wtorek, 12 kwietnia 2016

(Violence) Part1.5 "4.13.-2"

Nie wiem skąd, ale tak sobie ich wyobrażałam. Na kalendarzu nad tablicą był bieżący miesiąc.  Dzisiaj jest 12 kwietnia. Cholera ! Już jutro... Jutro kończę 16 lat. Wszystko się skończy. Potajemne wyjścia do lasu, bieganie wśród zboża. Nie ! Nie zgadzam się. Z zamyślenia wyciąga mnie mocne uderzenie. Żyleta uderzyła mnie z całej siły zeszytem w plecy. Bicie mnie to chyba jej hobby. Mój zeszyt natomias wzięła, i zaniosła w stronę ogniska. To był cały mój dorobek intelektualny. Zerwałam się z miejsca, i pobiegłam ile sił w nogach. Zeszyt był już prawie w ogniu, gdy chwyciłam go, parząc sobie przy tym rękę.
- To jest niedopuszczalne ! Trzy godziny kary !
O nie... nienawidzę rych kar, nic nie wnoszą, oprócz mojej większej niechęci do jej osoby. Osobiście zaprowadziła mnie do lasu, i przywiązała mnie sznurkiem do drzewa. Przez najbliższe trzy godziny muszę tu stać. Gdy Żyleta schodzi s poja widzenia, wypowaidam pod nosem kilka złych słów. Mogłabym co orawda rzucić jakieś proste zaklęcie alchemiczne, ale te sznury blokują mi magię. Na szczęście, od magii, lepiej się rozeznaje w praktycznych rzeczach. Spędziłam tutaj przez swoje życie około 200 godzin. W korze drzewa okryty jest mały nożyk. Bez trudu rozcinam więzy, ale wiem, że mi się dostanie. Chcę ostatni raz zaszaleć. Muszę zmienić ubranie, by tego nie pobrudzić. Proste zaklęcie, i jestem ubrana w czwoną, długą bluzę, z bardzo cienkiego materiału, z kapturem, oraz krótkie spodenki, w czarnym kolorze. Moje trampki, jak były tak są. Biegłam. Nie wiem czemu ale biegłam co sił w nogach, choć miałam mało siły. W pewnym momencie, skręcając po raz kolejny, straciłam poczucie czasu i odległości. Nigdy nie zapuściłam się tak daleko. Szłam więc przed siebie. Mijały tak godziny, a może to było tylko kilka minut. Zauważyłam, że liście na drzewach były co raz to rzadsze, a drzewa co raz to ciensze. Kora była bardzo cienka. Był to dobry, a jednocześnie zły znak. Oznaczało to, że jestem co raz bliżej muru. Od Nepów roztaczała się jakąś negatywna energia. W pewnym momencie źle stanęłam i zleciałam z pagórka. Moim oczom ukazał się lustrzany mur. To dlatego tak trudno go zobaczyć. Jednak miejsce w którym byłam było inne. Była tu dziura. Musiała tu być od dawna, bo brzegi wyrwy obrastały już mchem. Wachałam się przez chwilę, ale trzaskanie łamanych gałęzi mnoe przekonało żeby tam wejść. Stałam na polanie. Ostatnie co pamiętam to kogoś, kto stał na przeciwko mnie, potem straciłam przytomność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz