wtorek, 12 lipca 2016

(Violence) Part10 "4.13.-2"

#10
Cały dzień rozmawialiśmy pod drzewem. I następny, następny i następny. Codziennie tu siedzieliśmy. Był jednak nieobecny. Jutro jest święto słońca, powiedział mi to dzisiaj.
- Po to ci ta sukienka.
- No okej, ale czemu ?
- Niespodzianka, czy to takie trudne do pojęcia.
- Okej, dobrze. Co teraz porobimy ?
- Możemy się przejść.
Zabraliśmy swoje rzeczy. Po drodze zapytałam o coś Theodora.
- Powiem ci coś, prosto z mostu, bo jestem wobec ciebie szczera. Alec powiedział mi kilka dni temu, że nie chcesz się ze mną przyjaźnić, tylko coś więcej, oraz... że ci przeszkadzam w czymś. To prawda ?
- Tak, nie, Charlotte, nie wież we wszystko co mówi Alec.
- Czemu ? Na jakiej podstawie mam mu nie ufać, a tobie tak ?
- Nie wiem, może dlatego, że znamy się najdłużej. Dotychczas cię nie wydałem, wiesz ile bym dostał za Saturę i to żywą ?! Nigdy bym cię nie oddał, pilnuje cię, dbam, a ty ?! Jeszcze mi powiedz, że wolicz Alec'a !
- Theodor !!! O czym ty gadasz ?! Spytałąm tylko o coś, a ty... czemu taki jesteś zły ?
- Bo wam wszystkim się w dupie poprzewracało. Alec myśli, że popsuje nasze relacje. Ale on nie musi nic tu zdziaływać, skoro już jestyeś mu bardziej przychylna, niż mi. Oczekiwałaś, że ci powiem, że mnie nie obchodzisz, że masz drogę wolną do Alec'a ?! Otóż nie, on nie lubi ciebie, a mnie tym bardziej, dopiero teraz to zrozumiałęm. Po co się mnie o to pytałaś, co ?
- Chciałąm tylko wiedzieć, czy ty mnie serio kochasz. - Powiedziałąm bardzo cicho. Potem odwróciłam się i szybko poszłam przed siebie. Stał z tyłu przez chwilę, zaskoczony, potem zaczął za mną biec. Uciekałam tak szybko jak się da, miałąm nadzieję, że mnie nie znajdzie. Mówię prawdę. Nie okłamuje go, ja... kocham go. Jest mi bliski. Nie wiem, czy to taka miłość, o jakiej myślę, ale warto próbować, prawda ? Czy on mnie kocha ? Może z tą informacją byłoby mi łatwiej ? A może trudniej. Co oznaczają te wszystkie pocałunki ? To kłamstwa ?
Schowałam się za drzewem. Jednak był to dosyć rzadki las w tej części i szybko usłyszałam jego kroki w moją stronę. Co mi zrobi ? Nic. Oparłam się o drzewo. Theodor był metr za mną. Odeszłąm od niego, usiadłam na pieniu wyciętego drzewa. Poszedł za mną i usiadł po jego drugiej części.
- Przestań Charlotte, nie uciekaj. Nie dasz mi odpowiedzieć ?
- Daję, masz dużo czasu.
Wstał i podszedł do mnie. Kucnął obok. Spojrzał mi w oczy, po czym wziął moją dłoń, potem wstaliśmy.
- Kocham cię najbardziej na świecie, nigdy nie dam ci odejść. Ukrywam różne rzeczy, ale nie powinny cię niepokoić.
- Mam nadzieję, że nie masz problemów. Kocham cię Theodorze.
Potem mnie przytulił. Resztę dnia spędziliśmy na gadaniu w pokoju chłopaków. Alec przyszedł dopiero o północy. Gdy tylko wszedł, Theo wyszedł. Podeszłam do Aleca, mocno dałam mu z liścia, po czym pokazałam cenzuralny palec i wyszłam, trzaskając drzwiami. Jutro czeka nas ważny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz