piątek, 13 maja 2016

(Violence) Part2.5 "Nie chcę cię pamiętać"

GABE
Koniec. Nie wierzę w to. Staliśmy jak wryci.
- Poprzednio, gdy to się stało byłaś zachwycona. Chciałem pomóc.
- Zachwycona ?! Oszalałeś, to jest pewien rodzaj traumy ! Jesteś moim bratem ! Masz racje, podobało mi się, może to tylko dlatego, że cierpię z powody Lee. To było dobre, ale nie chcę tego powtarzać. To jest trudne, nie miałeś dziewczyny ?
- Nie. Co prawda, raz, koleżanka mnie pocałowała, ale ja nie jestem takim typem. Nie umiałem się odnaleźć, ale teraz znowu jesteśmy razem, co nie ?
- No właśnie nie. Oczekiwałam, że zrozumiesz, że to jest koniec. Nie jesteśmy już związani sznurem, żadnych kajdanek, wcześniej to było dobrowolne, teraz to więzienie, nie wiesz co się działo, gdy cię nie było, no właśnie, n-i-e b-y-ł-o cię tam. To jest twój problem nie mój, ja sobie sama poradzę, jak dotychczas, też zacznij.
- Właśnie widzę, jak sobie radzisz. Nie ukryjesz już blizn.
Spojrzała na mnie, przygryzła wargę, gdy próbowałem jej dotknąć, pocieszyć, odepchnęła mnie, a potem poszła. Poszła sobie. Szukałem ją cały czas, znalazłem ją siedzącą pomiędzy Lee, a Reeve. Nie mogę patrzeć na tego typa. Dlaczego ona się z nim zadaje ?! Nie pozostawiłem tego pytania bez odpowiedzi, poszedłem do nich.
- Skoro cię skrzywdził, to czemu z nim tutaj jesteś ?
- Bo mimo przeżyć z nim, wciąż się przyjaźnimy, a teraz siedzę sobię z moimi prawdziwymi przyjaciółmi. - Na tym przedostatnim słowie zwiększyła moc swojego głosu. - Mam problemy typowej nastolatki, oraz są uważane za powszechne, ale nie mam zamiaru siedzieć i płakać, a już na pewno nie z twojego powodu.
Kucnąłem przy niej, położyłem jej rękę na kolanie, próbowała zrzucić moją rękę, ale Lee ją zatrzymał.
- To twój brat, nie możesz tak traktować rodzeństwa.
- Nie wiesz jak to jest kogoś stracić, jak my siebie nawzajem. - Odparłem.
- Wiem, moja siostra umarła, super, prawda ?
- Nie to miałem na myśli, oraz przykro mi, chodziło mi o to, że tu jesteśmy, ale nie jesteśmy tacy sami.
- Myślałeś, że zawszę będę za tobą łazić ? - Wtrąciła Wendy. - Otóż nie mój drogi, nie będę, twoja rzeczywistość wygląda inaczej niż moja. Nie mam ochoty się dzielić swoimi resztkami życia z tobą.
- O co tak właściwie się złościsz ? - Spytała Reeve.
- O coś niewybaczalnego. - Powiedziała Wendy.
Zaczęliśmy na siebie krzyczeć, aż w końcu powiedziałem trochę za głośno :
- Boże, wiem, ale ja tylko cię pocałowałem !
Cholera. Nie wybaczy mi, słyszeli to wszyscy w pobliżu, jakieś 10, góra 15 osób, ale i tak wystarczy, by wszystko zniszczyć, nie wygrzebię się z tego, co ja jej zrobiłem, co ja nam zrobiłem, nie będziemy mieć tutaj życia. Wendy spojrzała na mnie, potem na Reeve, a następnie na Lee, któremu szepnęła coś na ucho, ten zgodził się, a potem oboje wyszli. Zaczęły się szepty. Na lekcjach tego dnia już jej nie widziałem. Musiała iść do domu, lub na wagary, chociaż było to do niej nie podobne. Po lekcjach widziałem ją tylko w parku blisko domu. Siedziała z Lee pod drzewem, opierając głowę o jego ramię. Co ona w nim widziała, z tego co pamiętam z dawnych lat, to nigdy nie chodził z dziewczyną, obchodziły go tylko kebaby i gry wideo, mojej Wendy nigdy nie lubił, chodziliśmy kiedyś razem na pole, ale to nic wielkiego, często się bili, ale mimo to ja nie reagowałem, lecz patrzyłem, czekając, aż ją skrzywdzi i będę miał pretekst by mu przyłożyć. Gdy mijałem park, zobaczyła mnie, powiedziała coś do Lee, a potem go przytuliła, potem wstała i poszła do domu, szliśmy w milczeniu. Zagadywałem, ale mnie ignorowała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz