wtorek, 26 kwietnia 2016

(Violence) Part5 "4.13.-2"

Poszliśmy do biblioteki. Usiedliśmy przy stoliku. Wzroki były skierowane na nas. Musiałam się rzucać w oczy. Zauważyłam co prawda, chłopców w różowych włosach, ale musiałam się jakoś wyróżniać. Czytaliśmy książki o Saturach i Nepach, oraz zadawaliśmy sobie pytania, na temat tego, co czytaliśmy. W pewnym momencie, pewien mężczyzna w kapturze podszedł do naszego stolika. Spojrzał wymownie na Theo, więc uznałam, że to on.
- Nie przedstawiłem wam się jeszcze. - Powiedział głosem niczym lektor. - Nazywam się Edward Sefir. Theodor wie, kim jestem, ale ty, możesz nie wiedzieć. Jestem dyrektorem pewnej organizacji. Mamy na celu połączyć z powrotem Nepów i Satury. Zanim się "urodziliście" do waszych probówek dodano gen, który pozwoli wam się spotkać i poznać. To za naszą sprawą pojawiła się dziura w murze. To dzięki nam nie wykryto tego ubytku. Rozpoczniecie rewolucje i będziecie jej twarzami.
- Niczym "Igrzyska Śmierci" - skomentował Theodor.
- Theodorze, literatura to klucz. Klucz do zwycięstwa.
Przez bite trzy godziny nawijał w tej bibliotece. Nic sensownego. Tylko to, co wiedzieliśmy. Pytaliśmy go o różne rzeczy. Zapytałam, czemu jestem grubsza od całej reszty ? Odpowiedział, że tak się rozwijają normalne dziewczyny. Teodor wtrącił.
- To wyjaśnia, dlaczego jesteś bardziej pociągająca, niż reszta. - Zaczęłam się śmiać.
Theodor wziął go na chwilę. Coś mu mówił, ale chyba miał trudności. Zerknął na mnie kilka razy, zbliżył się do niego i coś powiedział. Spojrzał na mnie jeszcze przez ramię. Poszli dalej i rozmawiali. Nie wiem o czym. Gdy wracali, Sefir powiedział mu "tak", na co Theodor doznał szoku. Lekko się zarumienił, uśmiechnął. Spojrzał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć, jednak milczał. Rozmawialiśmy długi czas. Potem wyszliśmy na zewnątrz. Poszliśmy wymienić pieniądze. Wszystko schowałam szczelnie. Poszliśmy potem na obiad. Gdzie się nie ruszyłam, tam byli ludzie i wszyscy patrzyli na mnie.
- Domyślają się. Sefir mi powiedział, że na balu z okazji rocznicy podziału, powiemy, że jesteś dziewczyną. Będzie dyskoteka i przyjdziesz w sukience. To da chyba jakiś znak.
- O matko, bardzo śmiesznie. Jak wy się bawicie na dyskotekach ?
- Tańczymy po prostu, najlepiej to wygląda na oficjalnych imprezach. Wszyscy w garniakach. A właśnie, idziemy jeszcze na spacer, tak sie pogadać.
Chodziliśmy aż do wieczora. Gdy było ciemno, zapalono lampy. Wszystko było piękne, inne. Za dwa dni będzie bal. Ubiorę moją jedną jedyną sukienkę. Nie wiem, czemu ją wzięłam. Mimo tych samych ubrań, mają loga zespołów i tym podobne. Nie chciałam być taka sama w tym aspekcie. Jednak nie miałam ochoty być rozrywana na pół wzrokiem przez koleżanki. Co do chłopaków... podobało mi się to. To było fajne. Czułam się w sumie lepiej. Chciałabym, żeby Lisa tu była. Podobało by jej się tu. Nie pamiętam nawet kiedy, ale wróciliśmy do domu. Poszłam pierwsza, umyłam się i przebrałam. Gdy wyszłam, Theodora nie było, przyszedł dopiwropo chwili. Akurat było mi widać tylko głowę, bo siedziałam za łóżkiem i układałam rzeczy. Theodor poszedł do łazienki. Usiadłam na łóżku Theodora, chwilę bawiłam się kosmykiem włosów. Potem upadłam na łóżko. Przyglądałam się sufitowi. Po chwili przyszedł Theodor. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i odwrócił wzrok.
- O co chodzi ? - zapytałam.
- Twoja... piżama. - Spojrzałam na siebie, była na ramiączkach. Była to długa sukienka. Mniej więcej powyżej kolan. Miała czarny kolor. Była bardzo śliska. Nosiłam ją gdy razem z Lisą nocowałyśmy u siebie. Miałam tylko tą.
- Co jest z nią nie tak ?
- Nic. Nie ważne.
Rozmawialiśmy chwilę. Gdy byłam już bardzo zmęczona, Teodor jakoś się dziwnie zachowywał. Gdy pytałam, czy idziemy spać, mówił, że chcę jeszcze pogadać. Odwlekał ten temat. W końcu wstałam, poprawiłam ubranie i pełna powagi powiedziałam :
- Idziemy spać. Teraz, zaraz tu padnę.
- No dobra, połóż się, ja zaraz wracam, zapomniałem powiesić ręcznik w łazience i odłożyć bluzkę. Położyłam się, po chwili wrócił, ake bez koszulki.
- Nie wspomniałeś, że te bluzkę to z siebie odłożyć.
- Zabawna jesteś, wiesz ?
- Bardzo, a teraz dobranoc.
Zgasił światło i położył się obok mnie. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy.
- Co jeśli się to nie uda i będę musiała wrócić ?
- To cię schowam i nie oddam.
Po tych słowach, zbliżył się do mnie i mnie przytulił. Po tym zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz