ja uważam, że to tak jak z religiom, jest po to, by zająć nam życie. Uciekam do lasu, nie oglądając się za siebie. Biegłem do swojego miejsca na polanie. Biegnąc potknąłem się na czymś, i spadłem. Straciłem przytomność. To było dziwne, bo nic nie widziałem, tak jakby coś mnie tu przyciągnęło. Gdy się obudziłem, leżałem obok kogoś. Gdy się obudziłem, ktoś mnie dotknął. Gdy spojrzałem na niego, odskoczył. Ake wydaje mi się, że to nie był Nep. Miał długie, czarno-różowe włosy, zielone oczy, i był skąpo ubrany. Moje podejrzenia są słuszne ! To ...Satura. Była dzika, zachowywała się jakby pierwszy raz widziała coś żywego. Rozpoznawała we mnie obcego, jak się tu dostała ? Nie pytałem, mówiła w innym języku niż ja, tylko tyle wiedziałem. Jej anatomia różniła się od tej, jaką nam rysowali. Najbliższe godziny spędziliśmy na zabawie w podchody. Chowała się za drzewami, gdy chciałem ją uspokoić. Wszystko co wiem, to to co pisało w jedynej książce jaką przeczytałem "Wszystkie Jasne Miejsca". Różniła się od opisu tamtych dziewczyn. Nie chodziła na obcasach, nie była wygadana. Była inna, Ultraviolet Remakeble, czy jakoś tak. Była ładna, i bardzo ciekawa, w chwilach gdy nie musiałem jej siłą zatrzymywać. Pytałem o to jak tu się dostała, ale nie rozumiała. Pokazywałem jej na migi, i chyba załapała. Chwyciła mnie za rękę. Pokazała mi dziurę w murze, której wcześniej nie widziałem. Byłem pewien, że spenetrowałem każdy centymetr tego muru. Stanęliśmy na przeciwko, powtarzając swoje ruchy. Złączyliśmy ręce, a potem znowu uciekała i chowała zchowała się za drzewami. Po kilku godzinach znowu coś się stało. Stanęła jedną nogą na kamieniu i podparła się rękami. Zrobiłem to samo, gdy wtem... chciałem ją pocałować ! Zbliżyłem się, ona zrozumiała, odwróciła się i uciekła w przeciwnym kierunku. Biegłem za nią, i przeszedłem przez mur. Biegliśmy wzdłuż muru, aż ujrzałem domy. Zatrzymaliśmy się. Widziałem Satury, było ich mnóstwo, na szczęście nas nie widziały. Były inne niż ona, miały jedno kolorowe włosy, były chudsze i mniejsze. Obrzydzało mnie to. Widząc tyle tych obrazków szczupłych i cienkich jak igła dziewczyn, o wiele bardziej doceniałem, że to ją spotkałem. Nie była gruba, tylko trochę szersza, niż reszta. Czułem nowe uczucie, którego nigdy nie czułem. Miała na ręce zegarek. Pokazała na niego dając mi do zrozumienia, że już czas iść. Pokazałem jej chodzenie, sen i chodzenie, że jutro o tej samej porze przy murze. Pokiwała głową. Poszedłem w swoją stronę. Poszedłem do biblioteki. Czytałem aż do wieczora. Czytałem o relacjacj Satur i Nepów. Siedząc w bibliotece, ktoś mi się przyglądał. Mężczyzna podszedł do mnie.
- Czemu tak się interesujesz ?
- Ja ? Po prostu... nie wiem, lubię ten temat.
- Wiem, ze byłeś w lesie, co widziałeś ?
- Drzewa.
- To nie jest odpowiedź, wiem, że widziałeś Sature.
Wstał, i poszliśmy w stronę domu. Poklikał coś na telefonie komórkowym i założył mi na rękę opaskę.
- Jytro rano, obudzi się w tobie wszystko. W probówce blokuje się pewne bodźce, ale to je obudzi.
Zapisał mi swój numer na ręce.
- Dzwoń jak coś.
Całą drogę tłumaczył mi ye fajniejsze, i dziwniejsze tematy, nawet te, które były nie za przyjemne. Gdy mnie żegnał, dał mi zeszyt, w którym były odręczne notatki, prawdopodobnie jego autorstwa.  Niektóre tematu były... ochydne.  Z tego co wiem, jutro będą wręcz przeciwnie, będą fajne, boję się, kim będę jutro, gdy wszytsko się obudzi, z tego co wiem, ona też dostała taką, od kobiety, którą też spotkała w bibliotece. Mam nadzieję, że się będziemy rozumieć. Poszedłem spać, z nadzieją, że jutro będzie lepiej.
Wstałem rano, dopiero gdy stanąłem przy lustrze przypomniałem sobie o wczorajszym dniu. Dzisiaj kończę 16 lat. Jednak zauważyłem u siebie wielkie zmiany. Szczególnie w rozumowaniu. Czułem się, jakby całą noc ktoś mi czytał całą historię świata. Usiadłem przy zeszycie od tajemniczego mężczyzny. Czemu mu zaufałem ? Mogłem po prostu powiedzieć mu, że chyba jest pomylony, jednak był wiarygodny, mimo szleństwa w oczach. Religia różni się od obłędu, tylko ilością wyznawców. Czytając, nauczyłem się wszystkiego, ale czułem się, jakbym to już wiedział. Zazdrość. Tęsknota. Miłość. Te trzy rzeczy były... cudowne. Inne, nie sądzę, żeby ona czuła się inaczej. Znaczy... nie interesuje mnie ONA, tylko płeć. Przygotowałem się do wyjścia. Moją pracą jest przycinanie gałęzi lasu, by nie łączyły się z linami wysokiego napięcia. Czemu u niej ich nie było ? Może dlatego, że tam nie ma elektryczności. Jest tam coś w rodzaju magii, czy alchemii.
Każdy liść, który muszę ściąć, następnie wkładam do pojemnika, a następnie, zostają zamienione w tlen. Dzięki temu nie marnujemy roślin, tym bardziej, że to jedyny teren zielon w tym mieście. Moja praca bardzo pozytywnie odnosi siedo dzisiejszego spotkania z... nie wiem jak ma na imię. Jak ja mam się jej przedstawić ? Jako Theodore Finch, czy 4.13.-2. Ciekawe, czy jest młodsza, a może starsza. Jaki ma numer. Może większy, może ma 10. Oby nie, niech chociaż ona będzie  na równi ze mną. Praca szła mi mozolnie. Wkładanie każdego zasranego listka do pudełka przyprawia mnie o złość. Jednak dzisiejsze spotkanie mi to wynagrodzi. Ciekawe czy kiedyś pozna moich znajomych. Nepi lubią Satury, kiedyś szukali przejścia przez mur, ale im nie wyszło. Może by się ich bała, albo wręcz przeciwnie. Co to są za myśli ?! Czy to efekt tej bransoletki ? Zaraz wybija godzina spotkania. Chowam się między liśćmi, vhowam w drzewie narzędzia, i uciekam, biegnę tak, jakbym się bał, że ktoś mnie zobaczy, chcę dzielić to spotkanie tylko z nią. Gdy docieram do polany, na której ją poprzednio spotkałem, ona już na mnie czeka. Siedzi na trawie. Ma na głowie wianek z polnych kwiatów. Jej proste włosy, dzisiaj są pofalowane. Lekkie loki oplatają jej ramiona. Czarne szorty znikają pod długą białą koszulkę która ma wzór w serduszka, które są cienkim materiałem, przez co koszulka jest w połowie przezroczysta. Ma na sobie czarne trzewiki. Patrzy na mnie. Uśmiechnęła się i od razu spuściła wzrok. Wiatr nie był mocny, dodatkowo drzewa osłaniały przed nim. Podszedłem do niej, stanęliśmy twarzą w twarz. Wstała, i powiedziała.
- Hej, ciesze się, że przyszedłeś.
Zrozumiałem ją !
- Ja też się cieszę, jestem Theodor Finch 4.13.-2
- Ja też jestem 4.13.-2, ale nie mam imienia, też lubie te książkę, o której mówisz.
- Ultraviolet Remakable.
- Co u ciebie ? Czy wszyscy wyglądają tam tak, jak ty ?
- Możemy się przekonać.
Szliśmy razem rozmawiając o tym, co chcieliśmy o sobie wiedzieć. Osłupiałem, gdy opowiadała o tym, że nie mają tu elektryczności. Najwidoczniej dzieląc nas na pół, uznali, że dziewczyny będą bardziej związane z naturą. Gdy naszym oczom ukazały się wysokie zabudowania, ona złapała mnie mocno za rękę. W jej oczach łączył się strach z ekscytacją.
- I tak tam nie wejdziemy.
- A jeśli udam chłopca ?
- Ha ! Nie no, boski żart.
- To po co tu jesteśmy ? Wracajmy na polanę.
- No dobrze, jeśli tak uważasz. Ale wiesz co... mieszkam tutaj, poczekaj tu, coś tylko wezmę.
Po drodze umazałem się trawą, by nikt nic nie podejrzewał. Zabrałem z pokoju małą kartkę, na której przerysowałen ilustracje z zeszytu, ale go troche podrasowałem. Przedstawia on dwoje ludzi siedzących na trawie, w tym przypadku nas, ci ludzie byli czarni, a w tle tęczowe niebo. Gdy wróciłem do niej, podałem jej switek papieru, i powiedziałem, by zobaczyła go dopiero, gdy wróci do domu. Odprowadziłem ją do muru, gdy miałem już iść, czas stanął w miejscu, stało się coś, czego NIGDY wcześniej nie doświadczyłem. Przytuliła mnie, nie wiedziałem jak zareagować.
- Dziękuje ci za to, że zmieniasz mi życie.
Po tych słowach poszła, widziałem tylko jak znika za konarami drzew, zastanawiałem się, czy wie, że jutro się widzimy, czy to co czułem dzisiaj, to wszystkie nowe rzeczy ? Nie wiedziałem, kiedy znów ją zobaczę. Może ktoś nas widział, i straci życie, a może rano uzna, że nie mamy nic do wyjaśnienia, że to wszystko nie ma sensu. Mój sen był niespokojny, a może to przez moje sny, pełne fantazji. Czułem się jak na jakiś mocnych prochach. Może tak właśnie wyglądało życie dawno temu ? Przetwarzaniem kilka razy to co czytałem, i miałem do siebie tylko jedno pytanie. Było zarazem tak niebywale oczywiste, a jednocześnie niebywale trudne. Odpowiedź brzmi "tak" lub "nie". A pytanie to brzmi : "Czy Czyja ją kocham"? Czy to co czuje to miłość, czy może tylko pożądanie posiadania w otoczeniu dziewczyn, wywołane tą dziwną bramsoletką. Ciekawe, czy ona mnie kocha, czy wie co to jest miłość. Ciekawe, czy podoba jej się mój rysunek. Ciekawe, jak wygląda jej pokój. Ciekawe, jaki ma widok z okna. Ciekawe, jak się komunikuje z innymi bez telefonu. Ciekawe, jak rozwiązuje problemy bez specjalnych stron internetowych. To wszystko; te wszystkie pytania pojawiały mi się w głowie. Czasem mam wrażenie, że ona o coś się martwi. Czasami ma na chwilę taki smutny wzrok. To dziwne, jak bardzo możemy się martwić o innych ludzi. Zawsze myślałem, i byłem też za takiego brany, że oprócz mnie, nie obchodzi mnie absolutnie nic. Byłem samotną duszą w morzu ludzkich myśli. Teraz jestem jedną z tych myśli.
Następnego dnia rano, gdy tylko wstałem, zacząłem czytać zeszyt od tajemniczego mężczyzny. Mimo, że przeczytałem wszystko, dalej nie rozumiałem pewnych kwesti, a głównie, szukałem czegoś, o tym, jak sprawdzić, czy kocham. Według tego, co czytałem, to nie, więc czemu wątpię ?  Podszedłem do okna, otworzyłem je i wdychałem ciepłe, kwietniowe powietrze.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz