sobota, 16 kwietnia 2016

(Violence) Part2 "Fanfiction Mroczne Umysły"

Gdy się obudziłam, byłam słaba. Szukałam wokół osoby, która mi to zrobiła. Za biurkiem siedział chłopak, był starszy chyba ode mnie. Siedział przy moim laptopie. Spojrzałam na moje pseudo kajdanki. Był to plastikowy zacisk, do tego źle zapięty, zajęło mi więc zaledwie kilka chwil, zanim ogień go stopił. Nie korzystam ze swoich umiejętności, bo się ich boję, lecz uważam, że próba ucieczki jest ważną sprawą. Zamiast uciec, staję nim twarzą w twarz.
- Chcę odzyskać moją własność.  Nie obchodzi mnie kim jesteś, wezme laptopa, i znikam.
- Jesteś czerwona, no tak, mówiłaś. Słuchaj Violence, widzę, że rzadko wychodzisz z domu, ten mały stres, doprowadził cię do omdlenia.
- Skąd to wszystko wiesz. No tak, przecież zabrałeś mi laptopa z moimi PRYWATNYMI rzeczami.
- Właściwie to nie. - Obrócił komputer w moją stronę i wskazał na maila w zakładce "WAŻNE". Był to ostatni mail od niego... nie odzywał się tyle czasu.
- Znam cię Violence, to ze mną pisałaś.
Świat stanął w miejscu. Gniew który gromadził mi się w krwi, osłabł.
- Zdziwiło mnie, że nigdy nie spytałaś mnie o moje imię.
- To nie to jest najważniejsze.
- Nazywam się Clancy... Clancy Gray.
Nie ! Czemu osoba której ufałam, okazuje się być elementem innej historii ?!
- Znam cię... nie musisz nic o sobie więcej mówić. Wiem jaki byłeś. Myślałam, że Ruby udało się ciebie zmienić.
- No wiesz, praca mojej matki, nie była za dobra. Byłem jej pierwszym pacjentem. Po pewnym czasie chyba zaczął się psuć. Nie dawałem tego po sobie poznać. Wymazabie wspomnień jak wiesz nie jest trwałe. Ludzie mówiąc o mnie, opowiadali sobie o rzeczach jakie zrobiłem. Nienawidzę się za to, ale moja natura się nie zmieniła.
- Po co ze mną rozmawiasz, czy nie widzisz tego, co ci powiem, ide stąd, nara.
- Prosze... nie idź. Wszyscy  mnie nienawidzą. Byłaś ostatnia. Moje imię mnie zdradziło.
- Mimo, że byłeś totalnym czubem, to zostanę. Nie mogę mieć ci za złe tego, co nie nastąpiło. Ale mam do ciebie jedną sprawę. Nigdy nie wchodź do mojej głowy. Nic tam nie znajdziesz, więc nawet nie próbuj.
- Na żywo jesteś o wiele mniej groźna.
- Phi, muszę iść, moi przyjaciele czekają na mnie. - Wiedziałam, że to kłamstwo, ale trochę mnie przerażał.
- Jest was tu więcej ?
- Tak. Jest nas tu pięcioro.
- Trzy dziewczyny i dwóch chłopaków.
- Miałeś mi nie wchodzić do głowy !
- Dobra, dobra. Ale jedną tam widzę.
Miał rację, Celaena opierała się o barierkę na ganku.
- Kto to jest ? - Spytała Cel.
- Pamiętasz mój największy licznik maili ? To mój rozmówca.
- Aaa, okej to ten chłopak w którym się bujałaś od długiego czasu.
Clancy parsknął śmiechem, spiorunowałam go wzrokiem.
- Żeby była jasność, to było dawno i nie prawda. Dogadacie się, ona też jest pomarańczowa, robi halucynacje i widzi 3 lata z życia. Nara. - Wzięłam laptopa i wyszłam, czekałam na Celaene, słyszałam ich rozmowę.
- Czyli to ty jesteś jej obiektem. Słuchaj, jeśli spróbujesz ją skrzywdzić, lub zrobić jeden kroczek za daleko, to się policzymy.
- Dobra dobra młoda. Wszystkie decyzje należą do niej. Wysłałem jej ostatnio maila, ale internet padł, od tamtej pory nie pisałem z nią. Pisałem, że nie mam możliwości pisać, że wszystko się pogmatwało. Nie musisz się martwić. Mam do niej czyste intencje, a moje uczucia co do niej, również są dobre.
- Co kolwiek to cholera znaczy. Idę, pa. - Wyszła z domku. - Chodź Violence, wracamy do nas. Nie jest zbyt pozytywnym obiektem. Nie widuj się z nim lepiej.
Stał w drzwiach, gdy wracałyśmy do domu. Po powrocie, Cel opowiedziała naszej ekipie o dzisiejszych wydarzeniach. Po opowieści, Cole zabrał głos. 
- Wiesz co Viol, no bo myśleliśmy, że mamy więcej pokoi, ten bencwał nie umie liczyć, i nie ma dla ciebie pokoju. Są tylko dwa.
- Czuli reasumując, ty mieszkasz w pokoju z Cel, America z Liamem, a ja pójdę do tej wioski, i znajdę jakiś całkiem okej domek. Z resztą i tak nie chcę dzielić z wami przestrzeni, a wy ze mną tym bardziej.
- Violence, to nie prawda, to że jesteś czerwona, nie oznacza, że nikt cię nie chcę.
- To czemu nie chciałaś się tu przeprowadzać !? Ja wcale nie chcę być straszna...
Wzięłam swoje rzeczy, i poszłam w cholerę.
Było zbyt ciemno, by widzieć dokładnie, który domek jest w miarę dobry. Nie miałam co ze sobą zrobić. Było ciepło. Weszłam do pierwszej lepszej chatki i postanowiłam tu dzisiaj spać. Było bardzo ciemno. Zapaliłam płomień, i oglądałam języki ognia. Był jeszcze jeden blask. Widziałam świece w pokoju Clancyego. W pewnym momencie zgasła, wypaliła się. Wyciągnął inną, grzebał chwilę w szufladach, szukając zapałek. Z jego ust padło kilka przekleństw. Westchnłam, zdruzgotana jego brakiem umiejętności harcerskich. Podeszłam do jego okna. Było otwarte, więc nie miałam problemu, by sięgnąć do świecy. Wzięłam ją to ręki, i zapaliłam. Odłożyłam ją na miejsce i poszłam w swoją stronę. Nagle zaczął padać deszcz. Gdy skryłam się pod dachem swojej chatki, zobaczyłam Clancyego. Zauważył płonącą świece, rozglądał się za mną.  Gdy nasz wzrok się skrzyżował, uśmiechnęłam się do niego. Wrócił do swoich zajęć, widziałam tylko jak znika za ramą okna. Co jakiś czas przewracał kartki papieru. Deszcz padał tak mocno, że w pewnej chwili dostał mi się we znaki spalony dach. Woda podeszła do mnie. Znalazłam jakieś twarde i grube deski, i podłożyłam pod siebie. Deszcz padał mocniej i mocniej. Zbierałam rzeczy które wpadły mi w ręce, próbując zamknąć dziurę w dachu. Gdy odwróciłam się, aby znaleźć jakiś kawałek, który by się przydał, zobaczyłam go, patrzącego na mnie przez okno. Po chwili po prostu zgasił świece i zniknął w ciemności. Udało mi sie zatkać dziurę. Cała zmęczona i przemęczona, padłam na wilgotnej desce i zasnęłam w jedej chwili. Tylko moje rzeczy były suche, bo schowałam je w dziurze w ścianie. Zasnęłam głębokim snem, mimo straszliwego chłodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz