Koniec tego opowiadania. Nie miało ono sensu, oraz zbyt zahaczałam o życie prywatne w pewnych momentach >_< Sostaje ono więc zdjęte.
Nie pamiętam tego wydarzenia. Stałam przy oknie, taka wolna, taka silna, pozostawiłam mojego byłego, chcąc zapomnieć, na widok tej szmaty dalej przewraca mi się w żołądku. Nie wiem jak chcę to zrobić. Byli ze mną moi koledzy, wśród nich ten wybrany. Spytałam ich, jakie zdanie najlepiej ich opisuje, gadali coś o grach. Jednak nikt nie spytał o moje. Potem pamiętam, że siedzieliśmy na trawie i gadaliśmy. Po kilku minutach rozmowy, mój kolega był skupiony, spytał mnie, jakie było moje zdanie. Odpowiedziałam, że "co z tego ?". Chłopcy wydali się zdziwieni. Zaczęłam wymieniać.
Co z tego, że nie mogę patrzeć na tą szmatę,
co z tego, że nigdy się chyba nie zakocham,
co z tego, że czasem chcę sypać radością garściami, a czasem chcę po prostu umrzeć ?
co z tego, że... - spojrzałam na niego - bardzo mi się podobasz od ponad roku,
co z tego, że i tak mnie olejesz
co z tego, że się nienawidzę
co z tego, że czuję się jak przedmiot
co z tego, że mój były chyba chcę się ze mną znowu pojednać
co z tego, że nie ważne jak tego nie chcę, to i tak ranię ludzi,
co z tego, że nie mogę pomóc koledze się we mnie odkochać ?
co z tego, że jestem żałosna, co pewnie teraz myślicie
co z tego, że może mnie wcale nie lubicie, ale chodzimy razem na pole bo podobam się osobie naprzeciwko, ale nie tej obok mnie.
- Po prostu jesteś spoko, jesteś sympatyczna, oraz nie dajesz sobą pomiatać, jak po tobie równo jadę, mówię, że cię nienawidzę, to i tak odbierasz to żartem i mi oddajesz, po prostu równo się lejemy, ale nikt nie kończy w łzach. Nie nienawidzę cię, i - zatkał uszy osobie której ja się podobam - serio też mi się podobasz, ale za mało się znamy. - Po tych słowach złapał mnie za rękę.
Nagle wszystko stanęło w płomieniach, a ja zrozumiałam, że nie jestem na trawie, tylko w szkolnej łazience, na szybie napisałam okropne rzeczy o tej szmacie co mnie oszukała, o wszystkich. napisałam to markerem permanentnym. Zrozumiałam, że nie trzymam jego ręki, tylko paczkę z tabletkami na uspokojenie które kupiłam wczoraj. Wszystko było snem, pamiętam tylko jak całe opakowanie zaczęło reagować w moim ciele, do łazienki weszła moja przyjaciółka, która wpadła w panikę, miała ze sobą problemy, słyszałam jak krzyczy "to ja miałam umrzeć pierwsza, byłaś tka szczęśliwa, Hidden nie zostawiaj mnie !". Za nią weszła ta idiotka, której nienawidziłam. Czytała napisy na ścianie, pisało tam wszystko co o niej wiem. Że wszystkich wykorzystuje, że jej rodzice traktują ją jak księżniczkę, a ona ich jak śmieci, że mnie skrzywdziła, że jest puszczalska, wypisałam wszystko co jest prawdą, moje ostatnie słowa brzmiały "Teraz to cię udupiłam, Vicky, powiedz mu, że mi się podobał, i zrób to co tu piszę" Podałam jej kartkę, po czym umarłam. Przynajmniej tak myślałąm, wszystko było czarne. Jednak nie jeste tak źle, okazało się, że jestem duchem ! Mogę wszystko obserwować, są tu fajne zajęcia. Nie tęsknię, widzę ich wsyztskich, szczęśliwych. Widzę ich przyszłość. Tą szmatę zamknęli w poprawczaku. Wyszły na jaw jej groźby do mnie, wszyscy się jej bali, była załamana, ale się nie zabiła, nie dostała się do wymarzonej szkoły. Mój deadline był zemstą.
Nie wiedziałam, że takie długie mi to wyjdzie, ale trzebabyło to jakoś ciekawie zakońcyzyć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz