Nienawidzę go! Jak śmiał wysłać na mnie skrytobójców w dzień?! Debilizm do kwadratu. Valor i Odynia znowu są we krwi... skażeni. Jeszcze Westwall pewnie wszystko widział... super, po prostu super. Byłam wściekła! Pokręciłam kilka razy rampierami w dłoni i oczyściłam je z krwi. Wróciłam do domu. Valor usiadł mu na ramieniu. Tak jak się spodziewałam Kapitan wszystko widział. Uśmiechnęłam się pod nosem - no i dobrze. Niech wie, że ze mną lepiej nie pogrywać.
- Coś Ty zrobiła...
- Nie twój interes! A wróć , jednak Twój bo właśnie uratowałam Ci tyłek, drugi raz!
- Zabiłaś ich! To nie jest ratowanie ..
- To byli skrytobójcy! Zresztą po co Ci się tłumacze! Nie znasz tutejszego prawa, niczego nie wiesz, więc zamknij się chodź raz i daj mi spokój! Valor, Odynia do mnie..
- Poczekaj, wróć...
- Czego?!
Popatrzyłam na niego gniewnie, ale kiedy patrzyłam na niego dłużej nie wiem czemu moja wściekłość i furia ustępywały łagodności i uległości.
- Przepraszam, ale nikt nie rozmawiał ze mną w taki sposób jak Ty. Wszyscy się mnie boją.
- Kiedy ja Ciebie nie. A poza tym to ja powinienem...
Zamarł... zresztą ja też. Co ja do cholery robię!?
* z * z * z * z *
Zamarłem... ona pocałowała mnie. Mnie... jej wroga. Gości mnie w swoim domu , opiekuje się mną, ratuje mi życie i... i pocałowała.
- Przepraszam, zapomnij że to kiedykolwiek miało miejsce!
Czerwona wybiegła i zamknęła się w swoim pokoju.
- Loulieth! To był nic nie znaczący... uznaj to.. nie, uznajmy to jako moją karę za podglądanie i za zawracanie głowy Twojemu ślicznemu tyłkowi.
Kuźwa... co ja do cholery gadam? Jak tak dalej pójdzie to wyjdzie, że mi się podoba. A tak nie jest.. albo i jest? Dość..
Minęło parę dni a ona na mój widok zaraz ucieka. Taka piekielnie dobra z niej zabójczyni a taka wstydliwa. W końcu udało mi się ją złapać.
- Posłuchaj... nauczysz mnie tutejszych zwyczajów i praw?
Popatrzyła na mnie ciekawie i badawczo. Trwało to chyba wieki ale i tak mi się to podobało.
- Tak, zacznijmy od zwyczajów. Więc... tutaj znaki Wyrda są na pożądku dziennym. Mogłeś tego nie widzieć ale.. ja i orły mamy je wytatułowane na ciele.
Popatrzyłem na nią i na nich z szeroko otwartymi oczyma.
- Jak to? Przecież nic nie macie na..
- Bo Ty tego nie widzisz. Nikt nie widzi prócz mnie, moich orłów i...
Zapadła cisza, długa cisza. Nagle zaczęła coś mówić w nieznanym dla mnie języku, jakby kogoś wspominała. - Więc tak, kiedy spotkasz króla - a módlmy się by to się nie stało , zawsze patrz mu w oczy, przenigdy nie spuszczaj z niego wzroku, bo ten przywilej wkurzania "tatuśka" należy do mnie.....
Przez następnie kilkanaście dni nauczyłem się wielu rzeczy związanych z tutejszą kulturą, prawem i zwyczajach - tych które stworzone zostały specjalnie dla Loulieth też, a naprawdę było ich dużo.. Nauczyłem się także kilku znaków Wydra i ich znaczeniu. Podczas tych dni po raz pierwszy zauważyłem, że Loulieth się uśmiecha. A orły? Valor i Odynia zaufali mi. Tylko czy Loulieth też?
* * * * *
Choal! Pobudka , wstawaj!
Trzęsłam nim jak nigdy.
- Dziś jest Halmaron - pierwszy dzień wiosny! Możesz wyjść na zewnątrz !
Śmiałam się jak nigdy w życiu, a Choal zaspany w końcu wstał.
- Naprawdę? To super..
Popatrzyłam na niego wydawał się smutny.
- Coś nie tak?
- Wszystko w porządku tylko..
- Tylko co?
Patrzyłam na niego ciekawa. A on zbliżył się nieznacznie.
- U-um... więc czekam na zewnątrz!
Wybiegłam cała speszona tą sytuacją.
Po chwili wyszedł Choal nadal taki smutny. Podeszłam do niego i stanęłam na palcach. Był wyższy ode mnie o głowę , więc tylko tak mu choć trochę dorównywałam wzrostem.
- Co mogę zrobić ,żebyś się uśmiechnął i ze mną poćwiczył?
Patrzył na mnie tymi swoimi smutnymi oczami.
- Nic, wystarczy, że poprosisz.
Patrzyłam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Kapitanie Westwall czy poćwiczyłbyś ze mną? Twoja skromna i zabójczo dobra - dosłownie - wybawicielka prosi najładniej jak umie.
W końcu lekko się uśmiechnął i wyciągnął rękę.
- Dobrze, zgadzam się. Czy mógłbym teraz odzyskać swój miecz?
Podałam mu swoją rękę.
- Tylko jak mnie pokonasz Kapitanie .
Zaśmiałam się i podałam mu jeden z rampierów.
- Heh... to będzie cholernie trudne.
- Ale za to nagrodę będziesz mógł sobie wybrać.
- Powiadasz?
Uśmiechnął się pod nosem.
- Powiadam Kapitanie .
Padłam zmęczona na milutki, zimny puch śniegu. Po kilku godzinach walki bez przerwy padliśmy oboje na puchaty śnieg. Zdyszana zaczęłam się śmiać. Kapitan spojrzał na mnie.
- To będzie trudniejsze niż myślałem. - Taaak.. poczekasz, na swoją nagrodę, o ile wygrasz hihi..
Popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
- Już ją mam.
Popatrzyłam na niego zdziwona.
- Jak to? Co to za nagroda?
Zaśmiał się, wstał i podał mi swoją rękę.
- Zjesz ze mną kolację czarnowłosa?
- Czy to zaproszenie na randkę Kapitanie?
- Odbierz to jak chcesz.
- W takim razie pójdę.
- Czuję się zaszczycony.
Zaśmiał się i podniósł mnie. Właściwie.. jego ręka była taka ciepła... nie chciałam żeby jej zabierał..ale zabrał. Czerwona pobiegłam do domu.
* * * * *
- Było pyyyyyycholskie!
Zaśmiełem się i popatrzyłem jej w oczy. Zaniepokoiłem się .
- Loulieth... Twoje oczy... dlaczego są ...
- Jakie? AAA... moje oczy zmieniają kolor wraz z porami roku lub moim widzi mi się. Przestraszyłeś się hihi?
Zarumieniłem się.
- Nie!
- Taaak hihi
- Wcale , że nie!
- Ta...
Nie wytrzymałem i pocałowałem ją. Nie wiem... nie wiem co mnie napadło ale .. objęła moją szyję i odwzajemniła mój pocałunek. Objąłem jej plecy i przyciągnąłem do siebie.
- U-um..
Valor i Odynia patrzyli nas, triumfowali, że ich pani ... matko!
Przerwałem pocałunek i oddaliłem się od niej.
- Coś zrobiłam..
- Nie , nie Ty, przecież chcesz mnie odesłać do domu.
- Chce, bo nie chce byś cierpiał jak ja..
- Kiedy ja nie cierpie! Nie tęsknie nawet za domem!
- A za przyjaciółmi?! Za Dorianem?! Za Nahemią?! Za nią?!
Patrzyła na mnie, gniewnie.
- O czym Ty...
- O Tym! Oni to Twoja rodzina! Twój dom! A ja już nie mam nikogo!
Dotknąłem jej policzka ale zaraz odepchnęła moją rękę.
- Nie! Wracasz tam już jutro!
- Loulieth!
Zamknęła się w swoim pokoju. Usiadłem i popatrzyłem na orły.. nie musiały umieć mówić , żebym odgadnął co chciały by powiedzieć... sam zadawałem sobie to pytanie...
"Coś Ty zrobił?!"
Idąc przez las wolałem się nie odzywać . Najwyraźniej całe wczorajsze zamieszanie.. pfu moje zachowanie wyprowadziło ją z równowagi. Nagle natrafiliśmy na trupy. Trupy żołnierzy Adarlanu.
Loulieth podeszła do jednego z nich.
- Widać, że król nie szczędzi na ludziach, co nie Wolker?
Zamarłem, a on zaczął się śmiać. Co on Tu do cholery robi?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz