- Powiedziałeś, że wiesz co robisz?! - krzyknął mój ojciec. Dawan Carrwaro - szef największej i najgroźniejszej mafii na świecie. Myślałam, że zaraz go zastrzeli. Mówiąc jego mam na myśli Carlosa. Jego.. teraz już lewą rękę po tym jak odciął mu prawą po zawalonym handlu maryśką z amerykańską gildią wujcia Gustawa. Biedny Carlos, jedna osoba, która mu współczuła? - Ja.
Patrzyłam na niego chwilę ze mega wielkim współczuciem. On na mnie z przerażeniem. Biedny Carlos. Miałam dość krzyków "miszczunia" jak zwą go "poddani". Przemierzyłam hol. Starałam się nie patrzeć na portrety naszej familii. Zawsze mnie przerażały,a ojciec nigdy nie zwracał na mnie uwagi.
- Radź sobie sama! - Jedna z nałożnic gildii wybiegła z płaczem z pokoju...Saszy. Rosyjskiego pachołka mojego ojca od brudnej roboty. szłam dalej. Na korytarzu po prawej i po lewej stronie widniały "rodzinne pamiątki" z muzeów świata. W końcu dotarłam do mojego pokoju na 4 piętrze tego pałacowego labiryntu. Weszłam, założyłam słuchawki i zanurzyłam się w moim świecie. Świecie muzyki. Zamknęłam oczy i nie wiem kiedy - usnęłam.
Rano wstałam jak zwykle. Z tą różnicą, że dzisiaj przy moim biurku siedział ON.
- Czego chcesz? - wydusiłam oschle, jak zresztą na córkę szefuńcia przystało. Prawda była taka, że nie byłam taka jak mój ojciec.
- Dawan chce cię wydać za mąż jak już wiesz.
- Tak wiem od szesnastu lat mojego życia w króliczej noże. Coś jeszcze? Nie fatygowałbyś się, gdyby to nie było coś co nie miało by mnie zaskoczyć. - zesztywniał. A więc ti go miałam.
- Jesteś sprytniejsza i bardziej spostrzegawcza niż myślałem - uśmiechnął się. A ja przewróciłam oczami .
- Do rzeczy durniu.. - zaśmiał się.
- Od dzisiaj zacznie się turniej. Turniej, w którym nagrodą będziesz TY - zesztywniałam i otworzyłam szeroko oczy. on wyszedł śmiejąc się głośno. Zacisnęłam ręce w pięści.
- Tak łatwo mnie się nie pozbędziesz. TATO.
Czekam na next ^^
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)