niedziela, 31 lipca 2016

(Caleana) " Drogi pamiętkniku..." #2

                            03.10.2016
                                  7:30

- Właściwie czemu się na to zgodziłam?
- Bo jestem bardzo przekonujący?
- To, że dzisiaj mamy egzaminy wstępne, nie oznacza , że możesz odemnie ściągać.
- Nie będę ściągać tylko patrzeć na Ciebie.
Wzruszyłam ramionami, niech mu będzie.
- Ale nie będziesz dotykał.
- Tak jest moja Królowo.
- Heh.. - trzasnęłam go w głowę. - Przestań Gabriel.
Stanęłam przy swojej szafce i wyjęłam pamiętnik. Przez ostatni miesiąc bliżej poznałam Gabriela i okazał się bardzo miły i szlachetny. Zaprzyjaźniliśmy się. A mój brat? Nadal jest w śpiączce. Nic mu o nim nie mówiłam, ani o mnie i wypadku, nie chce kolejnej współczującej osoby na karku.
- Właściwie , czemu nie chcesz mi powiedzieć?
- O czym?
- Zgadnij.
- Bo to moja sprawa i nie musisz o tym wiedzieć.
- No dobra już nie naciskam na ciebie.
- Ah dziękuję za laskę aniołku.
- Nie przecholuj lisico
Uśmiechnęłam się tylko on potrafi mnie rośmieszyć.
- Dzięki Gabriel.
- Za co?
- Za to, że jesteś .

                      05.10.2016
                          16:30

- Postaraj się Yuno!
"Zamknij się stara żmijo"
- Dobra...
- O wiele lepiej ! A Ty co wyrabiasz Gabryśka!
"To co musi stara kałamarnico? A żebyś tak spadła i nogę sobie złamała 'rehabilitantko' "
- Eliza wstała dzisiaj chyba lewą nogą.
- A co mnie to, ma stwarzać pozory miłej chociaż.
- Daj spokój.
- Ja? Przecież to diabelskie nasienie wszystkich denerwuje. Heh..
Tak, dzisiaj na rehabilitacjach 'kluska' na wszystkich się darła. O zapomniałabym jej synalek jeszcze przyszedł i gapił się na mnie caaały czas. W końcu po godzinie czasu wyszłam i dziękowałam Bogu, że to piekło już się skończyło. A i Gabriel mnie odprowadził, miłe z jego strony, że spędza ze mną czas... naprawdę.

                        06.10.2016
                             2:20

-Nie!
Znowu obudzilam się z krzykiem. "TO" nadal tkwiło w mojej głowie i nie chciało z niej wyjść. Może rzeczywiście powinnam iść do specjalisty? Odwiedziłam też wczoraj brata. Podobno coraz z nim lepiej.. ale nie wiem czy to prawda. Zauwarzyłam, że pomału zaczyna Ci brakować już stron na moje zapiski, więc jutro dokupie Ci przyjaciela i dokleje do Ciebie. Nie zasne już więc..
     Dzień dobry mój drogi pamiętkniku.

środa, 27 lipca 2016

Nowe opowiadanie zacznie się niebawem - Violence

Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga, i no co więcej, lubi moje opowiadania, to ucieszy się, bo niebawem zaczynam nowe opowiadanie. Będzie trochę dziwne, podpowiem za pomocę zdjęcia, o czym będzie.
Violence

wtorek, 26 lipca 2016

(Violence) KONIEC "Gwiazda rocka za pół miliona"

9
Postanowiłam pójść z Sally i Adamem do kina. Dzisiaj wieczorem wraca Cole, a ja nie chcę go dziś widzieć. Boję się o to co by się stało, przy konfrontacji z Adamem. Jestem zapobiegawcza, więc obecność Sally gwarantuje bezpieczeńswo, w razie gdybyśmy spotkali Cole'a.Postamowiliśmy obejrzeć jakiś horror.
Gdy dotarliśmy na miejsce, kupiliśmy bilety. Byliśmy 10 minut przed początkiem filmu. Poszliśmy zająć miejsca. Siedziałam pomiędzy Adamem, a Sally. Przed filmem siedzieliśmy na telefonach. Wrzuciłam Snapa do My Story, tagując miejsce, potem zauważyłam, że ktoś mnie dodał. Był to chyba Cole, no cóż, nazwa "cole2cole2" może mi to sugerować. Potem był komunikat o wyłączeniu komórek. Wyciszyliśmy telefony i film się zaczął. Był to kicz, ale wrzask na sali mnie bawił. W połowie filmu postanowiłam iść do łazienki razem z Sally, która mnie namawiała. Była kolejka, Sally stała kilka miejsc przede mną, bo ja się wlokłam, a ona biegła na miejsce. Gdy ona wychodziła, ja jeszcze czekałam. W końcu udało mi się to przetrwać. Wychodząc z łazienki, dostałam sms'a od Cole'a, czy chcę, żeby przyjechał po mnie. Powiedziałam, że byłoby fajnie. Niech przyjedzie o 20. Film się kończy o 19.40, Adam mówił, że wraca sam, bo gdzieś jedzie. Sally się ulatnia też od razu, więc się raczej nie stykną. Mądrze rozegrane... w sumie nie do końca, bo dalej jestem w potrzasku między nimi, ale no cóż.
Gdy szłam do mojego miejsca, zmroziło mnie,  podchodząc do nich, zobaczyłam... Pocałował ją ! Wzięłam swoją kurtkę z miejsca, gdy mnie zobaczyli, Adam chciał się tłumaczyć.
- Nie chcę niczego od ciebie słyszeć szmaciarzu. Potem poszłam na wolne miejsce kilka rzędów niżej. Musiałam poczekać, bo i tak Cole jeszcze nie przyjedzie. Gdy odwróćiłam się potem w ich stronę, zobaczyłąm, jak się do siebie przytulają, Adam odsuwał się od niej, bo wiedział, że na na niego patrzę. Nie wytrzymałam. Ubrałam okulary przeciwsłoneczne i zalałam się łzami. Po kilku chwilach wzięłam swoje rzeczy z miejsca i wyszłam. Usiadłam w głównej sali, tam, gdzie można było kupić bilety, przekąski i tym podobne rzeczy. Poczułam wzroki na sobie, więc musiałam wyjść. Czyżby było widać łzy w moich oczach ? Gdy stojąc na zewnątrz spojrzałam w telefon, nie było widać łez pod okularami, dopiero pod nimi było widać moje czerwone oczy. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się na ziemię. Była dopiero 19.30. Jeszcze tyle czasu. Siedziałam na Snapie i oglądałam Story innych osób. Nagle przewinął mi się na Story Cole'a, były snapy stacji benzynowej, jakiegoś lasu, bloki. Potem dostałam od niego Snapa. Było to zdjecie... moje, siedzącej tu. Napisał "witaj". Spojrzałam w górę, szedł w moją stronę. Wstałam, zakrywając sie okularami.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że chodzisz z Adamem? Nie wkurzyłbym się.
- Już nie chodze...- Wydukałam ukrywając płaczliwy sposób wymowy, który swoją drogą jest bardzo denerwujący.
- Co się stało ?! Wendy !
- Sally... Vi miała rację co do niej, teraz siedzi sobie z Sally i są razem, oszukał mnie ! Podobno byłam wszystkim.
- Nie płacz proszę przez takiego idiotę. - Złapał mnie za rękę i zaprowadził do auta.
- Nic nie poradzisz. Stało się. Teraz sprowadź się na ziemię, bo twój wizerunek złego metala się burzy.
- Przecież to według ciebie chyba dobrze, jest fatalny.
- Nie, mi się poodba, wydajesz się niezależna, ale chyba nie jesteś ?
- Jestem słaba. W szkole wiele osób sie mnie boi. Taka wiesz, zła osoba. Ale jetem inna.
- No to fajnie. Nie będziesz miała władzy.
- NAD ?
- Nade mną.
- Nie rozumiem.
- Nie chcę, by moja dziewczyna miała nade mną włądzę, to nie wchodzi w grę.
- Po pierwsze, jaka dziewczyna, a po drugie to jest strasznie beznadziejny tekst.

I tutaj skończę, a więc Sally rzuciła Adama, bo bardziej lubiła Camerona. Więcej do Adama się z Vi nie odezwałyśmy. Ja i Cole się po kilku latach pobraliśmy. Moje całe życie jest teraz inne, nie zrezygnowałam z mojego wizerunku.

piątek, 22 lipca 2016

(Invisible) City of the dead feelings

Pakowanie się raczej nie jest moim ulubionym zajęciem , ale nie mam innego wyjścia . Zaczynam nowy rozdział w moim życiu mimo , że tego nie chciałam . Nie można mieć od życia wszystkiego dlatego jestem taka inna . Prawda jest taka , że już nigdy nie będę normalną nastolatką , która się pindrzy 3 godziny żeby wyjść do sklepu obok . Patrząc na te wszystkie puste laski robi mi się słabo jak one mogą tak żyć . Bycie dziwnym ( psychicznym ) dzieciakiem ma jednak swoje plusy , niby nie ma ich sporo ale jednak są . Podstawowym i według mnie najpiękniejszym momentem jest strach .. ludzie boją się odmieńców , unikają ich ponieważ nie wiedzą jak to jest być kimś innym , a nie tylko kolejną kopią . Świat otoczony jest samymi klonami , ludzie to tanie podróbki , szybko można zamienić się w taką marionetkę . Drugi plus jest taki , że mogę patrzeć na wszystkich inaczej . Nie wiem czy to choroba czy może tak po prostu mam . W dzisiejszych czasach wszystko mnie denerwuje , czuje się jakbym była na haju . Trzecim ostatnim plusem jest to , że potrafię wyłączyć ból , cierpienie , zazdrość,miłość . Uważam , że te uczucia nie są mi potrzebne , posiadam przełącznik , który używam kiedy tego potrzebuję , wyłączam człowieczeństwo i patrzę jak podróbki same się niszczą . Można uznać , że jestem wariatką , ale nie jestem kopią . Życie to.......

PUK PUK
-Candice jutro wyjeżdżamy o 6 rano !
- no dobra.. dobra Vivian
- idź już spać
- tssss ( totalna zlewa)
Tak ,Vivian to kolejna marna kopijka .Pracuje dla mojego ojca , który jest biznesmenem ... słabo co nie ? Cała ta przeprowadzka jest przez niego . Nigdy nie ma go w domu . Natomiast moja mama pracuje jako pielęgniarka .. cudownie ,normalnie rodzina idealna .
- Candice miałaś już spać a ty znowu siedzisz nad tym laptopem !
- i co się tak spinasz ? Jutro kiedy będziemy lecieć jest możliwość że wszyscy umrzemy a ty się zamartwiasz tym że jeszcze nie śpię . Co za nonsens .
- ehhhh!!! Do spania i bez dyskusji !
- patrz już wyłączam lapka ... zadowolona .. ?
- Dobrej nocy

Dobra .. mam zlewe na to co ona mówi . Pooglądam jeszcze jakiś serial .
Sięgnęłam po pilot . Wpisując tytuł serialu pomyślałam , że to nie ma sensu . Prawdopodobnie moje człowieczeństwo próbuje się wydostać . Wieje lekki wiatr , jest nawet przyjemnie . Siadłam na parapecie nie wiedząc co robię .. usłyszałam cichy głos mówiący : zaraz wszystko się skończy , będziesz śnić wiecznie. Nagle coś mnie pchnęło , prawie spadłabym z okna .. lecz ktoś mnie złapał za rękę , była to Vivian , chciała sprawdzić czy na pewno już śpię . Zapytała mnie co się stało , ale postanowiłam jej nic nie mówić . Wymyśliłam jakąś cudowną historyjkę e którą uwierzyła i szybko zapomniała .
Rzuciłam się na łóżko z nadzieją , że to co się stało było tylko snem , okropnym koszmarem .


- Obudź się , za niedługo wylatujemy !
- pali się ?!
Kurwa .. nawet człowiekowi wyspać się nie dadzą .
No idę , idę !!
Zeszłam na dół na śniadanie z moją najlepszą przyjaciółką samotnością . Razem dobrze się rozumiemy , dlatego jesteśmy takie nie rozłączne .
Na stole jak zawsze były kanapki . Szybko je zjadłam i pobiegłam do pokoju po walizki , nim się obejrzałam byłam już w samolocie . Podróż była szacowana na 9 godzin . AAAAA zapomniałam .. lecimy do Smartwhile , czyli do naszego nowego domu . W sumie wisi mi to gdzie będziemy mieszkać , ja i tak nie lubię ludzi . Nudząc się w samolocie wyjęłam laptopa i wpisałam serial American Horror Story .
Po oglądnięciu połowy odcinka usnęłam .
Nagle wylądowałam na jakimś moście . Zbliżyłam się ku wodz.. krwi . Niezbyt mnie ruszyła ta krew , dlatego poszłam dalej . Nagle usłyszałam krzyk dziewczyny . Miała poderżnięte gardło , kiedy leżała na ziemi podeszłam do niej i popatrzyłam na nią z obojętnością . Odwróciłam się i szukałam kogoś kto powiedział by mi gdzie ja jestem . Kiedy byłam pewna , że już nikogo tutaj nie spotkam spotkałam chłopaka , który powiedział mi , że jestem w domu . Odwróciłam się , żeby sprawdzić czy on mówi to do mnie . Spostrzegłam , że nie było już tej dziewczyny która leżała na ziemi . Nagle poczułam dotyk tego chłopaka . Kied.....
- Candice !!! Candice!!! Obudź się ! Dolecieliśmy !
- co ?! Tak szybko ?!
- No tak . Przespałaś 8 godzin
Czułam jakbym nie spała przez dwa dni .
- Dziękujemy za wspólną podróż i życzymy udanego dnia . Prosimy o zabranie wszystkich swoich rzeczy i opuszczenie samolotu .
Wzięłam szybko rzeczy i wyszłam z samolotu . Czekał na nas już samochód . Będąc już na zewnątrz nowego domu miałam tylko ochotę wejść i iść spać .
Weszliśmy do nowego domu z walizkami , postanowiłam oblukać swój nowy pokój .
Wchodząc do nowego pokoju doznałam szoku ! Różowe ściany , poduszki , dywan , ramki na zdjęcia . Pokój dla tzw. ,, księżniczek '' . Rzygam takimi dzieciakami .
Postanowiłam na razie czyli na jeden dzień olać wygląd tego pokoju i poszłam spać .
Mój cel na jutro : Kupić farbę do pokoju i różne dodatki  .

środa, 20 lipca 2016

(Violence) KONIEC "4.13.-2"

#11
Wstałam rano. O weile wcześniej niż powinnam. Szybko się przygotowałam do wyjścia, rak, żeby on jeszcze spał. Wymknęłam się z domu. Pobiegłam co sił w nogach do lasu. Muszę znaleźć ten kwiat. Jeśli nie teraz to jutro, ale muszę. Nie zniosę tego wszystkiego dłużej. Moja kondycja nie bardzo mi pozwala na takie szybkie bieganie prze godziny. Muszę znaleźć czerwoną roślinę. Szukam jej wszędzie. Duży, czerwony kwiat. Nigdzie go nie ma. W końcu docieram do muru. Nie wiem jak dlaeko jestem od domu, ale mam dużo czasu. Najwyżej się spóźnię jeśli się zgubię. Szłąm wzdłóż muru przez około 20 minut. Potem kluczyłam po lesie. Trochę się oddalałam od mieszkania Theodora, a trochę się przyliżałam. W końcu doszłam do miejsca gdzie się spotkaliśmy. Dotarłam do tej dziury w murze która jest tu od nie dawna załatana. Wyczerpana bieganiem zsuwam się na tą polanę, gdzie wpadłam na Teodora. Gdy usiadłam na trawie, położyłam się. Byłam bardzo zmcznona, nagle kosmyki moich włosów zaczęły się robić znowu różowo-czarne. Czyżby eliksir Sefira przestawał już działać ? Co ja teraz zrobię ? W tych różowych włosach jestem łatwym celem dla wszystkich, którzy szukają tu Satury. Może ta zmiana koloru świadczy, że gdzieś tu jest ten kwiat ? W końcu przebywanie w jego pobliżu sprawia, że niektóre cechy osób sprzed ery podziału na płci wracają, przestają być tłumione.
Wstałam. Szłąm przez polanę. Już miałam wyjść na górę, by wrócić do domu. Jednak zauważyłąm coś pod drzewem. To kwiat ! Inny niż reszta. Podobno muszę go spalić. Nie wzięłam zaopałek. Zerwałam roślinę i poszłąm w stronę domu. Póki nie jest spalony wciąż wszysyc są niezmienni. Wystarczy iskra. Powiem wam, że był bardzo twardy. Przez łodygę przepływają jakieś jasne iskierki. Płatki mają coś jak jakieś druty wewnątrz. Czyżby on na prawdę nie był magiczny ? Czy on serio jest tylko technologią ?
Po powrocie Teodor już na mnie czekał. Spytał gdzie byłam. Oh nie wyobrażacie sobie jak dumnie pokazałam mu roślinę. Popatrzył na mnie pytająco.
- To ten kwiat. Wystarczy go spalić.
- To urocze, ale to nie prawda.
- Prawda. Udowodnię ci to dzisiaj.
- Dzisiaj to pokażemy cię wszystkim.
- Co ?!
- Ubieraj tą sukienkę. Dzisiaj wszysyc się dowiedzą. Nie mówiłem ci, to ta niespodzianka. Teraz idź się przebrać.
Lekko zła o ten kwiat, weszłam do łazienki, zaberając po drodze ubrania. Gdy się przebrałam, wyszłam z łązienki.

Miała na sobie sukienkę z czarną górą i czerwonym, w kratę dołem. Do tego oczywiście trampki. Po chwili się zorientowałem, że nie odrywam od niej wzroku.
- Halo, Theo, idziemy ?
- Tak, tak.
Gdy dotarliśmy na miejsce, wszysyc się na nas patrzyli. Na scenę wyszli nasi władcy. Poprawka, nasz władca, ta baba, która tak na prawde tu żądzi jest u Satur.
- Zanim wam powiem, co jest najważbiejszwe w tym święcię, pragnę zaprosić tu dwie osoby, które mają wam wybiś z głowy marzenia o kobietach,
Przeszłą fala śmiechu, której on się spodziewał. Potem skinął na mnie głową. Pociągnąłem wybrankę mojego serca na środek.
- Jesteśmy Nepami. Zawsze chcieliśmy Satur. Oto przed wami 4.13.-2, jest to osoba z mojej lini wiekowej, jednak jest jedna różnica. Ona jest Saturą. To nie ma być pokazanie tego, że teraz będzie inaczej. To ma być dowód, że one zniszczą nas. Poróżnią nas. To ta oddzielność hamuje wojny. W końcu to przez Helenę, wybuchła wojna setki lat temu. To one nas zmuszają do pewnych czynów. Miłość jest zła. - Przy ostatnich słowach napłynęły mi łzy do oczu. Ona natomiast popatrzyła na mnie wściekła. Publiczność osłupiała.
- Skoro mnie tak nienawidzisz, to więcej się nie zobaczymy. - Powiedziała. Potem wyjęła z torebki kwiat. Miała w dłoni zapalniczkę. Podpaliła roślinę, poszły iskry, a ona wypuściła kwiat z ręki. Dowódca pchnął ją na ziemię z całej siły. Ja musiałem kłamać w słwach. Ale jeśli to ma się skońćzyć jej krzywdą to zaryzykuje. Rzuciłem się na tego faceta. Moi przyjaciele przybiegli mi pomóc. Gdy Alec uderzył go krzesłem, stracił przytomność. Alec krzyknął do mnie :
- Idź po nią.
Ledwo się trzymała, ten upadek z dwóch metrów na kamienie musiał boleć. Strzepywała żwir z pokrwawionych dłoni. Podszedł Cris i podał mi jakiś biały materiał. Pomogłem jej wstać i zabandarzowałem ręce.
- Czy to była prawda ?
- Nie, no co ty. Kazali mi.
- To dobrze.
Kwiat płonął dalej. Pocałowała mnie. Potem ją przytuliłem. Gdy kwait przygasał, nagle ziemia się zatrzęsła. Mur zaczął się walić. Druty które były wewnątrz spadły na ziemię pod wpływem grawitacji. Po drugiej stronie stały zdumione Satury.

Dwa lata później zapanował już końcowy spokój, bo tyle zajęło nam poznanie wszystkiego. Dopieo wtedy z probówek usunięto czynnik blokujący. Wszysycy zaczęli żyć jak kiedyś.

wtorek, 19 lipca 2016

(Violence) KONIEC "Nie chcę Cię pamiętać"


PRZYMUSOWY KONIEC
Gdy dotarliśmy do szkoły, zadał mi pytanie.
- O co chodzi z tatą ?
- Wiesz... to już jest w gazecie, wolę powiedzieć to teraz, zanim ktoś mnie uprzedzi. Nie, o tym powiem za chwilę, najpierw coś wyznam. - Wzięłam oddech, powiem to, spontanicznie. - Kocham cię, nie jak siostra brata, a ta ważna rzecz to... nie jesteś moim bratem. Mój brat nie żyje. Dowiedziałąm się wtedy, gdy się obraziłąm na ciebie i tatę. Przepraszam, że od razu nie powiedziałam.
- Nic się nie stało.
Gdy weszliśmy do budynku, wszyscy sie na nas gapili, przyszłą do nas Reeve. Powiedziała, że słyszała o tym od Gavina, któremu jest smutno.
- On dalej miał nadzieję, chociaż, może ty nic nie czujesz do Gabe'a ?
- Czuję.
Gabe wziąął mnie za rękę, to będzie dobre życie.


Przepraszam, ale muszę zakończyć opko. Jest ich za dużo i mi się mylą totalnie ._. zakońćze również (jakoś sensownie) pozostałe, by zacząć pisać jedno, które będzie moim jedynym. Dziękuję za przeczytanie opowiadania <3



sobota, 16 lipca 2016

(Violence) Part8 "Gwiazda Rocka Za Pół Miliona"

8
- Okej, ale wiedz, że o tym nie zapomne tato.
Poszłam do siebie, przygotowałam wszystko na jutro, to znaczy, spakowałam się. Potem poszłam się umyć. Położyłam się do łóżka. Co ja najlepszego robię ? Adam to tak trochę mój chłopak, a teraz Cole... nie... nie dam rady, na serio. Co powiem jutro Adamowi ? Kocham go, ale Cole'a też. Może Vi mi coś doradzi.
Wstałam rano, jak zwykle zeszłam na śniadanie, potem przygotowałam się na górze. Ubrałam na siebie za duży t-shirt z logiem KoRn'u. Do tego czarne spodenki i białe Martensy. Wzięłam torbę i śniadanie, które przygotowała mi Helen. Później wyszłam z domu. Szłam na nogach. Po drodze spotkałam Vi.
- O czym tak gorączkowo rozmyślasz, że mi nawet cześć nie powiesz ?
- Mam problem.
- Powiedz, że chłopcy, no powiedz.
- Tak.
- Czyżbym miała rację, Cole ? Albo Cole ? A może Cole ?!
- Tak, brawo, miałaś rację. Na serio go lubię.
- I go wybierzesz.
- Dlaczego ? A Adam ?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Jakim czasie ?! To co mu powiem ? Słuchaj Adam, lubie cie i w ogóle, ale Vi mówi, że Cole jest fajniejszy, tak ci pasuje ?
- Po prostu trzymaj ich obu na dystans.
- Nie chcę nikogo ranić.
- D;atego im nie powiesz. W szkole siedzisz sobie z Adamem, a potem do domu i wpadasz w objęcia Cole'a.
- To jest łatwe tylko w teorii.
- To trzymaj się tej teorii, proste.
- No właśnie nie jest ! Jak widzę Adama, to widzę mojego bliźniaka, najlepszego pod słońcem, a Cole... żyjemy w innych galaktykach, on goni za biznesem z ojcem i całą tą dorosłością, a ja wolę zostać w moim lukrowym zamku i bawić się lalkami, w przenośni oczywiście.
- No mam nadzieję, ty i lukier ? No cóż, może by było, o ile zrobiono by dla ciebie czarny lukier.
- Jestem czarnym lukrem ? Dziękuje.
- Genisz ze mnie. O... patrz kto tam idzie.
- Kto ? Cameron ?
- No tak.
- No tak co ?
- Leci na ciebie.
- Że co ? Ja raczej odtrącam, w ogóle skąd ten pomysł ?
- Bo słyszałam jak gadał z Michaelem, że chciałby cię zabrać ze sobą i chłopakami na pole, a to wśród nich taki fejm.
- Pójdę.
- Co ?! Masz już swoich amorów !
- Cameron to kolega. Do tego Michael, Cam i ta całą banda to plebs, po za tym kiedyś z nimi byłam, i tak wolę jego kolegę, nie znasz.
- Jak ma na imię ?
- Charlie. Jest fajny ale zawsze mnie bije. Nie lubię ich kręgu, dopiero teraz zrozumiałam, że oni mnie nie lubią, to tylko Cameron.
- Oj tam oj tam, ale pójdziesz ? Serio ?
- Może. Nie wiem, jak zaprosi to spróbuję zadziałać czysto spontanicznie.
- Oby to ci wyszło na dobrze, nie tak jak spontan z Cole'm. - Zaczęła się śmiać.
- Do niczego nie doszło.
- Okej, okej, nic nie mówię. Ale już wiesz, czy on gra, czy tak na serio ?
- Trudno wyczuć, jeśli jest oszustem, to bardzo dobrym.
Potem przyszedł Adam. Może Vi ma rację. Na przerwie poznałam nową dziewczynę. Przyjechała z innego miasta. Od razu ją polubiłam. Cały dzień rozmawialiśmy we czwórkę. Po lekcjach wracałam z Vi.
- Teraz juz wiesz ?
- Nie rozumiem.
- Czemu musisz odpuścić Adamowi.
- Nie.
- Okej, wytłumaczę ci. Jesteście tacy sami, te same upodobania, i powiedz, czy gdybyś była chłopcem, umówiłabyś się z Sally ?
- Pomijając, że znam ją od dzisiaj, to tak.
- No widzisz, miej oko na Adama. Zacznij nawet z nim chodzić, zobaczysz, czekaj zadzwonię.
Stałyśmy pod drzewem, przyszedł Adam, podszedł do mnie i spytał.
- Zostaniesz moją dziewczyną ?
- Tak.
Potem mnie przytulił. Kocham go, jednak Vi nie ma racji, może Cole to nie moja liga, za dużo różnic, nie pasujemy do siebie. Jednak z praktyki już wiem, że myslę tak będąc przy Adamie, przy Cole'u, będę myśleć inaczej.
Cole pojechał gdzieś z ojcem. Cały tydzień byłam dziewczyną Adama, Cameron się wycofał, w końcu nie odbije Adamowi dziewczyny. Vi się myliła. Sally jest okej, Vi jej nie lubi, podobno jest fałszywa, ja i Adam ją lubimy, ciekawe kiedy zacznę robić się zazdrosna ?

środa, 13 lipca 2016

(Caleana) " Fanfiction Szklany Tron" (FST) #3

Nienawidzę go! Jak śmiał wysłać na mnie skrytobójców w dzień?! Debilizm do kwadratu. Valor i Odynia znowu są we krwi... skażeni. Jeszcze Westwall pewnie wszystko widział... super, po prostu super. Byłam wściekła! Pokręciłam kilka razy rampierami w dłoni i oczyściłam je z krwi. Wróciłam do domu. Valor usiadł mu na ramieniu. Tak jak się spodziewałam Kapitan wszystko widział. Uśmiechnęłam się pod nosem - no i dobrze. Niech wie, że ze mną lepiej nie pogrywać.
- Coś Ty zrobiła...
- Nie twój interes! A wróć , jednak Twój bo właśnie uratowałam Ci tyłek, drugi raz!
- Zabiłaś ich! To nie jest ratowanie ..
- To byli skrytobójcy! Zresztą po co Ci się tłumacze! Nie znasz tutejszego prawa, niczego nie wiesz, więc zamknij się chodź raz i daj mi spokój! Valor, Odynia do mnie..
- Poczekaj, wróć...
- Czego?!
Popatrzyłam na niego gniewnie, ale kiedy patrzyłam na niego dłużej nie wiem czemu moja wściekłość i furia ustępywały łagodności i uległości.
- Przepraszam, ale nikt nie rozmawiał ze mną w taki sposób jak Ty. Wszyscy się mnie boją.
- Kiedy ja Ciebie nie. A poza tym to ja powinienem...
Zamarł... zresztą ja też. Co ja do cholery robię!?

             * z * z * z * z *
Zamarłem... ona pocałowała mnie. Mnie... jej wroga. Gości mnie w swoim domu , opiekuje się mną, ratuje mi życie i... i pocałowała.
- Przepraszam, zapomnij że to kiedykolwiek miało miejsce!
Czerwona wybiegła i zamknęła się w swoim pokoju.
- Loulieth! To był nic nie znaczący... uznaj to.. nie, uznajmy to jako moją karę za podglądanie i za zawracanie głowy Twojemu ślicznemu tyłkowi.
Kuźwa... co ja do cholery gadam? Jak tak dalej pójdzie to wyjdzie, że mi się podoba. A tak nie jest.. albo i jest? Dość..

Minęło parę dni a ona na mój widok zaraz ucieka. Taka piekielnie dobra z niej zabójczyni a taka wstydliwa. W końcu udało mi się ją złapać.
- Posłuchaj... nauczysz mnie tutejszych zwyczajów i praw?
Popatrzyła na mnie ciekawie i badawczo. Trwało to chyba wieki ale i tak mi się to podobało.
- Tak, zacznijmy od zwyczajów. Więc... tutaj znaki Wyrda są na pożądku dziennym. Mogłeś tego nie widzieć ale.. ja i orły mamy je wytatułowane na ciele.
Popatrzyłem na nią i na nich  z szeroko otwartymi oczyma.
- Jak to? Przecież nic nie macie na..
- Bo Ty tego nie widzisz. Nikt nie widzi prócz mnie, moich orłów i...
Zapadła cisza, długa cisza. Nagle zaczęła coś mówić w nieznanym dla mnie języku, jakby kogoś wspominała. - Więc tak, kiedy spotkasz króla - a módlmy się by to się nie stało , zawsze patrz mu w oczy, przenigdy nie spuszczaj z niego wzroku, bo ten przywilej wkurzania "tatuśka" należy do mnie.....

Przez następnie kilkanaście dni nauczyłem się wielu rzeczy związanych z tutejszą kulturą, prawem i zwyczajach - tych które stworzone zostały specjalnie dla Loulieth też, a naprawdę było ich dużo..  Nauczyłem się także kilku znaków Wydra i ich znaczeniu. Podczas tych dni po raz pierwszy zauważyłem, że Loulieth się uśmiecha. A orły? Valor i Odynia zaufali mi. Tylko czy Loulieth też?

      *     *       *        *      *

Choal! Pobudka , wstawaj!
Trzęsłam nim jak nigdy.
- Dziś jest Halmaron - pierwszy dzień wiosny! Możesz wyjść na zewnątrz !
Śmiałam się jak nigdy w życiu, a Choal zaspany w końcu wstał.
- Naprawdę? To super..
Popatrzyłam na niego wydawał się smutny.
- Coś nie tak?
- Wszystko w porządku tylko..
- Tylko co?
Patrzyłam na niego ciekawa. A on zbliżył się nieznacznie.
- U-um... więc czekam na zewnątrz!
Wybiegłam cała speszona tą sytuacją.
Po chwili wyszedł Choal nadal taki smutny. Podeszłam do niego i stanęłam na palcach. Był wyższy ode mnie o głowę , więc tylko tak mu choć trochę dorównywałam wzrostem.
- Co mogę zrobić ,żebyś się uśmiechnął i ze mną poćwiczył?
Patrzył na mnie tymi swoimi smutnymi oczami.
- Nic, wystarczy, że poprosisz.
Patrzyłam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Kapitanie Westwall czy poćwiczyłbyś ze mną? Twoja skromna i zabójczo dobra - dosłownie - wybawicielka prosi najładniej jak umie.
W końcu lekko się uśmiechnął i wyciągnął rękę.
- Dobrze, zgadzam się. Czy mógłbym teraz odzyskać swój miecz?
Podałam mu swoją rękę.
- Tylko jak mnie pokonasz Kapitanie .
Zaśmiałam się i podałam mu jeden z rampierów.
- Heh... to będzie cholernie trudne.
- Ale za to nagrodę będziesz mógł sobie wybrać.
- Powiadasz?
Uśmiechnął się pod nosem.
- Powiadam Kapitanie .

Padłam zmęczona na milutki, zimny puch śniegu. Po kilku godzinach walki bez przerwy padliśmy oboje na puchaty śnieg. Zdyszana zaczęłam się śmiać. Kapitan spojrzał na mnie.
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - Taaak.. poczekasz, na swoją nagrodę, o ile wygrasz hihi..
Popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
- Już ją mam.
Popatrzyłam na niego zdziwona.
- Jak to? Co to za nagroda?
Zaśmiał się, wstał i podał mi swoją rękę.
- Zjesz ze mną kolację czarnowłosa?
- Czy to zaproszenie na randkę Kapitanie?
- Odbierz to jak chcesz.
- W takim razie pójdę.
- Czuję się zaszczycony.
Zaśmiał się i podniósł mnie. Właściwie.. jego ręka była taka ciepła... nie chciałam żeby jej zabierał..ale zabrał. Czerwona pobiegłam do domu.

*        *         *          *           *

- Było pyyyyyycholskie!
Zaśmiełem się i popatrzyłem jej w oczy. Zaniepokoiłem się .
- Loulieth... Twoje oczy... dlaczego są ...
- Jakie? AAA... moje oczy zmieniają kolor wraz z porami roku lub moim widzi mi się. Przestraszyłeś się hihi?
Zarumieniłem się.
- Nie!
- Taaak hihi
- Wcale , że nie!
- Ta...
Nie wytrzymałem i pocałowałem ją. Nie wiem... nie wiem co mnie napadło ale .. objęła moją szyję i odwzajemniła mój pocałunek. Objąłem jej plecy i przyciągnąłem do siebie.
- U-um..
Valor i Odynia patrzyli nas, triumfowali, że ich pani ... matko!
Przerwałem pocałunek i oddaliłem się od niej.
- Coś zrobiłam..
- Nie , nie Ty, przecież chcesz mnie odesłać do domu.
- Chce, bo nie chce byś cierpiał jak ja..
- Kiedy ja nie cierpie! Nie tęsknie nawet za domem!
- A za przyjaciółmi?! Za Dorianem?! Za Nahemią?! Za nią?!
Patrzyła na mnie, gniewnie.
- O czym Ty...
- O Tym! Oni to Twoja rodzina! Twój dom! A ja już nie mam nikogo!
Dotknąłem jej policzka ale zaraz odepchnęła moją rękę.
- Nie! Wracasz tam już jutro!
- Loulieth!
Zamknęła się w swoim pokoju. Usiadłem i popatrzyłem na orły.. nie musiały umieć mówić , żebym odgadnął co chciały by powiedzieć... sam zadawałem sobie to pytanie...
       "Coś Ty zrobił?!"

Idąc przez las wolałem się nie odzywać . Najwyraźniej całe wczorajsze zamieszanie.. pfu moje zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Nagle natrafiliśmy na trupy. Trupy żołnierzy Adarlanu.
Loulieth podeszła do jednego z nich.
- Widać, że król nie szczędzi na ludziach, co nie Wolker?
Zamarłem, a on zaczął się śmiać. Co on Tu do cholery robi?!

(Caleana) "Mafia" 9.5

Moje życie drastycznie się zmieniło... przez ostatnie 4 miesiące walczyli o moje względy. Te całe próby... ale czas ujawnić prawdę. Kim tak naprawdę jest X, co tak naprawdę czuje , z kim chce być.
Odpowiedź jest prosta.. i czas ją wyjawić mojemu ojcu, zawodnikom, Sebastianowi...
Mam dość traktowania mnie jak psa, przekazywania mnie z rąk do rąk. Mam dość i czas zniszczyć ich wszystkich. Wścielić MÓJ PLAN w życie - w ich życie. I co najważniejsze... zniszczyć mojego ojca.

wtorek, 12 lipca 2016

(Violence) Part10 "4.13.-2"

#10
Cały dzień rozmawialiśmy pod drzewem. I następny, następny i następny. Codziennie tu siedzieliśmy. Był jednak nieobecny. Jutro jest święto słońca, powiedział mi to dzisiaj.
- Po to ci ta sukienka.
- No okej, ale czemu ?
- Niespodzianka, czy to takie trudne do pojęcia.
- Okej, dobrze. Co teraz porobimy ?
- Możemy się przejść.
Zabraliśmy swoje rzeczy. Po drodze zapytałam o coś Theodora.
- Powiem ci coś, prosto z mostu, bo jestem wobec ciebie szczera. Alec powiedział mi kilka dni temu, że nie chcesz się ze mną przyjaźnić, tylko coś więcej, oraz... że ci przeszkadzam w czymś. To prawda ?
- Tak, nie, Charlotte, nie wież we wszystko co mówi Alec.
- Czemu ? Na jakiej podstawie mam mu nie ufać, a tobie tak ?
- Nie wiem, może dlatego, że znamy się najdłużej. Dotychczas cię nie wydałem, wiesz ile bym dostał za Saturę i to żywą ?! Nigdy bym cię nie oddał, pilnuje cię, dbam, a ty ?! Jeszcze mi powiedz, że wolicz Alec'a !
- Theodor !!! O czym ty gadasz ?! Spytałąm tylko o coś, a ty... czemu taki jesteś zły ?
- Bo wam wszystkim się w dupie poprzewracało. Alec myśli, że popsuje nasze relacje. Ale on nie musi nic tu zdziaływać, skoro już jestyeś mu bardziej przychylna, niż mi. Oczekiwałaś, że ci powiem, że mnie nie obchodzisz, że masz drogę wolną do Alec'a ?! Otóż nie, on nie lubi ciebie, a mnie tym bardziej, dopiero teraz to zrozumiałęm. Po co się mnie o to pytałaś, co ?
- Chciałąm tylko wiedzieć, czy ty mnie serio kochasz. - Powiedziałąm bardzo cicho. Potem odwróciłam się i szybko poszłam przed siebie. Stał z tyłu przez chwilę, zaskoczony, potem zaczął za mną biec. Uciekałam tak szybko jak się da, miałąm nadzieję, że mnie nie znajdzie. Mówię prawdę. Nie okłamuje go, ja... kocham go. Jest mi bliski. Nie wiem, czy to taka miłość, o jakiej myślę, ale warto próbować, prawda ? Czy on mnie kocha ? Może z tą informacją byłoby mi łatwiej ? A może trudniej. Co oznaczają te wszystkie pocałunki ? To kłamstwa ?
Schowałam się za drzewem. Jednak był to dosyć rzadki las w tej części i szybko usłyszałam jego kroki w moją stronę. Co mi zrobi ? Nic. Oparłam się o drzewo. Theodor był metr za mną. Odeszłąm od niego, usiadłam na pieniu wyciętego drzewa. Poszedł za mną i usiadł po jego drugiej części.
- Przestań Charlotte, nie uciekaj. Nie dasz mi odpowiedzieć ?
- Daję, masz dużo czasu.
Wstał i podszedł do mnie. Kucnął obok. Spojrzał mi w oczy, po czym wziął moją dłoń, potem wstaliśmy.
- Kocham cię najbardziej na świecie, nigdy nie dam ci odejść. Ukrywam różne rzeczy, ale nie powinny cię niepokoić.
- Mam nadzieję, że nie masz problemów. Kocham cię Theodorze.
Potem mnie przytulił. Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu w pokoju chłopaków. Alec przyszedł dopiero o północy. Gdy tylko wszedł, Theo wyszedł. Podeszłam do Aleca, mocno dałam mu z liścia, po czym pokazałam cenzuralny palec i wyszłam, trzaskając drzwiami. Jutro czeka nas ważny dzień.

środa, 6 lipca 2016

(Violence) Part6.1 "Nie chcę Cię pamiętać"

#6
WENDY
Obudziłam się w swoim łóżku. Prawdopodobnie to sprawa mojego bra.... mojego... Gabe'a. Nie wiem czemu, ale chcę się poddać, chciałabym ponieść się w tej chwili. Trzeba iść do szkoły. Usiadłam na łóżku. Wstałam, poszłam na śniadanie, mój brat minął mnie szybko. Teraz to on się obraził ? Może w końcu zrozumiał, że mam dość. Zjadłam z tatą. udawałam, że nic się nie stało. Ojciec spytał, gdy odchodziłam.
- Co z tym zrobisz ?
- A co mam zrobić ?
- Kochasz go, prawda ?
- Nie wiem, to jest mój... brat. Nie ważne co, on nim jest, nawet...jeśli... nie ważne. Niech cię to nie obchodzi.
- Nie musi, już jest w gazecie.
- Co do...
- No tak, mamy jakiś przeciek, a prasa jest zdolna do wszytskiego.
- Oby to ominęło resztę.
Poszłam do Gabe'a.
- Słuchaj, nie musisz mnie unikać. - Jeśli to i tak się wyda, to postaram się być milsza.
- Dzięki, to dobrze. Idziemy ?
- Pewnie.
Wzięliśmy swoje rzeczy. Przytuliłam go.

sobota, 2 lipca 2016

(Caleana) "Klątwa Księżyca" Prolog

Pewnego dnia pojawił się pewien chłopak. Jego pierwsze swłowa, które do mnie wypowiedział?
- Czy zostaniesz moją kobietą?
- Nie, nawet jeżeli byś o mnie walczył.
Wtedy nie wiedziałam, że stałam się jego zwierzyną, że polowanie Alfy właśnie się zaczęło.

(Caleana) "Przysięga" #3

Colvorio, Granica królestwa łowców, 1404 rok

Szłam przez ulice miasta granicznego łowców. Po co tu jestem? Zasiać ziarno niezgody w śród ludu. Chce by byli przerażeni do tego stopnia, aby się wynieśli. Na dobre. Nagle usłyszałam znajomy głos. To był ON. Ten , który zabił nas wszystkie, wydał rozkaz. Dawniej książę, teraz król. Stanęłam w cieniu i oparłam się o mur, słuchałam z niedowierzaniem . Nagle z karety wyszedł on i -i jego syn. Wpatrywałam się w niego z pod kaptura swojego czarnego płaszcza. Był.. był przystojny. Krótkie czarne włosy, wysoki, umięśniony. Piwne oczy, nie jak ojciec - błekitne.
Ale to był wróg, nawet jeśli był przystojny i wpadł mi - jak to się mówi w "oko" to nie miał prawa zaistnieć w moim życiu. Przysłuchiwałam się ich rozmowie.
- Jak to nie wrócili?
- Normlanie Panie, nie ma ich od czterech lat.
Hoho ale król martwi się o swoich ludzi. Cztery lata minęły od "wypadku" a on dopiero teraz tu przyjechał. PF... żałosne. Uderzył jednego  ze strażników. Kolejnie żałosne posunięcie.
- I żaden nie ruszył za nimi?! Jeżeli one żyją trzeba je wyplenić! Zakończyć tą paranoje naszego ludu!
Zaśmiałam się,a oni popatrzyli na mnie.
- A ty z czego się tak śmiejesz?!
- To proste królu Semigalu. Oczywiście, że one żyją.
- Skąd to wiesz?
- Wiesz Panie, szlam jak codzień do lasu po zioła by zrobić maść dla jednego z chorych mieszkańców. Gdy nagle ujrzałam kobietę, która płonęła ogniem. Zaraz pędem wybiegłam z lasu. Ot co powineneś coś z tym zrobić, a teraz wybacz ale muszę zająć się poobijanym chłopcem.
Książe szepnął do strażnika.
- Kto to?
- Sarah , nasza zielarka. Dzięki niej wszyscy czujemy się bezpieczniej.
Książę popatrzył na mnie w tym momencie, w którym wiatr strącił mi kaptur z głowy i otworzył szeroko oczy. Szlam dalej. Król był już w pałacu a książę stał i patrzył się na mnie.
- Piękna...
- To prawda. Jest obiektem westchniej każdego mężczyzny.
- Gdzie mieszka?
- Zaprowadze Cię Panie.
- Mów mi Dorian
- Dobrze, Dorianie, chodź za mną.

Opatrzyłam ranną nogę chłopcu. Uśmiechnęłam się i dałam mu ciasteczko.
- Byłeś dzielny Diamal.
- Dziękuje Saro. A mogę jeszcze ciasteczek?
- Pewnie, tylko nie przesadź.
Dałam mu całe opakowanie ciastek i wybiegł.
Zasmiałam się.
- Hugo coś potrzebu..
Patrzyłam na księcia, który wszedł ze strażnikiem.
- Wybacz ale Dorian chciał Cie zobaczyć.
- Ale ja go nie, żegnam.
- O nie, chętnie zostanę.
- Phi, w Twoich marzeniach Książ..
- Dorian, jestem Dorian, a ty zapewne Sarah.
- Hugo, trzepnę Cię kiedyś
- Ja? Ja już lece paa
- Hugo wracaj!
Zdąrzył zamknąć drzwi, gdy rzuciłam w niego wazonem.
- Heh... więc czego szukasz Panie?
- Dorianie. Będę szczery, urzekłaś mnie swoją postawą i urodą.
- Pfffff...
Rżnęłam ze śmiechu jak nigdy w życiu. Tak. To był najszczerszy śmiech z głębi mojej zepsutej duszy.
- Co Cię tak śmieszy?
Zdziwiony spytał.
- Ty i Twoja przemowa. Matko, w życiu się tak nie uśmiałam. Jeżeli nic Ci nie dolega, żegnam.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Wbrew pozorom, jesteś inna.
- Pff.. owszem, jestem sobą. Złośliwą, chamską, śliczną przyznam ale i wredną. Więc sio. Nie jesteś mile widziany.
Wstał z krzesła. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jaki jest wysoki , a ja wysoka na 160 nie dosięgałam mu nawet do ramienia.
- Zmalej.
Uśmiechnął się pod nosem a ja założyłam ręce na piersi. Patrzył na nie.
- Wydrapać Ci te oczy? No sio płchło jedno ty.
Zaśmiał się i podszedł bliżej, tak że jego pierś dotykała moich. No i vo zrobić? Nie mogę go zabić , ani nic więc zniszcze go inaczej. Usmiechnęłam się i stanęłam na palcach i objęłam jego szyję. On złapał mnie za plecy i przyciągnął.
Nie wiem czemu moje serce zaczęło bić szybciej a na mojej twarzy pojawił się rumieniec. O nie. On zbliżył twarz do mojej.
- Zawsze dostaje to co zechce.
Szepnełam mu na ucho.
- Ale mnie nigdy nie zdobędziesz.
Kopnęłam go w klejnoty.
- Wynocha zboczeńcu!
Zaczęłam rzucać w niego różnymi rzeczami a on wybiegł.
- I nie wracaj więcej!
Jest! Trafiłam go łyżką w głowę .
I tak wróciłam do siebie z wielką satysfakcją.

Dzisiaj wstałam wcześniej niż zwykle. Znów ten koszmar. Ubrałam się, posprzątałam po wczorajszej masakrze i wyszłam do lasu. Ktoś mnie śledzi. Więc trzeba go zaskoczyć. Zniknęłam za wielkim starym dębem pamiętającym czasy wielkich czarownic. Gdy śledzący mnie mężczyzna był na wyciągnięcie moich rąk zaatakowałam go. Jednak szybko się uwolnił i kopnął mnie w brzuch. Upadłam na plecy. Szybko wstałam i uniknęłam wszystkich jego ciosów. Był zakapturzony - jak ja.  Był zwinny i silny dlatego czas wspomóc się magią. Szepnęłam pod nosem.
- Lad armur.
Korzenie drzewa nagle ożyły i złapały go za nogi i ręce. Wisiał do góty nogami. Zdjęłam z jego głowy kaptur i zamarłam.
- David?! Co Ty tutaj robisz?!

piątek, 1 lipca 2016

(Celaena) "Drogi pamiętniku..." #1

                                24.09.2016,
                                       8:30

    Drogi pamiętniku,
dziś chciałabym odwiedzić brata. Ciekawe co u niego? Ostatnio zauważyłam, że coś do mnie powiedział. Ale co mógł mi powiedzieć? Nic. Po wypadku zapadł w śpiączkę, a ja? Została sama. Mama i tata? Zostawili nas z bratem tóz po urodzeniu. Mam tylko jego. I nie chce go stracić. Nie mogę.

                             24.09.2016,
                                  10:40

Za dziesięć minut zaczyna się moja rehabilitacja. Po wypadku moja lewa ręka niezbyt mnie słucha. Dlaczego? Coś w mojej głowie blokowalo prawidłowy ... ruch. Nie lubiłam swojej rehabilitantki. Przedłużała moją rehabilitację tylko dlatego , bo wpadłam w oko jej synowi. Dziś jednak zuważyłam kogoś nowego, chłopaka w moim wieku. Wysoki rudzielec, szczupły, dobrze zbudowany. Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę, on zresztą mi od samego początku zajęć. Właściwie.. opiszę tem dzień dokładniej.

Elena - moja rehabilitantka - jak zwykle zleciła mi zestaw ćwiczeń. Znałam je już na pamięć. Więc po co mi je powtarza?
Rudowłosy chłopak podszedł do miejsca, gdzie składowany jest sprzęt. Popatrzył na mnie.
- Hej
- Mogę spytać o imię i wiek? Ja jestem Gabriel, spokojnie nie jestem tym archaniołem.
Zaśmiał się. O dziwo czułam się przy nim rozluźniona - a nie spięta i podejrzana. Zerknęłam na niego.
- Zwarzywszy na to, że jesteś nowy, zdradzę ci tylko imię aniele Gabrielu.
Jestem Yuno.
Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma. Nie wiem czemu ale chyba polubie to jak na mnie patrzy. Odwarzyłam się.
- Co Ci się stało aniołku, że trafiłeś do tego piekła?
Zaśmiał się.
- Pobili mnie do takiego stopnia , czwana lisico Yuno.
Wstałam. Nie mogę z nim dłużej rozmawiać.
- Wy Szkoci nigdy nie przestaniecie mnie zaskakiwać.
- Aż tak po mnie widać pochodzenie?
Uśmichnęłam się.
- Jestem w połowie szkotką. Znam was na wylot.
- Więc z kąd imię Yuno?
- Mama była japonką. W skrócie - po niej.
- Bardzo ładne imię zwarzywszy, że rozmawiam z dziewczyną, która wywodzi się z tego samego kraju co ja.
Uśmiechnęłam się i ... wyszłam.
Byłam już przy wyjściu, gdy zataranował mi drogę ten rudzielec.
- Szanowny szkocie, co ty wyprawiasz?
- Zagradzam drogę ślicznej szkotce.
- A dlaczego to robisz?
- By zgodziła się bym ją odprowadził chociaż kawałek.
- Otóż ta szkotka się nie zgadza i prosi abyś ją przpóścił.
- Dlaczegóż?
- Ponieważ nie zna tego urodziwego szkota i chciałaby już wskoczyć do swojego wyrka i zasnąć.
Podniósł zdziwiony brwi.
- O tej godzinie?
Uśmiechnęłam się wymuszenie.
- Nie wiesz o mnie nic, nawet tego, dlaczego tyle spie.
Zamyślił się patrząc mi w oczy.
- A mogę prosić chociaż o numer telefonu?
Pokręciłam przecząco głową i zdołałam się przecisnąć obok niego.
Zaczesłam swoje średniej długości rude włosy do tyłu.
- Do zobaczenia następnym razem lisico.

                               25.09.2016
                                    3:30

Obudziłam się przerażona i z krzykiem. Znowu to mi się śniło...
Może jednak powinnam iść do specjalisty? Odwiedziłam dziś brata. Opowiedziałam mu co działo się dziś na rehabilitacjach. Na pewno byłby zazdrosny o swoją młodszą siostrzyczkę ha ha. Moje czarne jak sadza włosy i zielone oczy przerażały mnie nadal. Włosy mam po mamie, tyle wiem, a oczy po tacie. Mój brat ma natomiast na odwrót. Rudzielec z niego równie przystojny jak z Gabriela. No właśnie. Dlaczego o nim pomyślałam? Jest 3:45 w nocy więc...
       Dzień dobry, mój drogi pamiętnku...